Sir_b403b7_1657239
Sprawy psiarzy

Proszę nie głaskać pieska. A co mi tu pani gada?

Pies jest wspólnym dobrem społecznym do którego każdy może sobie cmokać, zaczepiać i głaskać. Każdy pies lubi być głaskany. Aby okazać psu swą sympatię, poklep go energicznie po głowie. 

Te i inne mity spędzają mi sen z powiek. Dręczona nieprzyjemnymi sytuacjami, postanowiłam poświęcić temu zagadnieniu artykuł. Zestawiłam wypowiedzi trzech opiekunek psich z których pierwszy nie lubi być głaskany i potrafi dać temu wyraz, drugi jest młodziutki i czerpie przyjemność z kontaktów z przyjaznymi nieznajomymi, a pies trzeci jest przyjaznym, certyfikowanym terapeutą i „płacą mu za głaskanie”.

Na podstawie doświadczeń własnych i znajomych zebrałam listę odzywek niedoszłych „głaskaczy” (czyli amatorów mierzwienia futra psiego):

„Mój pies nie lubi być dotykany przez obcych.”

  • Że co, nie lubi być głaskany? Co też pani opowiada!
  • Agresywny pewnie jest?
  • Ale co, ugryzie mnie? Mnie zwierzęta lubią!
  • W kagańcu powinien chodzić.
  • Przecież jakby nie lubił to by mnie ugryzł (głaszcząc, podczas gdy Bonzo sztywnieje).
  • E-tam nie lubi, nie przesadzaj.

A ja protestuję przeciwko takiemu postawieniu sprawy!

„Czy pies naprawdę może nie lubić głaskania?”

10271574_689601984420111_7871091042836219218_n

Bonzo

Niektórym może trudno w to uwierzyć, ale tak :) Są wśród nas psy po przejściach, nieufne i zdystansowane, które nie chcą nawiązywać kontaktu z innymi ludźmi. Nie oznacza to, że są agresywne, czy nawet reaktywne. Oznacza to tyle, że potrzebują przestrzeni.

Bonzo nie lubi głaskania, nawet dotyk domowników i przyjaciół odpowiednio „dozuje” i często odchodzi w trakcie pieszczot, czy zamienia sytuację w zabawę i podgryzanie ręki.

Bonzo jest uważany za sporego i nie raz za groźnego (sądząc po reakcjach dzieci, czy mijanych na spacerze osób) w związku z tym rzadko mi się zdarza, żeby ktoś chciał się z nim bratać. Ale co ciekawe – jak był na lekach uspokajających przez miesiąc to nieznajomi mężczyźni przechodząc schylali się żeby go poklepać go „serdecznie” po głowie! Widocznie miał inny wyraz pyska niż zazwyczaj, więc się czuli bardziej bezkarni. Na dzień dzisiejszy taka próba pogłaskania skończyłaby się na pewno ostrzegawczym kłapnięciem lub złapaniem jegomościa za rękaw. Niekiedy zdarza się, że ktoś spyta o możliwość pogłaskania, jednak tym nielicznym śmiałkom również odmawiam kontaktu, bo wiem, że nie sprawi to mojemu psu żadnej przyjemności, a będzie jedynie źródłem stresu.

Rozumiem, że nie każdy musi wiedzieć jak obchodzić się z psem – ja też dopóki nie trafił mi się Bonzo nie miałam potrzeby pogłębiać wiedzy kynologicznej. Mało wiedziałam o naturze psa, co nie przeszkodziło mi uważać, że o psach wiem prawie wszystko, dlatego nie mam do nikogo pretensji o niewiedzę. Mam pretensję o brak kulturalnego zapytania o zgodę na kontakt ze zwierzakiem. Wychodzę z założenia, że to ja jestem opiekunką psa, więc odpowiedzialność za dobro zwierza i ludzi spoczywa na mnie więc proszę, nie dodawajcie obowiązku odganiania się.

„Ten piesek lubi być głaskany, więc ja go będę wołać!”

Tytania

T.

Są jednak momenty kiedy cieszę się, że mój posiada duży dystans do obcych. Radość nadchodzi, kiedy słucham opowieści osób które mają psiaki kochające wszystkich ludzi tego świata. Bezustanne cmokanie, wołanie, zaczepianie może zamienić spacer w nieustanną walkę o uwagę psa. D. na swoim blogu opisała dwie sytuacje z „głaskaczami”, które wyprowadziły ją z równowagi:

 Jestem z T. w tramwaju, w drodze na Pole Mokotowskie. To starszy model, z wysokimi schodami, które dla młodego psa są barierą nie do pokonania. Stoję na samym końcu, w ostatnim wagonie, żeby nie przeszkadzać innym pasażerom. T. grzecznie siedzi przy nodze. Kiedy pojazd zatrzymuje się na przystanku drzwi się otwierają; z chodnika widać nas jak na dłoni. Trzy młode dziewczyny, na oko nastolatki, siedzące na ławce na przystanku i czekające na inny tramwaj zaczynają natychmiast wołać T. i cmokać, żeby zwrócić jej uwagę. T. podnosi się i ciągnie smycz, usiłując wyrwać się do schodów, na chodnik. Zatrzymuję ją i staram się skoncentrować na sobie. Nastolatki dalej robią swoje.

Rutynowy spacer na osiedlowym skwerze. T. radośnie biega po trawniku nie zwracając uwagi na ludzi wokoło. Nagle jakaś starsza kobieta siedząca z koleżanką na ławce zaczyna ją wołać. T., oczywiście, podbiega do niej i zaczyna witać się z nią z właściwym sobie entuzjazmem. Złote popołudnie przerywają krzyki: “proszę natychmiast zabrać tego psa!”. Oczywiście, przywołuję T., ale przeklinam przy tym w duchu – bo przecież to nie ja kazałam jej do tej ławki podejść.

D. nazwała to zjawisko P.I.E.S. czyli Przedmiot Intensywnej Eksploatacji Społecznej i opisała w poniższej notce. Zajrzyjcie, jeśli jesteście ciekawi jej obserwacji.

