z psem po górach
Gdzie na spacer?, Psia turystyka

Z psem po górach: Małe Pieniny

Wędrowanie z psem po górach – nasza 16 km wycieczka w okolicach Szczawnicy, start w miejscowości Jaworki.

Przy okazji świąt spędzanych u mamy Kuby na południu Polski, wybraliśmy się na jednodniową wyprawę w góry. Kuba, jak na taternika przystało, opracował naszą trasę zgodnie z mapą, całkowicie omijając tereny Pienińskiego Parku Narodowego, do którego wstęp psom jest wzbroniony.

Wybór padł na Małe Pieniny z dwóch powodów:

  • Nie ma tu Parku Narodowego, więc można poruszać się z psem;
  • Przy dobrej pogodzie roztacza się stąd fantastyczny widok na Tatry.

Przez 5 godzin zrobiliśmy 16 km chodząc nieustannie w górę i w dół. Piesy były przeszczęśliwe. W każdym razie na pewno szczęśliwsze ode mnie.

#dogtrekking #hiking #spacer #pieniny #poland #dogsofpoland #gory

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Początkowo nawet się cieszyłam na tę wyprawę, kuszona przez Kubę wizją nowego wpisu na bloga („Porobimy zdjęcia, będzie super wpis na bloga, zobaczysz.”) i chęcią zdobycia nowego doświadczenia (z psem w górach wszak mnie jeszcze nie było). Mina mi zrzedła już przy pierwszym wzniesieniu. Wtedy przypomniało mi się dlaczego od 14 lat na wakacje jeżdżę nad morze, nad jezioro czy rzekę. Boże, jak ja nie znoszę wchodzić pod górę! :D

Nie mniej, co się nałaziłam to moje i mimo, że podczas wyprawy zdążyłam skląć na czym świat stoi, mozolnie wczołgując się na szczyty, to chętnie powtórzyłabym tę trasę.

Poniższy opis z namaszczeniem i mapą Pienin w ręku odtworzył Kuba.

Opis trasy

Z parkingu w Jaworkach przy wąwozie Homole weszliśmy na górę szlakiem konnym do schroniska „Pod Durbaszką”, później niebieskim szlakiem w kierunku Wysokiej (1050 m.n.p.m.) nie wchodząc na nią i stale podążając niebieskim szlakiem w kierunku Jaworzyny (1700 m.n.p.m.). Dalej poruszaliśmy się tym samym szlakiem przez Wierchliczkę (964 m.n.p.m.) aż do przełęczy Rozdziele. Stamtąd w dół żółtym szlakiem przez Rezerwat Białej Wody z powrotem do Jaworek.

ENDOMONO_MP2

AKTYWNY LINK DO TRASY NA ENDOMONDO

W naszej wędrówce poruszaliśmy się szlakiem, który miejscami potrafił zaskoczyć. Kilkukrotnie musieliśmy posiłkować się mapą, bo szlak niebieski nie jest najlepiej oznaczonym na świecie. Nie raz zachodziłam w głowę:

„Czy to możliwe, żeby oficjalny szlak prowadził taką niepozorną ścieżką?”

oraz

„Czy ktokolwiek kiedykolwiek tędy przed nami szedł?”

W dolnych partiach gór zieleniła się trawa, ale w miarę jak wchodziliśmy coraz wyżej, krajobraz zdominowały zaspy śnieżne. Przez większość czasu szlak prowadził dokładnie na granicy Polski i Słowacji, dosłownie deptaliśmy punkty graniczne.

A cóż to?

A cóż to?

Jaki fajny punkt graniczny!

Jaki fajny punkt graniczny!

Taka ciekawostka: Po stronie polskiej nie ma parku narodowego, po stronie słowackiej już tak. Warto mieć to na uwadze jeśli pies biega luzem, bo na naszej drodze możemy spotkać jakiegoś pana władzę.

Zdjęcia z trasy

Pies na smyczy vs luzem

Przez pierwszą połowę wędrówki trzymaliśmy psy na linkach, jednak niektóre stromizny były tak śliskie, że musieliśmy odpinać zwierzaki, żeby nie stracić zębów. Jeśli o psy chodzi, po odpięciu wskakiwały hyc-hyc na górę niczym dwie kozice i patrzyły na nas z góry (zwłaszcza na mnie, wczołgującą się w bólach) z politowaniem:

„Szybciej, ludzie! Co się tak ślamazarzycie?”

Trochę nam miny zrzedły, kiedy w różnych odstępach czasu spotkaliśmy po drodze trzy inne psiaki wędrujące z pańciostwem, z czego ŻADEN nie był zapięty. W końcu uznaliśmy, że nie będziemy luzerami i po minięciu ostatniej pary z psem, mniej więcej w połowie trasy, odpięliśmy nasze. Szczęście nam sprzyjało, bo od tego momentu nie spotkaliśmy ani jednego człowieka ani psa aż do zejścia na dół, do wsi. Zdecydowałam się na to dzięki temu, że oba ogoniaste trzymały się stale blisko nas. 

