NIE MA KOSZA-NIE MA KUPY
Sprawy psiarzy

Nie ma kosza? Nie ma kupy

Sprzątnąć i nieść worek w ręce przez następne kilometry, czy nie sprzątnąć i wejść w nią następnym razem? Oto jest pytanie.

Jeszcze niedawno nie rozumiałam narzekań innych Warszawiaków na brak koszy na śmieci. Do czasu kiedy przeprowadziłam się na Białołękę. Zgroza! Schylam się, sprzątam po psie, rozglądam się za koszem, a w koło koszowa pustynia. Znacie to?


Dlaczego zależy mi na tym, żeby sprzątać po swoim psie?

  • Jestem kulturalną osobą
  • Widok kupy jest dla mnie nieestetyczny
  • Nie lubię jak coś śmierdzi
  • Obawiam się, że jak teraz jej nie sprzątnę, to innym razem sama w nią wejdę
  • Gdybym nie sprzątała to bym miała zwyczajnie zasraną, śmierdzącą, nieestetyczną okolicę. Zakładając, że 1 dzień = 1 kupa, to już po miesiącu mamy zaminowane wszystkie okoliczne trawniki.

Zaletą mieszkania w dupie świata (czyt. na Białołęce) jest to, że w okolicy jest mnóstwo terenów trawiastych. Po chodniku zdarza nam się chodzić zaledwie kilka razy w ciągu dnia, większość spacerów odbywa się na trasach piaszczystych i trawiastych. Super, odpada nam problem soli na chodniku. Jednak w dalszym ciągu są to tereny miejskie, którymi zresztą chodzę regularnie, więc głupio tak zasrywać sobie okolicę. Tymczasem przy Płochocińskiej nawet na przystanku autobusowym nie ma kosza. Sami zobaczcie o jakich okolicach mówię:

 Nawyk sprzątania po psie mam wyrobiony, Bonzo zaczyna się kręcić i wiem, że mogę już wyciągać torebkę. Naturalne zachowanie. Jeśli jednak zbieram kupę i nie widzę żadnego kosza na horyzoncie to robi się niefajnie. W mojej bezkoszowej okolicy z dużym prawdopodobieństwem worek z kupą będę nieść przez następne trzy kilometry, aż do następnego śmietnika.

Mieszkam nad Kanałem Żerańskim, cała linia lasku biegnącego wzdłuż kanału i brzeg są pokryte śmieciami. Miejsce odwiedzane jest licznie przez wędkarzy, okolicznych spacerowiczów, młodzież, psiarzy. Nie ma tu ani jednego kosza. O śmieci można się zwyczajnie potknąć.

Chciałoby się powiedzieć – „Nie ma kosza? To i nie ma kupy”, po czym oddalić się powolnym krokiem. Jednak zgodnie z Regulaminem utrzymania czystości i porządku na terenie m.st. Warszawy:

§32. Właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do bezzwłocznego usuwania odchodów tych zwierząt z terenów przeznaczonych do wspólnego użytku. Odchody należy umieszczać w oznakowanych pojemnikach, koszach ulicznych lub pojemnikach na niesegregowane odpady komunalne.

Według ustawy powinnam niezależnie od okoliczności i nieobecności koszy sprzątać bezzwłocznie. W przeciwnym razie grozi mi mandat do wysokości nawet 500 zł. Jest taki obrazek autorstwa Wilq, który idealnie podsumowuje moją sytuację:

wilq

No i co tu począć?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • To, niestety, nie jest problem dotykający dzielnice położone z dala od centrum miasta. Niedawno przeprowadziliśmy się z Woli na Wolę – dosłownie z jednej strony ulicy na drugą, więc tereny spacerowe zmieniły się nieznacznie. Tymczasem okazuje, że na Woli poza skwerem Gorzechowskiego nie ma ani koszy (nie mówię o psich, ale zwykłych) ani nawyku sprzątania u posiadaczy psów. Efekt? Wszystko zasrane.

    • pawel

      No – kosze są, ale jest ich faktycznie znacznie mniej – na pewno nie grozi nam spacer 1km do kosza, choć czasami ten kosz jest dużo dalej niż by się chciało. Natomiast warto podkreślić, że nie tylko niektóre trawniki są tak zasrane, że w zasadzie to są kupalnie, a nie trawniki, to jeszcze trzeba się pilnować na chodnikach, które też zaczęły być powoli zasrywane. Jakaś katastrofa.
      Pamiętam, że jak kupiliśmy T. to przez pierwsze lato szybko się nauczyliśmy, że spacer z wejściem na trawnik kończy się czyszczeniem butów, ale skakanie po chodniku jak po polu minowym to nowość.

