afera
Sprawy psiarzy

Afera tabliczkowa

Tabliczki „Zakaz wyprowadzania psów” zniknęły z osiedla dzięki interwencji Marcina. Jak przekonał administrację do usunięcia znaków?

Autorem tego gościnnego wpisu jest Marcin. Poniższy tekst jest zapisem dialogu między Marcinem, a administracją jego osiedla, która postawiła z dnia na dzień tabliczki zakazujące wstępu z psem na trawnik. Interwencja zaowocowała zniesieniem znaków. Publikujemy treść listów do administracji z myślą o tych, którzy szukają argumentów w rozmowie z zarządem osiedli. Marcin, dziękuję Ci serdecznie za podzielenie się relacją z afery tabliczkowej :)


Pewnego dnia, na jednym z dość dużych warszawskich osiedli pojawiły się tabliczki „Zakaz wyprowadzania psów na trawnik”. Przyozdobiony został w ten sposób niemalże każdy skrawek zieleni… Jako mieszkaniec tego osiedla zdziwiłem się mocno – nie przypominam sobie, żeby ostatnio zmieniał się regulamin porządkowy, czy żeby w inny sposób wprowadzono ten zakaz. A muszę przyznać, że jestem wyczulony na takie kwestie, więc z pewnością bym zareagował. Postanowiłem poczytać wewnętrzne osiedlowe regulacje. W regulaminie znalazłem jedynie zapis dotyczący obowiązku sprzątania po psie.

IMG_0308

Postanowiłem nieco podrążyć. Wysłałem do administracji takiego maila:

Zwracam się z uprzejmą prośbą o wskazanie podstawy prawnej, którą został na terenie osiedla (tu z wiadomych względów usuwam nazwę) wprowadzony zakaz wyprowadzania psów. Pragnę zauważyć, iż zakaz taki nie wynika z „Zasad używania lokali i porządku domowego (…)”. Przeciwnie, dokument ten w § (…) reguluje wskazaną kwestię w odmienny sposób, nie wprowadzając zakazu, nakazując jedynie uprzątnięcie nieczystości.

Reakcja mnie zaskoczyła. Następnego dnia zniknęła tabliczka umieszczona w okolicy mojego okna. Pozostałe nadal grzecznie sobie straszyły okolicznych psiarzy.

Minął tydzień. Otrzymałem następującego maila z administracji:

W odpowiedzi na otrzymanego maila  (…) potwierdza, że rzeczywiście  nie ma podstawy prawnej co do zakazu wyprowadzania  psów na teren trawników. Nie mniej jednak tabliczki  z zakazem wyprowadzania  psów na trawniki  zostały umieszczone na terenie Osiedla  w pobliżu wejścia do klatek   na prośbę mieszkańców , ponieważ część mieszkańców  nie sprząta po swoich pupilach oraz co gorsze  wyprowadza  psy  w pobliżu klatek schodowych i okien.

W ślad za mailem pojawiły się nowe tabliczki, tym razem przy wejściach do klatek.

IMG_0310

Oczywiście odpowiedź mnie nie zadowoliła, bo jak napisałem wcześniej, „pierwotny wystrój tabliczkowy” przyozdobił praktycznie wszystkie osiedlowe trawniki. W tym te, na których stoją kosze na psie nieczystości… Poza tym zdarzyło mi się podczas spaceru usłyszeć kilka niezbyt miłych komentarzy. Tylko dlatego, że przemieszczałem się z futrzakiem. Napisałem kolejnego maila:

Dziękuję za poniższą odpowiedź. Jednocześnie, z uwagi na sprzeczność tabliczek z regulaminem (oraz przepisami prawa powszechnie obowiązującego), uprzejmie proszę o ich niezwłoczne usunięcie lub na zamianę na tabliczki o innej, zgodnej z prawem treści, np. „sprzątaj po swoim psie”.