„Ten piesek jest dogoterapeutą, więc można go głaskać bez przerwy.”

O doświadczenia z mijanymi na ulicy ludźmi spytałam Monikę, opiekunkę golden retrievera, który jest psem pracującym z dziećmi w ramach dogoterapii. Co sądzi o głaskaniu?

10423407_804625256239140_1457509338_n

Stalky

Jestem właścicielką 9 letniego goldena. Jesteśmy razem od 5 lat kiedy to znajomy znajomego szukał mu nowej rodziny. Kiedy go adoptowałam miał uprawnienia do pracy z dziećmi i tak zostało do dziś dnia. Dość długo mieszkaliśmy pod Warszawą gdzie spacerowaliśmy po polach i nad rzeką, i ja i on mieliśmy swoich „spacerowych” znajomych więc problem zaczepiania przez obcych właściwie nie istniał. Pojawił się wraz z przeprowadzką do Warszawy gdzie jako mieszkańcy placu Zbawiciela mamy dosyć daleko do terenów zielonych, a wiadomo goldenki takie ładne i łagodne, większość mijanych ludzi się uśmiecha, wielu podchodzi, chce pogłaskać, przytulić, sporadycznie zrobić zdjęcie. W czym problem? Ano w tym, że mimo że mój pies mimo że jest łagodny i bardzo ludzi to to tylko pies (żeby nie było wątpliwości kocham psy, własnego zdarza mi się nazywać „synkiem”) i nigdy nie mogę mieć pewności, że coś mu nie strzeli do psiej głowy i nie ugryzie, a wtedy właścicielka jest winna, że prowadza potwora po ulicach, przecież Bogu ducha winny przechodzień jest tu ofiarą.

Z moich doświadczeń wynika, że najbardziej bezmyślną grupą społeczną są rodzice. Ile razy słyszałam: o zobacz jaki piesek ładny, możesz pogłaskać! Najczęściej odpowiadam, że nie może bo pies to nie zabawka, może się bać, może nie mieć ochoty żeby małe rączki go ciągnęły za uszy albo były wpychane do pyska. Bardziej zaborczym próbuje tłumaczyć, że sobie tego nie życzę i że to po prostu niebezpieczne dla ich dziecka.

Spotykamy się też z tym, że po wyjściu z „pracy” pies jest zaczepiany przez dzieci z którymi pracuje. Oczywiście za zachętą rodziców bo co za problem, że dziecko się poprzytula? W zasadzie to żaden, ale czy po wyjściu od psychoterapeuty dalej oczekujemy od niego rozmowy czekając na autobus?

Postawione na końcu pytanie daje dużo do myślenia. Reguły współżycia wyznaczają przyjęte normy, nie raz zależne od kultury, obyczaju i osobistych doświadczeń. W naszym społeczeństwie normą jest zaczepianie psa przy równoczesnym ignorowaniu właściciela. O dziwo, to zachowanie w intencji głaskającego ma stanowić komplement pod adresem (ignorowanego) właściciela. Skojarzenie, które nasuwa mi się na myśl to męskie, obcesowe „zachwyty” nad atrybutami kobiecości, skierowane raczej do kolegów czy „podziwianych” kształtów, niż do ich nosicielki.

Weterynarze bez zaplecza behawioralnego

Co gorsza zauważyłam, że również większość weterynarzy aby wyrazić swą sympatię, poklepuje psa po głowie patrząc przy tym z góry. Mój pies się oblizuje i odwraca, ale oni tego nie dostrzegają. Szczytem była wizyta w znanej i drogi lecznicy:

Byłam u weterynarki. Kobieta chciała przy okazji oswoić Bonza z wizytą w lecznicy. Dała mu dużo suchych przysmaków i gotowanego kurczaka. Pies mimo stresu był dość zadowolony z takiego obrotu sprawy. Wizyta dobiegała końca, pies ukontentowany, aż tu nagle pani postanowiła wyrazić swoją radość poprzez bardzo nagłe i energiczne pomiętolenie uszu i głowy wraz z okrzykiem „kuci kuci pieseczku!”. Pies się znowu zestresował, odgonił natarczywe babsko od siebie warkotem i klapnięciami, a mi ręce opadły.

Od znajomej po studiach weterynaryjnych wiem, że nie ma w cyklu dydaktycznym przedmiotu, który uczyłby zrozumieć sygnały wysyłane przez psa czy innego zwierzaka. Jak tu leczyć zwierzę, którego zachowania nie rozumiemy?

Inni psiarze to największa udręka

Jednak najbardziej uciążliwą grupą są… inni psiarze. Tacy, co liznęli kilka książek, mają psa od pół roku lub „od zawsze w domu” i wiedzą lepiej ode mnie na co mogą sobie pozwolić. Mnie traktują jak niedorozwiniętą, która gada do siebie nic nieznaczące uwagi. No bo jak to? Ich psy lubią, oni będą głaskać! „Dziewczyna gada, żeby nie? Niech se gada na zdrowie, ja wiem lepiej”. Nie muszę chyba mówić jak mi serce podchodzi do gardła za każdym razem, gdy namolny głaskacz nachyla się nad psem i zbliża twarz do jego pyska. U mnie jest to stres porównywalny do brawurowej jazdy bez zabezpieczeń, bo nie wiem ani co tym ludziom ani psu wpadnie do głowy. Bonzo nie szuka na siłę kontaktu, podchodzi raczej z ciekawości, po czym biegnie dalej. Niektórzy nadinterpretują jego zachowanie lub przywołują aby go pogłaskać, chcąc się do niego zbliżyć i nawiązać więź. Można by sądzić, że kontakt z własnym psem pozwala odczytywać mowę ciała innych psiaków. Niestety, to tak nie działa i ludzie z przyzwyczajenia chyba garną się do bliskich kontaktów (mówię o nachylaniu się i zbliżaniu twarzy do pyska) zupełnie zapominając, że to obcy pies! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym jak prawidłowo witać się z psem zajrzyjcie do wpisu Nie głaszcz mnie tak, proszę… na blogu Pieskie Sprawy.

