image2
Na spacer w Warszawie

Szlak Golędzinowski (ul. Wybrzeże Puckie)

Spacer w centrum miasta, dzikim brzegiem Wisły.

Ul. Wybrzeże Puckie przebiega od mostu Gdańskiego do mostu Grota-Roweckiego i ciągnie się wzdłuż prawobrzeżnej strony Wisły. Odcinek ten nazywany jest również Szlakiem Golędzinowskim od nazwy osady Golędziów, o której pierwsze wzmianki datowane są na XIV wiek. Szlak położony jest w obszarze krajobrazu chronionego i specjalnej ochrony ptaków Natura 2000 (źródło).

Dojazd
Dotarliśmy tutaj komunikacją miejską: ze stacji metra Dworzec Gdański wsiedliśmy do pierwszego lepszego tramwaju i podjechaliśmy trzy przystanki do Wybrzeża Helskiego. Tutaj zeszliśmy na dół schodami, przecięliśmy na skuśkę ulicę (anarchia!) i hulaj dusza, pies już biega. Zauważyłam, że wędkarze parkują swoje samochody wzdłuż ul. Wybrzeże Puckie.

Kąpiel tylko w niektórych miejscach
Idąc w stronę mostu Grota-Roweckiego drepczemy sobie piaszczystą drogą, po lewej stronie mamy Wisłę, z prawej natomiast szeroki pas zieleni ciągnący się aż do ul. Wybrzeże Puckie. Nad brzegiem rzeki należy zachować ostrożność – w niektórych miejscach, zwłaszcza na początku odcinka bywa bardzo stromo – drzewa tutaj rosną pod kątem 45 stopni, a woda jest głęboka. Jednak przez większość dalszej trasy zejście jest łagodne, przedzielone od dróżki drzewami (rosnącymi prosto:), w których psisko może moczyć się do woli.

Piaszczysty półwysep
Prawdziwą wisienką na torcie jest możliwość dotarcia na piaszczysty półwysep, gdzie rosną wysokie trawy idealne do hopsania niczym sarenka, a w tamtejszym piachu i błotku można porządnie wytarzać plecy i nowe szelki. Rozciąga się stąd fantastyczny widok – po jednej stronie zobaczymy Pałac Kultury, Hotel Marriot i inne drapacze chmur znajdujące się w samym centrum miasta, po drugiej dojrzymy dwa kominy należące do elektrociepłowni Żerań. Stojąc tam i wpatrując się w oddalone o kilometry igielnice miałam wrażenie zupełnego wyobcowania i wolności – byłam na tyle blisko Śródmieścia, że widziałam PKiN, a jednak w okolicy nie ma śladów ingerencji człowieka w środowisko. Bosko!

Rowerzyści i biegacze, kilku wędkarzy
Rowerzyści i biegacze to dwie najliczniejsze grupy użytkowników szlaku, od czasu do czasu natrafić można na wędkarza skrytego między drzewami. Mimo wietrznej pogody i mżawki, drogę co chwilę przecinały tam pędzące rowery. Bonzo niestety zupełnie nie poświęca swej cennej uwagi takim obiektom jak zbliżające się koła, w związku z czym często go przywoływałam podczas naszego spaceru. Jeśli chodzi o psy to spotkaliśmy tylko dwa – jedna mini sunia spacerująca z panią oraz spanielek biegnący przy parze rowerzystów. Ukształtowanie terenu i fakt, że trasę wytycza jedna, jedyna ścieżka, łatwo jest dojrzeć na horyzoncie zbliżające się obiekty.

517 kilometr Wisły
Brzeg rzeki przy tabliczce z numerem „517” jest w całości wyłożony betonowymi płytami. W tym miejscu odbywają się od 2009 roku prace wykopaliskowe. Archeolodzy natrafili na liczne zabytki spoczywające na dnie rzeki. Więcej o akcji wyławiania skarbów dowiecie się na stronie Warszawa.pl.

Dobra, koniec gadania – CZAS FOT!
Żeby tu trafić musieliśmy przeciąć jezdnię w niebezpiecznym miejscu. Dojście jest fatalne!

Żeby tu trafić musieliśmy przeciąć jezdnię w niebezpiecznym miejscu. Dojście jest fatalne!

 

 

image_3

Szlak Golędzinowski w pełnej okazałości. Początek drogi.

 

Kilku wędkarzy na początku trasy.

Kilku wędkarzy na początku trasy.

 

Półwysep - w tle żerańskie kominy.

Półwysep – w tle żerańskie kominy.

 

Portrecik z krajobrazem w tle być musi.

Portrecik z krajobrazem w tle być musi.

 

Wizyta na półwyspie. W tle wieżowce.

Wizyta na półwyspie. W tle wieżowce.

 

Tablica informacyjna nr 1

Tablica informacyjna nr 1

 

Tablica informacyjna nr 2

Tablica informacyjna nr 2

A na koniec zabawna historyjka.

Wracaliśmy metrem. Na stacji metra Centrum, kiedy przetrwaliśmy powódź wsiadających i wysiadających, drzwi się zamknęły i słyszę: „O, Pies w Warszawie, prawda?”. Rozpoznała nas Agnieszka, właścicielka suni Luny, która prowadzi bloga Lifemanagerka.pl. Ucięliśmy sobie krótką pogawędkę – bardzo fajne przeżycie poznać kogoś ni stąd ni z owąd podczas podróży metrem. Zabawne było, że ludzie dookoła zaczęli się przyglądać z zaciekawieniem. Chyba uznali, że ten rudy pchlarz w masce Lectera to celebryta XD

 

Poniższe komentarze pochodzą z poprzedniej wersji bloga:

Komentarze (4)

Miałam wczoraj jakieś problemy z dodawaniem komentarzy i widzę, że ten tutaj chyba też się nie dodał. A pisałam:
Bonzo Celebryta :D ja jako typowa psiara po prostu nie mogłam przejść obok Was obojętnie :) a co ciekawe – od kiedy trafiłam na Waszego bloga, jakoś miałam przeczucie, że kiedyś Was spotkam na jakimś spacerze, bo bywamy w podobnych miejscach :).Czekałam na ten wpis, bo zaciekawiłaś mnie wtedy tym szlakiem. My póki co eksplorowaliśmy z Luną tereny wiślane na wysokości Wilanowa i poza Warszawą za Konstancinem… Ale widzę, że Szlak Golędzinowski też się fajnie prezentuje, więc będzie trzeba wybrać się i tam :).Pozdrawiamy – ja i Luna ;)

Oby jak najwięcej takich miejsc odnaleźć na spacerki z psiakami ;)
Widzę, że nieźle pozuje – wytresowany ;)
Niezła miejscówka, tak fantastycznie opisałaś że moze się też w te okolice wybierzemy, w sumie mamy całkiem niedaleko.
A Bonzo wręcz mówi „Wpadajcie, miejscówka mistrz” ;)
xoxo
Previous Post Next Post

You Might Also Like