Monika_Darydlazwierzak-C3-B3w
Charytatywnie

„Nie wiem czym jest nuda” – wywiad z Moniką Darydlazwierzaków

„Nie wiem czym jest nuda”
 
Monika poprosiła mnie kiedyś o udostępnienie informacji o zbiórce darów, jaką organizuje w swoim domu. Potem przez jakiś czas śledziłam jej poczynania na fejsbukowym profilu, zachwycona zaangażowaniem i energią, jakie Monika wkłada w pomoc potrzebującym, zapragnęłam porozmawiać na żywo i pokazać innym to, co mnie tak w niej ujęło. Spotkałyśmy się w mokotowskiej Regeneracji, gawędziłyśmy przy piwie dobrych kilka godzin. Z tej rozmowy powstał wywiad, przeprowadzony z Monią w lipcu 2013 roku, którego fragment publikuję poniżej.
Pisałaś, że ciągle organizujesz zbiórki darów, ratujesz jakieś zwierzaki. Działasz w jakiejś fundacji?
Pomaganiem zwierząt zajmuję się od zawsze – moja mama zawsze się ze mnie śmieje, że jakbym mogła, to bym trzymała konia na balkonie. Działam sama, oczywiście z pomocą sąsiadów, przyjaciół i rodziny, ale jestem jednoosobową jednostką pomocyJ. Kilka lat temu zdecydowałam, że nie chcę się zrzeszać w żadnym schronisku, ani fundacji, wolę być freelancerem i sama pomagać różnym schroniskom. Monitoruję to, co się dzieje w sieci, mam różnych znajomych w fundacjach i schroniskach, ludzi poznanych przez sieć, towarzystwo kociarzy i psiarzy z osiedla, no po prostu cały network. Z reguły to wygląda tak, że ja się odzywam do danego schroniska i proponuję im pomoc, ale często oni też się kontaktują – znam koordynatora Fundacji Azylu Pod Psim Aniołem – odzywam się do niego co jakiś czas lub on do mnie pisze z pytaniem czy mogę wziąć psa na tymczas. Z takich bardziej znanych fundacji mam kontakt również z Celestynowem, dla którego również jestem tymczasem i organizuję dla nich zbiórki. Jeśli chodzi o województwo mazowieckie to jest piętnaście fundacji z którymi mam stałą współpracę. Pytam się na co mają największe zapotrzebowanie – jedno schronisko mówi, że potrzebuje pościeli, ręczników i tak dalej, to ja to załatwiam. Inne mówi, że potrzebuje karmy suchej – załatwiam.
Aha, załatwiasz czyli co dokładnie robisz?
Ja organizuję i koordynuję zbiórki darów. One mi się tak na maksa rozkręciły w tym roku! W zimę zbierałam kasę na budy dla Celestynowa – miałam zbierać pieniądze, a zbierałam też kołdry, ręczniki i inne rzeczy. Zbiórka miała trwać miesiąc, a w końcu trwała do końca maja. I powiem ci, że tak mi się to rozkręciło, że zaczęłam zbierać też na pomoc dla ludzi. Bo ja zbieram dla tych zwierząt wszystko oprócz szkła. Od bud przez pościele, środki chemiczne, karmy suche, mokre, lekarstwa, kroplówki, środki opatrunkowe, miski, smycze, spoty, wszystko, co tylko przyjdzie ci do głowy, że jest potrzebne w schronisku to ja załatwiałam.
Jak docierasz do ludzi, którzy ci przynoszą te dary?
Głównie przez Internet i przez znajomych, ale robię też plakaty i je rozwieszam.
I przynoszą rzeczy do domu?
Punkt zbiórkowy jest u mnie w domu, bo jestem umówiona z fundacjami i schroniskami tak, że oni odbierają to, co było dla nich potrzebne. Na przykład Fundacja AST odbiera dla siebie karmę, smycze i spoty, w międzyczasie mam ludzi, którzy mi donoszą, później przyjeżdża ktoś z rzeczami dla Doroty DobraAdopcja z Tłuszcza. Staram się umawiać wszystkich tego samego dnia, bo miałam przez ostatnie miesiące taką sytuację, że nie było już gdzie stanąć u mnie w domu. Miałam balkon, korytarz i wszystkie pokoje zawalone. Wszyscy sąsiedzi się śmiali, bo chodziłam non stop z takimi workami wysokości półtora metra. Oni też się zaangażowali i nie raz pomagali wnosić i przerzucali ze mną dary. Każdy jest już przyzwyczajony, że ten zawalony korytarz to u Moni.
