10007469_701505363229773_7842773574618208485_n
Gdzie na spacer?, Psia turystyka, Psie wydarzenia, Sport i zabawa

Na krzywy ryj – zawody dogtrekkingowe

Jednym z moich noworocznych postanowień na rok 2014 był udział w zawodach dogtrekkingowych. Od dawna marzyłam, żeby nie tylko sprawdzić siebie na trasie, ale także przez chwilę poczuć się częścią wielkiej ekipy psiarzy. Przez długi czas na przeszkodzie stał fakt, że organizatorzy zwykli realizować zawody w odległych miejscowościach i innych województwach, a mi tak się znowu nie spieszyło, żeby jechać w daleką trasę transportem publicznym z psem, który źle znosi przebywanie w ciasnych pomieszczeniach. Wtem! Wiadomość o zawodach w samej Warszawie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.


Pierwsze koty za płoty

Zapisałam się przez internety na trasę hobby w kategorii open, która wynosiła ok. 14 km. Zawody odbywały się w Mazowieckim Parku Krajobrazowym w którym kiedyś już wszak byliśmy. Ani przez chwilę nie miałam pewności czy ja i mój pies w ogóle przejdziemy wytyczoną drogę, jako że Bonzo podczas upałów pokłada się na kafelkach, wyleguje w podziemnym przejściu na stacji metra, co chwilę tarza się w trawie. No, ale niech się dzieje wola nieba – pieniądze wpłacone, samochód umówiony :D

O 8:30 przyjechała po nas Kasia z Figą i zabrała spod domu swą karocą. O 9:15 zajechałyśmy pod niepozorny, szary budynek, który okazał się być hotelem. Start zaczynał się o 11:00, jednak organizatorzy naciskali, aby odprawić się jak najwcześniej. Dodatkową zachętą miał być prezent od sponsorów – im wcześniejsze przybycie, tym większy bonus. Owy prezent okazał się być pokaźnym zestawem katalogów i ulotek reklamowych od Jacka Wolfskina i innych partnerów akcji i 2 paczuszkami z przysmakami. Dobrze, że byłyśmy samochodem, bo za nic nie chciałabym nosić tej makulatury na plecach.

Po opuszczeniu klimatyzowanego samochodu udałyśmy się na rekonesans. Na miejscu było już kilkanaście osób z psami, koczujących w zacienionych miejscach placu. Ustawiłyśmy się w kolejce do rejestracji. Tym, co mnie zaskoczyło było spokojne zachowanie psów. Sądziłam, że kolejka w której stoją cztery psy z właścicielami będzie mieszanką wybuchową z opóźnionym zapłonem, a wielkie bum nastąpi kiedy jeden z właścicieli na moment się odwróci. Podejrzewałam, że któryś pies z powodu nie zachowania odległości między innymi psami, koniecznie będzie chciał się witać, zapraszać do zabawy czy przeganiać „napastników”. Nic bardziej mylnego – wszyscy staliśmy grzecznie w rządku i po kolei podchodziliśmy do rejestracji.

10355752_701838639863112_8591971531034787440_n

Zaświadczenie od weterynarza niczym grom z jasnego nieba

Musicie wiedzieć, że na kilka dni przed zawodami poszła fama, iż aby uczestniczyć w dogtrekkingu należy dostarczyć pisemne zaświadczenie o dobrym stanie zdrowia od weterynarza. Na stronie wydarzenia nieco się zakotłowało, jako że w regulaminie nic takiego nie było napisane i lud się wzburzył, że we wtorek wypuszczają informację, że na sobotę potrzebny jest papier. Najwyraźniej urzędnicy w województwie mazowieckim (odpowiedzialni za takie historie) nie należą do poważnych osób, ale tę informację da się przekazać z większą klasą, niż zasłanianie się obecnością nowicjuszy: „Jest dużo nowych twarzy, więc może nie wszyscy wiedzą, że wymagane są zaświadczenia…” Między środą, a piątkiem okazało się, że jednak zaświadczeń mieć nie trzeba, a na miejscu będzie stacjonował weterynarz, który w razie czego wyda pozwolenie na start. Dla tych, co zaświadczenia załatwili przewidziano nagrody.

10411355_701838079863168_5873143381792361576_n

Do biegu, gotowi, start!

