rp_1236763_575923199121324_552399693_n.jpg
Sport i zabawa, Testy i recenzje

Hulajnoga z psem

Jestem zachwycona jazdą na hulajnodze, od tygodnia nigdzie się bez niej nie ruszam. Hulam nogą na obiad, do biblioteki i na egzamin.

Nie ma chyba lepszego sprzętu do poruszania się po mieście. Mogę jeździć po chodniku, ludzie są mili i sami przesuwają się umożliwiając przejazd (zupełnie inaczej niż podczas jazdy rowerem), poruszam się 3 – 4 razy szybciej niż pieszo i wreszcie przestałam się spóźniać. Co więcej, mogę ją wszędzie ze sobą wnieść – byłam z nią m.in. w sklepie, salonie fryzjerskim, tramwaju i metrze. Na dole znajduje się nóżka-podpórka, która pozwala ją wygodnie oprzeć. A jeśli potrzebuję szybko się zatrzymać lub zwolnić mogę użyć hamulca. Ponadto moja hulajnoga jest składana, dzięki czemu zawsze mogę ją złożyć i zawiesić na ramieniu (czy przyczepić do plecaka) dzięki regulowanej taśmie. Ah, no i nawet jak wychylę piwo nad Wisłą wieczorową porą i wracam na hulajnodze (z przystanku Zajęcza do metra Centrum w 10 minut, polecam) to nie czuję na sobie ciężaru spojrzeń policjantów. W razie potrzeby sprzęcior przyczepiam zapięciem do roweru i idę swobodnie załatwiać swoje sprawy.

Kupiłam ją od ulicznego sprzedawcy podczas marcowej wizyty w Berlinie. Handlarz był Turkiem i ani słowa nie mówił po angielsku, ja z kolei nie potrafiłam dogadać się (jeszcze!) po niemiecku, więc targowaliśmy się gestykulując. Zdobyłam swoją hulajnogę za 15 E na berlińskiej ulicy – rozumiecie sami, że jestem do niej bardzo przywiązana.

 

Kiedy ktoś mówi o jeździe na hulajnodze z psem, najczęściej przed oczami stają zawody dla psów zaprzęgowych. Jednak ja mam na myśli zupełnie inny rodzaj sportu – jazdę na zwykłej, rekreacyjnej hulajnodze przeznaczonej dla osób dorosłych, nie mającej nic wspólnego z modelami przeznaczonymi do psich sportów.

 

Wszystko wskazuje na to, że jazda na hulajnodze została stworzona specjalnie dla mnie i Bonza. Jeździmy z Bonzo w dwójnasób – bez pasa biodrowego i z.

 

Hulanie nogą bez pasa biodrowego

Do Pola Mokotowskiego mamy ok. kilometr i przez większą część trasy puszczam Bonzo luzem, a on swobodnie biegnie przy nodze w tempie, które nam obojgu odpowiada. Przechodząc przez ulicę zsiadam z hulajnogi i łapię na chwilę psa po czym znowu wsiadam na mój super sprzęcior, a jego puszczam swobodnie. Na Polu Mokotowskim Bonzi biega luzem, a ja część trasy przebywam na hulajnodze, a przez resztę czasu noszę ją zarzuconą na ramię.

#dog, #scooter and #me on a #sunny #morning #workout

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

Hulanie nogą z pasem biodrowym

 

Jeśli z jakiegoś powodu wybieramy się w trasę gdzie nie mogę go puścić luzem (np. ze względu na bliskość ulicy), gdy zależy mi na czasie albo na porządnym treningu, który zmęczy Bonza i sprawi że glebnie w domu na kilka godzin to na wypad hulajnogowy zakładam pas z linką amortyzującą.
Najczęściej wtedy zamiast na Pole Mokotowskie jadę do Parku im. Żołnierzy Radzieckich. Park ten jest o wiele rzadziej uczęszczany, mało jest tu psów i rowerzystów, dla których mój pies stanowi zagrożenie bo idzie jak królewicz i dopiero na moją prośbę złazi na bok. Bonzi raczej nie ciągnie hulajnogi, tylko biegnie w pobliżu nogi.
Jako, że linka jest dość długa, a pies nie zawsze biegnie po tej samej stronie, mogę na nią niechcący najechać i złapać zająca – dlatego przerzucam ją sobie od góry przez kierownicę i dla pewności i wygody przytrzymuję jedną dłonią.

