naopak
Testy i recenzje

Na opak – relacja z drugich klas komunikacji

Psy zaskoczyły nas tym, co nam powiedziały.

Na pierwsze warsztaty pojechaliśmy jako obserwatorzy we wrześniu 2015 roku. Relację z tamtego wyjazdu przeczytacie TUTAJ. Zainspirowani tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy powtórzyć udział w wydarzeniu, tym razem jako aktywni uczestnicy. Przez trzy dni przyglądaliśmy się wyborom naszych psów i innych psich uczestników, uważnie obserwując i analizując (no dobra, czasem też delikatnie przysypiając na słoneczku i scrollując fejsa, kiedy mniej się działo na padoku). Z każdym wyjazdem widzę i wiem więcej i mam z tego nie lada satysfakcję.

Co to są klasy komunikacji?

„Warsztaty pozwalają na zdobycie umiejętności obserwowania i interpretowania komunikacji społecznej psów. (…) Głównym celem warsztatów jest umożliwienie psom rozwijania umiejętności społecznych oraz panowania nad swoim stanem emocjonalnym w kontaktach z innymi psami i ludźmi. (…) W trakcie zajęć, w sposób nieprzymuszony psy wchodzą w interakcje z innymi czworonogami. Wykorzystanie różnorodnych barier i odpowiedniej wielkości przestrzeni gwarantuje poczucie bezpieczeństwa.  (…) Dobrostan wszystkich psów jest sprawą priorytetową.”

Cytat pochodzi z opisu wydarzenia na FB, znajdującego się pod TYM linkiem.

milla

Problematyka psiej główki

Milla boi się psów i radzi sobie z nimi jak umie. W praktyce oznacza to, że na spacerze omijamy dosłownie wszystkie psy i to w dużej odległości. Kiedy widzi innego czworonoga po drugiej stronie ulicy, staje jak wryta i patrzy nieprzyjaźnie. Trudno ją odciągnąć, nie odrywa wzroku od „zagrożenia”. Problem występuje niezależnie od wielkości psa. W naszej okolicy nie ma zbyt wielu podbiegaczy, ale jeśli się zdarzy i delikwent/delikwentka podejdzie zbyt blisko, zostaje rozpoczęty proces anihilacji wroga: przywalić do ziemi, przytrzymać i warczeć nad głową. Coraz częściej udaje nam się rezygnacja z obserwacji zagrożenia – jeśli tylko możemy jej zaproponować zabawę szarpakiem (o czym pisałam TU), szybko wybiera memłanie sznurka zamiast czołowe z psem.

13123092_919827584782538_3493133486127402877_o

Wyobrażenia

Oboje mieliśmy wizję, że Milka będzie robić na klasach gruby rozp******. Nauczeni życiem wiedzieliśmy, że główną obroną Milli na wyjście z sytuacji jest atak, robienie warkoczącego rabanu, kładzenie pyska na grzbiecie drugiego psa, zakładanie nelsona. Dodając do tego bokserzą zapalczywość, wiedzieliśmy, że wieziemy ze sobą zawodnika wagi ciężkiej. Troszkę się nawet śmialiśmy, że nasz pies z pewnością zostanie czarną owcą tego wyjazdu. Poza tym spodziewaliśmy się, że Milka jak tylko zobaczy dużo ludzi, którzy mogą ją wygłaskać i obdarzyć spojrzeniem to natychmiast poleci do nich na łeb na szyję.

Rzeczywistość

Suka nam utarła nosa po całej bandzie. Już od pierwszej interakcji okazała się najuprzejmiejszym psem świata. Wystarczyło wejść z nią na padok, a ta już wiedziała co robić – powąchała tu, powąchała tam, przekąpała się w wodzie (między każdą z tych aktywności uważnie obserwowała psa zamkniętego na wybiegu) i już panienka gotowa, żeby lecieć do psa i spokojnie się zapoznawać. Szast – prast, dziewczyny-organizatorki mówią, żeby otwierać bramkę, niech psy się poznają. Przyznam, że mimo, że ufam Paulinie i Marinie, to przeszedł mnie dreszcz na tę myśl (wewnątrz krzyczałam „czy Wy wiecie co robicie?!”). Oczywiście niesłusznie, oba psy świetnie sobie dały radę, ganiały się prowadząc swoją grę, a mnie na przemian przepełniał zachwyt nad Millą („Jezu, nie wszystko stracone!”) i wstyd, że w nią nie wierzyłam. Przez cały wyjazd zachowywała się genialnie. Poza tym, dowiedzieliśmy się, że Milka w gruncie rzeczy obawia się obcych ludzi – wskazuje na to sposób w jaki witała się z osobami obecnymi na placu. Podchodziła do nich od tyłu, łopocząc ogonem na lewo i prawo – to drugie oznacza w tym przypadku ekscytację zamiast radości.