Dary przyniesione do mieszkania Moniki
Jak udaje Ci się ogarnąć to organizacyjnie?
No właśnie ludzie są często niepoważni, bo deklarują się, że przyjadą, a nie przyjeżdżają. Przedostatniego dnia maja miałam taką sytuację, że zadeklarowało mi się dwadzieścia osób ze zbiórki, że przywiozą mi rzeczy. Tego dnia specjalnie wróciłam wcześniej do domu, wszystko ogarnęłam, czekałam. Musiałam danego dnia siedzieć w domu tych kilka bitych godzin, a tu nikt się nie pojawił. Na drugi dzień odezwałam się do laski, która nie przyjechała, powiedziałam – „Rozumiem różne sytuacje, mogłaś mi po prostu wysłać sms”, a ona skasowała mnie z fejsbuka. Więc wiesz, z różnymi sytuacjami się spotykam. Ludzie bardzo często mnie terroryzują (ja zawsze zaznaczam, że zbiórka jest u mnie – nie mam auta, nie mam prawka i ciężko mi się przemieszczać, muszę do tego angażować inne osoby. Każdy mój znajomy, nie dość że ma ode mnie zwierzątko, to jeździ po pracy odbierać dla mnie jakieś rzeczy na zbiórki, za co jestem im ogromnie wdzięczna, natomiast nie chcę przeholować). Ale dzwonią do mnie ludzie i mówią tak: „Dzień dobry, mam dwadzieścia kilo żwirku. Albo przyjedzie pani po to w ciągu trzech godzin, albo ja to wyrzucam na śmietnik”. Robię wtedy wszystko, żeby ten żwirek odebrać. Za chwilę dzwoni babka, że ma kocyk i miski i mam to odebrać w ciągu dwóch dni, gdzie ja stale zaznaczam, że zbiórka jest u mnie. Żyjemy w takich czasach, że chyba każdy ma choć jednego mobilnego znajomego i ta pani mogłaby choćby kogoś poprosić o pomoc i przewieźć to do mnie. Nie raz było tak, że jeździliśmy autobusami z tymi materacami, gąbkami, wszystkim. Można? Można, tylko trzeba chcieć.
Aha, a na czym polega Twoja działalność w Internecie?
Jest mnóstwo ogłoszeń w Internecie po których widać, że zwierzęta są rozmnażane. Ja się często odzywam do autorów tych ogłoszeń. Na przykład pytam się co się stało z tymi szczeniakami, czy rodzice szczeniaków zostali już wysterylizowani, wykastrowani, przesyłam tym ludziom linki gdzie mogą znaleźć kliniki z tańszymi zabiegami, ewentualnie proponuję fundacje, które mogą im pomóc: jeśli pies jest w typie danej rasy, na przykład AST, to kieruję do Fundacji AST, jeżeli jest haszczakiem, kieruję ich do Husky Adopcje. Piszę, że „jeżeli nie będziesz mógł/mogła zająć się zwierzęciem i nie uda ci się go oddać, to możesz zwrócić się do tych i do tych osób”. I reakcje tych ludzi można podzielić na trzy grupy – część pisze, że to jest ich zwierzę i zrobią z nim co chcą, mały odsetek kasuje od razu ogłoszenie na portalu, a trzeci rodzaj to są takie osoby, które odpisują „dziękuję, bo nie wiedziałam co zrobić”. Nieważne czy to są żółwie, rybki czy psy – teraz właściwie każdy gatunek ma swoją fundację, czy schronisko i to jest fajne. Ja na przykład dwa tygodnie temu ratowałam wróbla. W zeszłym tygodniu moja znajoma ratowała bociana, któremu ktoś amputował skrzydła. Oba ptaszki trafiły do azylu ptasiego w naszym warszawskim Zoo.
Transport darów od Moniki
Czekaj, skąd się wziął u Ciebie wróbel?