Na starcie z przodu ustawili się ambitni zawodnicy nastawieni na wygraną w zawodach, dalej zwykli zjadacze chleba z kategorii open. Nie miałam ambicji, aby pchać się do przodu. Byłam przeszczęśliwa, że mam swoją grupę towarzyszek: Kasię z Figą, Agnieszkę z Kostkiem, kilkaset metrów za startem dołączyła do nas również Iwona z Fado. Upał dawał się we znaki, w związku z czym po zaliczeniu punktu nr 1 pozwoliłyśmy psiakom popluskać się chwilę w jeziorku bezsmyczowo. Jak to zwykle bywa, pies bez smyczy jest daleko bardziej wyluzowany niż pies na uwięzi, dlatego przez ten krótki moment Fado odpuścił i przestał się stresować obecnością Bonza. Przez resztę czasu Fadziosław często przeganiał Bonziolińskiego w tę i nazad kłapnięciami jeśli zbliżyliśmy się do niego zbyt blisko. Jako, że Iwona trzymała w rękach mapę i wytyczała drogę, a Fado dyndał na rozciągliwej smyczy przypięty do jej pasa i co chwila odganiał Bonza, darowałam sobie udział w debatach na temat nawigacji i po prostu szłam tam, gdzie dziewczyny wskazały drogę. Rzadko mogę sobie pozwolić na brak odpowiedzialności za to co robię i gdzie idę, więc ta sytuacja nawet po trochu przypadła mi do gustu ;)

10313671_701838323196477_691531144835596773_n

Szukanie igły w stogu siana

Dla kogoś, kto na zawody idzie po raz pierwszy i nie wie czego się spodziewać, cała zabawa w zaliczanie punktów kontrolnych może niekiedy przypominać szukanie igły w stogu siana. Teoretycznie punkty są pozaznaczane na mapie, jednak amator czy amatorka może łatwo zgubić się w gąszczu szlaczków. W regulaminie zawodów stoi jak byk – zakaz korzystania z GPSu. No, ale przyznam Wam, że dałyśmy sobie ciche przyzwolenie dla korzystanie z telefonu od czasu do czasu. Jeśli chodzi o kwestie moralne i etyczne naszego procederu to biorąc pod uwagę nasz brak doświadczenia w pracy z mapą i fakt, że przechadzałyśmy się po lesie dla własnej przyjemności, nie dla zgarniania medali, uznałyśmy, że jesteśmy w stanie podźwignąć ciężar tego haniebnego czynu. Byleby tylko trafić do mety!

10363821_701838136529829_2195287921864911806_n

W grupie raźniej

Kiedy decydowałam się na udział w zawodach, nie wiedziałam, czy w ogóle przejdziemy trasę. Tymczasem obecność znajomych psiarek i ich piesów skutecznie motywowała nas do kontynuowania wędrówki. W grupie szłyśmy miarowym krokiem, w grupie odpoczywałyśmy – dla mnie to była ogromna frajda móc wspólnie z kimś przeżywać taką przygodę. Gdybym miała iść samotnie przez te leśne wiadukty to bym się wynudziła jak mops. Nie ma we mnie woli walki o najlepsze miejsce, idę rekreacyjnie – dla zaspokojenia ciekawości, przeżycia przygody, dla fajnych wspomnień.

10373798_701837943196515_8872122542468572372_n

Psi świat jest mały

Podczas zawodów miałam szansę zobaczyć na własne oczy osoby o których istnieniu wiedziałam ale nie miałam okazji poznać :) I tak me oczy dojrzały Kubę od wybiegdlapsow.waw.pl (i od kilku wartościowych psich artykułów w Stołecznej), P. od trendzseterem.blogspot.com, Mateusza od goldtabasco.blogspot.com, Anię  F. od białego pudla, a także kilka innych osób z którymi co prawda nie rozmawiałam, ale kojarzyłam z komentarzy na fanpage’u czy dogblogowych kiermaszy. Poza tym podczas tych 6 godzin wędrówki zacieśniłam więzy z Kasią od Figi, Agnieszką od Kostka, Iwoną od Fado :)