BONZO

Problematyka psiej główki

Z Bonzem i psami właściwie nie mamy żadnych problemów (hehe, kto by się tego spodziewał jeszcze kilka lat temu). Bonzo nie wykazuje zazwyczaj chęci wchodzenia w kontakt z obcymi samcami, czasem decyduje się na podejście do suczki. Boi się większych od siebie psów (typu hovawart czy owczarek niemiecki), dlatego te omijamy szerokim łukiem. W ogóle Bonzo jest psem bezproblemowym, w tym sensie, że decyzje, które podejmuje, są z naszego punktu widzenia słuszne. Jedyna niezgodność między nami występuje przy goszczeniu mężczyzn w mieszkaniu (o czym pisałam TU), ale i ten strach staje się coraz mniejszy dzięki wizytom kumpli (o treningach i postępach przeczytacie TU).

13112933_919827558115874_3034346095201062293_o

Wyobrażenia

Wzięliśmy go na klasy tylko dlatego, że i tak jechaliśmy całą ekipą, więc uznaliśmy, że przy okazji skorzysta. Wiedząc jak spokojnie się z nim chodzi na spacery (głównie bezsmyczowe), byliśmy spokojni. Nie od dziś się u nas mawia, że „Bonzo wie rzeczy”, dlatego wyobrażałam sobie, że może wyjdzie na kilka interakcji i, ba, może nawet pomoże w komunikacji jakiemuś innemu psu.

Rzeczywistość

Bonzo na miejscu zupełnie się poskładał. Mimo, że byliśmy w tym samym ośrodku w zeszłym roku, więc znał pensjonat i otoczenie, tym razem wcale się tak łatwo nie uspokoił po przyjeździe. Podejrzewam, że mogła to być w dużej mierze kwestia malutkiego, jednoosobowego pokoju, w którym mieszkaliśmy. Kiedy wychodziliśmy, za każdym razem było widać niemal fizyczny ból w jego oczach, wielokrotnie uspokajaliśmy go zanim decydowaliśmy się opuścić pokój. Na domiar złego pierwszego dnia przychodziliśmy do pokoju trzy razy tylko po to, żeby zabrać z niego na interakcję Millę – Bonzo szalał z rozpaczy. No bardzo smutny był nasz koleżka. Kiedy wyszedł na swoją pierwszą interakcję był bardzo niepewny, widać było, że źle się czuje i nie ma ochoty na kontakt z innym psem. Łącznie wyszedł na trzy interakcje z suczkami, ale niestety za każdym razem jego stan się pogarszał i wykazywał coraz większe oznaki niepokoju. Podczas drugiej interakcji przebywaliśmy na wybiegu, na zewnątrz była miła suczka, Pepa. Bonzo już podczas poznawania przestrzeni zaczął popiskiwać z zaniepokojenia. Jego trzecia interakcja niestety wypadła podczas deszczu – o nie, tego było za dużo dla Bonzika i właściwie od razu po wejściu zachęcał nas do wyjścia. Dawno nie widziałam go tak rozbitego jak podczas tego wyjazdu i było mi go strasznie szkoda. Dowiedzieliśmy się, że Bonzo boi się ludzi i psów. Jeśli chodzi o ludzi – no shit Sherlock, zgadzam się w zupełności, w kwestii strachu przed psami – hm. Na co dzień na pewno obawia się większych od siebie, ale niekiedy sam wybiera uprzejmy kontakt z drugim psem i w sytuacjach z psami radzi sobie zajebiście w porównaniu z Milsonem. Jedno jest pewne – na placu nie miał ochoty na żadne kontakty z psami.

MILLAIBONZO

Ich wspólna interakcja przyniosła kolejne zaskakujące wieści. Otóż jak się okazało, ich wspólne ganianki, zapasy i przepychanki wcale nie są inicjowane przez Bonza, ale przez Milsona – prowokatora. Dowiedzieliśmy się, że oboje są psami rywalizującymi. To akurat wywnioskowaliśmy już wcześniej patrząc jak prześcigają się w odcinaniu tego drugiego od nas i wiecznym pokazywaniu, że któreś bawi się lepiej, wyżej skacze, ma fajniejszą zabawkę, smaczniejsze jedzenie – no ich życie to wieczna rywalizacja! Ale spokojnie, to normalne i nie ma w tym nic złego. Usłyszeliśmy również, że oba bardzo się lubią (odetchnęliśmy z ulgą, że nie musimy się rozstawać :D) i że wszyscy razem tworzymy zgrany team. Radości co nie miara, uf!

Gotowi do abordażu! | Ready for boarding ⛵ #boxersofinstagram #molo #pier #warsawdog #lsd #splash

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Mamy zalecenie, żeby proponować im spokojniejsze zabawy jak np. węszenie/tropienie zamiast wspólnych przepychanek. Za kilka lat, kiedy Bonzo będzie słabszy (ma już 7 lat) powinniśmy zwracać baczną uwagę na niego i relację miedzy nimi i obdarzyć go większą uwagą. Z kolei rozdzielanie ichniejszej zabawy powinniśmy robić bardzo nieinwazyjnie, żeby nie stawać przeciwko psu, skoro oba są nasze – wchodzić między nie miękko, bokiem.

