bon1A
Sprawy psiarzy

Dla psa gówno to jak dla kobiety zakupy

Jaka kupa jest – każdy widzi. Ta zdobyczna, odnaleziona pod nieuwagę pańciostwa ma dwie funkcje: zastosowanie wewnętrzne, jako cenny suplement diety lub zewnętrzne w celach pielęgnacyjnych.

Ludzie nie zdają sobie sprawy ile gówna jest w tym mieście. Dobrze dla nich. Przyjemnie jest żyć w słodkiej niewiedzy! Wystarczy jednak, że dołączy do nich czworonożny towarzysz, gówniany smakosz, a otworzą się przed nimi nowe wszechświaty. Zdeterminowany piesul znajdzie każdą, co smaczniejszą wyprawkę spreparowaną przez dzieciaczka z pobliskiego placu zabaw, czy zataczającego się pijusa. Mam nieśmiałą nadzieję, że ci, co wysadzają dzieci, czy załatwiają swoje potrzeby w miejscu publicznym nie są tymi, którzy w chwilach trzeźwości najgłośniej krzyczą o nakazie sprzątania po psie.

Działo się to we wtorkowy wieczór. Lekkim truchtem ruszył w stronę krzaków. Szedł dumnie, z nosem wysoko podniesionym, wytrwale przedzierając się przez wysoką trawę. Jego radosny chód i upór powinny były zapalić mi czerwoną lampkę w głowie. „A, niech idzie sobie” – pomyślałam. Wrócił po chwili, jeszcze weselszy. Cały umazany w gównie. Cholera!

bon4

Krzaki w których czaić się może ludzkie gie

Bonzo Kupalski

Z dwojga złego zdecydowanie preferuję, kiedy Bonzo decyduje się na konsumpcję. Pożarcie następuje szybko, po cichu i znienacka, zazwyczaj kiedy znajduję się gdzieś w oddali. Zdecydowanym plusem tej sytuacji jest fakt, że skonsumowanie tego drogocennego posiłku nie wpływa na moje wieczorne plany. Niestety nie zawsze mam to szczęście.

Wczoraj Bonzioliński zniknął na chwilę z pola widzenia w pobliskim lasku wiedziony nęcącym zapachem. Kiedy wrócił z dumnie wypiętą piersią wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie musiałam nawet wytężać wzroku. Ludzkie gie zdobiło szelki na całej szerokości, dokładnie pokryło psi kark i barki. Woń, jaką roztaczał wokół siebie jest nie do zapomnienia. Bonzo był z siebie niesłychanie zadowolony i z entuzjazmem chciał wyruszać w dalszą drogę.

W trybie ekspresowym został przeze mnie zaciągnięty do pobliskiego Kanału Żerańskiego (CUD, że byliśmy obok wody!), gdzie nastąpiło wstępne płukanie futra i szelek. Mało co pawia nie puściłam. Niestety mój pies jest z tych niepływających, więc musiałam wejść razem z nim do wody. W jeansach i trampkach. Pies był podwójnie nieszczęśliwy – nie dość, że zmywają z niego najlepszą perfumę to każą jeszcze moczyć łapy. Cóż za zniewaga! O swoich uniedogodnieniach w postaci mokrych nóg nawet nie śmiałam już przy nim mówić.

bon2

Kanał Żerański w którym pies został haniebnie wypłukany

I tak romantyczny wieczór i długie rozmowy przy kieliszku wina zamieniłam na potrójne zmywanie gówna z sierści oraz szorowanie szelek płynem do mycia naczyń.

Ludzie, którzy cenicie styl i wygodę – przestrzegam Was: nie sprowadzajcie sobie psa na głowę! :)

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • BohunPies

    Znamy to aż za dobrze. Ludzkie ekskrementy, zaawansowana padlina, świeżo zamordowane żaby, z czego to ostatnie nie jest aż kłopotliwe. O ile z menelstwem ciężko dyskutować, to nie rozumiem rodziców wysadzających dzieci i to np. w parkowych krzakach, gdzie kilkadziesiąt metrów dalej można znaleźć szalet lub nawet restaurację czy sklep – w końcu duże miasto to nie środek pola. A później takiego gównianego kundla trzeba jeszcze zapakować do auta :/ łączymy się w bólu!