Znalazłyśmy go z paniami ode mnie z pracy przed budynkiem. Spadł skądś, jeszcze nie umiał latać. Złapałam go, wsadziłam do pudełka, zadzwoniłam do Zoo, przygotowałam ich na przyjazd tego ptaka i oni go przyjęli. Numer do placówki znalazłam momentalnie na stronie internetowej w telefonie. Zawsze bardzo szybko działam, bo wiem, że czas jest ważny zwłaszcza w przypadku zwierząt na których się nie znam. Ja mam codziennie inny przypadek, ostatnio dzwoniła znajoma z interwencji „Monia, mamy trzydzieści Yorków, mogłabyś je przygarnąć?”. Dokarmiam też psy bezdomnych z okolicy, gdzie ci bezdomni naprawdę fantastycznie potrafią o nie zadbać. Chodzę po okolicy jak kretynka i rozdaję tę karmę, czy środki lecznicze, czy spoty, czy obroże na kleszcze. Ciągle poszerzam tą moją działalność. Jest też spory odsetek ludzi, który odzywa się do mnie i mówi – „Monia, szukam takiego i takiego psa” i ja wtedy wynajduję w ogłoszeniach takiego zwierzaka i podsyłam linki. W ten sposób też się udało wyadoptować mnóstwo zwierząt. Trzy tygodnie temu byłam na wizycie poadopcyjnej u Malamuta, którego miałam na tymczasie. Z nim wiąże się taka historia, że podczas spaceru tak mnie pociągnął, że uderzyłam głową w beton, roztrzaskałam sobie twarz i kręgosłup szyjny, więc w ogóle byłam na zwolnieniu kilka ładnych miesięcy – szpital, rehabilitacja. On był wielki i strasznie silny, a przy tym nie potrafił chodzić na smyczy, ale znalazł fantastyczny dom.
Monika, a powiedz mi – jak ty znajdujesz na to wszystko czas?
To jest tak, że poświęcam temu niestety i stety ogrom czasu. Często spotykam się z brakiem wyrozumiałości, bo wszyscy się śmieją, że będę przyszłą Violettą Villas. Faktycznie ostatnie miesiące były ciężkie właśnie przez tą zbiórkę, ale mówię – ona tak mi się rozkręciła, że nawet udało mi się pomagać biednym rodzinom z województwa mazowieckiego. Zaczęto mi przywozić rzeczy dla ludzi, więc dary pojechały też do Domu Dziecka w Krakowie, do podwarszawskich wsi, gdzie ubrania, garnki, zabawki, książki, nawet jedzenie – wszystko zostało porozdawane. Ale wracając do Twojego pytania – poświęcam temu bardzo wiele czasu, do tego stopnia, że czasami jestem wkurzona. Do niedawna było tak, że pracowałam siedem dni w tygodniu na trzy różne zmiany i naprawdę nie raz siedziałam ze łzami w oczach, ale nie wyobrażam sobie inaczej funkcjonować. To jest tak, że ja wobec samej siebie się do czegoś zobowiązałam. Chcę pomagać tym zwierzętom mimo tych łez i wkurzenia na samą siebie i wkurzenia moich znajomych. Ja mam zawsze „ul w głowie” i ciągle muszę podejmować decyzję na co poświęcić ten wolny czas. Nie raz jest tak, że mam wolny wieczór i nagle zadzwoni ktoś i mówi „Monia, jest interwencja” – trzeba pojechać gdzieś tam, coś zrobić, uratować psiaka, a tam są szczeniaki, tutaj biedny kotek jest w rurze i ja jadę. Nie zastanawiam się, po prostu to robię. Ale wiesz, czasem marzy mi się, że wstaję rano i mówię „Kurde, nudzi mi się”. Ja nie wiem czym jest nuda – odkąd pamiętam, nigdy mi się nie nudziło. Czasami marzą mi się momenty oderwania się od tego mopa i sprzątania kolejnej kupy, czy kuwety, czy akwarium. Żeby tak usiąść i pomalować sobie pięć razy paznokcie, walnąć maseczkę na twarz, a nie śmigać w ubrudzonych dresach z wiaderkiem kup. Ale po chwili przychodzi do mnie refleksja „Sama się na to zdecydowałaś – nie ma, że boli.” Czy to jest środek nocy, czy wcześnie rano, ja jestem zawsze pod telefonem. Mam swój specjalny telefon animalsowo-zbiórkowy, na który zawsze można zadzwonić.
A jak trafił twój psiak, Majlo?