Mój mały manifest:

Drogi głaskaczu! Mój pies nie ugryzie Cię od razu po wyciągnięciu ręki i nachyleniu się – po prostu się odsunie. Ale jeśli będziesz namolnie pchał łapy, przestaniesz zwracać uwagę na to, co do Ciebie mówię i mowę ciała psa to otrzymasz ostrzegawcze kłapnięcie poparte złowrogim warkotem z gardzieli. I uwierz mi, ten rodzaj głębokiego warkotu nadal po 4 latach spędzonych wspólnie wywołuje we mnie respekt.

Nie oczekuję, że wszyscy będą znać się na mowie psów. Oczekuję natomiast, że każdy zanim dotknie psa – spyta czy może. Na uprzejme pytanie odpowiadam zwykle „Dziękuję, że pan/pani pyta, ale niestety nie – on nie lubi głaskania”. Tylko, że mam wrażenie, że nikt mi nie wierzy! A ja, egoistka, śmiem trzymać futrzaste stworzenie tylko dla swojej przyjemności!

P.S. Na płaszczyźnie akceptacji dotyku obcych ludzi udało nam się już dużo wypracować – wysyłanie sygnałów i odsuwanie się w sytuacji niekomfortowej są dużym sukcesem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Karolina Czarnów

    Witajcie. Mamy ten sam problem z Yorenkiem. Z racji swojego pyszczka jest on często zaczepiany przez dzieci, które biegną ku niemu krzycząc i piszcząc. A on zwyczajnie się ich boi i reaguje kłapnięciami. Wtedy właśnie najczęściej pojawiają się rodzice, że kaganiec lub najlepiej dozgonna izolacja. Ja nie podchodze do innych psów. Chcą same podejdą, dam im powąchać dłoń lub nogę- jak wolą ;) jeśli chcą pieszczot- same o nie poproszą najczęściej szturchnięciem nosa.

    Pozdrawiamy!

    • Ojezu, bardzo współczuję takich stresujących sytuacji, które dzieją się jakby bez Waszego udziału. U mnie jak się dzieciak zbliża lub mówi na głos „O, piesek!” i zaczyna kierować się w naszą stronę to spokojnym, acz pewnym ruchem ściągam smycz lub obchodzę łukiem żeby swoim ciałem dać do zrozumienia „nie podchodzić”. W sumie skutkuje. Ale do nas nikt nie dobiega więc mamy łatwiej :) Pozdrawiam Was!

  • urlopnaetacie.pl

    Bardzo dobry wpis!! Trafia idealnie w samo sedno. Nasza Luśka z wyglądem pluszowej maskotki (szczególnie jak bardzo zarośnie) tysiące razy była konfrontowana z czułościami ze strony zupełnie obcych ludzi, zanim zdążyliśmy zareagować. Szczególnie tuż po schronisku, gdy absolutnie wszystko było dla nas nowe, zupełnie nie wiedziałam jak reagować na zbliżających się ‚głaskaczy’. Wybierałam raczej zmianę kierunku spaceru, niż konfrontacje. Teraz coraz lepiej radzimy sobie z takimi sytuacjami. Luśka raczej reaguje na wszystkich przyjaźnie. Ale mimo to, żeby mieć święty spokój, najchętniej na spacery chodziłabym z tabliczką z napisem ‚zapytaj zanim pogłaskasz, zanim cmokniesz, albo podejdziesz z innym psiakiem’.

    • Dziękuję za miłe słowa :) No nie dziwię się – na Luśkę jak się patrzy to nic, tylko chciałoby się tulić :) U mnie na początku było tak że wiele osób wchodziło ze mną w rozmowę np. na pasach, zaczepiało, zagadywało, teraz to się nie dzieje i zastanawiam się co jest powodem. Dochodzę do wniosku, że chyba moja mowa ciała na spacerze nie zachęca do zaczepek, emanacja niechęci :D

  • Pingback: Nie głaszcz mnie tak, proszę.. – czyli zasady dobrych powitań. | Pieskie Sprawy()

  • Ja dodam jeszcze, że kiedy mówię „Proszę zostawić mojego psa w spokoju” bywa, że spotykam się ze słową agresją.
    Dzieci to w ogóle ciekawa sprawa, widzę, że psiarze mają z nimi bardzo różne doświadczenia. Z moich wynika, że kiedy dziecko jest samo, bez rodzica – pyta, a kiedy jest z rodzicem to po prostu bierze przykład z jego nieodpowiedzialnego zachowania. :(

    • Trend, tak w ogóle to się zastanawiam czy nie masz mi za złe, że użyczyłam sobie Twojego cytatu w notce? Bo w sumie to bardziej poinformowałam o wykorzystaniu go, niż spytałam o pozwolenie… Hm, ja zauważyłam że jak idę z [moim groźnym] psem to ludzie inaczej na mnie patrzą i raczej z agresją nie startują, nawet przy ew. odmowie… Może to kwestia wyglądu psów? :D

      • Zawsze milej jest, jak ktoś pyta, zakładam jednak, że blogasek funkcjonuje na licencji CC-NC, więc dopóki nikt nie próbuje zarabiać bez mojej wiedzy na produkowanym przeze mnie contencie i jest wyraźnie zaznaczone autorstwo tekstu + odnośnik to źródła – wszystko cacy. Cieszę się, że tekst trafi do większej liczby osób. Natomiast uważam, że zdjęcie Brzydaliksa to akurat wybrałaś słabe :P W sensie, to jedno z tych, które mówią „hej, naprawdę powinnam nazywać się Brzydalix, a nie jakaś tam Audrey Hepburn”.

        Wygląd psa na pewno ma znaczenie (może trzeba było się zdecydować na BOS-a!), ale z moich obserwacji wynika, że wiele robi też płeć właściciela. Większość dziwnych sytuacji zdarza się, kiedy jestem w na spacerze sama – kiedy idę z P. jest dużo lepiej, a sam P. to już w ogóle ma mało przygód. A przecież widziałaś go – żaden z niego paker, czy inny kark, tylko typowa, informatyczna nerdoza. Aż chciałoby się powiedzieć coś nt. seksizmu.