Pragnę przy tym zauważyć, iż konsekwencją zamieszczenia tych tabliczek jest naruszenie moich dóbr osobistych, albowiem przez ich treść zostałem już narażony na nieprzychylne komentarze, uwagi i spojrzenia ze strony innych mieszkańców – tylko dlatego, że mam psy i np. przechodzę przez osiedle. Zastosowaliście Państwo odpowiedzialność zbiorową, przerzucając – bez jakiejkolwiek podstawy prawnej – odpowiedzialność za działanie jednostek na pozostałych posiadaczy zwierząt, także na tych, którzy sprzątają po swoich pupilach. Obowiązujące przepisy – np. kodeksu wykroczeń – pozwalają na wyegzekwowanie tego obowiązku. Ponadto, w mojej ocenie, ciężar działań mających na celu utrzymanie porządku na osiedlu powinien być skierowany w pierwszej kolejności na edukację mieszkańców. Sam jestem zainteresowany czystością na osiedlu, gdyż żadną atrakcją nie jest dla mnie np. czyszczenie kółek wózka dziecięcego, czy butów z psich odchodów. Problem porządku na osiedlu jest zresztą bardziej złożony – dotyczy nie tylko psów, ale także powszechnego wyrzucania żywności przez okna i na trawniki, czy też tłuczenia szkła i butelek. Na marginesie tylko zasygnalizuję, iż koszty leczenia zwierząt, które z tego powodu poniosłem wyniosły przynajmniej kilkaset złotych. 

Rozumiem więc i podzielam intencje, jakie przyświecały Państwa działaniu, jednakże nie mogę zaakceptować przyjętych metod. Nie zostały bowiem należycie rozważone interesy wszystkich grup mieszkańców (nie tylko tych, którzy domagali się zamieszczenia tabliczek, ale także innych, w tym także właścicieli psów) ani, co winno być kluczowe – przepisy obowiązującego prawa(…). Podjęte działania nie były także proporcjonalne – tabliczki zostały umieszczone nie tylko przy wejściu do klatek, ale praktycznie na każdym osiedlowym trawniku, nawet tam, gdzie znajdują się kosze na psie odchody. Pragnę ponadto zasygnalizować, iż moje niezadowolenie z zaistniałej sytuacją podziela wielu innych, mieszkających na osiedlu posiadaczy psów. 

Wobec powyższego – uprzejmie proszę o niezwłoczne usunięcie tych tabliczek lub zmianę ich treści.

W ciągu kilku godzin tabliczki zniknęły.


W chwili gdy piszę te słowa na osiedlu Marcina ustawiają właśnie nowe znaki „Sprzątaj po swoim psie”. Niby zmiana nieduża, a  już człowiek z psem nie czuje się wykluczony.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Valerie

    Na naszym osiedlu poustawiane są tabliczki z napisem „szanuj zieleń” i najśmieszniejsze w tym jest to, że nie wiadomo tak naprawdę jak interpretować ten tekst. Można psa wyprowadzać tylko należy po nim sprzątać? Czy w ogóle nie wolno psu postawić tam łapy? A może odnosi się to do ludzi i chodzi o to, żeby nie deptali trawnika? Nie mam pojęcia.

    • Azbest

      Chodzić po trawniku, ale ostrożnie i na paluszkach. ;D

    • Dominika Orzelska

      U nas ostatnio tuż obok takiej tabliczki ścięto drzewo – zabawnie wyglądał pozostały po nim pniak zaraz przy haśle „szanuj zieleń” ;)

  • Mnie zastanawia (proszę wybaczyć, jestem prawnym laikiem) czy taka interwencja tak samo mogłaby wyglądać w przypadku osoby wynajmującej mieszkanie, która nie jest właścicielem lokalu wchodzącego w skład danej wspólnoty? Czy może w takim przypadku władze osiedla mogłyby użyć jakichś dodatkowych argumentów?

    • A to jest pytanie do Marcina, jeśli chcesz to podeślę Ci kontakt na prv :)

      • Przekaż, proszę.m :)

        • (napisałam do Marcina, czekam na odpowiedź)

          • Marcin

            Wkrótce postaram się rozwinąć temat, trochę zawalony ostatnio jestem niestety.
            Proszę o jeszcze trochę cierpliwości.
            Generalnie moja sprawa od strony prawnej była dość prosta. Niestety nie będzie tak w każdym przypadku. Wiele zależy od tego kto jest właścicielem terenu (miasto, wspólnota czy spółdzielnia) oraz czy były w tej sprawie jakieś uchwały podejmowane.
            A najemca niestety raczej nie będzie stroną w polemice ze wspólnotą.

  • Niuchacz

    Mam wrażenie, że w przypadku trawników w miastach obowiązuje zasada: PATRZ ALE NIE DOTYKAJ!
    Nie dość, że z psem nie wolno, nie wolno samemu bo trawniki się depcze, usiąść nie można, trawnik jest aby na niego patrzeć i podziwiać. Totalny kosmos!

