klatka kennelowa
Poradnik

Klatka kennelowa, a niszczenie domu przez Milkę

Początek naszej z Kubą znajomości. Milla była na wakacjach u babci, Bonzo mieszkał z nami. Zbieramy się do wyjścia, wkładam buty, staję w drzwiach, na co Kuba robi oczy wielkie jak spodki i rzuca się do sprzątania ze stołu laptopów, zbierania jedzenia z bufetu, pakowania długopisów, butów, kabli, ubrań do szaf. Teraz to ja patrzę z niedowierzaniem. Kuba w końcu pyta: – To on nie wskakuje na stoły?

Przy Bonzie mogę zostawić garnek z rosołem w zasięgu jego pyska, bo wiem, że go nie ruszy – Bonzo od razu zasypia po wyjściu człowieków. Co innego Milka, o czym miałam się wkrótce przekonać.

Z wywiadu z Kubą wynika, że:

Niszczyć rzeczy zaczęła bardzo niewinnie w wieku kilku miesięcy. A to skubnęła rożek książki, a to sięgnęła zębem do mebelka. Jak podrosła – zaczęła eksplorować biurko. Im większa rosła, tym bardziej zwiększał się jej zasięg. Skakanie na ludzi i przedmioty od początku było przez Kubę wyciszane. No, ale jak nikogo w pobliżu nie ma, to kto by się przejmował?

11656237_847176255376140_267433860_oKtóregoś razu obudziła się nad ranem, drewniane drzwi do ogródka były otwarte, więc zaczęła je sobie szamać. Nocna aktywność zakończyła się krwawą biegunką i wizytą u weta na sygnale. Później podejmowała jeszcze 2 takie próby – na szczęście Kuba zdążył się obudzić i zabronić.

Image

Z fejsa Kuby: powstała nawet kapliczka dla książek, które są kaputt po spotkaniu z bokserką

Milleczka, jako demon zniszczenia, ma głowę nie od parady i całkiem szybko nauczyła się też otwierać szuflady bezuchwytowe, tzw. „na klik”. Pod nieobecność Kuby wyciągała całą zawartość ciuchową i zanosiła do ogródka. Ponadto zrobiła segregację negatywów i slajdów, które były zabezpieczone w teczce + reklamówce i schowane przed nią w szufladzie obok ubrań. Były to materiały z kilku lat jeżdżenia w góry i robienia zdjęć średnioformatowych przygotowywanych do wydania albumu fotograficznego. Wszystko wywlokła do ogródka. Na domiar złego – „Byłaś jak natchniona, a po chwili zaczął z nieba padać deszcz” – jak śpiewały Wilki. Na swoje szczęście Kuba 2 dni wcześniej zrobił segregację slajdów – oddzielił te, które chce mieć zeskanowane i opublikowane w albumie, od tych, które nie.

– Cud boski mnie uratował, bo te do skanowania miałem w osobnej teczce, która jej wypadła i wpadła pod łóżko. Reszta wylądowała w deszczu, w błocie, zadeptana, obśliniona i podziurawiona ząbkami Milleczki.

Po tym incydencie Kuba obwiązał sznurkiem mechanizm klikający (sic!) – od tego momentu aby otworzyć szufladę należało wpierw uchylić drzwi szafy.

WINOWAJCZYNI

Winowajczyni na tle rzeczonej szafy i szuflady

Nieudane próby radzenia sobie z niszczeniem przez psa

Kiedy Kuba musiał wyjść bez Milki z domu, chował przed nią wszystko, zostawiając same najznamienitsze zabawki, w tym również super-nowe, wyjątkowe, które dostawała tylko pod jego nieobecność.

– Oczywiście odłączałem wszystkie kable. Robiłem to zawsze, nawet jak szedłem na 15 minut do sklepu osiedlowego. Chyba tylko dlatego ten pies żyje jeszcze :D

Niestety zarówno Kong wypełniany frykasami i wszelkie zabawki nakręcały ją jeszcze bardziej. Jak nie miała rzeczy do gryzienia to zabrała się za pałaszowanie parapetu i grzałek od grzejnika.

