gorylek niezgody
Poradnik

Gorylek niezgody

Milka żyć nie może bez swojego piszczącego gorylka, a my cierpimy we współuzależnieniu.

Są psy, które nie potrzebują zabawek. Takim psem jest Bonzo – żadna zabawka nie budzi w nim zainteresowania na dłużej. Najważniejsze to sobie pochodzić, powąchać, odlać się w spokoju. Na drugiej szali znajduje się Milka – pies, który na spacerze znajduje sobie byle patyk, który na ten czas staje się najlepszą zabawkę ever. Nie do porzucenia.

I ten właśnie pies pożyczył sobie zabawkę piłkę – gorylka i oszalał na jej punkcie. Totalna miłość od pierwszego piśnięcia zabawki. Jak by mogła to by się z nią nie rozstawała.

DCIM100GOPROGOPR0874.

Przeczuwając, że ta zabawka jest bardziej wartościowa niż pozostałe, po raz pierwszy użyłam uber-mocy gorylka podczas spotkania Mileczki z Cookiem. Kasia i ja chciałybyśmy, żeby nasze psy się dogadały (Bonzo zakumplował się z miejsca, jak z każdym, mniejszym od siebie psem). Wcześniej zauważyłam, że u Milki najlepszym sposobem radzenia sobie z trudną sytuacją jest memłanie w pysku zabawki, więc zabrałam gorylka na nasze spotkanie. Zarówno stopniowe zmniejszanie dystansu między psami, nagradzanie za spokojne zachowanie jak i obecność zabawki w tych trudniejszych momentach zadziałała wyśmienicie. Pod koniec naszego smyczowego spotkania Milka wykazywała wstępną chęć pobrykania z Cookiem.

fot. Kasia Wilk

fot. Kasia Wilk

Z początku fakt, że mój pies znalazł sobie zabawkę idealną bardzo mnie cieszył. Szybko jednak mina mi zrzedła, kiedy Milka pozbawiona dostępu do zabawki co chwila zawodziła i pociągała nosem. Przychodzi to-to, siada obok i zaczyna płacz. Jak człowiek zwróci na nią uwagę to natychmiast jest prowadzony do szuflady, w którym przebywa gorylek. Tu odbywają się sceny iście dantejskie – bokser przyciska pysk do szuflady i zamiera. Ze wzrokiem wbitym w jeden punkt. Jeśli to nie skutkuje to wraca do strategii numer jeden, czyli rzewnym łkaniu i wskazywaniu wzrokiem.

_MG_4858A

Niestety – u psów, podobnie jak u ludzi, często powtarzana aktywność prowadzi do wyrobienia nawyku, a z czasem do uzależnienia. Milka ma typową osobowość uzależniającą – momentalnie wchodzi w schematy, co widoczne jest jak na dłoni podczas treningu rally-o (napiszę o tym więcej we wpisie o naszym rally’owaniu). Wcześniej reagowałam na jej prośby o podanie gorylka, bo chciałam, żeby wiedziała, że rozumiem jej komunikat. Brawo ja!:P Już po jednym dniu doszło do tego, że w każdej chwili kiedy nie spała i nie jadła, stale domagała się zabawki, a kiedy ją dostała zachęcała do wspólnej zabawy – czyli ja pracowałam siedząc przy kompie, a na moich kolanach lądował gorylek przy akompaniamencie głosowych ponagleń. Teraz choć serce mi się kraje, to nie daję jej zabawki w momencie, kiedy najintensywniej się jej domaga. Równocześnie staram się zająć ją czymś innym aby zrekompensować pustkę. Najlepiej działa wydanie polecenia zastępczego. Początkowo proponowałam inną zabawkę, ale szybko pojęłam, że łączy się to z nagradzaniem wymuszania i wcale nie sprawia, że Milka odpuszcza. Od razu jak skończymy się bawić „zastępczą” zabawką – przypomina sobie o tej właściwej.