    Bardzo dobrze, że coraz więcej osób zwraca uwagę na takie rzeczy- pomijam kwestie prawne, ale to także tworzy sytuację dyskryminacji osób posiadających psy- to własnie spotkało Marcina.

  • Super historia, gratulacje dla Marcina! :) Warto by jeszcze podrążyć kwestię niegospodarności zarządu osiedla ;) Na te bezsensowne i bezprawne tabliczki poszło pewnie kilka ładnych tysięcy.

  • Małgorzata Ekspert KA

    Jakbym czytała o moim osiedlu z tym ze u nas jest wspólnota. Tabliczkę wbito mi przy drzwiach klatki bo w całym szeregu tylko ja go mam i choć chodzę na pole i po psie sprzątam (pies nawet nie sika na trawę!) Poczułam sie tym urażona bo przychodzą psy wędrowniczki co sikają i srają na trawę a nikt z „osiedlowych” psów na nią nie wprowadza. Czuję sie atakowana !!! Sama mam dzieci i nie chce by wdepnęły w psią kupę ale kto z domków skąd uciekają psy przyjdzie i tą tabliczkę przeczyta ??? i posprząta po swoim psie ???

  • Ha, ja uwielbiam wszystkie tabliczki typu: „zakaz wyprowadzania psów”, „zakaz gry w piłkę”, czy inne zakazy wyciągnięte z kapelusza. Cieszę się bardzo, że udało się, a tabliczki zostały usunięte. Z drugiej strony, ja się nie dziwię ludziom, którzy nie maja zwierząt, wychodzą z klatki, patrzą na trawnik, a tam pełno qp. Mnie pewnie też szlag by trafił. W sumie, to nawet mnie trafia, bo ja sprzątam po psie, a żeby dojść do qpy Habsterskiego muszę pokonać slalom gigant, żeby w nic nie wdepnąć. Zwracam ludziom uwagę, że nie sprzątają, to jeszcze mi się po głowie dostaje, że mam czelność zwrócić im uwagę. Szkoda, że psiarze, którzy nie sprzątają po swoim psie pracują na złą opinię reszty psiarzy.

    • No pewnie, wszystkim przeszkadzają kupy, a nam, sprzątającym, to chyba najbardziej :D Co nie zmienia faktu, że ten „zakaz wyprowadzania psów” jest absurdalny. Lepiej żeby ludzie nauczyli się schylać do kupy niż nie wprowadzali psów na trawnik.

  • PRT

    Chyba za długo zbierałaś się do publikacji wpisu, bo jest niezbyt aktualny – od końca kwietnia/ początku maja wybiegi są dwa, połączone furtką.

  • Małgorzata Ekspert KA

    Proszę o pomoc co do mojej sytuacji opisana niżej. Napisałam wiadomość do administracji osiedla i nie otrzymuje odpowiedzi. Chciałabym sie posłużyć jakimś paragrafami. Pola na wyjście u nas nie brakuje ale czuje sie jak przestępca gdy mój pies dotyka nogą trawy!

    • Małgorzata, jeśli nie otrzymujesz odpowiedzi – może warto przejść się osobiście lub ponaglić, przypomnieć o sobie? Spróbuj zapytać, tak jak Marcin w powyżej przedstawionej korespondencji, oo paragrafy prawne którymi się posiłkują przy wstawianiu tabliczek. Może znajdzie się na osiedlu inny psiarz, który również czuje się pokrzywdzony i uderzycie do administracji wspólnie?

      • Małgorzata Ekspert KA

        Przejść to sie nie przejdę bo administracji bo mam do niej 40km i mi daleko z małymi dziećmi. Pani z administracji jest wtedy kiedy jej sie podoba wiec ciężko ją złapać. Jesli chodz o odpowiedz otrzymałam że na Osiedlu w 2012 roku (wtedy tu nie mieszkałam ) mieszkańcy uznali w regulaminie że będą tabliczki. Pytałam o przesłanie regulaminu i wysłałam uchwałe dotyczącą sprzatania po psach na terenie naszej gminy. Z prośbą o likwidację tabliczek i zamienienie ich na Sprzataj po psie itp Na razie nie otrzymałam odpowiedzi ale w przyszłym tygodniu postawią 2 pojemniki na psie odchody. Pytałam jaki sens jest stawiać pojemnik przy zakazie wstępu na trawę psom ? Ma zrobić kupę na chodnik i mam wtedy wrzucić ją w pojemnik >? Bo tego nie kumam …