Nasza trasa nie prowadziła przez las, raczej przez zbocza, połoniny i skraje leśne.

Obiad na zboczu

Nie wiem jak Wy, ale ja bez jedzenia długo nie przeżyję. Zawsze muszę mieć ze sobą coś do przekąszenia i picia, w przeciwnym razie zaczynam strasznie narzekać :) Zabraliśmy ze sobą kanapki dla nas i kurze udka dla psów. Po 2 godzinach męczliwej trasy, wdrapaliśmy się na stromą górkę i zabraliśmy się za odbudowywanie energii. Nie ma to jak siedzieć jednym półdupkiem w Polsce, a drugim na Słowacji. Nie wyobrażam sobie przejścia tej trasy bez posiłku pod drodze.

Wypasanie owiec

Szlak przemierzyliśmy pod koniec marca – na halach nie było jeszcze owiec. Mijaliśmy jednak tabliczki „Uwaga, pies” ostrzegające przed psami pasterskimi, które pilnują stad w okresie letnim.

Na stronie Fotoszlak.pl czytamy odnośnie tej trasy:

Latem przechodzimy przez rejon pasterski, nie dziwią na szlaku zwierzęta rogate, cycate, meeeeczące i beeeczącą, pasterskie psy wobec których zachowujemy się w myśl zasady „nie mówimy, nie patrzymy, nie dotykamy”.

Prawdę mówiąc nie mam pojęcia co by się wydarzyło, gdybyśmy spotkali się oko w oko z psem pasterskim. Z jednej strony te psy mają za zadanie bronić i pilnować stad owiec, więc inni ludzie i ich psy stanowią niejako zagrożenie, z drugiej – nie słyszałam o przypadku, żeby pies pasterski ukatrupił psiego turystę na szlaku. Macie jakieś doświadczenia, zasłyszenia?

_MG_5826

_MG_5807

_MG_5817

Co ze sobą zabraliśmy?

Krótka lista rzeczy, których używaliśmy podczas przejścia.

  • szelki Ruffwear dla Bonza

Lubię używać ich do sportowych aktywności, są miękkie, dobrze leżą i fajnie rozkładają ew. pociągnięcia.

Szelki miejskiej marki, ale jako, że są szerokie, dobrze się sprawdzają póki pies po prostu idzie. Przy naprawdę mocnym ciągnięciu pod górę (jaki bokser-czołg nam zaprezentował) człowieka przypiętego na pasie maszerskim, szelki mogą się wbijać. Dla spokoju przepięliśmy ją na flexi.

  • pas maszera od Manmata

Wieloletni pas, który sprawdził się jak dotąd na rolkach, rowerze, hulajnodze, dogtrekkingu, a teraz również podczas wędrówki górskiej.

  • dwie linki amortyzujące

Mieliśmy kiedyś jedną z rozdzielaczem – biedny Bonzo był ciągnięty wszędzie za rączym bokserem. Teraz mamy dwie osobne.

  • smycz automatyczną

Pas pasem, linka linką, ale smycz automatyczna ma jedną wielką zaletę: sama się zwija, więc taśma nie plącze się pod nogami, a przy tym daje psu do dyspozycji 5 metrów długości. U nas sprawdza się przy prowadzeniu psa leśnymi ścieżkami, gdzie idziemy jedną, główną drogą, a pies idzie przed nami od czasu do czasu zatrzymując się dla powąchania pobocza.

  • jedzenie

Najważniejszy ekwipunek! Mama Kuby zapakowała nam kanapki i wafelki z czekoladą, psy dostały po dużym udku kurczaka na głowę.

  • wodę 1,5 l

Niegazowaną, dobrą i dla nas i dla psów. Zwierzaki wzgardziły, wolały lizać śnieg. Cóż począć.

All day trip 🐾 #pieniny #easter #hiking #hikingwithdogs #europe #poland #dogsofpoland #dogtrekking #manmat #ruffwear

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Przejście trasy zajęło nam pięć godzin. Końcowy etap wędrówki znajdował się w Rezerwacie Biała Woda. Trochę strach nas obleciał, że tu z psem nie można, ale to była jedyna droga do samochodu. Pogoogle’owaliśmy i już wiemy:

Rezerwat Biała Woda jest przyjazny psom.

To miejsce wcześniej zamieszkiwali Łemkowie, zachowały się charakterystyczne figury Jezusa na krzyżu zrobione z blachy, a także stare drzewa owocowe. Nazwa „Biała woda” pochodzi prawdopodobnie od spienionej na wodospadzie wody. Okazało się, że Biały Jack wybrał się tu w lato, przydatne informacje o zwiedzaniu rezerwatu z psem przeczytacie TU.