    • Uh, a myślałby kto że Wola jest cywilizowaną dzielnicą. Tragizm zasranych podblokowych trawników rozumiem i łączę się w bólu

  • Guest

    Z dala oc centrum miasta raclawicka razraz przy slrzywowanii z woloska w strone ochoty i poboczne uliczki to test jakas pustynia bez koszy

    • No, ale na Racławickiej przy przejściach dla pieszych i na przystankach są kosze zdaje się – jest kiepsko, ale to jeszcze nie tragedia. Wzdłuż Wołoskiej jak się idzie tym pasem zieleni w stronę Galerii Mokotów – to tam pamiętam żadnego kosza człowiek nie uświadczył. To była nasza stała trasa spacerowa :) Ale i tak w porównaniu z ilością (a właściwie ich brakiem) koszy na Białołęce to Racławicka jest niemal ulicą koszami płynącą ;)

  • żaneta

    Dokładnie ten sam problem jest na Targówku, ja przeprowadzilam sie z Kabat i doznałam szoku!!! Nie widzialam ani jednej osoby sprzatajacej po swoim psie…za to na mnie ludzie patrza jak na ufo

    • Mam to samo, ani jednej osoby sprzątającej nie widziałam…

  • Iga

    ooo widzę po zdjęciach, że będziemy sąsiadami. Przeraża mnie trochę ta przeprowadzka do dupy świata.

    • Idzie się przyzwyczaić jak się ma samochód. Poza tym pieseł może częściej śmigać bez smyczy bo samochodów tu mniej i ludzi, ale trudniej z urozmaiceniem tras spacerowych – mamy 3-4 oklepane trasy, co mnie nudzi straszliwie. No i niestety gdzie się człowiek nie ruszy to kupy bezdomnych, którzy koczują we wszystkich okolicznych krzakach. Zimą ich nie ma to można korzystać bardziej :P

  • Ania

    Na Grochowie z kolei koszy ci u nas dostatek, stoją niemal na każdym skrawku zieleni, nic tylko zbierać kupy w tak radosnych okolicznościach przyrody! Są też tabliczki proszące o litość nad trawnikami, ostatnio zaczęto również rozprowadzać papierowe torebki na psie skarby. Wszelkie warunki do zapewnienia względnej czystości okolicy spełnione.
    A trawniki jak w gównie tonęły, tak toną, a za kilka miesięcy nawet spłyną. A więc tak naprawdę, nie brak koszy jest największym problemem, problemem jest ta mityczna mentalność homo wyjebanusa, co to ma w głębokim poważaniu swoje otoczenie, kulturę osobistą, estetykę, dobro wspólne, itp. itd.

    • To prawda. Na Mokotowie gdzie wcześniej mieszkałam również koszy jest w bród, ale tam akurat dużo osób sprząta. No, oczywiście poza starszymi paniami i panami z wąsem, którym nie przystoi się pochylić.

  • Niestety na Białołęce tak już jest. W lecie po prostu jak szłam z psem na łąkę, to woreczek z kupą zostawiałam w krzakach i wracając zabierałam i wyrzucałam dopiero do kosza koło bloku. Nie widziałam sensu w noszeniu go tyle czasu, a po psie chcę sprzątnąć, bo to obrzydliwe jak on albo ja potem mamy w to wdepnąć. Koszmarem jest dla mnie widok tych wszystkich nieposprzątanych odchodów porośniętych pleśnią :/

    • Fuj, te pleśniowe to najgorsze! Gorzej, że o tej porze roku i gleba i kupy mają najczęściej zbliżony kolor więc trzeba wytężać wzrok żeby się nie pomylić :D

      • I na dodatek wcześnie robi się ciemno, więc jest małe prawdopodobieństwo, że w nic się nie wdepnie :(

  • Kasia

    Ulubione dwie sytuacje z każdego trawnika: 1. zbieram kupę po swoim psie i wdeptuję w cudzą 2. szykuję torebkę i zastanawiam się czy zbierać „moją” czy również pozostałe.

