WLACZSUMIENIE
Charytatywnie

Zwierzę leży na poboczu? Włącz sumienie

Śmierć, choroba, wypadek – mega nieprzyjemne doświadczenie, którego nikt nie chce doświadczać. Niestety life is life i śmierć czasem spoziera na nas z pobocza.

Pamiętam, że jak byłam brzdącem jazda samochodem sprawiała mi z jednej strony dużo przyjemności, bo tak fajnie dudni i szumi, ale z drugiej strony zdarzało mi się widzieć na poboczu martwe zwierzątka, co wywoływało natychmiast ścisk w żołądku. Z mojej perspektywy była to rzecz, która po prostu jest i nie można będąc dzieckiem z nią nic zrobić, jak tylko poczuć bezsilność.

Jak teraz o tym myślę, to śmierć jest jednym z tych widoków przed którymi chcesz ochronić dziecko, a zarazem niewiele możesz poradzić na ciała, które po prostu leżą przy drodze. Sprawca wypadku tego nie zgłosił, nikt z przejeżdżających się nie zatrzymał i nie powiadomił służb.

a_MG_8767

No, ale teraz jednak jestem już dorosła, mam więcej sprawczości, a świat wokół poszedł do przodu. Ustawa o ochronie zwierząt nakazuje zgłaszać każde potrącenie stworzenia oraz widok rannego/martwego zwierzęcia na poboczu.

Towarzystwo Weterynaryjne prowadzi kampanię Włącz sumienie, która ma na celu edukować użytkowników dróg i pomagać ofiarom wypadków. Podczas tworzenia tego wpisu korzystałam z materiałów dostępnych na stronie www.wlaczsumienie.pl, część wiadomości pochodzi z rozmowy telefonicznej z koordynatorką projektu, Patrycją.

Cóż, life is brutal i zdarzyć się może, nawet osobie o gołębim sercu i jeżdżącej zawsze przepisowo, że inna istota wpadnie nagle pod koła lub, co jest zdecydowanie częstsze, że zobaczymy na poboczu leżące nieruchomo stworzenie. Ja sama jak na ten moment prowadzę samochód od przypadku do przypadku, o wiele częściej zasiadam po prawicy kierowcy i mam czas na rozglądanie się po okolicy, niestety. Co robić w takich sytuacjach?

Aktualne przepisy

Potrącenie stworzenia – co robić?

Jeśli potrącisz zwierzę, masz obowiązek zgłosić to wydarzenie do odpowiednich służb, niezależnie od tego, czy zwierzę żyje, czy nie.

W Polsce nie ma jednego organu wyznaczonego do zajmowania się tym tematem, co może być zniechęcające, a poszczególne gminy radzą sobie z nim w różny sposób. Jednak niezależnie od tego czy stało się to na drodze krajowej pod Pipidówkiem Dolnym, czy w centrum stolycy, masz kilka numerów do dyspozycji:

Policja: 997

Straż Miejska: 986 (możesz dzwonić nawet kiedy jesteś poza miastem)

Europejski numer alarmowy: 112

Infolinia GDDKiA: 19111

Wojewódzkie Zarządzanie Kryzysowe: 987

Przy zgłoszeniu ważne jest, aby podać dokładną lokalizację – jeśli znajdujesz się na drodze, podaj numer słupka pikietażowego, to ułatwi odnalezienie miejsca.

źródło: orientuj.pl

źródło: orientuj.pl

Zdarzyło mi się kilkukrotnie dzwonić do Straży Miejskiej w związku z napotkanym zwierzęciem (ranny jeż, pies na balkonie, gołąb leśny, który nie odlatuje, psy na budowie przy dużym mrozie etc.) i z doświadczenia wiem, że różna jest wrażliwość dyspozytorów. Jeden się przejmie i będzie słychać zaangażowanie w głosie, inny nie. Jednak obowiązkiem służb jest przyjąć zgłoszenie i je sprawdzić w związku z obowiązującą ustawą.