Inspirujące linki dla górolubów

W przewodniku fotograficznym ze szlaków znajdziecie fotorelację z naszej trasy – TU

A jeśli jesteście ciekawi co jeszcze można w okolicy zobaczyć i szukacie miejsca na nocleg, zajrzyjcie do Piesologii – TU znajdziecie relację z wyjazdu w pobliskie Gorce.

Więcej inspiracji znajdziecie też u Bohuna, który spędził sylwestra w Górach Stołowych – TU

Co myślicie o wędrowaniu po górach z psem? Jeździcie, czy nie znosicie?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Mam podobne podejście do łażenia po górach co ty ;) Dlatego na długi weekend wybieramy się tez w Pieniny ale za to mamy miejscówkę rzut beretem od jeziora Czorsztyńskiego – jak dla mnie idealne połaczenie (plaża + góry). Obok jest też wyciąg i stok rowerowy wiec my z Lilaczkiem bedziemy się wygrzewaę dupki nad wodą a Kuba sobie pojeździ i (mam nadzieję) wszyscy będą hepi. Wokół całego jeziora są prywatne kwatery i domki z psiolubnymi gospodarzami.

    • Faktycznie, genialny pomysł z tym jeziorem! A takie jezioro w górach to chyba strasznie zimne jest, nie? I nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak stok rowerowy, brzmi intrygująco :)

      • Ciepłe nie jest ale plaża to plaża ;) a Lilce temperatura wody jest obojetna. Stoków i terenów leśnych w górach dla rowerów jest trochę, najlepsze oczywiscie z wyciągami. My będziemy w okolicach Kluszkowców i Mizernej – zdamy oczywiście relację po wszystkim. Jeśli tylko Liluszek nie zagryzie jakiejś zwierzyny zaliczę wyjazd do udanych ;)

        • O, to witajcie w „naszych” okolicach – my co roku jeździmy do Krośnicy! :) W jak już tam będziecie, to polecam pizzę w Maniowach, drugą w Szczawnicy (u Zosi, nomen omen :)), no i lody domowe w Ostrowsku! Aaaccchhhh, mam smaka na te wakacje :D

          • o super, dzięki za podpowiedzi ! My będziemy pod koniec maja. Kuba do dziś nie może odżałować okazji jako go minęła kilka lat temu – chciał kupić chatkę z ogródkiem w Kluszkowcach ale odpuscił i teraz „musi mieszkac w tej strasznej Łodzi”. Także jedziemy z Lilką zobaczyć co straciłyśmy ;)

  • My z Białym jesteśmy w Rezerwacie Biała Woda co roku od czterech lat – a bez niego jeździliśmy też regularnie, taki punkt obowiązkowy każdych wakacji. Niestety, jak zauważyłaś, trasa w tę stronę przy granicy jest kiepska, ale np. w drugą – czyli na północ, w stronę Dzwonkówki – już bardziej przyjemna, bo leśna.
    Co do psów pasterskich… Raz spotkałam jednego na halach, bez psa – myślałam, że mnie zeżre, bo podbiegł, zagrodził mi drogę i tak z odległości pół metra zaczął warczeć i szczekać. Odwołał go opiekun stada – zazwyczaj jednak jest tam jakiś człowiek. Natomiast np. w Białej Wodzie psy są w dzień przypięte zwykle przy budach, dopiero popołudniami schodzą ze stadem na pracę – i tych bym się obawiała w przypadku spotkania z takim naszym psem. Choć dużo zależy od refleksu też, no i od charakteru. O śmiertelnym spotkaniu nie słyszałam, ale o poturbowaniu psa przez pasterskiego – już tak. Dlatego na halach zawsze warto mieć psa zapiętego – jak jest więcej niż jedna osoba, to zwykle jednak pasterskie trzymają się z dala, a i ich opiekun ma szansę zauważyć grupę i je powstrzymać.
    A w góry jeździć uwielbiam, poruszyliście w moim sercu sentymentalną strunę, bo właśnie w te okolice jeżdżę już ponad 10 lat. Mogę łazić, robić i po 25 km, szczególnie na mniej uczęszczanych trasach. Tylko to mnie porządnie męczy i przy tym relaksuje :) W tym roku już w lutym zaplanowaliśmy wyjazd na lipiec! Piję podczas wędrówek sporo, Mały Biały zresztą też, ale przekąski dla niego mam symboliczne, bo dostaje bardziej kaloryczną karmę przez caly wyjazd. Za to ja mogłabym prawie nie jeść – muszę mieć tylko czekoladki i opcjonalną suchą bułkę. Jem na wyjściach rekreacyjnych – w tamtym roku tak się przeszliśmy na Dzwonkówkę, kilkanaście km ze Szczawnicy – głównie po to, aby zjeść coś dobrego w schronisku pod Bereśnikiem :D