        • Dobre pytanie :D

          • Małgorzata Ekspert KA

            Napisze że dostałam wiadomość z administracji ze starych nie wymienią …i dokupują nowe bo mieszkańcy chca ich więcej !!! /…..Normalnie ręce mi opadły :(

  • Małgorzata Ekspert KA

    Napisze że dostałam wiadomość z administracji ze starych nie wymienią …i dokupują nowe bo mieszkańcy chca ich więcej !!! Normalnie ręce mi opadły :(

  • Kasia

    Poza regulaminem miejskim, są regulaminy wewnętrzne spółdzielni. Spółdzielnia może narzucić i zakazać różne rzeczy, niemniej ma mocno ograniczone możliwości wykonawcze. I czy obowiązuje tylko mieszkańców, czy również osoby korzystające z jej terenu, np. przechodząc?

  • Agnieszka

    Marcin, bardzo dziękuję za udostępnienie dyskusji. Mam podobny problem na swoim osiedlu i na pewno wykorzystam Twój tekst.
    Pozdrawiam

  • obserwator cyrku

    wszystko pięknie, szkoda tylko, że i Marcin, i wszyscy inni mieszkańcy za amatorskie działania administratora musieli kilkakrotnie płacić. przecież spółdzielnia nie ze swoich pieniędzy te tabliczki zlecała wykonać, wkopywać i usuwać…

  • Bird

    Toż samo można powiedzieć i o dzieciach! Mamusie który nie doglądają za swoimi dziećmi, i te łażą wszędzie krzyczą pod oknami całą dobę, kwilą, paskudzą rowerami, lodami, plackami, zabawki wylegują się wszędzie. Dzieci muszą grać we wskazanych miejscach za zagrodą dla dzieci, a nie koło podjazdów. A pies wyszedł поссала i do domu, tak że mi psa na rękach nieść do lasu. U zwierząt powinny być prawa. Jak to tak tylko u inwalidów powinny być psy? A jeśli kobieta jest bezdzietna i chce psa??? Tak że nie wolno? Niechaj mamusie patrzą za swoimi dziećmi i nie włożyły nos swój zawistny do cudzych rodzin. A pies o wiele czyściej czym dzieci

  • Madzia

    Temat stary, ale moja sytuacja z ostatnich kilku dni. Na terenie osiedla stoi szkoła, tak niefortunnie, że aby przejść z jednej strony bloków na drugą, muszę przejść po tzw. terenie szkoły. I właśnie ten teren został ostatnimi czasy przyozdobiony tabliczkami o zakazie wyprowadzania. Ignorowałam to, ale pewnego ranka zostałam wręcz napadnięta przez starszego pana, który poinformował mnie o tym, że nie mam prawa tutaj chodzić (ja, nie mój pies :) jestem idiotką itd, a dowcip polega na tym, że rozmawiając z nim, w ręce niosłam worek z jeszcze ciepłą kupą mojego skarba. Może ktoś wie jak sytuacja terenu szkoły na terenie spółdzielni mieszkaniowej ma się do takich działań, bo bardzo chcę posłać szkole maila w tej sprawie… Z góry dziękuję.

  • Monika

    U mnie w ostatnich dniach pojawiła się od zarządu propozycja zmiany regulaminu porządku domowego z załączona kartą do głosowania za lub przeciw. Treść brzmi „Zabrania się wyprowadzania zwierząt w częściach wspólnych osiedla (rabaty , trawniki oraz pozostałe tereny zielone na obszarze całej wspólnoty).” Czy wprowadzanie takiego zapisu jest zgodne z prawem jeśli w nadrzędnym regulaminie miasta nie ma takiego zakazu? Zakładam że ustawa zostanie przeglosowana na tak, gdyż wiekszosc mieszkańców to rodziny z małymi dziećmi. Po wprowadzeniu tego zapisu pisarze nie będą mieli życia, bo już teraz sypią się uwagi i komentarze mieszkańców, że jest zakaz wyprowadzania psów, bo tabliczki.. :/

  • Wojciech

    Tabliczka „Posprzątaj po swoim psie” nie załatwia sprawy. Większą szkodę przynosi psi mocz , szczególnie suk . Wielu właścicieli psów powinno hodować chomiki, skoro nie mają czasu na spacery i wyprowadzanie psów poza teren zadbanego osiedla. Rano i wieczorem wypuszczają więc psy na trawnik, a te po załatwieniu”małej” potrzeby wracają do domu. Zostają po nich place wypalonej trawy – psi mocz ma właściwość kwasu solnego. Wspólnota mieszkańców wydaje spore pieniądze na pielęgnację zieleni wokół domów, ale niektórzy ludzie mogliby mieszkać w slumsach – wszystko im jedno, jak wygląda otoczenie.
    I żeby było jasno -od kilkudziesięciu lat mamy zawsze dwie suki (teraz już kolejna para), trzy razy dziennie są wyprowadzane poza teren osiedla.