Widzę potrącone zwierzę – co robić?

Jeśli na poboczu zobaczymy leżące ciałko – żywe czy nie, bez znaczenia, powinniśmy zatrzymać, wystawić trójkąt i zgłosić sprawę pod jednym z wyżej podanych numerów. Najlepiej byłoby poczekać w tym momencie na przyjazd służb.

Część czworonogów traci życie, lecz znaczna liczba przeżywa to zdarzenie, czekając w cierpieniu na pomoc człowieka, która niestety zazwyczaj nie nadchodzi.

Mapa wypadków

Brakuje wiarygodnych danych, obrazujących rzeczywistą skalę zjawiska potrąceń zwierząt domowych, ponieważ niewielu kierowców zgłasza zdarzenie właściwym organom. Wypadków z udziałem zwierząt policja odnotowała w 2016 r zaledwie 182 przypadki. Śmiem twierdzić, że nie ma to zupełnie odzwierciedlenia w ilości zarejestrowanych samochodów poruszających się po drogach.

Mapa ma pomóc zebrać dane. Być może okaże się, że zgłoszonych wypadków przez czas trwania kampanii Włącz sumienie będzie więcej, niż tych oficjalnie zapisanych w statystykach za cały zeszły rok. Jeśli widzicie ranne zwierzę, możecie zaznaczyć je na mapie – kliknijcie w nią, przekieruje Was na wersję interaktywną.

mapa

Jako, że Towarzystwo Weterynaryjne zbiera pieniądze na konkretny cel – pomoc zwierzęcym ofiarom wypadków drogowych, postanowiłam zasięgnąć języka u źródła i dopytać o to dokąd dokładnie trafią nasze pieniądze.

Zosia: Co sprawiło, że postanowiliście się Państwo zająć tym tematem w bieżącym roku?

Patrycja Jankowska, koordynator ds. projektów i komunikacji: Postanowiliśmy zająć się tematem wypadków drogowych, ponieważ do naszej lecznicy trafiają właśnie takie zwierzęta. Mieliśmy np. sytuację, że właściciel przywiózł swojego psiaka, który zerwał się ze smyczy i niestety wpadł pod samochód. Suczkę udało się uratować, ale nie wszystkie czworonogi mają tyle szczęścia. Drugą kwestią jest brak miarodajnych statystyk, ponieważ wlicza się do nich również zdarzenia drogowe z udziałem dzikich zwierząt. Patrząc jednak na liczbę zarejestrowanych pojazdów w naszym kraju oraz fakt, że co i rusz można spotkać ranne bądź nawet nieżywe zwierzę oszacowaliśmy, że skala zjawiska jest ogromna, a na polskich drogach może dochodzić nawet do kilkuset tysięcy tego typu wypadków drogowych.

Czy tegoroczna łączna suma datków 1% będzie w całości przeznaczona na pomoc ofiarom wypadków?

Połowę zebranej kwoty Fundacja zamierza przeznaczyć na leczenie zwierząt, jakie ucierpiały w wypadkach drogowych. Reszta sumy pokryje natomiast opiekę ambulatoryjną czworonogów porzuconych, przebywających w domach tymczasowych oraz tych, które należą do ludzi pozostających w skrajnie trudnej sytuacji materialnej.

pexels-photo-236452

Jak zostaną rozdysponowane te pieniądze, dokąd trafią?

Pieniądze zostaną przeznaczone na leczenie zwierząt, a dodatkowo mogą zostać też rozdysponowane na kolejną kampanię społeczną poruszającą temat wypadków drogowych z udziałem zwierząt. Taką decyzję podejmiemy jednak dopiero po zakończeniu akcji ponieważ obecnie ciężko przewidzieć nam jej efekty. Dotychczas nikt nie podjął tak szeroko tego tematu. Był on wręcz przemilczany w mediach.

