Co grozi psu w lesie-
Sprawy psiarzy

Co grozi psu w lesie? 4 realne zagrożenia

Na podstawie wypowiedzi eksperta – pracownika Parku Narodowego.

Od dawna byłam świadoma części zagrożeń, jakie może nieść obecność puszczonego luzem psa, ale dopiero ta rozmowa otworzyła mi oczy, a wydarzenia z ostatniego weekendu upewniły mnie co do słuszności tej publikacji.

Silence and calmness 💙🌲🌳 #woods #forest #poland #nature #walking #freetime #dogparent #psilajf

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Jeszcze przed skleceniem artykułu wybrałam się ze znajomymi do Choszczówki, podwarszawskiego lasu, na biegówki (sami, bez psów). Weekend, głównym szlakiem pędzą narciarze, osoby z kijkami do nordic walkingu, rodziny z dziećmi na sankach. Jeden ze znajomych wpinał się z powrotem w narty po upadku, gdy tuż za jego plecami przebiegła sarna, zaraz za nią druga. Łoł! Dzikie zwierza z tak bliska, ale super! Niesamowicie byłam wdzięczna światu, że udało mi się zobaczyć te istoty.

Chwilę później minęliśmy się z rozkoszną parą pocinającą na biegówkach. Para roześmiana i wyluzowana. Za nimi, jak się dobry moment później okazało, leciał pies – bez smyczy, bez nadzoru, zawąchał się przy krzaku, poleciał zaraz gdzieś między drzewa, wrócił na główną drogę, znów poleciał za swoim nosem. Nie był to jedyny pies na szlaku biegający bez smyczy, choć przy wejściu do lasu znajduje się dodatkowa tabliczka „Wprowadzanie psów do lasu zezwolone tylko na smyczy”.

11055281_1020656704647969_7284168785659359193_o

Co może zadziać się psu, gdy biega lesie bez smyczy? O odpowiedź na to pytanie poprosiłam wieloletniego pracownika jednego z parków narodowych, który prywatnie pała sympatią do psów, zawodowo obserwuje życie lasu, chciałby jednak pozostać anonimowy.

Kłusownicy

Wpadnięcie we wnyki jest jednym z zagrożeń jakie czyhają na psa. Niestety, proceder ten cały czas występuje. Szczególnie w prywatnych lasach zdarza się, że wnyków może być bardzo dużo. Nawet jeżeli pies zostanie szybko uwolniony przez właściciela, w zależności od konstrukcji pułapki, może zostać bardzo ciężko pokaleczony, a nawet zginąć.

W ubiegłym roku media nagłaśniały sprawę psa o imieniu Forest, który we wnykach stracił dwie łapy: Stracił dwie łapy we wnykach, przeżył dzięki dobrym ludziom. Pies Forest dostanie protezy

pies3

źródło: http://www.miastokolobrzeg.pl/wiadomosci/5399-stranicy-uratowali-psa-na-dziakach.html

Niegodziwi myśliwi

Inna rzecz – biegający luzem pies, może zostać zastrzelony przez myśliwego i to na oczach właściciela. Niby nie wolno, ale praktyka pokazuje że myśliwi bardzo często i bardzo chętnie strzelają do psów, nawet widząc w pobliżu ludzi. Wystarczy poszperać w internecie aby przekonać się, że takie wypadki nie są rzadkie. Można zajrzeć choćby tutaj: Pragną zabijać psy i zupełnie się z tym nie kryją

„(…) lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika”

psyy1

źródło: https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com

Tasiemce, wścieklizna i świerzbowiec

Kolejna rzecz – to choroby. Choć dzięki szczepionkom rozrzucanym z samolotów, wścieklizna jest bardzo rzadka, jednak czasem się zdarza. Ale np. pies w lesie, szczególnie zaglądając do nor lisów czy borsuków, może złapać świerzbowca. W zasadzie świerzbowca pies może złapać na każdej ścieżce uczęszczanej przez dzikie zwierzęta. W sytuacji psa domowego, jest to do wyleczenia, ale nie jest to nic miłego – ani dla psa, ani dla ludzi. Równie łatwo może zarazić się tasiemcami i innymi pasożytami. W pewnych okresach odchody lisów czy wilków pełne są członów tasiemca a czasem wręcz w całości składają się z tasiemców. O chorobach przenoszonych przez kleszcze, nie ma co wspominać, kleszcza pies może złapać wszędzie.