hipnoza

Być może pozwoliłabym jej na regularną zabawę tą zabawką w domu, gdyby nie Bonzo, który znieść nie może gorylkowego piszczenia. Ma duszę opiekuna i popiskiwanie zabawki wywołuje w nim chęć ochrony. Bonzo suszy futro Milki liżąc ją po spacerze w deszczu. Bonzo czyści jej uszka, kiedy wdaje się infekcja. Bonzo opiekuje się gorylkiem, wylizując zabawkę i uważa, żeby nie piszczała, następnie kładzie ją sobie między przednimi łapami i zasypia. Kiedy ktoś się do niego zbliża, natychmiast bierze ją do pyska i pokazuje, że jest dla niego bardzo ważna koncentrując 100% uwagi. W tym czasie Milka wpatruje się z uwagą w zabawkę wyczekując momentu, gdy Bonzo oddali się na chwilę, by przejąć z powrotem. Bardzo często zdarza się, że chłopak nie chcąc wchodzić w konflikt z bokserzym dziewczęciem prosi mnie, żebym to ja jej go zabrała. I bądź tu mądry – której prośby wysłuchać? O zabranie czy zostawienie gorylka? No szlag człowieka trafia, że wszystkim nie dogodzi, więc zabiera zabawkę, żeby mieć chwilę spokoju.

Co zrobimy z tym fantem?

Jesteśmy po seminarium Alexy Capry dot. zabaw i strategii radzenia sobie. Z jej słów wynika, że dalsze intensywna zabawa gorylkiem, utrzymująca się na wysokich emocjach może zaowocować lub pogłębić zachowania obsesyjno-kompulsywne. Zamierzamy podmienić zabawkę na taką o mniejszej wartości. Czyli pożyczony gorylek wraca do swojej właścicielki Figi, a my zostajemy przy naszym JW Hol-EE Cuz Ball.

mniejszezlo1

Mieliście taką wkrętę na zabawkę? Zabieracie czy pozwalacie na zabawę?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Mój poprzedni pies zrobiłby wszystko za tenisową, żółtą piłkę… z nowym psiakiem udało się uniknąć takich wkrętek. Każda zabawka jest fajna, jeśli bawimy się razem. Beze mnie zabawka traci swoją magiczną moc. Myślę, że kluczem w kwestiach zabawkowych jest nauczenie psa, że w zabawie chodzi o interakcję z nami, a nie o sam przedmiot.

    • No tak, Milka jak już dopadnie zabawkę to najbardziej stara się zainteresować człowieka i wciągnąć we wspólną zabawę: przeciąganie, rzucanie, obojętnie, byle długo i intensywnie!
      Jednak daleko mi do wydzielania wszystkich zabawek na zasadzie „albo bawisz się ze mną, albo wcale” i jestem zdania, że fajnie mieć zabawkę, którą bawimy się tylko podczas treningu, ale żeby tak wszystkie traktować? Dlaczego, jaki jest cel?

  • Hania W.

    Moja suczka uwielbia wszelkiego rodzaju zabawki, czy to piłka czy szarpak to kocha go miłością największą! Natomiast w życiu nie widziałam, żeby miała do którejkolwiek z nich takie niezdrowe podejście jak Mila do (nie) swojego gorylka. Dzięki za ten post, jeżeli kiedykolwiek zauważę u niej takie zachowanie to z pewnością go nie zignoruje :).

  • Magda Rieger

    Zosiu jak tobie się udaje powiedzieć Milce nie ona ma zawsze taką słodka minke

    • Magda – to wielka sztuka :D Trochę mi zajęło żeby przestać się roztkliwiać nad tą dziecięcą minką i pociąganiem nosem.

  • Karolina Nikola Treszczanowicz

    Ciekawy post.Milka śliczna.My właśnie czekamy na smycz i obrożę z Warsaw Doga ;) Dina ma swoją ukochaną pluszową foczkę ,która wybrała w dniu w którym do mnie trafiła (znaleziona na poboczu przy lesie).Dina kocha wszystko zabawki (foczka najulubieńsza),jest z tych psów które bardzo o nie dbają ;) U nas wszystkie zabawki są na codzień pochowane w koszyku inaczej dochodzi do kłótni z pozostałymi psiakami.Pozdrawiamy :)

    • O, to podobnie jak Milka dba o zabawki :) U nas kłótnie są głównie o surowe mięso, przy innych zasobach na szczęście nie wchodzą na wysokie emocje między sobą. Tak czytam o Dinie, czytam, aż tu nagle ‚”inne psiaki” – dużą macie gromadkę? :)