Swojego psa wzięłam z kociego schroniska, zupełnie przez przypadek: pojechałyśmy z siostrą wybrać dla niej kotka, wyszłyśmy z psem, który miał przyjechać do mnie na tymczas. U nas w domu zawsze było mnóstwo zwierząt – rodzice mają dom z ogrodem i do tej pory miewają po dziesięć psów. Zawsze coś przynosiłam do domu, bywały zwierzęta zdziczałe, które trzeba było powoli oswajać. W swoim życiu wyadoptowałam chyba z pięćset zwierząt – od rybek, przez gady, ptaki, konie, krowy, świnie, chomiki, szczurki, po psy i koty oczywiście. Natomiast tego psa nikt nie chciał, on był chyba przeznaczony mi, powiem Ci szczerze. To był najcięższy przypadek, jaki widziałam. Nie znam jego historii, ale ponad trzy lata temu został uratowany z powodzi, ale w międzyczasie był też przerzucany przez ogrodzenie, ktoś go podrzucił. Ten pies, kiedy go wzięłam bał się totalnie wszystkiego – drzwi, windy, człowieka, roweru, samochodu. Musiałam nosić go cały czas na rękach, bo nawet sikał pod siebie.
Ale w reakcji szczekał czy po prostu się bał?
On w ogóle nie szczekał, przez długi czas zastanawiałam się o co chodzi. Nie reagował też na gwizdanie, cmoknięcia, nic. Przez pierwsze trzy miesiące wołałam do niego jak do kota „kicicici”, wtedy dopiero przybiegał. Wiele zwierząt przeżyłam, wiele oswoiłam, również te z problemami – agresywne, kontuzjowane, mocno poszarpane i fizycznie i psychicznie, ale ten pies to wyzwanie. Powiem Ci tak: mam go już trzeci rok, a przez cały czas nad nim pracuję. Na spacerze muszę mieć oczy dookoła głowy. Zwykle do swoich psów jestem pełna zaufania, ale tutaj istnieje ten jeden procent niepewności, przez który muszę strasznie uważać. Boi się dzieci, a przy tym został pogryziony przez psa, więc z jednym psem się bawi, a inny mu nie podpasuje i potrafi się awanturować.
To się stało, kiedy był już pod Twoją opieką?
Tak, szłam z nim na smyczy, a pani puściła sobie pieska, który rzucił się na Majla. Tydzień później dokładnie to samo. Kobiecie nie dało się przetłumaczyć, a mój Majlo jest mały. On mi sięga do połowy łydki, a ona ma spasionego labradora.
O rany! Jaka była reakcja Twoja i tej babki?
Zaczęłam rozdzielać psy i krzyknęłam do niej, żeby zabrała swojego psa. Natomiast ta pani zaczęła krzyczeć na mnie, żebym ja się uspokoiła. Ten pies rzuca się na wiele psów, pogryzł ich już chyba z dziesięć na osiedlu, a to dalej niczego jej nie uczy. Na dodatek wrzeszczy do właścicieli, żeby się uspokoili, kiedy psy już się gryzą. Jej pies sterroryzował całe osiedle. Mamy zamiar złożyć skargę do Straży Miejskiej, bo ja już jej nie odpuszczę.
Majlo
A jak udaje Ci się pogodzić opiekę nad Majlo i pomoc innym zwierzakom?
Jestem świadomym tymczasem już od dawna. Ratuję zwierzęta i będę to robić, więc od małego przyzwyczajałam Majla do obecności innych psów w domu. Nie jest zazdrosny, pozwala jeść ze swojej miski, czy kłaść się na swoim posłaniu. Jednocześnie podporządkowałam mu całe życie i naprawdę nigdzie się bez niego nie ruszam, on był chyba wszędzie. Mam sporo znajomych, wszyscy go znają i wiedzą, że go ze sobą wszędzie biorę, w cudzysłowie mówiąc on był chyba każdym „melanżu” w tym mieście. Na ogół jak idę na spacer od siebie z Mokotowa to idę przez Park im. Żołnierzy Radzieckich, przez Pole Mokotowskie w stronę Centrum, przechodzę przez Powiśle, Agrykolę i ul. Piekną wracam do domu. To jest taki nasz standardowy spacer, robimy około 20 km. Wtedy zahaczamy o wszystkie miejsca przyjazne psom.
Czy codziennie robisz taki spacer?
Nie codziennie, ale staram się co drugi dzień. Jeżeli nie mogę zrobić z nim tego spaceru, to wtedy wychodzimy na rower i robimy trochę mniejsze kółko. Ale mój pies ma niespożyte pokłady energii. Kiedy z nim wychodzę w piątek o godzinie 20 i wracam w sobotę o 5 – 6 rano, kiedy kończą się wszystkie imprezy, wiem wtedy, że on jest zmęczony. Ale jego naprawdę trudno zmęczyć – piłeczka, frisbee, skakanie, tor przeszkód, rower, spacer – on wraca do domu, podyszy pięć minut i już może się bawić znowu. Z drugiej strony ja też mam swoje odpały, że wychodzę z domu na spacer, a ląduje na drugim końcu Warszawy, czy nawet za. Nigdy nie wiem gdzie nas poniesie, dlatego zawsze mam przy sobie kaganiec i książeczkę zdrowia.
