ikona-wpisu
Sprawy psiarzy

Psiarz psiarzowi wilkiem

Masz psa. Jest po przejściach, pod opieką behawiorystów, objęty leczeniem farmakologicznym. Pies chodzi na smyczy i w kagańcu, przegania inne psy z warkotem. Według innych właścicieli psów – jesteś świrem.

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie historia Ani, która wykończona kolejną jatką na spacerze, wysłała mi długą wiadomość.

Rok temu przygarnęliśmy z chłopakiem psa z lasu pod Otwockiem. Wystraszonego każdym szelestem kundelka sięgającego do kolana zaczęliśmy uczyć wszystkiego, bo nie miał on pojęcia co to smycz, spanie bez czuwania czy pełna miska. Po miesiącu przypadkiem uciekł z szelek, wylądował na Paluchu. Po 8 godz. psa odzyskaliśmy, niestety w bardzo złym stanie. Jak się później okazało miał uraz brzucha, prawdopodobnie od kopnięcia i musiał trafić do kliniki weterynaryjnej pod obserwację. Po tym wydarzeniu nasz psiak się bardzo zmienił. Stał się bardzo agresywny z początku tylko do ludzi, a później także do psów. Sęk w tym, że pomimo tego, że to mój pies chodzi na smyczy i w kagańcu spotykam się z spotykam się z niesamowitą agresją w stosunku do mnie jak i do mojego psa. Ludzie na nas krzyczą, wyzywają a nawet grożą.

Ty, droga czytelniczko i drogi czytelniku, jesteś prawdopodobnie świadomym opiekunem psa, szanującym przestrzeń ludzi i innych zwierząt. Jednak może znasz kogoś, komu ta informacja pomoże zrozumieć ogrom frustracji z jakim musi sobie radzić sobie Ania i inni opiekunowie psów, które wymagają nieco więcej pracy. Niestety nie wszyscy jeszcze to rozumieją.

Ostatnio jakiś facet krzyczał do mnie, żebym wzięła swojego kundla i że on zagryzie jego psa (mój był na lince i w kagańcu). Jego dużo większy pies podbiegł do mojego i po ataku mojego szczerzył zęby i próbował go ugryźć, a to jego właściciel wyrzucał żółć w moim kierunku.

Pozwalanie psu na podbieganie do innego psiaka bez pytania jest nie tylko niekulturalne, ale również nieodpowiedzialne.

Czy nasze psy mogą się poznać-

Niektóre psy potrzebują przestrzeni ponieważ:

  • Są głuche/ślepe
  • Są w trakcie szkolenia
  • Są w podeszłym wieku
  • Są chore albo w trakcie rekonwalescencji
  • Obawiają się ludzi
  • Nie czują się komfortowo w towarzystwie innych psów
  • Pracują jako psy asystujące/przewodnicy

28568834506593560337013

 

To nie są złe psy. To są psy, które potrzebują przestrzeni. Podobnie ci nieszanujący przestrzeni innych nie są złymi ludźmi. Sądzę, że zwyczajnie nie rozumieją tych pierwszych.

Jeśli ktoś puszcza psa to zakładam, że jest łagodny i że panuje nad nim. Niestety w praktyce jest inaczej. Ludzie patrzą na nas jak na dzikusów albo co najmniej psychicznie chorych.

Nieważne, czy „Twój pies jest przyjazny”, czy „nic nie zrobi” lub też „chce się tylko przywitać”. Nie chodzi o Was, chodzi o tamtego psa. Jeśli zostaniesz poproszony o odwołanie psa – zrób to proszę bez wymówek. Zaufaj, że tamten opiekun psa ma ku temu powód.

Wśród prawdziwych psiarzy obowiązuje zasada #1

 

recite-21279--583293508-12hqlap

 

oraz zasada #2:

 

recite-11000--578193135-cjchr0

Ta zasada jest zapisana w regulaminie utrzymania czystości i porządku w Warszawie w rozdziale VI §28 pkt 7:

Dopuszcza się zwolnienie psa ze smyczy jedynie w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi oraz na obszarach oznaczonych jako wybiegi dla psów, pod warunkiem zapewnienia przez właściciela lub opiekuna pełnej kontroli zachowania psa.