      • Karolina Nikola Treszczanowicz

        Trzy psy ( w tym Dina ) +jeden na dom tymczasowy ze schroniska w Józefowie i cztery koty. Zawsze coś się dzieje :)

  • Karolina

    Nie mieliśmy takiej wkrętki, lubi zabawki, ale pogryzie, poprzynosi do zabawy i potem sama porzuca kładąc się spać. Za to ze wszystkich piszczących zabawek pozbywamy się elementu piszczącego. Kiedyś usłyszeliśmy, że psy (wiadomo, że nie wszystkie) są zainteresowane zabawką dopóki piszczy, a jak ją zniszczą to już nie jest tak fajna i podobno to zachowanie psa można przełożyć też np. na piszczące dziecko…

    • A w jaki sposób piszczenie piłki i dziecka się przekłada na zachowanie psa? Hm, u mnie Bonzo jest zainteresowany wyłącznie uciszeniem zabawki. Co się w sumie przekłada na dzieci – nie znosi, kiedy piszczą :D

      • Magda Rieger

        Ja też nie znoszę kiedy dzieci piszczą … mamy tyle wspólnego z Bonzikiem :P

      • Karolina

        Podobno ileś psów ma za cel zniszczenie piszczałki, a jak już to osiągną to zabawka przestaje być interesująca, więc w przełożeniu na piszczące dzieci – pies mógłby chcieć zniszczyć „element” piszczący np. ugryźć dziecko. Moja sunia akurat niepewnie reaguje na piszczące zabawki, więc pozbycie się piszczałki działa kojąco na nasze uszy. :D A do dzieci (czy też ogólnie ludzi i psów) ciągnie jak szalona, ale ciągnięcie to jej stały problem. :P

  • Asia Myślińska

    U nas jest tak w przypadku dwóch zabawek, z czego jedna (tenisowa piłeczka z Konga) jest zarezerwowana do zabaw w domu, memłania, przynoszenia i samodzielnej zabawy, a druga (piszczący chukit!) do zabaw wyłącznie na spacerach i wyłącznie z człowiekiem. Z początku tenisowe piłeczki Tosia dostawała wyłącznie na spacerach, z czasem ktoś z domowników chciał ją czymś zająć i dał jej ją do własnej dyspozycji w domu. W jednej chwili wszystkie inne zabawki straciły swoją wartość, a piłeczki tenisowe z konga (choć już w okropnym stanie) nadal walają się po całym domu, nie tracąc swojej świetności i bezwarunkowej miłości ze strony Tosi… Chuckit! bierzemy tylko na spacery, w domu piłka jest chowana, Tosia kocha ją do tego stopnia, że gdy chcę popracować z nią na smakołyki, wciąż zagląda do torby od aparatu (zwykle tam chowam piłkę) albo patrzy na mnie błagalnym wzorkiem, żeby w końcu dostać piłeczkę. Mogłabym pracować z nią na zabawkę, ale traci wtedy móżdżek i liczy się wyłącznie piłka, poza którą nie ma nic. Najgorzej, gdy (o zgrozo!) nie wezmę piłki na spacer, suczi wtedy cały czas przygląda mi się, zagląda do kieszeni, torby i saszetki, oczekując, że gdzieś odnajdzie piłeczkę. Do dziś mnie zastanawia co jest w tych zabawkach, że Tosia nie widzi poza nimi świata, ale psów nie zrozumiesz… :P

    • Też próbowałam pracować za zabawkę i mamy to samo – mózg się przegrzewa :D Stara się zrobić wszystko co umie, żeby tylko dostać nagrodę. Niedługo będzie u nas zabawki od Rauki do przeciągania i mam nadzieję, że fakt, że Milka tą zabawką bawi się tylko z człowiekiem i tylko podczas ćwiczeń posłuszeństwa, pozamiata sprawę i stanie się cudowną nagródką nie wypalającą zwojów :P

  • Thrima Kyrri

    Bardzo wartościowy post. Ja co prawda nie mam problemów z nadmierną fiksacją na zabawki (jeszcze?), ale ważny jest dla mnie fragment o konflikcie pomiędzy pokazaniem psu, że rozumiem jego sygnały a wzmacnianiem niepożądanych zachowań.
    Zaczęło się od wątpliwości przy piszczeniu w kennelu – reagować? Bo pies może chcieć siku, bo może sytuacja go przerasta…Nie reagować? Bo wyrośnie rozwydrzony kapryśnik. Choć udało mi się osiągnąć pewien balans ten temat wciąż mnie prześladuje.