    • Agulla

      Ja to wszystko rozumiem, bo sama jeżdżę z suką na pola i do lasu ,żeby spacer był milszy,w tym również dla mnie. Jednak jak to w życiu bywa,nic nie jest czarne albo białe…W grudniu adoptowalam suczkę 6 mscy zero szczepień, zaniedbana. Po wizycie u weta zalecenia wychodzić na krótki spacer najlepiej w miejsca jak najmniej uczęszczane przez inne psy, wiadomo dla bezpieczeństwa i tu zaczął się mój problem z sąsiadem. Wyzwiska, brak dialogu i możliwości wytlumaczenia, nie może pani tu wychodzić bo nie i …W pewnym sensie rozumiem człowieka, bo obawa że będzie stąpał po kupskach nie jest fajna, ale Ja sprzątam po moim psie zawsze i wszędzie w mieście, nawet tam gdzie muszę balansować pomiędzy jedną a drugą miną, bo uważam to za mój zasrany poniekąd obowiązek. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora bo jest to słabe, 80 a może 90% właścicieli psów nie ma bladego pojęcia o psich zwyczajach, mowie ciała, wysyłanych sygnałach, dla nich szkolenie to przysłowiowe podanie łapy, więc też można by powiedzieć że jak nie mają czasu na zapoznanie się z podstawowymi informacjami to nie powinni mieć psa, bo spacer poza miastemto naprawdę minimum czego pies potrzebuje.

  • Noonameenoomore

    I teraz chodzą mi pod balkonem od 4 rano, psy są głośno, sikaja i sraja :/ szkoda trawy, sąsiadka obok, starsza kobieta, ma ogródek ale burzujow z joreczkami to nie obchodzi ile kobieta poświęca mu czasu, lepiej zniszczyc, zaszczac i obsrac, też już całe osiedle ma być zasikane :/ bo jak inaczej… Mam psa ale chodzę z nim do pobliskiego lasku, jak nie masz czasu na spacery to nie miej zwierza!

  • Zaneta

    Ogolnie to jest jakies nie porozumienie z tym wszystkim. Smietnikow na ulicach brakuje zeby wyrzucic cokolwiek nie wspomne juz o pojemnikach na psie odchody.
    Do tego wiekszosc z nas mieszka w wielkich blokowiskach gdzie o parku badz laczce gdzie taki psiak moze sie zalatwic mozemy zapomniec.
    Wprowadzane sa zakazy, ze na trawnikach nie moga byc psy, ludzie twierdza ze wystarczy sie przejsc do parku dalej, a co jesli takiego parku nie ma? badz jak juz jest to przed nim widnieje zakaz wstepu z psem?
    paranoja

  • Natalia

    Post już wcale nie nowy, ale problem ciągle jak najbardziej aktualny.

    Mam psa. Sprzątam po swoim psie. Zawsze i bezwzględnie od kiedy tylko go mam. Co więcej, uważam, że jako osoba, która po trawnikach i innych terenach zielonych z psem chodzi regularnie mam jedno z największych praw na psie gówna się złościć i narzekać. Jeśli chodzi o jakiekolwiek względu estetyczne – drażni mnie to tak samo, jak każdego innego. Ale póki psa nie miałam, nie musiałam notorycznie czyścić butów, ani psich łap – teraz muszę. A nie widuję „bezpsich człowieków” hasających sobie radośnie po zwykłych trawnikach.

    Ale pies to pies, załatwić się musi. Problem leży w ludziach, którzy nie sprzątają. Ganię to i naprawdę zaczęłam już otwarcie zwracać uwagę, jeśli złapie kogoś na „przypadkowymniepatrzeniu” gdy pies robi, co robi. Ale robię to grzecznie. Jeśli w odpowiedzi usłyszę, że „całkiem przypadkowo” zapomniałem/am woreczka – daję swój. Takich sytuacji nie miałam wiele, ale zazwyczaj ich skutek jest zadowalający – to, co pies zostawił, ląduje w woreczku, a woreczek w śmietniku. Oczywiście moja drobna walka o czyste trawniki nie przynosi żadnego widocznego skutku. Ale jako właścicielka jednego psa nie mogę odpowiadać za wszystkie okoliczne psy, a już na pewno nie za ich właścicieli.