Zniszczenia w 1 roku życia Milki:
  • Książki x 20
  • Długopisy, ołówki x milion
  • Regał Muji
  • Drewniany parapet
  • Drewniane drzwi balkonowe
  • Plastikowe deski do krojenia
  • Lampka Artemide Tolomeo
  • Zdjęcia (negatywy i slajdy) będące dorobkiem Kuby z kilku lat

Niestety pies który niszczy nie tylko generuje wydatki i ból po stracie związany z utratą ważnych&wartościowych rzeczy, ale przede wszystkim stanowi zagrożenie dla samego siebie. Gdyby Kuba nie odłączał kabli, nie chował rzeczy przed wyjściem, nie czuwał w nocy to kurczę, można się domyślić jak pałaszowanie drzazg mogło się dla Milki skończyć.

Dlaczego Kuba nie chciał klatki kennelowej?

Klatka kojarzyła mu się z zamykaniem psa jak ptaka w klatce, w jego wyobrażeniu była niczym nieustanna kara.

– Nikt mi nie wytłumaczył, że to jest dla niej norka, w której odpoczywa i się relaksuje.

Mimo obecnego w necie miliona artykułów, porad i wskazówek dot. wprowadzenia i przyzwyczajenia psa do klatki kenellowej, Kuba nie był przekonany do tego pomysłu i wolał poświęcić siebie, niż „karać” psiaka klatką. Szapoba za takie poświęcenie, serio. Ale na dłuższą metę, kiedy mieszkamy już w dwie osoby & dwa psy, a w domu często panuje rozgardiasz to po prostu może się zdarzyć, że w szale wybiegania na spotkanie zapomnimy odłączyć lampkę. Auć.

Jest wyjazd, jest klatka

Tymczasem klatka pojawić się musiała w związku z naszym wyjazdem do Chorwacji. Jechaliśmy pod namiot i potrzebowaliśmy zabezpieczenia, które pozwoli nam bezpiecznie zostawić psy w namiocie, gdy chcielibyśmy/musielibyśmy się na chwilę oddalić. Jako, że w podróż wybieraliśmy się samochodem, obie nasze psie klatki musiały po złożeniu zmieścić się do bagażnika. Z tego powodu kupiliśmy klatki w rozmiarze, który z jednej strony pozwala psu stanąć, usiąść, położyć się, a z drugiej da radę upchnąć je do auta. Klateczki świetnie się sprawdziły, a po powrocie jedna stanęła koło kanapy i niekiedy gości w sobie Milkę. Pracujemy w domu, więc psina rzadko jest w niej zamykana. Obecnie zabieramy klatkę na wszystkie wyjazdy, nawet do domu nad Narwią i do hotelu.

_MG_1315

Wielkość naszej klatki

Ta nasza klatka to Double Door rozmiar L (dł. 89 cm), kupiona w Zooplusie za 149 zł.

Rozmiar klatki jest wystarczający, aby Milla w niej stanęła, usiadła, obróciła się, czy położyła. Jednak na dzień dzisiejszy chcemy kupić klatkę w większym rozmiarze – tak dużą, żeby w środku zmieściła się miska, a oba nasze psy mogły się w niej położyć. Jednocześnie będziemy trenować zostawianie piesy samej w domu stopniowo wyłączając zamykanie w klatce i wyciszając niszczenie.

m_MG_1804

Milla w swojej norce :)

m_MG_1803

m_MG_1806

Kojec na który ostrzymy zęby i zbieramy hajsy to klatka XXXL o długości 121 cm, do kupienia na allegro za 235 zł.

Jak Milla zareagowała na klatkę?

Wbrew obawom Kuby – świetnie. Przed pierwszym wyjazdem z kennelem przedstawiliśmy je sobie i pokazaliśmy, że w środku dzieją się fantastyczne rzeczy. Jest jedzonko, zabawki, same cudowności. Jako, że Milla niczego się nie boi i w niczym nie widzi problemu to zaakceptowała kennel od razu. Lubi go do tego stopnia, że będąc u koleżanki naszej w gościach w Lublinie, kiedy tylko znalazła klateczkę suni rezydentki (5 kg) usilnie próbowała się tam wpakować. Determinacja popłaca :D

11124224_847624481997984_1553283392_n

Gdzie kupić klatkę kennelową?

Najtaniej jest w dużych sklepach internetowych i na allegro. Zanim nastała Milka, myślałam o tym, żeby sprawić Bonzowi klatkę materiałową – tylko po to, żeby miał swój własny „pokój” w domu, taką norkę do której się schowa – myślę, że to jest super sprawa dla psiaka :)

 Linki do których warto zajrzeć:

Co dla psa: Zanim zdecydujesz się na zakup, czyli zalety i wady użycia klatek

Fundacja AST: Klatka kennelowa – jak z niej korzystać?