1001977_701837999863176_8227535278484162670_n

Szlachta się bawi

W regulaminie jest napisane, że każdy uczestnik imprezy jest zobowiązany trzymać swojego psa smyczy od początku do końca. Jednak są tacy, którzy są ponad plebejskimi regułami. Ich zasady nie dotyczą i mimo zakazu puszczają swoje psy luzem, jak gdyby nigdy nic. Bardzo mnie to drażni, bo ja też wolałabym puścić swojego swobodnie zamiast trzymać uczepionego mego pasa. W dodatku mój pies nie czuje się komfortowo w towarzystwie podbiegaczy. Na co dzień kiedy z naprzeciwka idzie pies bez smyczy, momentalnie puszczam swojego żeby zaoszczędzić mu stresu i zapewnić dobrą komunikację psom. Tutaj trzykrotnie byłam świadkiem bezczelnego puszczenia psa luzem w obecności innych, pozapinanych na smycz. No normalnie jakby mi ktoś dał prztyczka w nos! Za pierwszym razem był to beagiel jakichś państwa, którzy byli na tyle zaaferowani wypakowywaniem się z samochodu i pogawędką ze znajomymi, że nie kwapili się by choćby odwołać swojego psa, który zataczał rundki po całym podwórzu. Za drugim razem – po dotarciu do mety i posileniu się siedzieliśmy spokojnie na trawie i czilowaliśmy się. Za nami spacerował pokaźnych rozmiarów golden, którego obecność zarejestrowałam dopiero kiedy podszedł blisko wgapiając się w Bonza. Ten do niego wyskoczył ze szczekiem, żeby pogonić delikwenta. Częściowo mu się to udało, bowiem golden przesunął się na bezpieczną odległość i nadal wgapiał się nie wysyłając żadnych sygnałów uspokajających. I ja i mój pies mieliśmy dosyć tego, że znowu ktoś se puszcza psa, a to my musimy na niego uważać. Na to wstał jego właściciel i stwierdził, że przecież „niech sobie powącha”. Na usta cisnęły mi się mało wyrafinowane riposty, więc wzięłam swego psa za chabety i usadziłam w pewnej odległości od nich obu. Jednak żaden nie zrezygnował, golden wpatrywał się nadal a koleś stał obok i obserwował sytuację. Bonzo wykonał ponowny skok, tym razem dobitniej nacierając na zad intruza, ten stał sobie niewzruszony, podobnie jak jego opiekun. W tym momencie na tyle uprzejmie na ile pozwoliły mi wulgaryzmy rzucane w myślach w ich stronę, poprosiłam żeby „pan” zabrał po prostu swojego psa. Jak się okazało był to Tabasco i Mateusz, którego bloga kiedyś odwiedzałam… Trzecim psem był jakiś toller, który stanął nam na drodze powrotnej do samochodu. Chciał się obwąchać, na co Bonzo po całym dniu wrażeń nie miał najmniejszej ochoty, ale odejść nie mógł bo przecież był zgodnie z regulaminem przypięty do pasa biodrowego. Mam przeczucie, że gdyby każdego z powyższych właścicieli spytać dlaczego puścili swoje psy bez smyczy podczas zgrupowania, usłyszelibyśmy stare, dobre „Ale on nic nie zrobi…”. Kultura właścicieli psów nawet w grupie zapalonych psiarzy niekiedy pozostawia wiele do życzenia.

Gwoli podsumowania

Zamiast 14 km zrobiłyśmy z dziewczynami 22 km, ale o dziwo, jest to dystans który da się przejść bez uprzednich przygotowań. Zabawa na dogtrekkingu jest najlepsza, kiedy wędrujemy z psimi znajomymi. Warto zapłacić te 35 zł czy 50 zł choćby po to, żeby sobie powiedzieć „wpłaciłam pieniądze, więc już wyjdę z tego domu!”. Warto dodać, że po powrocie Bonzo cały następny dzień przespał, a przez 3 kolejne był spokojny i nie zaczepiał do zabawy w domu. 1 dzień poświęcenia i 4 dni spokoju :D Z przyjemnością wezmę ponownie udział!

10343689_701838299863146_6425701825607104606_n

Relację z zawodów znajdziecie też na blogu Trend z Seterem – tutaj część pierwsza, tutaj część druga i na Psich Wędrówkach.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • urlopnaetacie.pl

    22 km, wow! 14 km też by było wow! W taki upał! Fajnie, że wszytko się udało. Może kiedyś z Luśką też damy radę ;) No i podpisujemy się wszystkimi rękami i łapami pod bawiącą się szlachtą.. Ciężka sprawa, znana nam z autopsji..