Niepatyczkujący się mieszkańcy lasu i okolic

Trzeba pamiętać też o bezpośrednim zagrożeniu ze strony dzikich zwierząt w lesie. Obecnie wilki zasiedlają kolejne kompleksy leśne i spotkania z nimi nie są wcale aż tak rzadkie. Wilki ludzi unikają i nie są niebezpieczne dla dwunogów, nawet przy bezpośrednim i bliskim spotkaniu. Jednak dla psów, spotkanie z wilkami może być śmiertelnie niebezpieczne. Takie wypadki co jakiś czas zdarzają się. I nie można za to absolutnie winić wilków. One bronią swojego terytorium przed obcymi. W naturalnych warunkach oprócz kopytnych jak jelenie, sarny, dziki wilki polują również na lisy, jenoty, kojoty, szakale oraz na psy. Również obcy wilk, który wtargnie na terytorium zajęte przez wilczą rodzinę, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo. Jednak prawdziwy, wilk lepiej zna wilcze obyczaje, i ma szanse uniknąć konfliktu. Psy nie znają potrzebnej przy takim spotkaniu sygnalizacji. Efekt takiego spotkania może być tragiczny, pies nie ma żadnych szans. Nawet na terenie Parku dochodziło do takich sytuacji. W większości wypadków psa uratowała obecność ludzi. Jeżeli pies zdążył dobiec do swoich właścicieli – wilki przerywały atak w chwili gdy zobaczyły ludzi. Jednak, jeżeli pies oddali się zbyt daleko i spotka wilka, może skończyć jako przekąska.

źródło: unsplush.com

źródło: unsplash.com

Ale nie tylko wilk może być niebezpieczny dla psa. Szczególnie na wiosnę, w okresie kiedy dziki opiekują się swoimi dziećmi, locha może bardzo nerwowo zareagować na zbyt ciekawskiego psa. A lochy broniące swoich młodych potrafią być bardzo niemiłe. Nawet wilki, wolą nie zadzierać z nimi bez potrzeby. Bardzo nierozważny pies, który będzie próbował wejść do nory borsuka, też może bardzo ucierpieć. Borsuki potrafią bronić swoich nor i to na wiele sposobów. I mają ogromne pazury i wiedzą jak ich używać.

Ponadto w naszych lasach można też spotkać czasem wałęsające się, polujące psy. Zwykle są to 2-3 psy polujące razem. Ale zdarzają się przypadki grup liczących nawet kilkanaście osobników. Zwykle są to psy wypuszczane przez właścicieli „aby same się żywiły”. Niestety, takie grupy psów są śmiertelnie groźne, nie tylko dla psów spoza bandy, ale i dla ludzi.

Wniosek? Nie każdy przepis jest absurdalny. Nie tylko należy szanować przestrzeń innych zwierząt, ale pamiętać, że pies w lesie jest gościem i może go spotkać coś nieprzyjemnego, za co my jako opiekunowie jesteśmy odpowiedzialni.

My, mieszkańcy aglomeracji często obieramy las jako cel weekendowej wyprawy. Tymczasem są lepsze miejsca do wybiegania psa – niektóre z nich znajdziecie na blogu pod TYM linkiem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • jjszczepan

    bardzo mądry tekst, dziękuję

  • Ojjj lista zagrożeń jest dużo dłuższa i nie raz się też o niej rozpisywałam, ale faktycznie w obecnych czasach chyba największym ryzykiem są myśliwi, kłusownicy i osoby posiadające broń. Nawet jak biorę psy w las czy na pola to zawsze obwieszę je kolorowymi szelkami świecącymi obrożami (tak! doszył!) no i Donner jest na lince. Elka jeszcze nie, bo się uczy i trzyma się bardzo blisko, ale jak dorośnie to pewnie i ona w lesie na niej skończy dla jej bezpieczeństwa. Choć najbardziej przeraża mnie, że zdarza się odstrzelenie psa na smyczy…

    • Amelia, a podlinkujesz tak jak Gosia swoje teksty o psie w lesie pls?