13119842_919827614782535_2723111231709999661_o

Już planujemy z Kubą kolejne klasy. Ciągnie nas z powrotem nie tylko dlatego, żeby Milson pouczył się komunikacji, ale przede wszystkim z tego powodu, że przebywanie w atmosferze fascynacji, akceptacji i szacunku dla innego gatunku jest totalnie uzależniające. Za każdym razem jak czytam sobie artykuły TalkingDogs.pl, moje jestestwo krzyczy „Tak! To ja, ja też tak sądzę!”, a fakt, że teorie nie należą do popularnych i nie mieszczą się w głównym nurcie tylko tę wiarę pogłębia. Czuję się jakbym odkrywała Amerykę, która odkryta powinna zostać dawno temu.

Zdjęcia pochodzą od Talking Dogs.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • O jej! Nawet nie widziałam, że coś takiego jest! Toż to idealne dla nas i naszych problemów. Ileż ja się muszę zawsze namęczyć, naprosić, natłumaczyć by ktokolwiek chciał ze swoim w miarę spokojnym psem postać chwilę, by Donner mógł chociaż na niego popatrzeć nie dostając na przemian zawału i furii! Chyba w lipcu i my się wybierzemy, bo bez pomocy świadomych właścicieli i ogarniętych psów nigdy nie wypracuję sama zachowań jak przed atakami. Dzięki za ten wpis!

    • Amelia! Widzimy się? Bo my rezerwujemy miejsca na lipiec :)

      • Chyba tak! Dziś obgadam to z przyszłym panem mężem, czy dostaniemy z psem wychodne i też będę rezerwowała :)

  • Rany, przy opisie Milki jakbym widziała moją Nelanię. Byliśmy z nią na szkoleniu, tyle ćwiczymy, a i tak na widok innego psa ma w głębokim poważaniu cały świat. Liczy się tylko potencjalna ofiara. Na osiedlu mamy wyrobioną opinię łobuza, raczej omijamy psy szerokim łukiem, a ja się martwię, że mało ma okazji do właściwej socjalizacji. Czy po tym wyjeździe widzicie zmianę w zachowaniu Milki na co dzień? Ewentualnie, zmieniło się Wasze zachowanie na spacerach z Milką?

    • Nasze zachowanie na spacerach zmieniło się już po wcześniejszych klasach – przede wszystkim staramy się poprawić jej samopoczucie w momencie gdy się boi i zamiast „Chodź”, „patrz” i innych komend, które średnio działały w tej stresowej sytuacji, przede wszystkim staramy się ją uspokajać głosem i bardzo uważamy na mowę ciała, żeby jej nieświadomie nie „nasyłać” na drugiego psa. Nie wiem czy to już ta zmiana (bo jak mówiłam nie spotykamy się z obcymi psami na spacerach), ale jak przez przypadek zaszedł Milce pod nogi foksterierek, a ona była bez smyczy i myśleliśmy, że będziemy ją z niego ściągać, ta jak gdyby nigdy nic obwąchała się z nim, spojrzała na nas i pędem do nas wróciła. Kopary nam opadły :D

      • Super! Widzę światełko w tunelu :). Poza tym, fajnie poczytać, że ktoś ma podobne problemy, myślałam, że tylko ja mam aspołecznego psa ;).

  • Rewelacyjna sprawa. Rezerwujemy miejsca na lipiec, oby się udało :)

  • Zuza

    A ja się zastanawiam czy jest jakaś możliwość dostania się na miejsce bez samochodu. Bo na klasy czaję się od dłuższego czasu, ale z tego co widzę to pociągów brak, a pks z psem to trochę ryzyk-fizyk ;)

    • Też się nad tym zastanawiałam i… nie wiem. Komunikacją to bym pojechała chyba wpierw jako obserwator żeby zobaczyć czy jest sens taszczyć psa. Ewentualnie można się zabrać z kimś jadącym z Warszawy, dużo ludzi stąd jeździ.

  • Agata Agata

    To w lipcu będzie powtórka tego na czym Wy teraz byliście? Bo nie mogę znaleźć :(

  • A ja z Wektorem właśnie wróciłam z majowych klas prowadzonych przez Paulinę i Wojtka. Swoimi spostrzeżeniami podzielę się niedługo na blogu i mam nadzieję, że we wrześniu spotkam kogoś znajomego ;D

  • Aleś mi narobiła ochoty na takie klasy!
    I z tego co widzę, odbywają się w woj. Opolskim, więc całkiem niedaleko mnie! :D
    Może kiedyś uda mi się jechać i sprawdzić Terrora w takich interakcjach, aż mnie ciekawi jaki okazałby się ten mój szczurek kochany :D
    Pozdrowienia!

  • Pingback: Mój wspaniały pies – wrażenia po klasach komunikacji dla psów – Zamerdani()