Majlo na torze agility
Wygląda na to, że wykonujesz kawał niezłej roboty pomagając zwierzakom.
 Uwierz mi, nie jest tak pięknie. Bardzo często zbieram opierdol od ludzi. Na wioskach podchodzę do wiejskich zwierząt, sprawdzam w jakiej sa kondycji, ewentualnie wzywam weterynarza, dokarmiam, a nikt nie chce żeby mu się wtrącała jakaś baba, która jest tu przejazdem. Ludzie na wsiach mnie nienawidzą. Moi znajomi też często mówią, że przesadzam z ogłoszeniami – dlatego założyłam drugi profil (Monika Darydlazwierzaków). Ja nie mówię, że każdy musi się angażować w pomoc zwierząt. Ja jedyne o co proszę, to żeby ludzie udostępniali ogłoszenia na fejsie, bo w Internecie jest ogromna siła. Dzięki jednemu udostępnieniu kota przez moją koleżankę, znalazłam dom, którego szukałam dla niego przez miesiąc. Mnie wykańcza to, że ludzie mogą przejść obok nieszczęścia – każdy może po prostu zadzwonić do EkoStraży, do Straży Miejskiej, rzucić kawałek kiełbasy. Nie bądźmy na tyle bezczelni i nie mówmy, że nie widzimy, bo potrzebujące zwierzaki znajdują się na każdym kroku – czy to jest wieś, czy miasto, ten kraj czy inny. A zwierzęta są od nas totalnie zależne. Wiesz co byłoby moim największym marzeniem? Żeby mieć tyle kasy by móc propagować akcje. Nie ma się co oszukiwać – nie uratuję całego świata. Ale bardzo ważne jest uświadamianie ludzi, propagowanie akcji kastracji i sterylizacji, zachowanie środków ostrożności w pracy ze zwierzętami. Jest tyle możliwości, wszystko da się zrobić. Ale ludzie mają różne wymówki – tu praca, tam wakacje. Mam znajomą, której pomagam – Dorota DobraAdopcja. Ona ma dom, gdzie ma ósemkę dzieci i trzydzieści psów. Zgarnia z ulicy wszystkie potrzebujące psiaki, w różnych stanach i po najróżniejszych przejściach. Ona w większości przypadków utrzymuje je za własne pieniądze i własnymi siłami. Wstaje o 4 rano, żeby wyprowadzać osobno psiaki, bo nie wszystkie się lubią i są różne spiny.
Gdzie one w takim razie mieszkają?
U niej w domu. Ona ma zajęty zwierzętami każdy pokój i każde pomieszczenie. Jest żywym przykładem tego, że jeżeli się chce to wszystko można zrobić. To, co ona robi dla zwierząt sprawia, że jest moją bohaterką. Ja na maksa jej pomagam, robię dla niej zbiórki cały czas i szukam domów dla psów przebywających u niej, rozwieszam plakaty. Podjeżdżam do sklepów, weterynarzy, ogłaszam zwierzęta wszędzie, gdzie się da. Staram się robić dużo, ale wiem, że są ludzie, którzy robią jeszcze więcej. Natomiast czasem wystarczy udostępnić ogłoszenie. Fejsbuk ma ogromną siłę i przez niego zostało wyadoptowanych w ciągu kilku ostatnich lat naprawdę tysiące zwierząt.
Ja też Bonzo znalazłam dzięki temu, że jakiś mój znajomy udostępnił album z psami ze schroniska.
Dokładnie, większość ludzi, którzy adoptują ode mnie zwierzaki też zobaczyli je na fejsbuku. Jednocześnie współpracuję z wieloma firmami, które wspierają mnie w akcjach – ich logo umieszczam w specjalnym albumie na profilu fejsbukowym. Dzisiaj bardzo liczy się wymiana barterowa i to wszystko naprawdę da się połączyć.
Kontakt z Moniką
Telefon: +48 796 182 963
Email: dary.dla.zwierzaków@wp.pl
Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Anonymous