      No oprzyrządowanie psów pierwsza klasa! BTW świecące obroże w dzień, to je w ogóle widać przy normalnym świetle? :D

      • Ja tam nie lubię ludziom spamować linkami :D Ale skoro prosisz: http://zamerdani.pl/pies-w-lesie-na-smyczy/
        W dzień teraz nie chodzę, bo pracuję :D Tylko po zmroku, lub rano kiedy jest jeszcze szarówka. Więc widać :)

        • Wiem, wiem, dlatego poprosiłam o link :) Dzięki temu nie będę musiała go szukać, sprytne :D
          Aaa, rozumiem, dla mnie wypad do lasu to zawsze *wyprawa* i dzieje się to w weekend :)

  • Bardzo mnie cieszy podwyższona aktywność na Waszym blogu! Wyczuwam zwyżkę formy Zofio! :) Pozwolę się zgodzić z Tobą, i podrzucę link (mam nadzieję, że to nie faux pas) gdzie ja uzewnętrzniałam się na ten temat : https://myheartchakra.pl/2016/07/obronie-zycia-zastanego/

    • A tak, tak, postanowiłam w tym roku wyjmować głowę z pracy po pracy i oto jestem z powrotem :D Dzięki, że zauważyłaś <3 Super, podlinkuję we wpisie jak będę robiła część drugą o zagrożeniach jakie niesie pies w lesie 🌲

  • Ola

    Miałam dwie sytuacje, które dały mi nauczkę, że pies bez smyczy w lesie to niezbyt dobry pomysł. Moja psinka jest mega łowna – chce zabić wszystko, co się rusza; szczury, lisy, ptaki…. niestety w tym też sarny. Sarna przebiegła przez drogę w lesie i moja suka pobiegła za nią. Instynkt wygrał z wołaniem właściciela. Szukałam jej godzinę i już myślałam, że przepadła. Na szczęście odnalazła się. Druga sytuacja, o którą powinien być uzupełniony Twój artykuł, to… ŚMIECI! Ludzie tak śmiecą w lesie. Kiedyś moja suczka poślizgnęła się i wpadła w dziurę w lesie, gdzie znajdował się stos butelek. Rozcięła łapę – dwa szwy.

  • Patrycja Bober

    Mieszkam w swoim mieście 25 lat. Kiedyś las był…nie do przejścia, piaski, górki, można było się zgubić. Teraz? Wyczynowe rowery, quady, gokarty i wszystko inne, osiedla domków, ogródki działkowe. I biegacze i psy… My puszczamy, bo tych zagrożeń nie ma. Nie ma wnyków, bo nie ma na co. Nie ma myśliwych, bo nie mają na co polować. Największym zagrożeniem to są miejsca ogniskowe i śmieci. Ale to i na blokowiskach mamy ;)

  • Przyznam szczerze, że nasz tekst o psie w lesie (pozwalam sobie rzucić linkiem: http://bialyjack.pl/pies-w-lesie-prawo-i-przepisy ) od samego początku budzi ogromną dozę agresji. Ze strony psiarzy rzecz jasna. Bo gdzie mitycznie „wybiegać” pieska (bo, jak wiadomo, piesek „wybieguje” się tylko luzem), skoro w lesie nie? A ja od dziecka chodzę po lasach i nie wyobrażam sobie puszczenia psa luzem. Ba, nawet sama staram się nie włazić tam, gdzie ścieżka nie prowadzi, a śmieci działają na mnie jak płachta na byka – jak tylko mam jak, to sprzątam. Niestety, niektórzy wywożą śmieci do lasu, żeby nie płacić za ich zgodny z prawem wywóz. No i tych już ja sprzątnąć nie dam rady. Ale w lesie zawsze mamy psa na lince, oznaczonego w widoczny sposób i bezwzględnie pod kontrolą, zwłaszcza że u nas pełno dzików.

    • Oj, hejcik na fanapage’u jest – najbardziej mnie zadziwiają osoby, które dowodzą, że przepisy ich nie dotyczą i piszą wywody racjonalizujące. Pojmuję jeszcze, że ktoś może puszczać tego psa w lesie i mieć na to wiele argumentów „za” we własnej głowie, ale żeby się tym chwalić publicznie i dowodzić, że przepisy są nie dla nich?