 

Bardzo polecam poruszanie się na hulajnodze po mieście zarówno bez psa jak i z psem :)

Wpis ukazał się po raz pierwszy w 2013 na blogu znajdującym się pod poprzednim adresem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Rany boskie, też tak chcę :)))
    Wyglądacie na mega zadowolonych :)
    Może i ja do wiosny bym przygarnęła jakąś dwukółkę :D hmmm
    xoxo

    • Gdzieś tu się zapodziały moje odpowiedzi na komentarze. Generalnie koniecznie mnie informujcie jak tam zakup dwukółki, może wymyślicie jakąś nową dyscyplinę z psem i hulajnogą w rolach głównych :)

  • z Fadem mogłabym wylądować w pierwszych krzakach .. w każdych krzakach :)

    • oj tam, jak Fadzioch wydorośleje to on Was będzie ogarniał a nie Wy go :D

  • Pomysł rewelacyjny, na razie poczekam aż niko podrośnie, ze swoim adhd pewnie częściej byłby pod hulajnogą niż obok ;P

    http://swiatniko.blogspot.com/

    • Na początek zawsze można puścić luzem żeby się stworzenie nie zaplątało broń boże. Ale wszystko w swoim czasie, tak, tak :)

  • Hulajnoga z psem – co za fantastyczny pomysł! Do tej pory to tylko bieg przy rowerze, nawet przez myśl nie przeszła hulajnoga :) Świetna inspiracja.

    • No nam odpada jednak rower z psem, bo się Bonzo spina ewidentnie, że jest na krótkiej smyczy i stresuje podczas biegu. Także hulajnoga wynikła trochę przypadkiem, ale faktem jest, ze jakoś przyjemniej mi się z nim jeździ niż na rowerze

  • KickScooter.eu

    Odpowiedziałem na Twój artykuł na swoim blogu o hulajnogach, na który chciałbym zaprosić: http://kickscooter.eu/pl/kolobezka-hulajnoga-z-psem/ . Pozdrawiam ;)

  • Barbara Maleszka-Bojko

    a więc jest nas więcej! cieszy mnie to niezmiernie bo slyszałam już komentarze że jestem za stara na hulajnogę :) co prawda ja dopiero od kilku dni jestem posiadaczka wymarzonej hulajnogi – ale póki co ja i moja Parson Russell świetnie się bawimy (chociaż sądziłam że mam lepsza kondycję ;-) )

    • Nooo, 5 km na rowerze – spoko, ale te same kilometry na hulajnodze – krew, pot i łzy :D Aktualnie niestety nie mam dobrych terenów do jazdy bo się przeprowadziłam, więc trzymam kciuki za Waszą jazdę :)

      • Barbara Maleszka-Bojko

        Dzięki :) póki co jeszcze bez krwi chociaż czasem jak mnie moja sunia szarpnie za innym psem to myślę że wszystko jeszcze przed nami :) ale pot łzy i zakwasy – ooo tak, status-aktywny :):)

  • Też bardzo lubię jazdę na hulajnodze z psem ;) Przez długi czas jeździłam na takiej, jak Twoja – mała, zgrabna. Tylko był jeden minus: można było jeździć tylko po idealnie gładkim betonie. Jednak parę miesięcy temu postanowiłam kupić sobie taką dość potężną hulajnogę – przednie koło ma 26 cali (tak jak rower), a tylne 20. Muszę przyznać, że było warto, bo niby się bardziej męczę niż na rowerze, ale w sumie to lubię to :)

  • Voyt

    Super artykuł. Wrzuciłem link na mojego świeżego bloga o hulaniu hulajpomiescie.blogspot.com zapraszam. Od zeszłego roku hulam, w tym roku zmieniłem sprzęt. Życie zaczyna się po 40 ;)