W jaki sposób najczęściej trafiają do Państwa ranne w wypadkach drogowych zwierzęta? Jak duża jest to skala?

Najczęściej ludzie najpierw dzwonią do nas w tej sprawie, bądź od razu zgłaszają się z poszkodowanym zwierzęciem. Często spotykamy się z takimi przypadkami, dlatego podejrzewamy że skala tego zjawiska jest bardzo duża. Z naszych obserwacji wynika, że świadomość właściwych zachowań wobec zwierząt jest niska, a ludzie bardzo rzadko udzielają pomocy zwierzętom. Zdarzają się niestety też i takie sytuacje, że kiedy własny zwierzak wpadnie pod samochód, a nie widać zewnętrznych obrażeń, właściciele potrafią czekać nawet dwa dni z pomocą, zanim zdecydują się odwiedzić lekarza weterynarii. Poprzez kampanię ,,Włącz sumienie” staramy się zmieniać ludzką świadomość i edukować, że ta pomoc jest potrzebna natychmiast.

aIMG_20170204_100932

Zajrzyjcie na stronę www.wlaczsumienie.org – jeśli uważacie, że warto, przekażcie 1% na działania fundacji.

Przydatne linki:

 Zasady pierwszej pomocy psa i kota

Warto wiedzieć – przepisy

 Zwierzęta i wypadki – informacje 

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Z tym 1% podatku to trochę późno – większość już zdążyła się rozliczyć. Sama akcja jak najbardziej przydatna – osobiście dawno już nie widziałem (na szczęście) potrąconego zwierzaka, ale wiem, że w wielu miejscach to spory problem.

    Zadziwiające jest ile osób potrafi mieć własnego pupila, ale całkowicie ignorować inne, cierpiące zwierzęta. Takie akcje bardzo potrzebne, bo na pewno nie wszyscy wiedzą, że takie przypadki można gdzieś zgłaszać.

  • KK

    Tak trochę z ciekawości. Jeżeli zwierzę jest dzikie (sarna, lis), zostaje potrącone i już jest wezwana policja/straż miejska, co dalej się z takim zwierzakiem dzieje? Jak przewozą takiego dzika/sarne, I gdzie je później trzymają?

    Może lepiej powinnam zapytać się organizatorów tego projektu :D

    • Według mojej wiedzy zwierzę dzikie jeśli jest martwe jedzie do utylizacji, jeśli ranne – z tego co czytałam najczęściej jest humanitarnie usypiane przez weterynarza i również jedzie do utylizacji. Dlatego czasem się czyta na forach wpisy pełne żółci, że ktoś potrącił sarnę (niedajbóg w niedzielę), zgłosił zdarzenie, i czekał na przyjazd powiatowego weterynarza 2 godziny z tym zwierzęciem konającym na drodze w męczarniach, bo policja jest na miejscu, ale nie może nic zrobić.

  • Narvana i Julek

    Przydałby się jeszcze wpis o tym co zrobić jeśli znajdziemy po prostu błąkającego się psa. Nigdy się nad tym zbytnio nie zastanawiałam do czasu, aż taką przybłędę znalazłam i okazało się, że to wszystko nie jest takie proste. Do teraz nie wiem, czy to, że kosztowało mnie to tyle nerwów i czasu to wina przepisów, czy nieżyczliwych ludzi na których trafiłam.

    • Dzięki za podrzucenie propozycji! Sama o takim wpisie myślałam, ale ze wstępnego researchu wynika właśnie, że to jest bardzo bagnista sprawa – tzn zawsze błąkające się zwierzę można i zapewne należy zgłaszać do odpowiednich służb, ale z drugiej strony mamy pomoc fundacji, które nie wrzucają tego psiaka do schronu i dają większą szansę na adopcję (tak przynajmniej to widzę). I pytanie się tu pojawia: komu zgłaszać, żeby wyszło najlepiej?
      A jakie Ty napotkałaś problemy?