  • Catalina

    Zgadzam się w 100% z powyższym artykułem. Mieszkamy w Kampinosie i mamy 2 boksery. Psów po lesie z zasady nie puszczamy, raczej wchodzimy na otwarte tereny typu pola, łąki. Mamy również „inteligentnego” sąsiada, którego 4 psy same się wyprowadzają. Spotkania z nimi są dla nas niebezpieczne, doszło do tego, że idąc w pojedynkę na poranny spacer nie spuszczam psów ze smyczy wg. Dopiero wieczorem, przy spacerze we czworo idziemy się wybiegać. Spotykamy często sarny, dziki, łosie, ale powiem Wam, że największym zagrożeniem są dla nas właśnie nieodpowiedzialni ludzie. Pozdrawiam,
    Catalina

    Ps. jeżeli chcecie namiary na jakieś miejscówki w okolicach Kampinosu, dajcie znać :)

    • Catalina

      I zapomniałabym – śmieciarze mnie niesamowicie irytują. Bo jak pierogi się zepsują to kto zje – oczywiście zwierzyna. I zostawiają to przy samej ulicy pod wejściem do lasu, a potem dziwią się, że dzików pełno.

  • Myśliwi to niezłe świry:) Darz Bór!

  • Alicja

    Bardzo potrzebna wiedza i wartościowy artykuł. W 100% popieramy!

  • Kasia

    Bardzo dobry tekst, pozwoliłam udostępnić u siebie :)
    Przeraża mnie tylko to, co czytam w komentarzach na fb, te wywody wybitnych psiarzy, których przepisy nie dotyczą….trochę smutne

  • Zocha27

    Ale dużo postów ostatnio u ciebie! Super, widać powrót do blogowego światka :)
    Temat psa w lesie jest dla mnie bardzo skomplikowany… od czego by tu zacząć?
    Zula niemal wpadła kiedyś pod samochód. Pakowałam walizki do auta i nie zauważyłam, że wyszła za płot. Spostrzegłam to dopiero gdy stanęła tuż przy krawędzi jezdni patrząc uważnie na drugiego psa po drugiej stronie ulicy. Zawołałam, ale nie zwróciła na mnie uwagi. I po prostu weszła asfalt. Stanęła na samym środku, by dalej patrzeć na psa. Nie reagowała na nic, więc podbiegłam i złapałam ją na ręce by przepuścić już całkiem spory sznur samochodów. W tym momencie odłożyłam na bok uczenie wszystkich sztuczek. Wyznaczyłam sobie cel, że nauczę ją przychodzenia do mnie w KAŻDEJ sytuacji.

    Od tego czasu minęło już kilka lat. Przychodzenie ćwiczyłam naprawdę w wielu miejscach, przy różnych ludziach, zapachach i zwierzętach. Proces nauki nigdy się nie skończy, ale jesteśmy na naprawdę wysokim poziomie. Też zaufania – znam Zulę na tyle, by wiedzieć kiedy się zawaha przed podejściem i potrzebuje dodatkowej motywacji, a kiedy wystarczy lekka zachęta. Albo kiedy w ogóle jej nie spuszczać. Las jest miejscem, które obie kochamy. Spędzamy tam dużo czasu, ponadto nieobojętna mi jest ochrona przyrody, więc zależało mi na oduczeniu jej reakcji na zwierzęta. I mi się to udało – wielokrotnie stada saren czy jeleni przecinało naszą drogę, a Zula potrafiła powstrzymać instynkt. Czy spuszczam ją w lesie ze smyczy? Owszem, niemal zawsze. Czy chodzi tu o wybieganie? I tak i nie. Mieszkam niemal w centrum Warszawy, gdzie nie mogę mieć długiej smyczy ze względów bezpieczeństwa. Podczas spacerów co chwila musimy dochodzić z psem do kompromisu – dobrze, tu się możesz zatrzymać; nie, tam nie wchodź; dobrze, powąchaj ten bluszcz etc. Nie chodzi o to, że w lesie Zula biega gdzie chce. Potrafi się mnie pilnować. Ale to jest w końcu chwila relaksu i dla mnie i dla niej. Jeśli chce coś dłużej wąchać, może zostać, ja po prostu zwolnię nieco kroku. Jeśli ja się gdzieś zatrzymuje, pies dalej może buszować po krzakach

    Podsumowując – wolność i niezależność, czy w lesie czy w życiu (że tak powiem górnolotnie) wymaga ogromnej odpowiedzialności. Kiedy spuszczam psa ze smyczy robię to na swoją odpowiedzialność, ale nie robię tego bezmyślnie. To efekt ciężkiej, wieloletniej pracy.
    Szkoda, że dla zdecydowanej większości właścicieli odpięcie karabińczyka nie jest niczym nadzwyczajnym i wolą ćwiczyć sztuczki.
    A przywołanie, choć może i nieefektowne na filmikach, daje efekty. W prawdziwym życiu

    • Catalina

      O tak, my zaczęliśmy uczyć sunię właśnie przywoływania. Pies jest z nami od szczeniaka i jego edukację zaczęliśmy ok. 3 miesiąca, sunia jest z fundacji i tutaj mieliśmy spory problem. I zgodzę się co do tego, że ta nauka trwa wiecznie.