Dogomania: Klatka kennelowa, a zostawanie samemu w domu

Biały Jack: Klatka kennelowa i crate games

Wymarzony pies: Kennel klatka

Piesologia: Dlaczego wsadziłam psa za kratki?

A Waszym psom zdarzyło się coś zniszczyć? Znacie ten problem? Czy może są jak Bonzik – śpiący aniołek? :D

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Śledzie nie niszczą, ale mój poprzedni pies – CTR – myslę, że mógłby konkurować z Milla w temacie bycia niszczycielem… niestety, lęk separacyjny robił swoje. Szkoda, ze wtedy klatki nie były popularne, mozna byłoby mu ulzyć…

  • po raz kolejny nasz Kuba by się zgodził z waszym – klatka absolutnie nie wchodzi w grę bo to więzienie. Na szczęście Stefcik nie jest niszczcielem. Raz w życiu pogryzł parę indeksów ale nie smakowały mu. Na starość mu się jednak odkleja i juz 2 razy szubrował w kuchennych szafkach u babci ale to podejrzewamy z tęsknoty (albo nudów, albo poczucia zagrożenia – ciężko powiedzieć).

  • Oj, Zuzia uwielbia wywlekać śmieci i sukcesywnie je zjadać podczas naszej nieobecności. Śmieci, ale również to, co znajduje się na stole – wszelki markery, papiery i opakowania. Raz nawet dorwała się do termometru (rtęciowego!) ale na szczęście zainteresowało ją tylko opakowanie, uff… Co gorsza lubi też siknąć tu i tam na podłodze, kanapie, stole. I nawet gdyby tysiące ludzi przechodziło przez dom to zawsze JA wdeptuję w Zuziny prezent. Na szczęście wystarczy ją zazwyczaj dobrze wybiegać, wysikać i napoić a zajmie się snem ;)

    • Ohoho, a to smakoszka :D Nie do pozazdroszczenia! :D No, ale grunt, że wybieganie pozwala mieć Zuzię z głowy – wiadomo czego się spodziewać i kiedy. U nas Milka rozrabiała nawet po 3 godzinnych zajęciach w psiej szkole połączonych z wyczerpującym spacerem :P

  • Ojej, chyba mam idealnego psa :D

  • Pies Berek

    Berka kenneluje od małego i dzieki temu nic właściwie nie zniszczył. Może nadgryz jakąs ksiażkę, ale byliśmy wtedy w domu :). Teraz gdy zakladam nie-psiowe ubranie Berek sam wchodzi do klatki. Ja musze tylko zamknąć drzwiczki :) W Kennelu też chowa sie gdy jest zmeczony np. gośćmi itp. Kennel jest super rozwiazaniem.

  • Wymarzony Pies

    Miło nam, że „warto do nas zajrzeć” <3

    • Basiu, to jest super wpis, wszystko świetnie opisałaś, więc jak by mógł się tutaj nie znaleźć :)

  • Ela Kijanowska

    Moglibyście podać do aukcji na allegro z klatką, na którą ostrzycie sobie zęby? Ja mam 3 cavaliery, które śpią wtulone w siebie i nie chciałabym ich na dzień rozdzielać. Taka klatka XXXL byłaby dla nas super :)

  • Aleksandra Grzelczyk

    Uśmiałam się strasznie :D Kuba wybacz, ale Zosia tak świetnie opisała tę tragedię .. współczuje straty zwłaszcza negatywów i książek. Szelma dostała klatkę po tym jak zeżarła… szpilkę. Cudem uratowana (cud że zauważyłam) po operacji która kosztowała nas obie wiele bólu i cierpienia fizycznego i psychicznego, kupiłam klatkę w obawie o życie i zdrowie mojego psa. Kenel to safe house, Szelma nie traktuje klatki jak zło, chowa się tam kiedy czas na kąpiel, obcinanie pazurów, mycie uszów, albo kiedy coś nabroi (wiadomo, ręka sprawiedliwości, czyli besztanie ją tam nie dosięgnie) W klatce są smakołyki i ulubione zabawki, to miejsce gdzie pies odpoczywa kiedy nie ma ochoty by mu przeszkadzano.

    • Kuba Olbrycht

      Ola, też się uśmiałem jak zacząłem sobie przypominać i opowiadać Zosi wszystkie przygody z nieograniczonymi możliwościami Milki w znajdowaniu sobie zajęcia w czasie wolnym. Najgorzej było rzeczywiście z tymi negatywami… No i cały wpis po raz kolejny uświadamia mi, jakim cudownym i bezproblemowym psem jest Bonzo :) I jakim cudownym wynalazkiem jest kenel, tak jak u Was również ze względu na bezpieczeństwo szkodnika.