        • Następnym razem tak czy owak zapytam i poproszę o pozwolenie i wskazanie ew. zdjęcia :) Haha, no tak, może nie jest „karkiem”, ale tak jak już pisałam – sama do P. odzywałam się z trwogą więc coś jednak musi być na rzeczy. U mnie dla odmiany jest tak, że jak mój kumpel wychodzi z Bonzem to wszyscy zagadują, dzieciaki oddają psu swoje lody i ogólnie wszyscy zachwyceni, „o jaki piękny piesek!”. :D

  • Karolina Ancerowicz

    Mam nadzieję, że to o mieniu psa od pół roku i książkach to nie o mnie… :<

    Do mojego tandemu Rura+mikromaleństwo ZAWSZE ktoś się przypierdoli, cmoka, głaszcze, woła, kurde, małą czekoladową to prawie na kolana biorą… Na szczęście moje wszystkie lubiły i lubią a przynajmniej cierpliwie znoszą głaskanie i uwagę, więc nie muszę się stresować a nie mam ochoty edukować ludzi za każdym razem jak wsiadam z psami do autobusu (prawie codziennie dwa razy dziennie).

    • Nie, no co Ty:). Co, jak co ale Bonzika nigdy jeszcze nie poznałaś więc nawet nie mam podstaw do zarzutów :D W ogóle nie miałam nikogo konkretnego na myśli. Sama się sobie dziwię że doszłam do tego porównania z zalotami (nie posądzałam siebie o takie błyskotliwe analizy :D) i znowu czkawką mi się odbija ekofeminizm, no ale ku memu zdumieniu – coś w tym jest! Rurka to jeden z wyjątków – ręce mi się same do miziania jej wyrywają, bo widzę że jej to naprawdę sprawia przyjemność. Ale też jeden z nielicznych psów, którego widuję nie na spacerze, a w domowych pieleszach w stanie relaksu :)

  • Łucja Brachmańska

    Bardzo się cieszę, że mam psa, który raczej nie wzbudza chęci głaskania. Wręcz przeciwnie („pies morderca” itd). To raczej on kocha ludzi i chętnie się z nimi brata. Te, które wyprowadzam też są pro ludzkie, ale tylko labka wzbudza chęć nachalnego głaskania. Chodzi w towarzystwie tych odstraszających i jest spokój.

    • Hehe, no i najlepiej obsadzić „rodzinną” rasę „agresywnymi” – głaskacze mogą się tylko tęsknie pogapić z bezpiecznej odległości :)

  • Ola

    Zupełnie się z Tobą zgadzam i sama mam tego trochę dosyć. Fakt, mam dużego czarnego psa więc takie sytuacje nie zdarzają się często, raczej jest ,,co pani tutaj z nim robi”, ,,on nie powinien chodzić w takich miejscach”, ,,proszę go zabrać, bo może ugryźć” ale są sytuacje kiedy faktycznie ktoś leci na Emeta z łapami, bez żadnego uprzedzenia. Emet też nie lubi głaskania, szczególnie obcych ludzi i szczerze to na jego miejscu już dawno odgryzłabym komuś rękę. Strasznie mnie denerwuje takie zachowanie, czasami nawet obawiam się o jego cierpliwość, szczególnie kiedy nie ma na sobie kagańca. Staram się więc trzymać jak najdalej od ludzi..

  • Pingback: Przegląd tygodnia #3/06 | Life Manager-ka()

  • Kostka

    Jako że jestem miłośniczką psów, ale niestety nie posiadam własnego chciałabym się dowiedzieć jak właśnie psiarze reagują na takie zaczepianie. Zrozumiałe jest, że nikt sobie nie życzy takiego ataku na własnego pupila. Jednak czy każde naruszenie porządku spaceru jest uciążliwe? Jeśli nie to jak zagadać właściciela żeby go nie zdenerwować, a wywrzeć pozytywne emocje i być może mieć szansę na pogłaskanie pupila? :)

    • Myślę, że to, co jest kluczowe sama już powiedziałaś: otóż, przede wszystkim należy zagać DO WŁAŚCICIELA. Nie to psa, nie w przestrzeń, ale właśnie do właściciela i słuchać tego, co ma on do powiedzenia. Trzeba sobie uświadomić, że to właściciel zna najlepiej swojego psa – jeżeli twierdzi, iż pupil nie lubi głaskania i mizianki od obcych sprawiają mu dyskomfort to trzeba to uszanować i dać spokój.

      Poza tym, dobrze jest wykazać się odrobiną wyobraźni i spróbować się postawić na miejscu opiekuna psa. Kiedy jadę ze swoim psem tramwajem, chcę, żeby siedział spokojnie w jednym miejscu i to jasne, że próby kontaktu z drugiego (bez względu na to, czy chodzi o szerokość, czy o długość wagonu) końca pojazdu będą mi działać na nerwy. Pies np. podniesie się, zablokuje przejście, inni pasażerowie będą chcieli wsiąśc lub wysiąść i będę musiała psa usuwac im z drogi… Ogólnie, komunikacja miejska, przejścia dla pieszych, etc. to nie są dobre miejsca na integrację. ;) Jeżeli natomiast jestem w psem na spacerze, a pies jest spuszczony ze smyczy nie mam problemu z tym, że ktoś do mnie podejdzie, zagada, etc. „To pani piesek, jaki ładny” to dobry starter, który nastroi mnie pozytywnie. Potem wystarczy zapytać „Czy można pogłaskać?”, a ja chętnie przywołam psa do siebie i udostępnię jego futro przechodniowi do głaskania. Ale nim to zrobię zapewne poinformuję, czego chciałabym od głaskacza i trzeba to uszanować. Zawsze kiedy spotykam się z miłą rekacją otoczenia staram się takiej osoby użyć szkoleniowo. Dlatego na pytanie „czy można pogłaskać?” zwykle odpowiadam „a czy mogę panią/pana przy okazji wykorzystać?” (tak, wiem, dwuznaczne). Nie wymagam wiele, tylko tyle, żeby mój pies podszedł do mnie, wytrwał w siadzie kilka sekund i potem na „dobrze, przywitaj się” podszedł do głaskacza (który nie powinien psa rozpraszać, kiedy wykonuje komendę bo to jeszcze nie ten etap). Dodam, że zwykle kiedy tłumaczę o co mi chodzi to słyszę „a to nie”.