      • Zocha27

        Super,,więcej właścicieli z takim podejściem potrzebujemy :D

    • Zaneta

      Hejka czy masz gdzies napisane jak cwiczylas odwolywanie, przyklady, porady :) wlasne wnioski?
      Post bardzo fajny i dzieki Wam dowiedzialam sie o wielu zagrozeniach…
      Dla mnie las to spokojne miejsce, gdzie od dziecka biegalo sie z psami i w ogole…
      Nigdy bym nie pomyslala ze ktos moze zastrzelic mi psa i jestem strasznie oburzona zachowaniem takich ludzi!!!!

      • Zocha27

        Nigdzie nie mam. Ale w zasadzie najbardziej się liczy wyczucie psa.
        Niektórzy mówią ze psa trzeba zawsze nagrodzić za przyjście, ale ja tak nie uważam. Jeśli pies pobiegnie przed siebie i wróci po 10 minutach to wg mnie to nie jest w porządku. Ja w takiej sytuacji (nawet jeśli Zula siadała przede mną czekając na nagrodę), brałam ją na smycz i ignorowalam (bo dla niej to jest też kara, nie wiem jak twój pies na to się zapatruje). Po jakimś czasie znowu spuszczalam i kiedy ją coś troche zainteresowało, od razu ją wolałam z wielkim entuzjazmem, czasem też odbiegalam. Mało który pies się oprze takiej zabawie a i Zula od razu do mnie leciała. To kończyło mój foch, przy okazji wzmocniło komendę :)

        Tez ważne dla mnie bylo by przywołanie nie oznaczało zapięcia na smycz czyli końca zabawy. Po prostu psa wołałam i po daniu smaka mówiłam „ok” co jest u nas komenda zwalniającą.
        Ważne by robić wszystko małymi kroczkami, spowodowac by pies traktował to jako zabawę a nie właśnie koniec zabawy :) No i jeszcze raz wyczucie! Czasem lepiej psa nie spuszczac jeśli nie jest się pewnym by po jakimś czasie, po następnych ćwiczeniach, już te smycz w podobnej sytuacji odpiąć.

        • Zaneta

          Jak jestesmy sami to nie mamy takich problemow, przychodzi i pilnuje sie nas sam. U nas obecnie problemem jest brak rekacji na nas jesli w poblizu sa inne psy, wtedy moge zamienic sie w kurczaka, skakac i tanczyc a on ma mnie w nosie :) cwiczymy calutki czas. Brakuje nam tylko zaprzyjaznionego psa przy ktorym moznaby bylo to cwiczyc :)

          • Zocha27

            Zula jest typem antypsiolubnym niestety, więc doświadczeń z odciąganiem psa kiedy ten się chce bawić z innymi nie mam kompletnie – tutaj już musiałam pracować nad ignorowaniem i nie rzucaniem się z zębami, by w ostatnim momencie zawrócić i schować się za mną :p
            Fakt, zaprzyjaźniony pies bardzo by się wam przydał! Kasia z bloga o Cookim szukała na facebooku ludzi, którzy mogliby na jej zasadach spotykać się z psem by go przyzwyczaić do kontaktu – więc to na pewno da się zrobić!
            Trzymam kciuki :)

  • Bardzo dobry wpis! Warto o tym mówić jak najwięcej, więc chwała Ci! :)

  • K.

