NASZE PROBLEMY
Poradnik, Z życia psiarki

A Ty jaki masz problem z psem? Przypadek Bonza

Piesula non grata, czyli o problemach mojego psa. 


Nie znam ani jednego opiekuna ani opiekunki psa, który uważałby swojego psa za szczyt ideału. Zauważyłam też, że na psich blogach wciąż rzadko piszemy o tym co nam nie wychodzi. Szkoda! No to ja głośno powiem, że moje psy mają pewne issues, nad którymi pracujemy. I musicie wiedzieć, że u nas jest pełna harmonia – Milla ma problem z innymi psami, Bonzo z ludźmi.

Na pierwszy ogień pójdzie case study Bonza.

1922183_771070326320067_6752880190853458662_n

Bonzo i jego lęki

Lękliwość w ciasnych pomieszczeniach

Klatka schodowa na Ochocie, naszym pierwszym miejscu zamieszkania była standardowa – ani za wąska, ani za szeroka. Problemu nie było. Kłopot zaczął się, gdy po przeprowadzce na Mokotów Bonzo każdego dnia miał do pokonania ciasną (bardzo, bardzo) ciasną klatkę schodową. Nie dało się uciec przed strasznym sąsiadem ani w prawo ani w lewo. W tym czasie zaczął nosić kaganiec na czas przejścia przez klatkę.

Jak sobie z tym radzimy?

Przede wszystkim mieszkamy teraz na parterze, klatka schodowa jest przestronna. Najpierw ćwiczyliśmy posłuszeństwo na klatce schodowej „na sucho”, czyli na pustym korytarzu. Później kiedy ktoś szedł, w miarę możliwości udawaliśmy się do najprzestronniejszego miejsca w korytarzu, aby zapewnić wystarczającą odległość i ćwiczyliśmy autokontrolę poprzez skupienie – siad, patrz, zostań i mnóstwo nagród ustnych i smakołyków. Działania odniosły na tyle dobry skutek, że już nie musimy zwiększać odległości od przechodzących, Bonzo jest opanowany, nie wykazuje strachu.

Lęk przed mężczyznami

Możliwe, że nabawił się go podczas pobytu w schronisku, ale być może, że strach narodził się już wcześniej. Panowie w uniformach przez długi czas stanowili straszliwe obiekty do odstrzału. Przy okazji – kiedyś nie mógł znieść widoku księdza w czarnej sutannie. Widząc go stojącego na pasach po drugiej stronie Grójeckiej, potrafił włączyć ujadanie na długo zanim włączyło się zielone światło. Prawdę mówiąc, myślę że w tym pierwszym okresie mieszkania ze mną w Wawie był po prostu chronicznie przerażony życiem miasta – wszystko było nowe i nieznane. Niestety szukając wtedy pomocy behawioralnej trafiliśmy na osobę, której daleko do profesjoanlizmu.

Jak sobie z tym radzimy?

Podobnie jak z lękiem na klatce schodowej. Ćwiczymy autokontrolę – siad, patrz, zostań. Przydaje się przy wychodzeniu z klatki, kiedy za drzwiami stoją elektrycy. Siad, zostań – otwieram drzwi wyjściowe, pies patrzy na panów, ale jest spokojny – okej, idziemy (ja przodem). Podobnie kiedy wychodzimy przez furtkę osiedla, a przy bramce stoją już panowie od śmieci. Siad, zostań – czekamy, aż przejdą, a w tym czasie Bonzo dostaje mnóstwo nagród. I to u nas działa! Niestety nie doszliśmy jeszcze do ideału w którym Bonzo wpuszcza obcych mężczyzn do mieszkania bez awantury. Obecnie do listonosza/kuriera wychodzimy przed drzwi. Potrzebujemy więcej czasu…

_MG_3640_ready

Wysokie emocje przy dźwięku domofonu

Kiedy powietrze przecina świdrujący dźwięk dzwonka domofonu, mój pies zrywa się i szczekając biegnie do drzwi w oczekiwaniu na przyjście „wroga”.

Jak sobie z tym radzimy?