      • Narvana i Julek

        To jest dość zwiła historia i do tej pory właściwe nie wiem w jakim stopniu zawiła jest przez moją niewiedzę, a w jakim przez maszynę urzędniczą i ludzką nieczułość. Mój przypadek jest mało skrajny, bo dotyczy raczej zwykłego psiaka, ktory się po prostu (chyba) zgubił, chociaż z resztą bez różnicy, bo w mojej okolicy i tak nie ma chyba żadnych fundacji pro zwierzęcych.Styczeń, ujemna temperatura. Wybraliśmy się z Julkiem na krótki spacer po osiedlu. Podbiega do nas mała ruda kulka, bez smyczy w obroży. Rozglądam się dokładnie, nikogo nie ma. Specjalnie stoję jeszcze chwilę, czekam, może ktoś wyjdzie z za rogu. Nikogo nie ma. Niewiele myśląc biorę Rudzielca na drugi koniec Julkowej smyczy (z czego Julek był BARDZO niezadowolony), żeby przejść się z nim jeszcze po okolicy. Widzę, że z dwójką gości, w tym moim nerwusem daleko nie zajdę, więc dzwonię po chłopaka, żeby przyszedł po Julka, a ja z Rudym wybieram się na spacer po osiedlu (liczyłam, że zaprowadzi mnie do domu, albo coś). Po jakimś czasie stwierdzam, że nie ma to większego sensu. I tu podjęłam decyzję, która prawdopodobnie wszytko skomplikowała. Wsiadła w auto i zawiozłam Rudego do schroniska. W schronisku pocałowałam klamkę. Stojąc pod drzwiami dzwonię – Pani mówi mi, że oni tak nie mogą przyjąć i proszę zadzwonić na Straż Miejską. W drodze do domu dzwonię na SM i tam bardzo niemiły Pan zaczyna na mnie krzyczeć – że przecież to może mój pies, którego chcę się pozbyć, że niepotrzebnie go zabrałam, że powinnam zadzwonić i tyle. Powiedział mi w końcu, że zgłosi to do odpowiedniej firmy (chodziło o zarząd czegoś tam), po czy właściwie zasugerował mi, że powinnam psa wypuścić tam gdzie go znalazłam. Poszłam z psem, więc czekać w punkcie wyjścia. Pół godziny – nic. I mi i Rudemu zimno, okej – idziemy do domu. Odseparowałam psy i czekałam. W końcu po ponad godzinie (!) zadzwonili ze schroniska z pytaniem gdzie pies. Po ponad 1,5 godziny od telefonu na SM byli po niego u mnie. Na drugi dzień ze schronu odebrał go właściciel.
        Wiem, że zawaliłam na początku, że mogłam najpierw zadzwonić. Tylko, że ostatecznie psa ode mnie odebrało i tak schronisko, więc dlaczego, do cholery, nie mogli go wziąć od razu? Urzędnicza spychologia? Nie wiem. Super, że akurat miałam wolne popołudnie, ale ktoś inny mógłby psa po prostu zostawić na pastwę losu, na mrozie, przy ruchliwej ulicy.

  • Narvana i Julek

    Ja chyba nie mam w ogóle szczęścia do takich sytuacji. Kiedyś na spacerze znalazłam martwą sarnę. Zadzwoniłam pod 112, tam Pani zamiast przekierować to np. policji, podała mi numer do pobliskiego nadleśnictwa. Tam z kolei powiedzieli mi, że akurat tam lasów nie mają (a dosłownie 500m dalej już tak) i żebym zadzwoniła do gminy… w gminie pan od ochrony środowiska był bardzo zajęty i połączono mnie z nim chyba za 3 razem…

    • Narvana i Julek

      Na plus jedynie rzetelne informacje od Leśnika na temat tego, czy kontakt z martwą sarną może być niebezpieczny dla mojego psa.