    Mieszkam w Warszawie, moje osiedle jest grodzone. Od szczeniaka uczyłam psa, że załatwiać się nie wolno nie tylko w domu, ale też na klatce, w windzie, za klatką, na osiedlu a dopiero za bramką, gdzie jest pierwszy nieogrodzony trawnik. Co prawda w okolicy są lasy, ale piechotą jest do nich około 20-25 minut. 20 minut to według mnie za dużo czasu od wyjścia z domu, podczas którego nie pozwala się psiakowi chociaż siknąć.

    I problemu nie było, aż tutaj nagle, znikąd zaczęły się pojawiać dumne tabliczki „Zakaz wprowadzania psów”. Tabliczki wbite w puste trawniki, których nie zdobią ani ogródki, ani bardziej zadbane krzaczki. Cała najbliższa mojemu mieszkaniu trawa jest teraz pięknie ozdobiona gęsto powbijanymi żółtymi znakami. Wygląda to aż śmiesznie, bo mówiąc „gęsto”, mam na myśli tabliczkę, co krok.

    Mój błąd polega chyba na tym, że nie zaczęłam pytać na jakiej podstawie zostały tu umieszczone od samego początku. Dzisiaj zostałam dosłownie zaatakowana przez mało sympatycznego, starszego już Pana, który nie szczędził niecenzuralnych słów, gdy chyba starał się dowiedzieć, czy umiem czytać. Nie przerwał swoich wrzasków przez spokojną odpowiedź, w której miał dowiedzieć się, że pies tylko niucha, a niucha bo jest psem. Ani nie sika, ani nie kopie, ani niczego nie gryzie, a gdyby coś się działo, to w mojej dłoni jest woreczek, a w piterku jeszcze cała ich rolka. Przerwał dopiero gdy już ostrzej zapytałam się na podstawie, którego prawa lub regulaminu właściwie te tabliczki zostały tu umieszczone. Bluzgnął jeszcze, już ciszej i schował się w odmętach osiedla. A ja wszczęłam swoje małe śledztwo, bo niewiadome jest w ogóle, czy trawniczek, o który cały spór zaistniał należy chociażby do osiedla (a i w regulaminie osiedla widnieje tylko wzmianka o nakazie sprzątania po swoim czworonogu).

    I jestem zła. Naprawdę się zdenerwowałam. Bo tak samo, a może nawet mocniej, denerwuje mnie to, co psy zostawiają na trawnikach. Ale wydaję mi się, że jestem odpowiedzialnym właścicielem psa. Nie tylko sprzątam, ale też dbam, żeby nie kopał w trawnikach, nie obgryzał drzew, nawet nie zbliżał się do jakichś kwiatków (chociaż tego akurat jest mało). Ponadto z własnego doświadczenia już wiem, że każdemu można uwagę zwrócić. Skutek, co prawda bywa różny, a długofalowo może i prawie żaden. Ale jak możemy wymagać od kogoś kulturalnego zachowania (bo za przejaw pewnej kultury uważam chociażby sprzątanie po swoim psie i branie odpowiedzialności za jego poczynania) zwracając się do niego w tak niekulturalny sposób?

    No i jeszcze jedno.

    W okolicy jest wybieg dla psów – to prawda. Wybieg pełen szkieł i psich odchodów, ubogi natomiast w trawę. Głównie beton i sucha ziemia. Wybieg na który strach wejść nie tylko ze względu na bakterie, ale też ze względu na to, że rozbite butelki po Królewskim są w zasadzie wszędzie i po kilku wizytach szycie psich łap jest chyba gwarantowane. Wieczorami słychać „miłych” Panów, którzy przeskakują przez płotek i przy swoim ulubionym napoju debatują do nieraz późnej nocy. I z tym nikt nic nie robi. To nie jest problem, że ktoś całkowicie nieproszony, wręcz szkodliwy dostaje się na teren grodzonego, strzeżonego osiedla. Bo kto w ten sposób zwróci uwagę podpitym, umięśnionym dresiarzom? Problemem jest, że młoda dziewczyna, z grzecznym psem, zaopatrzona w woreczki i przysmaki chodzi po trawnikach. Bo przecież pies powinien się nie załatwiać i najlepiej latać, a jeśli takiej opcji nie ma – można psa nie mieć. I też fajne.