    A możemy jeszcze poprosić o artykuł, gdzie można spuszczać psa ze smyczy? Bo w mieście nie można, w lesie też nie, dużych wybiegów nie ma. Pies ma całe życie spędzać na smyczy? Serio pytam. Proszę o poradnik „Gdzie mogę spuścić psa ze smyczy”

    • No cóż, my co weekend jeździmy na długi spacer z psami za miasto i rzadko jeździmy do lasu – chcemy, żeby się wybiegały, a w lesie to szlag człowieka trafia przez trzymanie psa na lince czy flexi. Do lasu jeździmy tylko jak mamy plan odwiedzić jakiś stary cmentarz, ale raczej omijamy. Niektóre z naszych pomysłów spacerowych można zobaczyć tutaj: http://pieswwarszawie.pl/category/na-spacer-w-warszawie/
      A nie słyszałam o zakazie puszczania psa ze smyczy w mieście? W przepisach stołecznych jest dość jasno powiedziane kiedy pies może ganiać luzem. Fajne pomysły spacerowe w mieście są dostępne tutaj: http://pieswwarszawie.pl/category/na-spacer-w-warszawie/

      • Catalina

        Druga problematyczna kwestia na wsi to to, że nawet jesli teraz otaczają cię pola, to są to potencjalne działki. I w ciągu kilku lat teren mocno się zmienia. Po 2-3 latach okazuje się, że na wsi nie masz wolnego terenu w zasięgu 2-3 km.

  • A ja ugryzę ten temat trochę z innej strony. Mieszkam z psami w lesie, myśliwych raczej u nas nie ma, kłusowników też nie. Dookoła nas rozciąga się las, gdzieniegdzie znajdują się łąki i pola. Może to zabrzmi absurdalnie, ale nie mam gdzie chodzić z moimi psami na spacery. I o ile dla Nera przechadzka 300 m na smyczy jest w zupełności wystarczająca, to Niko po połączeniu treningu obi, agility, spaceru z węszeniem (na lince) nadal chce więcej. Na rowerze jeździć nie mogę z powodów zdrowotnych, zabawa w ogrodzie, ćwiczenie sztuczek, fitness i inne tego typu aktywności go nie męczą prawie wcale. On potrzebuje biegać z prędkością światła, przemierzać tereny kilometrami, węszyć, tropić, eksplorować teren. Taki już jest, w ten sposób pozbywa się emocji i nadmiaru energii.
    Spuszczanie psa w lesie ze smyczy nie jest bezpieczne. Obecnie u nas panuje oblężenie dzików, które mogą zrobić i mi i psom krzywdę. Nawet spacerowanie z psami na smyczy jest wysoce nierozsądne, ale psy gdzieś spacerować muszą. Chodzenie przy drodze jest niebezpieczne, obecnie spacery w lesie tym bardziej, bo zwierzyna. Nigdy bym nie pomyślała że mieszkając w takim miejscu, będę obmyślać ze strachem trasy spacerów. Niedługo dojdzie do tego, że na przechadzki z psami będę jeździła do miasta. Paradoks. :p
    P.s Super, że coraz częściej publikujesz posty na blogu. Dawna Pani Zosia wraca! :D

    • Kurde, to trochę patowa sytuacja. My prowadzimy właśnie poszukiwania działki/domu pod Warszawą i przyznam, że zdarzyło nam się odrzucić ofertę ze względu na wszechogarniającą dom Puszczę Kampinoską – tam nie było gdzie psa puścić normalnie :P

  • Agnieszka Odrzywołek

    A co jakby spojrzeć też na sytuację z jeszcze innej strony? Uważam, że nasze psy też stanowią zagrożenie dla zwierząt żyjących w lesie. Puszczone samopas, płoszą zwierzynę, dla zwierząt w lesie to też bardzo stresująca sytuacja, która wpływa na jakość ich życia. Szczególnie w zimie. Taka biegnąca sarna czy zając spłoszone przez naszego psa wydatkują wtedy dużo więcej energii, niż gdyby do takiej sytuacji nie doszło. W zimie zwierzaki mają ograniczony dostęp do pożywienia, dodatkowo takie zwierzę żyje w ciągłym stresie, co obniża odporność organizmu (jak wiadomo, czyni go to bardziej podatnym na choroby i zmniejsza jego szansę na przeżycie).

    Mojego znajomego pies został zaatakowany przez dzika, a raczej to dzik się bronił, bo pies nie chciał odpuścić. Na szczęście psa udało się odratować, ale z tego co wiem to pies nadal jest spuszczany w lesie ze smyczy, niektórzy ludzie w ogóle nie uczą się na błędach :(

    • Dlatego właśnie generalnie zabronione jest puszczanie psów luzem w lesie – ze względu na płoszenie zwierzyny i ogólnie niebezpieczeństwa tym spowodowane.

      Czasem wystarczy jaki mały stworek leśny i już nasz pies goni daleko :)