 

Mimo tego, ktoś mógłby powiedzieć:

Ale mój pies też musi się wybiegać, specjalnie przyjeżdżam na Pole Mokotowskie, żeby go puścić swobodnie. Wszyscy wiedzą, że tutaj psy biegają luzem, więc dlaczego przychodzić tu na spacer z psem na smyczy?

Park to nie wybieg dla psów. Pole Mokotowskie (i inne parki) jest odwiedzane przez spacerujące rodziny, rowerzystów, biegaczy, psiarzy. Wszyscy mieszkamy w jednym mieście, wszyscy wspólnie korzystamy z przestrzeni publicznej. Przywołanie na chwilę psa nie zrujnuje Waszego spaceru.


 


Dogs-in-Need-of-Space

To cudowne mieć pod opieką bezproblemowego psa, który kocha wszystkich. Niestety nie każdy pies taki jest, a wiele z psów sprawiających (nawet najmniejsze) problemy ląduje w schronisku, gdzie są usypiane lub spędzają całe życie za kratami. Pies wykazujący agresywne zachowania, chodzący na smyczy i w kagańcu nie jest „dziki” czy „szalony”. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że został skrzywdzony, niekoniecznie przez obecnego właściciela. Opiekun(ka) takiego psa to nie świr, ale osoba, która prawdopodobnie poświęca mnóstwo czasu, uwagi i uczucia aby wyprowadzić psa na prostą. Jeśli widzisz psa, który potrzebuje przestrzeni – pomóż mu i zachowaj odległość, a na pewno uczynisz świat odrobinę piękniejszym.

Ludzie nie mają świadomości, że pies może być po przejściach, że to przez krzywdę ludzką jest jaki jest. My kochamy bardzo naszego psiaka i nigdy w życiu nie zrezygnujemy z niego.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Karolina od Niucha

    Dla mnie najbardziej absurdalną sytuacją jest ta, w której obcy pies rzuca się/ warczy/ kłapie zębami na mojego i po moim spokojnym upomnieniu, że prosze psa pilnować/ zabrać/ nie podchodzić zamiast zwykłego PRZEPRASZAM czy po prostu odejścia w swoją stronę – ludzie burzą się jakby to mój pies rzucił się na ich psa. Sytuacji takich miałam niestety wiele. Ludzie zamiast przeprosić za swoje lub psa zachowaie zaczynają zachowywać się tak, jakby to była moja lub mojego psa wina. Niestety nie jest i zazwyczaj wdaję sie w bezsensowne dyskusje prowdzące do niczego innego jak wkurzenia.

    Koleżance się nie dziwie- ludzie nie szanują przestrzeni innych, tym bardziej ich psów.

    • To prawda. Zdarzyło mi się, że nie zauważyłam pana z owczarkiem niemieckim i nie zdążyłam skupić Bonza w związku z czym mój wyskoczył z jazgotaniem do niego strosząc irokeza, tamten nie pozostał dłużny. Zrobiło mi się głupio i po prostu przeprosiłam, powiedziałam, że nie widziałam. Ale mnie samej nikt chyba nigdy nie przeprosił

  • Mam nadzieję, że Ania to przeczyta. Bardzo, ale to bardzo doceniam to, ile wkładasz pracy w swojego psa, a także, że podejmujesz odpowiednie środki ostrożności, aby mimo swojej agresji nie zagrażał on innym. Jednosześnie szalenie współczuję Ci takiej sytuacji. Mam nadzieję, że kiedyś uda się Wam pożegnać ten problem i Twój piesek będzie biegał wesoło bez smyczy razem z kumplami. Powodzenia, trzymam za Was kciuki.

    Jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że jest jeszcze druga – moim zdanie nawet gorsza – strona sytuacji. Ania jest godnym pochwały typem opiekuna, który zdaje sobie sprawę z problemów swojego psa i stara się z nim odpowiedzialnie pracować. Niestety, wiele osób posiadających psy problemowe, w tym również agresywne, zupełnie się tym nie przejmuje, a wręcz uważa, że ich pupile to chodzące ideały, których nie docenia złe społeczeństwo. To są ludzie, którzy stanowią prawdziwe zagrożenie, często bardziej agresywni, niż ich problemowe, niczemu winne psy. Sama przez taką „życzliwą” i „świadomą” osobę zostałam ostatnio zwyzywana od głupich suk: http://trendzseterem.blogspot.com/2014/11/psiodpowiedzialnosc.html
    Ręce opadają.