      • Kostka

        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Wszystko jasne i całkiem logiczne :)
        Bardzo się cieszę, bo z tego wynika, że dotąd postępowałam jak należy, wystarczy się postawić w czyimś miejscu.
        Rozśmieszyło mnie to, że ludzie nie mogą poczekać chwilki na to upragnione pogłaskanie futra psa :) Ciekawe zjawisko.

        • Kostko, zainspirowana Twoim komentarzem – bo faktycznie trochę po tych wpisach utrzymanych w tonie „proszę zostawić psa w spokoju” psiarze wychodzą na dość antypatycznych – napisałam poradnik obsługi właściciela i jego psa ( http://trendzseterem.blogspot.com/2014/06/p-i-e-s-czy-pies-cz-2.html ). Komentarze już wskazują, że powinna powstać kolejna część, więc tym bardziej dziękuję za inspirację. :)

      • O Pieseczek

        To jest moim zdaniem fajne podejście – wykorzystanie „głaskacza”. Też miałam o tym napisać, ale widzę, że mnie ubiegłaś. Moja Lajka boi się dzieci, więc każdego dzieciaczka pchającego się do piesy z łapami wykorzystuję do socjalizacji. Tłumaczę dzieciakowi, że piesek się boi i jak się z pieskiem grzecznie przywitać, wciskam w małą łapkę garść smakołyków i nadzoruję zabawę. Na ogół nie mamy większych problemów – dzieci są często bardziej pojętne od dorosłych.

  • Świetny wpis. Będę udostępniać u siebie przy najbliższej okazji. Moja Nela jest wzięta z Korabiewic. Jest sporym psem, który nie lubi głaskania po głowie, nawet jako szczeniak ostatnia z miotu pozwalała się wziąć na ręce. Taki dzikus troszkę ;). Do tego jest nieprzyzwyczajona do dzieci. Każda próba pogłaskania może się skończyć tragicznie, nawet gdy mam ją na smyczy. Niestety, rodzice tego nie rozumieją…, a moje uwagi i prośby o nie zbliżaniu rąk do psa z reguły są traktowane w najlepszym wypadku jak dziwactwo. Ostatnio zakupiliśmy jej obrożę z ćwiekami, trochę działa psychologicznie odstraszająco :)

  • Gawor

    A ja mam trochę inne pytanie… mój york (o wiele większy od tych typowych miniatur) jest bardzo bojaźliwy. Jest sytuacja, że idę z nim na spacer i widzi naprzeciw siebie innego psa. Stoi wtedy jak wryty, nie chce się ruszyć i panicznie chodzi wokół mnie, oplątując smyczą. Jako, że czasami nie chce mi się obchodzić specjalnie inna trasą, to biorę go na ręce delikatnie i przechodzę parę metrów z nim, wtedy słyszę od właściciela psa, którego mój Timon się wystraszył „Co to za pies, że trzeba go na ręce brać i się boi, do schroniska z takim utrapieniem!”. Robi mi się przykro wtedy i odpowiadam czasami, że z „Pani zachowaniem to proszę się skierować do szpitalu psychiatrycznego, co to za człowiek, że niewinnego psa się czepia”. Nie wiem co mam robić, podejrzewam, że na pewno coś źle robię, ale szkoda mi go na siłę zmuszać, że ma przechodzić koło psa, którego się boi. Co najciekawsze, obcy pies nie musi być duży – przy małych lub równego sobie wzrostu też tak się zachowuje. :(

  • Ada

    U mnie problemu z spacerami nie mamy, bo zazwyczaj wychodzę na nie po 22 a w ciągu dnia korzystam z uroków działki. Mam dwa psy: seniorke pekińczyka i wielorasowca Nore. Pekińczyk to mała zła istosta, kochająca tylko babcię, a Nora to typowe ADHD kochające prawie wszystkich. Czemu prawie? Bo „miłość” okazuje tylko na swoim terenie, a na spacerach nietoleruje zbliżających się ludzi (chyba,że ich często widuje „u siebie”) czy psów. A więc: dzieciaki sąsiadów grają w piłkę, rysują kredą po chodniku itp. a od czasu do czasu przyjdzie im do głowy wsadzić rękę by pogłaskać, mimo tabliczki ostrzegawczej, bo ta tak ładnie się wita jak ktoś przychodzić, piszczy, podskakuje a druga to taka mała, puchata co może zrobić.
    Pekińczyk to nawet nie zliczę ile osób dziabnął przez siatkę, a Norze raz się udało złapać. Dziecko pogłaskało pieska po główce, piesek po zapaleniu ucha, boli więc ugryzło. Do krwi. Matka dzieciaka dobija mi się do furtki, więc wychodzę pytam w czym problem. Nie będę cytować przekleństw, ale oprócz nich stwierdziła, że jak taki pies agresywny to go trzeba uśpić i mnie poda do sądu. Szczęka mi opadła, odpowiedziałam jej w kilku prostych zdaniach i wróciła do domu razem z psem. Kobieta oczywiście widząc brak większej reakcji z mojej strony zaczeła krzyczeć na dziecko po co pchało łapy do psa. Jakby nie można było tak wcześniej. Miałam kiedyś też dwa duże psy: owczarka niemieckiego i kaukaskiego. Kakukaza to dzieci z całej okolicy znały i codziennie jakieś podlatywało do ogrodzenia i wołało „Iwan,Iwan chodź tu”. Ten jednak kochał dzieci, więc nic się nie stało. Natomiast „wilk”, pies odebrany z pseudohodowli olewał to co się dzialło za furtką i nie podchodził jak ktoś wołał. Najwyżej poszczekał z daleka. Do czasu. Ugryzienie, policja (czy pies szczepiony,czy teren oznakowany itd.) Kogo ugryzł? Faceta po 30-sce, który chciał pokazać córce jaki ładny pies…