    Jej nic nie zatrzyma..:))

  • Anonymous

    To jest Kochana dziewczyna !!!
    DS

  • Niesamowita osoba :) Ale to prawda..narzekamy czasem na fb, wyśmiewamy że wszystko na nim jest , ale..on ma ogromną moc i siłę pomagania! Czy to zwierzakom, czy ludziom!
    Dobrze, że są na świecie takie wspaniałe osoby! :)

  • Anonymous

    osoba o dobrym sercu, a nie Violetta Villas. powodzenia!

  • Tak Tak, bardzo dobra osoba , duże buziaki również dla Doroty.

  • Anonymous

    Taaak – a najlepsza jest w tym wszystkim opowieść o DorotaDobra Adopcja, która ma 8 dzieci i 30 psów… :) Dzieci ma troje, a psów miałaby dużo mniej, gdyby nie fakt, że jest zawodowym hyclem i za grubą kasę odławia psy z gmin: Ząbki i Tłuszcz – od jednego psa dostaje od 1500 zł wzwyż i zarabia miesięcznie pewnie ponad 8-12 tys. złotych :) Fakt, ratuje też inne zwierzaki – niemniej opowiadanie takich bzdur jest nie na miejscu.

  • Anonymous

    Brawo!!!! Oby było więcej takich ludzi a Twoje zaangażowanie choć w kilku osobach zwiększyło lub obudziło świadomość wobec cierpiących i potrzebujących zwierząt, czy tak po prostu wiedzę, że są to tak samo, a nawet może i bardziej, z racji tego, że są bezbronne i zależne od człowieka stworzenia.
    Trzymam kciuki

  • Pingback: Projekt Prezent 2015! - Pies w Warszawie()

  • Pingback: Psinstagram grudniowy - Pies w Warszawie()

  • DS

    Monika to wspaniała dziewczyna – znam Ją od lat. Drugiej tak oddanej osoby nie znam. Dorota