    • Ania

      O tak, opiekunowie „życzliwi”, „świadomi”, „nieomylni” i w swych psach bezkrytycznie zakochani. Mamy tu taką paniusię z yorkiem (cholera, kolejny zmarnowany, a fajny przecież psiak), pies niepotężny, więc samo przez się rozumie przecież, że bez smyczy, obszczekuje wszystkich i wszystko i po chojracku podbiega nawet do większych psów. Jakieś 2 miesiące temu, kiedy dopiero co wyciągnęliśmy ze schronu nasze przerażone wszystkim 22 kg psa, tfu suczki, wyskoczył rzeczony york na nas zza węgła, ujadając jak zwariowany, Kima ze strachu aż dotknęła ogonem brzucha, nastawiła kompas na dom i w nogi ile sił ze mną na końcu smyczy, york za nami, a paniusia zaśmiewała się do swego towarzysza, żeby podziwiał jakiego to ona ma groźnego pit bulla. Musiała przecież widzieć, jak przerażona była moja dziewczyna, a nawet nie pomyślała o odwołaniu swojego psa. Przyznaję ze wstydem, że tak mnie zaszokował ten brak empatii, że nie pisnęłam nawet słowa.
      Mam wrażenie, że pewna grupa ludzi traktuje „pogonienie” większego psa przez mniejszego, tak samo jak pobicie mężczyzny przez kobietę, jako coś szalenie zabawnego. Agresja, wzbudzanie strachu, ahaha, prześmieszne.
      A gdyby tak zamiast „zwykłego” strachu, Kima miała agresję lękową i kłapnęła zębami, nastąpiłoby zapewne to, o czym pisały tu dziewczyny, odwrócenie odpowiedzialności.

  • Niestety niektórzy właściciele psów też potrzebują opieki psychologa, psychiatry, lub przynajmniej porządnego szkolenia :/

    • Myślę, że w większości przypadków to niewiedza – na przykład dla mnie to jest niewyobrażalne jak można psa prowadzić na kolczatce (najlepiej jeszcze na flexi). Ale nie wiem też jak można szarpać psem jak jakąś szmatą (widuję to zwłaszcza w połączeniu wielki facet + mały piesek). Masakra.

  • Niestety, ale są ludzie i są parapety, jak to mówią. Chyba każdy posiadacz psa miał niemiłą sytuację. Dobrze, że chociaż młodzi ludzie są coraz bardziej ogarnięcie. Najgorzej ze starszymi i takimi cichociemnymi, którzy ze wszystkim mają problem.

    Ja zawsze psa trzymam na smyczy, ale to wiele innych ludzi puszcza swoje luzem bo ”niech się przywitają”. Mi to nie robi, bo moja psina uwielbia zabawy, ale niektórzy potrafią tak zrobić w okolicy ruchliwego skrzyżowania. Kompletna nieodpowiedzialność.

  • Oj, znam temat aż za dobrze, mając małą socjopatyczną chorą suczynę. „Nic nie zrobi”, „chciał się tylko pobawić”, „to jeszcze szczeniaczek, ma dopiero dwa latka”, aaargh. Staram się już nawet nie wchodzić w żadne bezcelowe dyskusje, powtarzam tylko swoją prośbę jak zdarta płyta. A najgorsze rzeczywiście jest to, o czym pisze Karolina – przerzucanie odpowiedzialności. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się, że na (grzeczną!) prośbę o zabranie psa zostawałam zwyzywana od najgorszych, jakby to była moja wina, że ktoś sobie psa nie wychował. Kosmos.

    Aniu, łączę się w bólu i trzymam kciuki za jak najmniejszą ilość mądrych inaczej psiarzy na Waszej drodze.