    • Jeśli tylko Wam się będzie chciało to Luśka też nie powinna mieć większego problemu z przejściem – w naszej grupie byli Kostek i Figa, oboje poniżej 10 kg :) Nooo, sprawa super, też się cieszę, że się udało hihi :D

  • dzięki raz jeszcze za towarzystwo i wyrozumiałość, gdybym miała iść sama (znaczy tylko z Fadziastym) to bym w połowie odpuścila i dzwoniła po transport :P

    • Iwona, ja chętnie pójdę z Wam znowu :) Nawet można by się umówić jakąś grupą i przejść po lesie taki większy kawałek poza zawodami

      • ostatnio o tym myślałam, że można się umówić na taki spacer ok 10km – psy będą zmęczone a i mój oszołom będzie się przyzwyczajał do Bonziaka. Rozkminię trasę jakąś i ogarnę „nieformalny” spacer :)

        • Karol Ascot Zalewski

          Dajcie znać i mi :) Chętnie się z Elvisem dołączymy ;)

          • spoko, coś we wrześniu się ogarnie :)

          • Taaaak!!! Ja teraz jestem zmotoryzowana więc bardzo chętnie. Ciśniemy we wrześniu! Jestem za ostatnim weekendem września

  • myszastypotwor.blogspot.com

    Samemu ta wycieczka rzeczywiście nie miałaby sensu zwłaszcza jeśli ktoś się słabo zna na mapie, ja równiez bym się nie zdecydowała. Też mam taki sposób, że puszczam smycz gdy podchodzi inny pies, jeśli oczywiście się da i wtedy bez problemu się dogadują:)

    • He he :) Ale Miloł to chyba w ogóle jest dobrze zsocjalizowanym psem i nie robi awantur z piesami?

      • myszastypotwor.blogspot.com

        No właśnie zupełnie odwrotnie:( Niestety nie wiem dlaczego, w wieku dorastania tak mu się odmieniło i teraz nie wiadomo kogo obszczeka a kogo nie, to jak gra w totolotka. Staram mu sie zapewnić jak najwięcej kontaktów właśnie bez smyczy i teraz zachowuje się o wiele lepiej, no ale jak sobie kogoś upatrzy to nie ma zmiłuj. Ma problemy też z obcymi osobami, głównie mężczyznami, ale jeśli kogoś już pozna i spotka kilka razy to zwykle jest już w porządku. Taki nasz los, no cóż i tak go kochamy:) Ale miło, że chociaż sprawia wrażenie takiego aniołka, że aż Ciebie wprowadził w błąd;p

  • No to mamy to za sobą. My też w tym roku pierwszy raz ruszyliśmy zmasowaną grupą na spacer z psami w Złotym Stoku. Na szczęście sporo dogtrekkingowych imprez odbywa się niedaleko Wrocławia, bo nieźle się wkręciliśmy i już szukamy kolejnych wyzwań. Ale podczas następnego startu planujemy więcej trasy pokonać biegiem, niż marszem, żeby wyrwać się z kategorii „zwykłych zjadaczy chleba” i przejść do prestiżowej grupy „ambitnych zawodników nastawionych na wygraną w zawodach”.

    • Eh, ja też bym chętnie pouczestniczyła w kolejnych, ale w mazowieckim nie chcą już robić, więc jak na razie to tylko w swoim zakresie.
      Przechodzicie do prestiżowej grupy? Ho, ho, patrzcie jacy ambitni! Fajnie, trzymam kciuki :)

  • O, bardzo dziękuję za polecenie Trendu – to naprawdę szalenie miłe.
    Żałuję, że wypuściłam P. sama i mam nadzieję, że do następnej tego typu imprezy stanę na nogach (czy też nodze) i istotnie będziemy mieli okazję razem przemierzać trasę.
    Biorąc pod uwagę, że spacerujesz z Bonzem dla przyjemności, a nie dla rywalizacji podpowiem, iż swego czasu psia szkoła Kamiga organizowała mini-trekkingi (ok. 10, czy kilkanaście kilometrów). Spacery odbywały się w niedziele, wpłacało się bodajże 100 zł, co pokrywało udział w czterech imprezach. Nie wiem, czy mini-trekkingi do tej pory się odbywają, ale jestem pewna, że gdyby znalazła się grupka chętnych to Kasia, właścicielka szkoły, z pewnością dałaby się namówić na wielki come back projektu. :)

  • Ola

    To i my musimy się w końcu wybrać! :D Ja właśnie boję się o taki spacer przy ładnej pogodzie, ale zobaczymy, może kiedyś też się zapiszę ;).