Robimy sesje z domofonem – jedno z nas wychodzi na zewnątrz i dusi przycisk domofonu, druga osoba pozostaje w domu i nie zwraca najmniejszej uwagi ani na dźwięk, ani na pobudzonego psa. Równocześnie nagradza Milkę, której domofon jest zupełnie obojętny. Kiedy Bonzo widzi, że za spokojne zachowanie sunia dostaje smakołyki, potrafi się nie raz opanować i usiąść elegancko. No, ale to ćwiczenia wymaga czasu. Trener Piotrek z Zuzika polecił nam również usadzanie Bonza na siad – zostań, i wychodzenie na klatkę aby udawać, że się z kimś rozmawia. Chodzi o to, żeby odczarować próg drzwi.

Niechęć do obcych

Przejawiająca się w mocno zaznaczonych granicach przestrzeni osobistej. Widzisz Bonza po raz pierwszy, a on jest na smyczy? Nie wyciągaj ręki do klepania go po głowie, miziania i dawania buziaczków, bo możesz spotkać się z ostrzegawczym kłapnięciem koło nosa. Niestety ludzie zwykle nie pytają o pozwolenie, tylko wyciągają ręce, miziają po głowie i zupełnie nie czytają sygnałów uspokajających, jakie wysyła pies.

Jak sobie z tym radzimy?

Bardzo pomogło nam uczestniczenie w psich spotkaniach na Polu Mokotowskim. Psy biegają ze sobą, podbiegają do zgromadzonych psiarzy, ludzie głaszczą, psiaki biegną się dalej bawić. Bonzo skumał, że dotyk obcych wcale nie musi być torturą, po prostu jest czymś, co się wydarza, kiedy się podchodzi do ludzi:) Zwykle jednak nie pozwalam obcym na głaskanie, bo wiem, że jest to coś, co mój pies toleruje, ale nie ma z tego przyjemności.

_MG_3633_ready

Upodobanie do wcinania ludzkiego gie

Czy istnieje lepszy delikates od kupy menela? Człowiek nie wie ile jest gówna w tym mieście póki nie sprawi sobie psa. Jeśli masz opieką egzemplarz psiaka, który nie wcina ekskrementów – pozazdraszczam! Jako, że wokół naszego osiedla roi się od mini-wiosek bezdomnych i wędkarzy, ukuliśmy już nawet hasło ostrzegawcze.

Jak sobie z tym radzimy?

Nagradzam sowicie smakołykami odwołanie od tego syfu (trudne, działa tylko na smyczy) i ominięcie okazji z własnej woli (czasem dzieją się takie cuda). Poza tym robię wszystko, żeby nie miał okazji do wcinania. Jeśli jednak pies znajdzie sposób na spałaszowanie delicji, po powrocie ze spaceru rzucamy statement do drugiej osoby „Była konsumpcja.” i wszystko jest jasne. Żadnego spoufalania się z ludźmi otworem gębowym!


Kiedy brałam Bonza ze schronu wydawało mi się, że o psach wiem wszystko, a Bonzo pokazał mi, że wiem tyle, co NIC. Było trudno, o wiele trudniej niż mogłam mogłam sobie wyobrazić. Poza wyżej wymienionymi problemami przez pierwsze lata mieliśmy również problem z brakiem socjalizacji i agresją do psów, strachem i agresją do dzieci, zerową autokontrolą, jedzeniem wszystkich śmieci na spacerze, brakiem przywołania. I tak rozbudowałam zaplecze pomysłów jak radzić sobie z zachowaniami, zbierałam opinie, wiedzę i doświadczenia – nie miałam innego wyjścia, wiedziałam, że musimy się jakoś dotrzeć, a odpowiedzialność spoczywa tylko na mnie. Ale wiecie co? Pod koniec dnia najwięcej nauczyłam się o sobie.

A może nasze bolączki nie są Wam obce? Macie jakieś problemy z psiakiem? Z czym walczycie? Napiszcie, napiszcie :)

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Aleksandra Goławska

    Ehh kolejny świetny wpis!!! Czytając o Bonzo mam przed oczami mojego Rexa.