  • Też znamy takie sytuacje. Niestety na różne żółte wstążki ludzie nie reagują, albo wręcz odwrotnie pytają się po co to. A potem Twój pies jest agresywny, bo jakiś się na niego rzucił. Niestety pewnie najczęstsza przyczyna agresji wśród miejskich psiaków to złe doświadczenia, które wynikły z zachowania nieodpowiedzialnych właścicieli..

  • Szkoda, że wpis poczyta tak mało nie-psiarzy lub pseudo-psiarzy. A przydało by się!
    Choć sama ostatnio zostałam zapytana czy psiak gryzie. Gdy odpowiedziałam, że jest niepewny i raczej nie pozwalam głaskać, odpowiedziano mi uprzejmie i spokojnie, że w takim razie podziękują i nie będą psiaka niepokoić. Aż sama się zdziwiłam, że tak można!

  • Asia

    Skąd ja to znam… Nasz psiak, też toleruje tylko wybrane psiaki i niektórzy nie są w stanie zrozumieć, że skoro ich pies jest przyjażnie nastawiony, to moj też taki ma być. Mój jeśli idziemy gdzieś w okolice uczęszczane przez ludzi i psy, jest zawsze na smyczy, a spuszczamy go dopiero na terenie gdzie wiem, że nie będzie go żaden psiak irytował.
    Ale ludzie nie są w stanie zrozumieć próśb o zabranie swoich zwierzaków, nawet jak mój warczy na tamte. To wtedy mój jest zły i dzikus… Ciężko jest z ludzmi.. ale walczymy i się nie poddajemy.

  • BialyJack

    Ostatnio była o tym dyskusja na jednym z forów internetowych. Ja nie rozumiem tego, dlaczego ludzie mają ogromną potrzebę, aby ich pies przyjaźnił się ze wszystkimi dookoła, nawet bez zastanowienia o tym, że ktoś sobie nie życzy. Oburzenie jest wtedy ogromne, no bo jak to tak można nie chcieć, żeby pies się zaprzyjaźnił? Na pewno i właściciel, i pies są walnięci, i psa w ogóle się powinno zabrać od takiego człowieka, bo biedny zwierzak nie może mieć przyjaciół. Szczytem była kobieta idąca środkiem alejki w parku ze swoją matką, obie w futrach, przed nimi york luzem pędzi z warkotem na naszego psa, na smyczy, wtedy liczącego z 7-8 miesięcy. Co robi pani? Nie przyspiesza, nie wyjmuje smyczy, tylko krzyczy „Pusiu, nie wolno gryźć piesków!”. Pusia miała gdzieś, co mówi pańcia, ja swojego psa szybko wzięłam na ręce, bo biedak próbował się wywalić brzuchem do góry, ale york nadal go kąsał. W krótkich żołnierskich słowach poinformowałam panią, co o niej myślę, i co zaraz zrobię, jeśli nie zabierze psa. Chyba zadziałało, bo nagle znalazła się smycz, choć ja zostałam nazwana „poje*aną”. Mój facet był w szoku, ja miałam miękkie nogi i aż mnie telepało ze złości. Niby york to zwierz niewielki, ale tym trudniej jest go odsunąć, złapać, plącze się pod nogami, a jak wysunę stopę, to jeszcze go złamię albo coś…

  • Dorota Mi

    Każdy patrzy po swoich doświadczeniach i względem swoich potrzeb. Rozumiem właścicieli psów po przejściach, bo sama miałam psa ze schroniska na „dom tymczasowy” i wiem ile trzeba włożyć pracy, by im pomóc.
    Ale… co do Pól Mokotowskich, nie mogę się zgodzić z treścią artykułu. Na łączce koło Merlina jest miejsce gdzie psy są spuszczane ze smyczy i przychodzą tam właściciele z psami nieagresywnymi, żeby te mogły się wspólnie wyszaleć i wybawić. Nie ma dużo takich miejsc w Warszawie i też rzeczona łączka nie zajmuje całego parku tylko jego część. Nie rozumiem więc osób mających psy z problemami behawioralnymi, które nieraz na siłę się tam pchają, trzymając na środku łączki psa na smyczy, co potęguje stres zwierzęcia, a dodatkowo może stworzyć niebezpieczną sytuację prowadzącą do stadnej agresji. Po jednej i drugiej stronie „barykady” są osoby ze zrozumieniem, tak samo jak są i te ślepo zapatrzone w swój punk widzenia. Trzeba wypracować kompromis jak na basenie gdzie są wydzielone pasy dla osób które pływają sportowo i dla tych, którzy się dopiero uczą. Całe szczęście niedługo ma powstać oficjalny wybieg dla psów na obszarze Pól Mokotowskich, więc podejrzewam, że ten jeden problem zniknie.