    • Oj, tak! Z tym, że cudzych nie tykam bo mnie cudze, takie zimne brzydzą, tylko „swoje” zbieram :D

  • Problem kupy niestety istnieje. Własciciele psów powoli już uczą się sprzątac po swoich psach. Miasto niestety nie nadąża :/

  • Aga

    Sprzątam po swoim psie – zawsze, bo: 1) jak była mała to uwielbiała „odchody”, 2) nie cierpię widoku kupy na trawniku, ale … 1) ostatnio zbierając kupkę mego psa… pośliznęłam się na innej, 2) zwracając uwagę innym by sprzątnęli po swoim psie słyszę tylko niecenzuralne słowa, 3) zawsze mam dylemat „czy w lesie też mam sprzątać po psie?, 4) byłam latem w Jastrzębiej Górze i w „pasie nadmorskim” widziałam same brudy i kupy… niestety nie psie …i jednocześnie zapis „zakaz wchodzenia z psem”. Wniosek:sprzątam dalej po swoim psie

  • Znane również i nam, choć trochę bliżej mieszkamy, bo bielany, ale nie raz jest podobna sytuacja i jest to niesamowicie irytujące. Ostatnio miałam taką sytuację, że niosłam siatkę i niosłam, a mój kochany psiak myślał że mam tam smaczki więc szedł w pełnym skupieniu do kosza :D Mina jej gdy wyrzuciłam w końcu siatkę, zamiast co w jej mniemaniu byłoby słuszne dać jej wszystkie smakołyki, które na pewno tam były- bezcenna :))

  • U mnie na Ochocie niestety mieszkam na osiedlu wyposażonym w 2 grupy ludzi:
    1) podwórkowe dresy
    2) babciowy komitet ławeczkowy
    Efekt jest taki, że nikt praktycznie nie sprząta po swoim psie. Ja natomiast również zauważam brak koszy. Są 2 śmietniki, ale oba zamknięte na klucz (którego nie posiadamy). Był jeden kosz przy przejściu dla pieszych ale chyba przeszkadzał ludziom w parkowaniu bo dosłownie od kilku dni już go nie ma. Także często jest tak, że torebkę muszę wnieść do klatki i wrzucić do ssypu po prostu żeby wyrzucić do ssypowego konteneru na śmieci.

  • mi się najbardziej bawi jak pańcie małych piesków (oczywiście nie wszystkie!!!) wychodza z założenia że ich piesek jest taki malutki i robi takie malutkie kupki ze nie ma czego sprzatac :P

    • Niestety tak się dzieje bardzo często. Albo: Babka zwraca mi uwagę, że pies obsikał krzak, a tymczasem jej kundliczka bez smyczy zasrywa trawnik niepodal.

  • myszastypotwor.blogspot.com

    Ja się przyznaję, że w sytuacji, kiedy wiem, że w najbliższej okolicy nie ma śmietnika, po prostu nie sprzątam. Jak zauważyłaś, to średnia przyjeność nieść kupę w worku przez dwa kilometry;/ choć teraz w zimię można to przynajmniej wykorzystać do ogrzania dłoni:D
    PS: Bardzo mi miło, że odwiedzasz czasem naszego bloga, gdyż jesteś jedną z moich ulubionych psich blogerek;)

    • Oj, tak :D Choć aby te dłonie ogrzać trzeba najpierw wysupłać torebkę, zdjąć rękawiczkę blabla, więc jest trochę zachodu.
      P.S. Omójboooziu, dziękuję! Dodawałam Was do Bloglovin’, więc jestem teraz na bieżąco z wpisami i nic mnie u Was nie ominie :)

  • Jolanta Kijewska

    Ja mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych. Koszy publicznych praktycznie nie ma (są na przystankach autobusowych tylko). Jest ciężko.

  • MigotoInu

    Klasyka tematu. Dopiero odkąd mam psa w Wawie i drepczę na spacery kilka razy dziennie widzę jaki to koszmar. Co z tego, ze ja posprzątam, skoro wycofując się grzecznie z trawnika z pełną torebką, wpadam w poślizg i ledwo z życiem uchodzę? Perspektywa zaliczenia gleby na trawniku osiedlowym mnie szczerze przeraża :) Już chyba lapiej jak jest śnieg ;)

  • janek07

    Wystarczy wziąć woreczki i posprzątać. Ja sam osobiście używam i polecam: http://www.psiekupy.pl