  • Wiki

    Ludzie są bezmyślni w tym temacie.
    Mam Malamuta, półrocznego, teraz już jakoś ludzie się hamują, ale kiedy był mniejszy KAŻDY, dosłownie każdy kiedy szłam go wołał. I te ciągłe piski, wzdychania, i wykrzykniki: o jeju, jaki śliczny/słodki/kochany/fajny/ jakby zabawkę oglądali.
    W wakacje mieliśmy jechać z chłopakiem i naszymi psiskami pod namioty. Obładowani bagażami, ja z moim Misiem na smyczy, lecimy na pociąg, i słyszę kolejną co do swojego psa mówi: daj buzi mamusi. O JEJKU PATRZ JAKI SUPER, i mi go woła… Pies mnie szarpnął lecąc w jej strone, ja leże na chodniku z torbami wokół, a co robi to przeklęte babsko? JAK GDYBY NIGDY NIC pogłaskała pieska, pozachwycała sie, wytarmosiła go i poszła. Ludzie nie potrafią pojąć, że jeśli pies jest na smyczy i idzie obok właściciela to do cholery nie wskazane jest przywoływanie go, i wyciąganie łap po usłyszeniu żeby psa nie głaskać. IDIOCI

  • Jamnik

    My z Jamnikiem dość często spotykamy się z sytuacją kiedy ktoś chce parówa pogłaskać. Parów ma swoje preferencje. Kiedy byłam nastolatką głupio mi było odmawiać, bo widać że ludzie nie chcieli zrobić nic złego. Teraz jako dorosła kobieta wyrosłam na niekontaktowego chama. A co u nas skutkuje najbardziej? Gadanie do psa. Jamnik jest egzemplarzem, którym mogę manewrować („szybciej”, „wolniej”, „prawo”, „lewo”, „uważaj skręcamy”, „noga”, „czekaj”). Zwykle gadam do niej żeby ułatwić nam życie i ponieważ, nie ukrywajmy, samotna jestem i lubię sobie do psa pogadać. A że gadam do niej w trzech językach… Zwykle jest to mieszanka japońskiego z angielskim i zostawia potencjalnych głaskaczy z wielkim WTFem na obliczu. Widzę, że ktoś się zaczyna parówem interesować więc proszę ją żeby zwolniła, przeszła na prawą stronę, chwalę (oj chwalenie ludzi bardzo odstrasza, a ja entuzjastycznie chwalę: „prawo”, „DOBRZE! DOBRE ZWIERZĄTKO”) i zwykle idziemy dalej. Posiadanie psa który reaguje na polecenia, których nie trzeba wykrzyczeć również wzbudza respekt, zwłaszcza jak się psa prosi o przejście na drugą stronę i posadzenie kuperka na chwilę. Ponadto nie boję się być chamem i to widać, jeśli idzie ktoś z naprzeciwka kto ma błysk głaskacza w oku, to przerzucam jamnika (jeśli już tam nie jest, mam zakodowany odruch osłaniania jej własnym ciałem) na moją prawą stronę i zwyczajnie zasłaniam nogami. Mam w nosie czy ktoś się poczuje obrażony. A jak zostaniemy spytane czy można pogłaskać, to odpowiadam, że „niestety nie” w przypadku dzieci, tudzież „że trzeba zapytać Jamnika”. Jeśli Jamnik nie ma ochoty, można wtedy żartobliwie powiedzieć, że Jaśnie Parów dzisiaj nie w nastroju. Chociaż ludzie przed jamnikami mają respekt, pamiętam jak kiedyś pan, który wszedł do pomieszczenia w którym znajdował się parów z zaskoczeniem zapytał „ojej, jamnik i nie gryzie?”.

    A swoją drogą, dzieci potrafią być rozbrajające. Przechodziłyśmy raz koło pani idącej z dziewczynką. Dziecko trzymane za rączkę, na oko 4 letnie. Kiedy zobaczyło Jamnika entuzjastycznie wykrzyknęło do rodzicielki: „Mamo, mamo będzie padać, jamniki nisko przelatują!”

  • Jak ktoś mnie pyta o możliwość pogłaskania, to odpowiadam „I tak się Panu/Pani nie uda” – Locha skutecznie ucieka przed rękami obcych a nawet rodziny. To jest niezwykle skuteczne, bo ludzie boją się porażki i nawet nie próbują ;)

  • Zocha27

    Niestety opisałaś, aż za dobrze znane nam zjawisko ;) Zula jako mały czarny piesek, znający różne sztuczki, ze swoimi szelkami moro i napisem FBI, do tego z młodą właścicielką… Gorszego połączenia niestety do tej pory nie znalazłam. Chociaż, co ciekawe, zauważyłam że największe zaczepialstwo pojawia się gdy mam czerwone lub pomarańczowe włosy. Jadąc autobusem ludzie często mnie zaczepiają ”o jaki śliczny piesek!!!”, ale z farbowanymi włosami NIE zdarzyło mi się jechać ztm bez choć jednej zaczepki. Nie wiem od czego to zależy :P (ma to też drugą stronę medalu – na przejściach dla pieszych od razu przepuszczają :3 )
    Ja najbardziej nie lubię cmokania na psy kiedy jadę np. metrem. Pies w metrze do tej pory budzi zainteresowanie niemal całego wagonu, mogę to zrozumieć, ale kiedy pasażerowie wyciągają ręce i cmokają, dostaję szału. Do tego Zula nie jest fanką całego świata, a nie zawsze mam czas na reakcję… Przy dzieciach zawsze ją mocniej trzymam, bo niestety zbyt często dzieci z piskiem biegną w naszą stronę bo ”MAMOOO PIESEEEEK!!!”. Dzisiaj też dwójka kilkulatków do nas nagle podbiegła, Zula pokazała zęby i zaczęła szczekać… Mama z wózkiem na ten widok ”dzieci, piesek nie chce się przywitać”.