    Bohun Pies i spółka
    http://bohunpies.wordpress.com/

    • Oj, ja też nie pojmuję tych dzieciatych bez kultury. Też zajmowałam się dziećmi, chodziliśmy na place zabaw i do parków, ale w życiu nie wpadłam na pomysł żeby wysadzać dziecko pod krzakiem! Ja również łączę się z Wami w tym smrodliwym bólu :C

  • A tam, nie sprowadzajcie. Nie strasz ludzi. Zawsze można zaopatrzyć się w psa, który nie wie, co to jest tarzanie się, a jedzenie czegokolwiek uważa za zajęcie zbędne, zwłaszcza, kiedy można pobiegać – jak T. ;)

    • Lepiej dmuchać na zimne, trzeba wiedzieć z czym posiadanie psa może (choć nie musi jak widać na przykładzie T.) się wiązać. Zapobiegać niż leczyć :D

  • Ola

    Hahahaha :D. Całe szczęście, że mój jeszcze nie wpadł na pomysł wytarzania się.. ;) Chociaż wolałabym żeby nawet nie pożerał..ale co zrobić. O oduczeniu chyba nie ma co mówić zwracając uwagę na tytuł Twojego posta ;).

    • Nie znasz dnia, ani godziny. Mój do tej pory też omijał ten pomysł, aż tu nagle…!
      Hehe, no ja stosuję tylko groźne pokrzykiwanie (zazwyczaj skuteczne), żeby go odciągnąć od pomysłu pożarcia. Cóż innego pozostaje :P

  • Co prawda to prawda. Aczkolwiek koprofagia może mieć swoje dno w różnych niedoborach witaminowych i wielu innych. Tak czy siak jest to dość cuchnąca sprawa ;)

    • To prawda. Mój zaczął pożerać te delikatesy kiedy gastrolog zakazał dawać mu suszone żwacze. Żwacze z powrotem dostaje, ale już mu to zżeranie zostało :P

  • Guest

    Mam pytanie trochę z innej beczki, czy w Warszawie trzeba mieć bilet dla psa poruszając się ZTM?

    Dziękuję.

  • przy tytule parsknęłam kawą w monitor a przy komentarzu na zdjęciu umarłam :) jesteś mistrzynią! :)

    ps. Fadziasty lubuje się wyłącznie w kocich rarytasach i na dworze inne go na szczęście nie interesują (a ja w domu czasami mam mniej sprzątania jak Fado przyuważy kupola szybciej niż ja) :)

  • Sensi The Amstuff

    Sensi „na szczęście” gustuje w innych smrodach – np. zdechłych rybach i innej padlinie. Zazwyczaj efekt jest bardziej „lajtowy”, a i zdarza jej się rzadko.

  • msmarthee

    W wywabianiu zapaszku dobrze sprawdza się sok pomidorowy – nie wiem jak on to robi, ale pies zdecydowanie mniej śmierdzi. Polecam ;)

    • No to chyba kupię zgrzewkę w makro :D Dzięksy za tip w tej śmierdzącej sprawie ;)

  • Magdalena

    Cieszę się, że nie tylko Nuka ma takie upodobania. Chociaż ona na szczęście wybiera konsumpcję :P

  • Krystyna

    Najgorsza jest konsumpcja w połączeniu z chorobą lokomocyjną… mówię Wam, najgorsze doświadczenie mojego życia… poważnie myślałam o tym żeby porzucić samochód a rodzinie powiedzieć że został skradziony ;)

    • Oj, wolę sobie nawet tego nie wyobrażać… :)

      • Krystyna

        Tia, takie podgrzane w psim żołądku, cieplutkie i płynne niczym szambo ludzkie gie rozlane na tylnej kanapie auta, a do tego ja, jako kierowca, rozważająca, czy lepiej porzucić samochód, czy od razu popełnić samobójstwo żeby nie mierzyć się z tym problemem, to nic fajnego…;) Lepiej sobie tego nawet nie wyobrażać ;) Od tego dnia mój Fado jest puszczany wolno wyłącznie w kagańcu. Póki co.. (odpukać..) na szczęście nie wpadł na pomysł, że można się w tym też wytarzać.. Pozdrawiamy :)