    9 – letniego, 27 kg kundla w typie bulla, który 5 lat spędził w schronisku, gdzie uważany był za psa nietolerującego innych zwierząt. Rex jest z nami niecały rok. Od początku borykamy się właśnie z lękliwością w nowym otoczeniu, w miejscach publicznych, w stosunku do obcych ludzi (w szczególności mężczyzn), zżeraniem śmieci ( na szczęście jak zdążę go dorwać to daje sobie wyciągnąć wszystko z pyska ), szczekaniem na dźwięk domofonu, obszczekiwaniem wchodzących gości czy ciągnięciem na smyczy. Problemu z osobami, które chcą pogłaskać Rexa nie mamy bo gdy tylko ktoś chce się do niego zbliżyć bądź spojrzy mu w oczy jest częstowany ostrym szczekaniem co w połączeniu z jego wyglądem dobrze odstrasza potencjalnych „miziaczy”

    Na początku było bardzo źle. Teraz z każdym tygodniem w wielu aspektach jest lepiej choć mam wyrzuty sumienia, że gdybym bardziej przykładała się do pracy to efekty przychodziłyby szybciej.

    Od ponad pół roku uczęszczamy na zajęcia Rally-O na których okazało się, że Rex wprost uwielbia inne psy! Uczymy się posłuszeństwa, wyciszania i skupienia uwagi na Pańci – oczywiście wszystko za smaczki :D

    Dobrze kojarzę, że Bonzo jest już z Tobą ok 3 lata? Jeżeli tak to dajesz mi jeszcze nadzieję na wyprowadzenie Rexa na bardziej cywilizowanego Psa :P

    Twój post motywuje mnie do skrojenia kolejnej parówki na drobno i i rozpoczęcia „walki” z mijaniem sąsiadów na klatce schodowej.

    Ps. 2 miesiące temu zamieszkał u nas na DT 6kg totalnie nie z socjalizowany z niczym i nikim ok 10 miesięczny dzikus (pracownicy schroniska podejrzewają, że do tej pory był zamknięty w jakiejś komórce i nie miał kontaktu ze światem) ale to już inna historia :))

    Poniżej zdjęcie (już) szczęśliwego Rexa (pierwszy z prawej) wykonane podczas zajęć Rally-O :)

    Pozdrawiam, dziękuję za wpisy i obiecuję dalej odwiedzać :P

    • To był pierwszy komentarz pod tym wpisem, który przeczytałam od razu jak tylko go opublikowałaś i zrobiło mi się bardzo, bardzo ciepło na sercu :) Odczytałam go na telefonie w biegu, dlatego dopiero teraz teraz odpisuję – przepraszam za obsuwę.

      Dziękuję za Twoje słowa :) No, Bonzo jest już właściwie 4 lata, ale faktem jest, że nie ze wszystkim mogłam do tej pory pracować ze względów środowiskowych (dzielenie mieszkania z rodzicielką miało swoje plusy i minusy). Bo wiesz, czasem mnie ogarnia wstyd, że jak on jest u mnie 4 lata i nadal ma problemy to znaczy, ze gdzieś po drodze nawaliłam. Ale wiem, że robiłam najlepiej to co mogłam, w warunkach jakie miałam.

      No Rex jaki ogarnięty na zdjęciu! Ciekawa jestem historii dzikusa komórkowego. DT i Rex to już przyjaciele? :)

      • Aleksandra Goławska

        Dzięki za odpowiedź :)) W chwilach kiedy Rex doprowadza mnie swoim zachowaniem do szału tłumaczę sobie spokojnie, że Rex ma już 9 lat, 5 spędził w schronisku jakie były pierwsze 3 tego nikt nie wie i w tym wszystkim ze mną jest DOPIERO niecałe 11 miesięcy. Przez ten przecież bardzo krótki czas musiał zetknąć się z setkami nowych rzeczy, miejsc i sytuacji i i tak powinnam być dumna z tego jak ogromne postępy czyni, szczególnie, że jest On moim pierwszym psem z którym pracuję. A, że przez ten czas narobiłam sobie multum siniaków i co najmniej 3 blizny ( które pewnie zostaną na stałe; jedna po poparzeniu od 20m linki na łydce i blizny na kostkach u dłoni – przy wychodzeniu z klatki zauważył kota i rąbnęłam dłonią o kant drzwi, które wbiły mi się w rękę :P ) to trudno. Już kilka razy miałam myśli, że mogłam sobie wybrać mniejszego pieska ale kiedy wyobrażam sobie Go dalej za kratami to wiem, że tak naprawdę nie miałam wyboru i że nie oddałabym go za żadne skarby świata. 25 kwietnia w moim mieście są ogólnopolskie zawody Rally –O i nawet się zastanawiam czy się na nich nie sprawdzić.