  • Ad

    TAKI MÓJ WŁASNY WKŁAD W LEPSZE ZROZUMIENIE POMIĘDZY PSIARZAMI I NIE TYLKO https://dogdresscode.pl/pl/i/Wizja/24
    proszę nie postrzegać tego jako reklamy, chętnie rozdaję produkty za darmo dla organizacji oraz sprzedaje bez zysku dla osób prywatnych – w myśl mojej dość odległej, wizjonerskiej idei – lepszego zrozumienia.

  • Wienio

    Szkoda mi psów które chciały by się przywitać a mają szurniętych właścicieli. Albo ich pies tam został raz czy dwa poturbowany przez innego psa i od tej pory dla właściciela wszystkie psy to wrogowie.

    • A po czym poznać takiego szurniętego właściciela? Ja mam taką zasadę, że pies na smyczy = nie ma witania się, bo język ciała jest zaburzony. Niezależnie od tego czy to mój jest na smyczy czy ten drugi.

      • Wienio

        Ja czuję kiedy pies jest więźniem na smyczy i ma szurniętego właściciela który w każdym psie widzi wroga.

  • wienio

    Szkoda mi psów których właściciele nie pozwalają się przyjaźnić i poznawać z innymi psami. Po co taki ktoś brał sobie psa skoro nie rozumie jego potrzeb.

    • Wienio, przeczytaj ze zrozumieniem artykuł. Dotyczy czegoś zupełnie innego.

  • wienio

    Myślę że czasem spotkanie takiego psa co jak jest napisane potrzebuje przestrzeni z psem z dobrą energią może mu pomóc.

  • Wienio

    „Zaufaj, że tamten opiekun psa ma ku temu powód.” – Często mam wrażenie że taki opiekun jest albo gburem albo nie zna się na psach i wrzuca wszystkie do jednego worka.

  • Żuk Żuk

    Moja piesa do dzisiaj boi się małych dzieci. Kiedy była malutkim szczeniakiem, na nieszczęście była słodka jak kilogram cukru. Wszyscy – dosłownie wszyscy mijający nas rodzice z dziećmi ciumkali „patrz jaki mały piesek, pogłaszcz”, w ogóle nie pytając mnie o zdanie, zupełnie jakbym nie istniała. Gdy zwracałam uwagę „proszę nie głaskać psa” słyszałam „ale przecież taki mały piesek nie ugryzie”. Mnie zupełnie nie chodziło o to, że pies może zrobić krzywdę dziecku, a o to, że 2-3-4 latek może zrobić krzywdę psu. Bo one podchodziły i swoimi nieskoordynowanymi ruchami robiły „pac pac” po psie. Gdy tylko zbliżało się małe dziecko widziałam, jak piesa kuli ogon i kładzie uszy po sobie. Za każdym razem, gdy prosiłam, aby bez mojej zgody nie głaskać psa, patrzyli na mnie jak na wariatkę. Najgorsza była sytuacja w parku, gdy ludzie pozwolili sobie podejść do nas w trakcie uczenia się komend i skrzecząc „jaki mały piesek” wzięli piesę bez mojej zgody na ręce i zaczęli sobie robić z nią zdjęcia. Na szczęście gdy urosła i już przestała być ślicznym, puszystym szczeniaczkiem nie wzbudza już takiego zainteresowania. Jednak stres na widok biegnącego, piszczącego dziecka pozostał.

    • Że co?! Jak w ogóle można sobie podejść i wziąć czyjegoś psa na ręce? Twój post mi uświadamia jak ważna jest edukacja społeczeństwa. Trąbi się, że nie kupuj psa na prezent, a tu trzeba zacząć u podstaw-podstaw, czyli pies to nie przedmiot. Skoro ludzie tego nie rozumieją, to jak psom w ogóle ma być dobrze w tym ciemnogrodzie? Uh, jakoś tak się oburzyłam wewnętrznie.