    To tez bardzo lubię – to zawsze ”piesek nie chce się przywitać”, ”piesek nie chce podejść”, ”gdzie piesek idzie” etc etc. Mam wrażenie, że większość ludzi traktuje mnie tylko jako dodatek do psa. Nie rozumieją, że to JA decyduję czy z psem podejdziemy, czy zechcemy się przywitać czy nie.
    Pamiętam, miałam też raz sytuację kiedy akurat ćwiczyłam z Zulą obedience, kiedy jakiś facet usiadł na ławce i zaczął cmokać. I tak cmokał. Przez cały nasz 10 minutowy trening….

  • Nasza sąsiadka, z którą swego czasu spędzałam sporo czasu na spacerach, ma sukę posokowca bawarskiego. Wszyscy chyba wiedzą, że psy tej rasy zazwyczaj (co nie znaczy, że zawsze) są bardzo pozytywnie nastawione do całego świata, ludzi, psów. Owa sunia też. Najchętniej przyjmowałaby głaski od wszystkich napotkanych ludzi. I tak się dzieje kiedy ubrana jest w różową/fioletową lub inną „babską” obrożę czy kolorowe szelki – psina zaczepia wszystkich dookoła i jest ok – wszyscy ją głaszczą, miziają, chwalą jaki to „piękny piesek”. Inaczej sprawa wygląda kiedy ma na sobie szelki lub obrożę koloru czarnego. Wtedy nagle przyjacielski, zaczepny psiak zmienia się w groźnego potwora, który podchodzi do człowieka z zamiarem ugryzienia i lepiej na wszelki wypadek odsunąć się od niego jak najdalej. Według mijanych ludzi, oczywiście. Bardzo zastanawiające jest dla mnie to zjawisko; czy na prawdę kolor akcesoriów czy fakt, że pies ma np. nałożony kaganiec (oo, wtedy to już w ogóle pies – morderca…) decyduje o tym, jaki jest zwierzak?

    • Też zauważyłam tę zależność, u nas Bonzo zasuwający w niebieskich szelkach wzbudza mniejszy strach niż wtedy kiedy chodził w czarnej, skórzanej obroży. A najlepiej dodać jeszcze do szelek kolorową apaszkę, to ludzie niemal się uśmiechają do nas :D

  • GosiaK

    Witam, niestety my też spotkaliśmy się z tym problemem. Nasz pies wymaga bardzo dużo pracy. Pomimo, iż od samego początku chodziliśmy z nim do szkoły (socjalizacja) i pracowaliśmy (dalej pracujemy) każdego dnia, jest psem reaktywnym. Nie lubi dotykania przez obcych. Pies biegający luzem najczęściej w sytuacjach pojawiających się natrętów, odejdzie, ale kiedy jest na smyczy to zaczyna się bronić. W mieście bardzo trudno nam jest skupić uwagę naszego psa (wiadomo: hałasy, gołębie itd.), dlatego bardzo często zabieramy go na wycieczki, podczas których trenujemy samokontrolę. Niestety, nie raz spotkałam się z gwizdaniem, wołaniem czy podjudzaniem go, nie tylko przez dzieci, ale i dorosłych. Co mnie osobiście dziwi, bo to mało sympatycznie wyglądający Owczarek Holenderski. Jest to dla nas bardzo trudne, bo jak Maro się nakręci, nie jest łatwo mu się uspokoić. Po czymś takim najbliższe 20-30 minut polega na znalezieniu spokojnego miejsca, z mniejsza ilością bodźców i rozpoczęcia pracy od nowa. Wczoraj podbiegł do nas młody chłopak i wymachiwał kijem w stronę psa. Nie byliśmy pewni, czy i nam się nie oberwie. Oczywiście, nasze reakcje STOP nie pomogły. Pies nie wytrzymał i wyskoczył z zębami stając na tylnych łapach. Chłopak uciekł w krzaki. Generalnie nic się nie stało, ale po czymś takim jaki obraz w głowie psa zostaje?

    • Bardzo współczuję sytuacji z kijem, chłopak zupełnie pozbawiony wyobraźni. A w sumie tak się spytam – zareagowaliście do tego chłopaczyny i kazaliście mu odejść widząc, że Maro się boi, czy uspokajaliście tylko psa? Pytam, bo sobie pomyślałam, że może pies czuje, że Wy nie macie kontroli nad sytuacją i sam podejmuje decyzje? (To tylko taka moja teoria, nie jestem ekspertem)
      Widać, że wkładacie w niego masę pracy, trzymam mocno kciuki, żeby trening samokontroli przyniósł superefekty.

  • Oliwia

    Dodałaś ten post dawno, ale ja dopiero dziś go przeczytałam. Cody nie lubi dotyku obcych. Gdy ktokolwiek podchodzi i chce go pogłaskać cofa się lub chowa za mną, czasem też gdy ktoś obcy go na siłę podnosi (są takie 11 latki które po mimo moich zakazów dotykania psa to robią) potrafi warknąć i szaleńczo się wykręcać co ma symulować ugryzienie. Tylko dla znanych jemu i mi osób lubi i daje się „miziać”. Moim zdaniem taka nie ufność jest u mnie na + . Dlaczego? Zawsze na dworze się na mnie skupia i nie ma problemu z przywołaniem go. Nie rozprasza się. Mamy tylko problem z biegającymi dziećmi i dzieciakami z rowerami – Cody za nimi biegnie i szczeka. Ale.. Za to wszystkie psy kocha ;D i leci do każdego. To trzeci problem ;p

    • Ojezu, takich ludzi co im mówisz żeby nie głaskali, a i tak ręce wyciągają to powinno się głaskać znienacka – niech zobaczą jak przyjemnie kiedy obca osoba wyciąga łapę do nich i przekracza strefę komfortu :P

  • Joanna Gromala

    Żeby wierzyli, że pies nie lubi, warto powiedzieć, ze sporo mu się od ludzi oberwało i dlatego tak. To zwykle działa, z tego, co wiem…

    • A to prawda, jak mówię, że „on jest ze schroniska” to wszyscy nagle „aaa, no tak, musiało mu się coś złego przydarzyć” i współczują zamiast się obrażać :)

  • szymon

    nienawidzę ludzi cmokających na mojego psa…. chciałbym momentami nauczyć kłaczka, żeby na dźwięk cmokania rzucał sie do gardła

    • Kinga

      hahah mam tak samo!