  • kasia

    Przez moment też przechodziłam to piekło… Jesteśmy właścicielami dwóch psów, ale początkowo mieliśmy tylko jednego pieska – grzeczną suczkę ze schroniska. jej jedynym grzechem było włażenie na łóżko pańciów podczas ich nieobecności i zjadanie słodyczy ze stołu, jeśli panciowie zapomnieli je schować przed wyjściem z domu. od dwóch lat mamy też drugiego pieska – znalezionego przy drodze, potrąconego przez samochód kundelka – szczeniaka. Wyleczyliśmy go i przygarnęliśmy. Jak tylko nóżka zaczęła zdrowieć, to się zaczęło … pierwszą rzeczą, którą pogryzł pod naszą nieobecność była karta do bankomatu ściągnięta ze stołu. Później powoli się rozkręcał – książki, buty, wszystko. Skończyło się na tym, że przed wyjściem zamykaliśmy psy w pustym przedpokoju, razem z zabawkami. Na szczęście piesek jakoś z tego wyrósł, albo go oduczyliśmy (nie wiemy jak :D ) i teraz oba psy pod naszą nieobecność zostają w domu z pootwieranymi drzwiami :) czasem zdarzy mu się zanieść buta do swojego legowiska, ale już nie gryzie :)

    • Możliwość zamknięcia w przedpokoju: pozazdrościć! My też początkowo planowaliśmy zostawiać je w części mieszania, jakieś zagrody wznosić, ale przy mieszkaniu typu studio i pomysłowej Milce to rozwiązanie by nie przeszło. Mam nadzieję, że u nas też piesek wyrośnie, ta jak u Was :)

  • kalyna

    Szacun dla Kuby, takie poświęcenie dla psa :)
    Ciapek rzadko kiedy zostawał sam-sam. Zawsze z babcią, to z automatu chodził spać i teraz jak wszyscy wychodzą to mu tak to zostało. Za to Owczary mieszkają w kojcach i to też na zasadzie swoich nor.
    Ale jak miałam wyjechać z Gazikiem na wakacje to wzięłam go do domu na noc, coby poobczajać jak się zachowuje. Był teoretycznie zmęczony, bo w praktyce to przez 3 godziny latał po domu i nosił WSZYSTKO w pysku. Od śmieci, zabawek, ubrań, misek itp. przegiął jak wytaszczył skądś pudełko z żarówką. Wyleciał do kojca, a ja o pierwszej w nocy zamawiałam klatkę dla niego :P I bez jakiegoś przyzwyczajania, wszedł do klatki, dostał gryzaka i poszedł spać :) I tak podczas wyjazdu byłam spokojna, że sobie śpi i niczego nie zniszczy.
    Teraz klatkę mam w razie w, jak pies jest po zabiegu itp. nigdy nie wiadomo czy nie będzie potrzebna…

    • Ale się Gazikowi gościna udała – tyle atrakcji w domu :D A normalnie owczary przebywają w domu, czy w ogóle nie i ta noc w domu to była dla niego mega-nowość?

  • Terror na szczęście póki co nie ma zapędów niszczycielskich, kiedy nie ma nas w domu.
    Po prostu grzecznie idzie spać. Wczoraj lekko mnie zdziwił, bo po powrocie do domu znalazłam na łóżku swojego adidaska, ale był w całości (uff!), więc nie mam pojęcia jak się tam znalazł:PPozdrowienia! :* K&T
    jackterror.blogspot.com

  • Baloo był klatkowany od małego, więc problem zniszczenia mnie nie dotyczył. Jak skończył 8 miesięcy mógł już spokojnie zostawać w całym domu nie pozostaiając za sobą zgliszczy. Ba, nawet nie wie, że można zdjąć coś z blatów w kuchni! Ale, wraz z przygarnięciem Ru okazało się, że franca faktycznie lubi sobie podjeść kremy, pogryźć lakiery do paznokci i inne abstrakcyjne rzeczy. Miarka się przebrała, kiedy to podczas naszej nieobecności trzy dni pod rząd opierdzieliła 3 kostki masła z blatu i zagryzła trzema pomidorami – malinówkami. A potem wylizała chłopu obiad i pogryzła łyżkę z tegoż. Na szczęście klatkowanie wprowadziłam od razu odkąd u nas zawitała, więc na tą chwilę gdy wychodzę do klatki Ru maszeruje do klatki jak szczeniak i tam czeka aż nadejdzie zmiana – Pan Mąż :)