  • GosiaK

    Witam. Mamy psa, (teraz ma 1,5 roku), który nie był skrzywdzony przez obcych. Mieliśmy go od szczeniaka, ale jest to pies o trudnym charakterze. Już jak był szczeniakiem, zaczepiali nas na ulicy ludzie i kręcili głowami, mówiąc że to będzie „dominant”. Na początku nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z czym się to wiąże. Szkołę z nim rozpoczęliśmy, jak był szczeniakiem. Pod okiem trenerów robiliśmy postępy, pamiętając o złotej zasadzie bycia konsekwentnym. Szybko zauważyliśmy, że nas pupil podczas zajęć „odbiega” od normy. Zaniepokojeni zgłaszaliśmy to trenerom i ich jedyną odpowiedzią było „a to szczeniaczek”. Ten szczeniaczek wyrósł szybko i co było dalej? Wywalili nas z zajęć, bo nie wiedzieli jak z nim postępować. Pies reaktywny. Szukaliśmy pomocy. Pierwszych 5-ciu (czy 4-ch, już nie pamiętam dokładnie) trenerów nie umiało sobie z nim poradzić (a w tym, nam pomóc), kolejny trener chciał „złamać” psa siłą. Dopiero później trafiliśmy do małżeństwa, które do każdego psa podchodzi indywidualnie. Dopiero wspólnie z nimi, pojawiając się 3 razy w tygodniu na zajęciach zaczęliśmy widzieć postępy w zachowaniu. Niestety, nasz pupil na widok psów dostaje czkawki mózgu i nie akceptuje dużych samców. Z sukami może pobiegać. Dlatego, wychodząc z psem do lasu/parku mam ze sobą 10 metrową smycz. Kaganiec wisi mi przy pasku – zakładam kiedy jest potrzeba. Jeśli chcę by pies się wybiegał, to przypinam go do roweru i jedziemy. Albo zakładam mu sakwy, albo robimy tropienie, albo na grzbiecie niosę ze sobą sprzęt do agility – do wyboru. W naszym przypadku sam powolny spacer po parku to za mało. Musi pracować. A do czego zmierzam. Mój pies zachowuje się w danym momencie nieprzewidywalnie i dlatego zawsze jest na smyczy. Ale ludzie tego nie rozumieją pozwalając by ich psy bez pytania podbiegały do naszego. Z czego wywiązuje się jatka a ja w pracy nad psem jestem kilka kroków w tył. Nie rozumieją tego. Słyszę zarzuty „co jest nie tak z tym psem?” Nic! Nie lubi jak inny pies włazi mu na głowę. On taki jest i teraz moją ciężką pracą jest jego ułożenie. A takie akcje, tylko pogarszają i tak trudną sytuacje. Kiedyś podbiegł do nas duży pies (mój był na smyczy) i co usłyszałam od właściciela? „że JEGO pies sobie poradzi” a mój? a ja? Boje się obcych psów a jeszcze bardziej nieodpowiedzialnych właścicieli. Nie wiem, jak mam się przed nimi bronić.

    • Doskonale rozumiem sytuację. We mnie takie sytuacje wywoływały z jednej strony poczucie bezsilności, a z drugiej frustrację. Zauważyłam, że w naszym przypadku pomaga zasłonięcie psa sobą i samodzielne przegonienie obcego psa poprzez wyprostowanie się, „twardy wzrok” i tupnięcie i powiedzenie „Nie”, „a-a” czy inne hasło powiedziane zdecydowanym głosem. Psy załapują aluzję zawartą w mowie ciała i spadają (przynajmniej te, które spotykam na swojej drodze, których mój pies nie lubi) Z ludźmi nie ma co dyskutować, tylko się człowiek nadenerwuje.