  • Daria Żakieta

    Mój pies – Ina- od szczeniaka boi się wszystkiego i jesteśmy na etapie tolerowania zbliżających się do nas ludzi. Czasem ktoś próbuje ją pogłaskać, ale jak tylko człowiek wyciągnie do niej rękę, a ona poczuje (ocenia dopiero zapach), że to ktoś obcy, natychmiast odskakuje szczekając i warcząc.
    Czytając ten artykuł zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno chcę to zmieniać :P Gdyby sama tak dosadnie nie wyrażała, że nie chce kontaktu, to pewnie często mielibyśmy sytuacje podobne do opisanych, bo wielu osobom się Ina podoba.

    • Wcale się Inie nie dziwię :) Ludzie mają jeszcze to do siebie, że rękę do głaskania wyciągają zwykle z góry, kładąc mu tę dłoń notabene na głowie i grzbiecie. Brrrr.

  • iwonka

    moj pies – moja odpowiedzialnosc – moja decyzja – jestem wlascielem, a co pies chce to niewazne. chillax!

  • Och, miałam dwie takie przyjemności, którymi z chęcią się podzielę:
    1. Moja Lena (w typie labradora, to przecież jest pies już tylko do głaskania) nie lubi dzieci. Najprawdopodobniej nabawiła się traumy po tym, gdy dzieci obok placu zabaw wystraszyły ją okropnie (była wtedy bardzo mała). Pewnego razu idę po parku za osiedlem (mała miejscowość, toteż pies może czasem i bez smyczy pobiegać) i z naprzeciwka nadchodzi rodzina – starsza kobieta, facet i dziecko, pewnie 4-5 letnie. Wiem, jak Lena reaguje na dzieci, więc automatycznie widząc ich z daleka przypinam psa i grzecznie idę bokiem, Lena czując moje zdecydowanie zachowuje spokój. I w momencie, kiedy przechodzimy obok tejże rodziny, dziewczynka z telefonem w ręce (i grającą na full muzyką) zaczyna biec w stronę psa). Lena odskakuje, kurczy się ze strachu, po czym po minięciu ludzi zaczyna na nich szczekać. Możecie się domyślać jaką dostałam wiązankę o kagańcu, dzwonieniu na interwencję i chorobie serca starej kobiety.
    2. Wychodzę z psem „za potrzebą”, Lena zachodzi sobie za krzaczek, żeby załatwić to i owo (czekam na zbiórkę niespodzianki), tymczasem 50 metrów dalej przyślepawa stara kobieta drze się „LEEEENAAAA, LEEEEEENAAAAA!”. Nie ustępuje, chociaż pies chce się w spokoju wypróżnić. Wspaniale.

    • O matko, mega niefajne sytuacje, zwłaszcza z tą dziewczynką 5 letnią. Na usta się ciśnie, że zamiast Wam kagańca, to dziecku smycz powinni załatwić skoro nie są w stanie pojąć i przekazać zasad funkcjonowania w społeczeństwie :P

  • studentwet

    na studiach jest przedmiot etologia, na którym studdenci uczą się zachowań psów i kotów (głównie) oraz innych gatunków (bydło, świnie, konie…). Rzeczywiście nie wszyscy studenci mają dostateczną wiedzę o zachowaniu, nie potrafią odczytywać sygnałów, ale zajęcia prowadzone były naprawdę bardzo dobrze (przynajmniej na moim uniwersytecie) przez świetnych behawiorystów, także miejmy nadzieję, że świaodmość wśród lekarzy weterynarii będzie większa.

  • Pan H

    To czyjś pies może od tak kogoś ugryźć na ulicy? Myślałem, że kagańce są obowiązkowe.

    • nie, nie są obowiązkowe. i ot tak raczej żaden nie gryzie.. Nie trzeba się do psa pchać z łapami to nie ugryzie

  • Drozd

    Ludzie zazwyczaj nie mysla, a jesli juz mysla to tylko o sobie. Dlatego uwazam, ze ta historia opisuje tylko kolejny argument, dlaczego pies, w szczegolnosci duzy, nie powinien mieszkac w miescie, szczegolnosci duzym. Problem nie pojawilby sie, gdyby pies mieszkal na wsi i mial ogrod do polatania. Serce peka mi gdy widze miejskie psy, sami skazaliscie psy na zycie w takich warunkach !!

  • Ozzzzismom

    Strasznie ciśniecie na ludzi. Lubie niektore wasze wpisy ale strasznie razi mnie to mowienie ze ten robi to a ten tamto i jak tak mozna. Nie kazdy musi miec pojecie o psach. A miasto jednak z zalozenia jest dla ludzi i nicczyim obowizkiem nie jest uczenie sie zasad postepowani z napotkanymi psami. To wlascicielom przudalaby sie moze czasem odrobina cierpliwosci i dystansu. Caly dlugi tekst narzekajacy na innych ludzi, ktorzy zwyczajnie nie do konca wiedza(i nie muszą), potem na weterynarzy, przesada…. mojego psa wiele oso chce glaskac ale jakos nie pomyslalam zeby na to narzekac i nie spedza mi to snu z powiek a drugiego psa ktorzy juz nie jest z nami zaczepial ltos non stop. glaskali z pytaniem albo bez. Średnio 3-5 osob na kazdym spacerze (byl oryginalnej urody i z dosc tragiczna przeszloscia) i nie przyszlo mi do glowy zloscic sie na to.. przechodnie nie mysla o tym ze ktos inny tez glszcze, zaczepia, zagaduje i ze to jest uciszliwe dla nas albo psa, ale to nie jest przeciez na zlosc. Po co tak psioczyc? A jeszcze czytam komentarze pod tym wpisem ze „ludzie nie mysla” itp. Masakra. Ej wlasciciele psow nie badzcie takimi ważniakami z kijem w d… Nie kazdy mial w zyciu doczynieni z psami i nikt nie glaszcze psa w zlej wierze…….