    • Dzięki za podzielenie się doświadczeniem z pasterskimi.Ech, śliska sprawa – tej trasy nie powtórzyłabym z psami w sezonie. A w ogóle co do psów pilnujących stad – najgorzej jest chyba w Rumunii. Kuba pojechał tam raz w góry i po tym wydarzeniu ma do psów pasterskich bardzo duży dystans i omija je wielkim łukiem. Podobno tam to realny problem i zagrożenie, jeśli chodzi się samotnie, a w dodatku po dzikich górach.
      25 km bez jedzenia? Wchodzenie pod górę jako relaks? :D Niesamowite! Szapoba :)

      • Haha, ja od dziecka byłam chowana w przekonaniu, że jak się porządnie przetyram fizycznie, to mi będzie lepiej. I jest! Ale mój mąż już jeździł tylko nad morze, a teraz bez gór sobie życia nie wyobraża :)

  • Też tam często chodzimy. I też opisujemy:
    https://pieskiewycieczkipiesze.wordpress.com/category/pieniny/
    Piękne miejsce z moich rodzinnych stron. Polecam też wycieczkę na Przehybę lub Radziejową, należącą do Beskidu Sądeckiego, ale szlakami blisko Szczawnicy.
    Pozdrawiam. :) i życzę jeszcze wielu górskich przygód :)

  • Zocha27

    Mmmm góry :3
    Po górach chodzę odkąd skończyłam 7 lat. Faktycznie jest tak że wchodząc pod górkę człowiek zaczyna sobie zadawac pytanie – „co ja takiego do cholery zrobiłem?! Czemu nie pojechałem do SPA albo chociaż nad jezioro…”. Jednak wystarczy stanąć na szczycie/wrócić do domu/rozbić namiot i wszystkie trudy idą w niepamięć. Pamięta się tylko fajne przygody, czasem przy znajomych opowie się jak to się chodziło niczym macho zdobywając kolejne „pagórki” (serio – nawet najgorsza góra w odpowiednim towarzystwie zaczyna być tylko lekko zauważalnym wzniesieniem). Czy że swoich obozów wędrownych pamiętam jakieś niedogodności? Niespecjalnie :p Tutaj z pomocą przychodzi starannie zapisany dziennik chociaż i on nie jest do końca prawdziwy bo prawdą jest ze na ogół starczy mi 5-10 minut żeby odpocząć i zacząć przygotowywać obiad dla reszty grupy (w górach mam ADHD :p )
    Z wyjazdu na podlaskie bagna na wyjazd naukowy pamiętam tylko super zabawę (jak przekonywanie się z koleżanką czy da się pływać w bagnie żabką–>da się!). Żadnych tam komarów (chociaż na zdjęciach idziemy mając za sobą ich całą chmarę).

    Z Zulą jeszcze w górach nie byłam. Za to z psem gospodarzy u których się zawsze w Beskidzie Niskim zatrzymuje juz owszem :) (super sprawa poza faktem że na naukę chodzenia na smyczy nie polecam oblodzonych dróg leśnych – siniaki zagoily się dopiero po powrocie). Ale w tym roku jedziemy na tydzień do Jury Krakowsko częstochowskiej. Górki może i małe ale za to jakie widoki! No i jestem ciekawa jak mi się uda samej ogarnąć mało doświadczona koleżankę, psy i ogólne zaopatrzenie podczas trekkingu :)
    ( w sumie to i tak wszystkie błędy po powrocie będą najczęściej opowiadane, im glupsze tym smieszniejsze–>kolejne odwieczne prawo takich wypraw)

    • Zocha27

      Nawet nie zauważyłam że wypracowanie stworżyłam ;) Ale o wycieczkach mogę mówić i mówić :D

  • Magda Rieger

    super wpis my często jeździmy w okolice szczawnicy i tego lata chetnie przetestujemy wasz trace także dziekóweczka <3

  • Miczelski

    Marzą mi się góry z psami, na pewno kiedyś pojedziemy. Ale zawsze, kiedy mnie tak nachodzi, przypominam sobie, że ledwo weszłam na Jurajski Giewont, który nawet 400m nie ma :P I jakoś człowiekowi się żal samego siebie robi.

  • Marzą mi się góry z psami, na pewno kiedyś pojedziemy. Ale zawsze, kiedy mnie tak nachodzi, przypominam sobie, że ledwo weszłam na Jurajski Giewont, który nawet 400m nie ma :P I jakoś człowiekowi się żal samego siebie robi.