    • No właśnie to jest zawsze trudne pytanie. Ja robię tak, że przeczekuję piszczenie, wyłapuję moment w którym pies się na chwilę uspokoi i wtedy spełniam prośbę. Oczywiście nie zawsze, bo z prośbami o piłkę Milka jest nie do zajechania i najczęściej mówię jej „nie, nic z tego”, żeby wiedziała, że słyszę ją, ale nie spełnię prośby. A na długo się zamykacie w kennelu?

      • Thrima Kyrri

        Tak, jakieś hasło na „wiem o co chodzi, nic z tego” chyba muszę na stałe wprowadzić do repertuaru. Szalenie przydatne! Na razie używam słowa „nie”, ale ono jest bardziej w stronę „zaprzestań tego co robisz”.
        Obecnie wychowuję małego użyteczka, więc na razie nie zamykamy się na zbyt długo. Zamykam młodego na drzemkę po spacerach i treningach, zamykam go na czas zjadania gryzaków (głównie dlatego, że nasz drugi pies chętnie by mu przysmak zakosił, po połknięciu swojego). Postanowiłam sobie, że na ambitniejsze zamykanie poczekam, aż pies opanuje spokojne zostawanie w otwartym kennelu.

  • kasia

    I u nas pojawiły się najróżniejsze problemy z zabawkami, odkąd mamy dwa psy. Pierwsza suczka miała swoją ukochaną różową piłeczkę, która piszczała. Gryzła ją sobie, „gadała” z nią pojękiwając i zabierała na spacery. Nie wyglądało to na bardzo niebezpieczne, więc nie zwracaliśmy uwagi. Niestety kiedyś postanowiła ją zakopać na wczasach nad jeziorem i tak ją zgubiła raz na zawsze. Na szczęście szybko się otrząsnęła :D
    Przy drugim psie zaczęła bardzo pilnować swoich zabawek… Podczas ich wspólnych harców postanawiała nagle udać się po swoją piłkę/przytulankę i jej pilnować, warcząc na drugiego psa i kończąc wspólną zabawę. Drugi piesek z kolei każdą zabawkę oprócz niezniszczalnego Kongo potrafił pogryźć na najdrobniejsze kawałeczki. Także teraz niestety zabawki są u nas w domu wydzielane, jedynie pod nadzorem dorosłych… Smutne to trochę, ale często te zabawki powodują więcej zgrzytów niż pożytku.

    • „Podczas ich wspólnych harców postanawiała nagle udać się po swoją piłkę/przytulankę i jej pilnować, warcząc na drugiego psa i kończąc wspólną zabawę.” – mamy coś podobnego. Mianowicie Milka idzie po zabawkę, bierze ją do pyska, warczy i podtyka ją Bonzowi chyba na zasadzie „nie odważysz się, nie odważysz się” – on się odważa, ale nieśmiało, przytrzymuje zabawkę i chwilę się nią przeciągają. Nie jestem pewna czy to jest dobra zabawa i zazwyczaj przerywam ją w połowie.
      Zabawki – bardzo cenny zasób, wiadomo :) Ale u nas największe zgrzyty są przy podaniu psiakom prasowanych kości. Im większa, tym Bonzo bardziej pilnuje i się stresuje jeśli Milka przechadza się w pobliżu, dlatego nie podajemy im często. A już surowych kości do ogryzania nie podajemy nigdy, bo mogłoby by się skończyć prawdziwą awanturą.

  • U nas czasem bywało, że zabawki były najważniejsze na całym świecie. Także próby forsowania i hipnotyzowania szuflady, aby oddała cenną zabawkę. Ale z czasem to mijało, kolejny nowy czadowy gadżet zwykle naprawdę pomagał :)