  • Mo

    Zgadzam się w stu procentach z powyższym apelem. Ja byłam za to uczestnikiem sytuacji dość podobnej, aczkolwiek … Mój psiak- 10 miesięcy ciekawości, snuł się pod smyczą po Górce Kazurce. Aż tu z nagła wybiegł szorstkowłosy kundelek, bez smyczy, bez kagańca, szczerząc kły i ujadając, wprost na mojego psiora. Właściwie tylko moja wyprostowana noga zdołała powstrzymać agresora. I tu – wiem – kajam się, podobno nie powinno się interweniować między psy, ale jak to psia mama – poddałam się odruchowi bezwarunkowemu i stanęłam w obronie. Wzięłam swojego osa za szelki na bezpieczną wysokość, a z właścicielką wdałam się w kłótnie, bo: uważam, że skoro pies przejawia zachowania socjopatyczne, to przynajmniej smycz jest obowiązkowa. Ale według tej dość a-społecznej kobiety, nie było problemu. Doceniam to, co kobieta zrobiła dla psiaka (za pewne po przejściach), ale nie rozumiem jej podejścia. Słusznym jest apel do psiarzy, aby godzić się z odmową, ale wnoszę też apel, aby myśleć nie tylko o komforcie swojego psa, ale też innych współużytkowników przestrzeni.

  • Lakhisz

    Co prawda temat sprzed kilku miesięcy, ale postanowiłam się wypowiedzieć ;) Mój pies to adoptowany ze schroniska w Falenicy mieszaniec wyglądem przypominający boksero-hienę. Kocham go nad życie, jednak nie ukrywam, że jego agresja w stosunku do innych psów w wielu sytuacjach była dla mnie powodem frustracji i smutku, bo chyba każdy właściciel psa chciałby, żeby jego „synek/córeczka” miał kolegów do zabawy. Jednak to, co często doprowadza mnie do szału to głupota właścicieli innych psów. Morris (moje psisko) jest dość pokaźnych rozmiarów, mimo tego że mieszkamy na Wawrze i raczej nie spotykamy wielu ludzi i psów, na spacery wychodzę z nim zawsze na smyczy. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w dość nieprzyjemnej wymianie zdań z Panem, którego pies zaatakował mojego. Od początku: idę sobie ja, idzie Morris, łączy nas czarna taśma długości ok. 2 metrów ;) z naprzeciwka jadąc na rowerze wyłania się Pan na oko w przedziale 45-50 lat, obok niego biegnie luzem średniej wielkości kundelek, oczywiście bez kagańca. Ja odruchowo skracam smycz a kundel rusza sprintem w stronę mojego psa, który już obniża podwozie i jeży się na grzbiecie. Krzyczę do Pana, żeby odwołał psa, ale Pan nie widzi problemu, przecież to tylko psy, co za chwilę udowadnia jego pies ujadając jak opętany. Pan łaskawie podjeżdża do mnie i mojej hieny, która najchętniej pożarłaby szczekające coś na obiad i…oczywiście, ma pretensje do mnie, bo mój pies jest agresywny i kto to widział. Po ostrej wymianie zdań Pan odjechał z pieskiem a ja wróciłam do domu z jedną myślą: „jak żyć”? Dodam tylko, że przeprowadziłam się z psem pod Warszawę jakieś 3 lata temu, wcześniej mieszkaliśmy na Pradze, gdzie było milion razy gorzej.

  • karate

    Hej hop, niedawno odkryłam Twój blog i bardzo go polubiłam. Sama mam psiaka-znajdkę i sporo czasu zajęło, żeby zaczął się czuć swobodnie w naszym domu oraz w mieście -też należy do psiaków, które potrzebują więcej przestrzeni.
    Czytałam niedawno, że takie psiaki, mogą mieć przywiązaną na smyczy żółtą wstążeczkę(yellow dog project), jako znak dla innych: ‚nie podchodź za blisko, potrzebuję przestrzeni’, jednak w Warszawie jeszcze się z tym nie spotkałam. A Wy? Myślę, że to dobry pomysł, bo taką wstążeczkę widać z ‚bezpiecznej’ odległości i nie narażać psa na nieprzyjemności.
    A opinie innych-tych z psami i bez- na temat naszego postępowania z psem to jakiś fenomen…..

    • No właśnie cała ta akcja z żółtą wstążeczką to w Polszy trochę niewypał – dużo osób mówi o niej w internecie, ale na spacerach raczej się nie widuje, a i ludzie nie ogarniają o co chodzi…