        A co do Krisa – dzikuska. Ze schroniska przywieźliśmy go w kontenerku dla kota z którego nie ruszył się przez 24h… Nie wstał się napić, zjeść i zsikał się pod siebie. Dopiero po tym czasie zwrócił uwagę na Rexa, który go obserwował ale nie zaczepiał. Mały zdobył się na odwagę i do niego podleciał i przez kolejne dni nie odstępował go
        na krok a Rex to akceptował. Kris dał się nam pogłaskać dopiero kolejnego dnia
        i to tylko dlatego, że zaczęłam głaskać Rexa za którym chował się Mały. Śmiejemy
        się, że Rex zadziałał na Krisa jak Psi terapeuta. Powoli z dnia na dzień ufał
        nam coraz bardziej. Zabieraliśmy go 4-5 razy dziennie na spacery (tylko z Rexem
        – bo bez niego wyszedł z klatki i zastygał w paraliżu) ale siusiał tylko w
        domku (kupkę robił na dworzu) a z moczem miał jakąś blokadę. Dobrze, że w domku
        siusiał tylko w jedno miejsce i to na matkę higieniczną. Wyobraź sobie naszą
        radość(po 2 tygodniach!) jak pierwszy raz zrobił siku na dworzu i kolejną
        radość po ok miesiącu jak podniósł przy tym łapkę jak prawdziwy psi mężczyzna.
        :D W domku teraz mamy prawdziwego szczeniaka – wesołego, podgryzającego wszystko, śpiącego z nami w łóżku (ogólnie kocha się do nas przytulać i na nas spać). Jak obserwujemy jak się bawią ( a przypomnę, że jest między nimi ponad 21 kg różnicy ) do śmiejemy się do rozpuku! Rex łapie Krisa głowę do swojej paszczęki – na co mały zaraz ucieka i wiesza się na Rexa podgardle, policzku albo uchu :P Psiaki wspaniale się za kumplowały, Rex jest ekstremalnie cierpliwy w stosunku do Małego choć jak ma go dość potrafi warknąć co mały respektuje i wtedy daje mu spokój. Praktycznie może z raz doszło między nimi do jakiegoś ostrzejszego starcia przy jakiś smaczkach a tak wyglądają jak Tatuś z Synkiem :)
        Na dworzu niestety strach Krisa bywa przeogromny. Już teraz idąc na spacer idzie na smyczy w miarę ok. Czasami jak się czegoś przestraszy to trzeba go lekko pociągnąć. Ludzi na razie omijamy szerokim łukiem bo przy obcych wpada w mega panikę choć i w tym robimy malutkie postępy. Teraz najbardziej mnie złości i przeraża zachowanie Krisa podczas powrotu ze spaceru. Kiedy zmieniamy kierunek i wie, że zbliżamy się do naszego bloku zaczyna ciągnąć jak oszalały – wygląda dosłownie jakby się wspinał – tak mocno ciągnie. Szkoleniowiec doradzała nam żeby w takich momentach się zatrzymać i czekać jak się uspokoi ale jeżeli tak robię to on zaczyna mega sapać, oczy wychodzą mu z orbit i cały dygocze :( Widok jest naprawdę przerażający :(
        Mam nadzieję, że z czasem kiedy zacznie się przyzwyczajać do miejskich dźwięków po prostu mu to przejdzie… Kris jest u nas od 2 stycznia, niby na DT ale ja go strasznie pokochałam. Coś czuję, że będę musiała stoczyć niezłą batalię z Mężem o to, żeby został u nas na stałe :P