    • Hohoho, Ru ma głowę pełną pomysłów z których chyba hyżo korzystała zanim do Was trafiła :D U nas też jedno klatkowane, drugie nie – piąteczka :)

  • My na szczęście nie mamy tego problemu. Ja co prawda pracuję w domu, więc Bona wiele czasu spędza ze mną. Jeżeli natomiast zostaje sama, to nic złego się nie dzieje, dom jak pozostawiony, tak stoi :)

  • Beata

    Ja również mam bokserkę i także niszczycielkę ;) wprowadziłam klatkę i obie jesteśmy już spokojne, zdrowe i szczęśliwe! Jest jednak mały problem, który mnie niepokoi- wredota niszczy w klatce! Mimo tego, że jest wybiegana, klatkę traktuje jak swój azyl, ma w niej ulubione gryzaki, to i tak, żaden kocyk, dywanik (legowiska już dawno sobie odpuściłam) nie pozostaną w stanie nienaruszonym długo. Zastanawiam się dlaczego i żal mi jej, że nie może mieć wygodnego legowiska w klatce! Macie jakiś pomysł? Dodam, że ma 2,5 roku i poza tym jest absolutnie fantastycznym, najlepszym psem pod słońcem ;)

  • elastyna

    Witajcie przeczytałam właśnie artykuł i… ucieszyłam się że mój pies nie jest jeszcze aż taki straszny :) aczkolwiek w 100% już przekonałam się do zakupy klatki. Szczerze mówiąc myślałam że tylko ja tak mam że wychodzę z domu i chowam wszystko co z papieru, z półek zniknęły książki.. ba… wszystko zniknęło!!! wszystkie szuflady zamykane na taśmy szafki też… idealny błysk jak wychodzimy z domu… bo nasza szara diablica potrafi cuda zdziałać… cudowniej mamy o tyle że nie niszczy nam ani mebli, ani sprzętów ani w sumie nic wartościowego… ale to jaki bałagan potrafi odstawić gdy otworzy sobie jakimś cudem szafkę w kuchni albo szufladę gdzie znajdują się mąki cukry,kasze, makarony bułki tarte… Bałagan nie z tej ziemi… Potrafiła swego czasu wejść na blat w kuchni i z góry mebli – tak, tych pod sufitem – ściągnąć pudełko w którym pochowałam właśnie sypkie kuchenne produkty przed Luną. Wynajmujemy mieszkanie i nie posiadamy drzwi do kuchni ani pokoju, więc nie ma mowy o ich zamykaniu. Jestem tą sytuacją zmęczona na maxa. Boje się wyjść gdziekolwiek. Pies nas sterroryzował. Straciłam przyjemność z posiadania psa który bardziej mnie męczy niż cieszy. Ale kocham ją bardzo mimo wszystko i zrobię wszystko żeby pomóc i jej i nam domownikom. Nasz diabeł to Wyżeł Weimarski – Luna – najcudowniejszy i najukochańszy pies – jak śpi… A najgorsze jest że jak nie niszczy to się drze. Jednakże myślę że klatka pomoże nam w transporcie – bo nie potrafi wysiedzieć w aucie, i może w końcu odważymy się wyjechać na wakacje z nią i na czas obiadu np nie będziemy bali się jej zostawić samej… jestem zainteresowana klatką Double Door z zooplusa XL. czy myślicie że ta klatka będzie odporna na tego diabła?

  • Natalia

    A skąd macie taki fajny dywanik? Zastanawiam się nad taką klatką, ale u nas byłaby tylko w celu podróży samochodem, bo starszy pies strasznie się ekscytuje i chodzi po całym bagażniku. Zastanawiam się własnie nad rozmiarem, bo co prawda mam berneńskiego psa pasterskiego, ale jest dośc mały (ok 40 kg) i czy zmieści się do takiej klatki ? Pozdrawiam

    • Dywanik kupiłam na allegro, nazywa się mata weterynaryjna „Drybed”. Wydaje mi się, że dla 40 kg potrzebna będzie większa klatka, ale nie powinno być problemu ze znalezieniem takowej, występują w wielu rozmiarach :)

  • bayushi

    Dzięki temu wpisowi właśnie jedzie do nas klatka. Teraz czeka nas trening. :)

  • Andrzej Andy

    A może takie rozwiązanie ?

    https://m.facebook.com/decokennel/