        Wybacz za tak długie rozpisanie się ale o Moich Psiakach mogę gadać i gadać :P

        Poniżej kilka zdjęć wrzuconych chronologicznie. Pierwsze zdjęcie zrobione w schronisku, 2-4 po 3 dniach u nas, 5 po ok 2 tygodniach – śpi pomiędzy nogami mojego Męża a ostatnie jest sprzed kilku dni :) Pozdrawiamy :)

  • U mojego szczeniaka problemy dopiero zaczynają się pojawiać. Gryzienie rąk, gryzienie i kradzież kapci, skakanie ,to tylko niektóre wyzwania, które na nas czekają. Nie wspomnę o tym, czego boję się najbardziej, czyli samotnym, spokojnym zostawaniu szczeniaka w domu. Bez szczekania, piszczenia i niszczenia. To wszystko jeszcze przed nami.

    Jeśli chodzi o problem z domofonem, to znam dobrą metodę. Oczywiście to co robisz jest ok. Ale można też nagrać dźwięk domofonu np na komórkę i puszczać psu w różnych okolicznościach, najpierw baaardzo cicho. Oczywiście nagradzamy, gdy psiak zachowuje spokój i zimną krew. Stopniowo można puszczać sygnał co raz głośniej. Psiak nauczy się, że ten dźwięk pojawia się w różnych dziwnych momentach i nie zawsze oznacza, że ktoś przychodzi. Uczy się też, że gdy zachowa spokój, będzie nagroda :D

    • Dzięki za pomysł. Do tej pory bezskutecznie starałam się znaleźć dźwięk domofonu w internecie, ale przecież mogę go nagrać! Genialne :D Lecę to zrobić od razu. Trzymam kciuki za Wasze „docieranie się” z wyżlastym :)

  • verqa

    Mój Niko to takie dwie sprzeczności albo coś w stylu chciałbym, ale się boję. Jak był szczeniakiem kochał wszystkich i do każdego musiał podejść się przywitać. Nie spotkał się nigdy z negatywnym odzewem od jakiejkolwiek osoby. Dorósł i z dnia na dzień zaczął bać się obcych ludzi.

    Pozdrawiam!

    Świat Niko

    • Niko, ten słodziak boi się ludzi? Och nie!

    • Ania

      Polecam wykorzystywanie do pomocy przechodniów. Nas bardzo często ktoś zaczepiał z pytaniem, dlaczego ta sunia tak się boi (ogon przyklejony do brzucha, ucieczka do drugiej krawędzi chodnika), więc korzystałam z okazji i prosiłam o częstowanie Kimy smakołykami. Czasami przeradzało się to w dłuższą rozmowę, więc dziewczyna musiała powoli przyzwyczaić się do nieuchronnej obecności obcych w swoim otoczeniu i nauczyła się czerpać z tego korzyści ;) Ale mamy też efekt uboczny: teraz zdarza się, że losowo wybranej osobie, zupełnie nagle, wkłada nochal w dłoń w poszukiwaniu przysmaków. Na szczęście tylko kiedy jest na smyczy, więc jeszcze śmiertelnie nikogo nie wystraszyła, uff.

  • Aż mnie zainspirowałaś i chyba stworzę posta o naszych problemach ;-) Dobry temat, w zasadzie odczarowuje trochę psiarzy – czesto mam wrażenie, że spotykam tylko idealnych ludzi z idealnymi psami… a tu jednak nie :D

  • Ola

    Maja jest wyżłem węgierskim. Jest bardzo wrażliwa, uczuciowa, kocha ludzi i swoje koty. Właściwie mamy z nią jeden problem. Bardzo boi się wystrzałów. Co jest o tyle paradoksalne, że jest to rasa myśliwska ;-) Oczywiście co do fajerwerków itp. można jakoś unikać. Ale gorsze jest że Maja boi się burzy. I to po całości. Same błyski bez grzmotów też są straszne. Przy wejściu do domu wiszą takie łańcuszki dzwoniące pod wpływem wiatru i ona rozróżnia kiedy porusza nimi wiatr sprowadzający burzę. Próbowaliśmy już chyba wszystkiego łącznie z feromonami czy delikatnymi tabletkami. Mocniejsze ogłupiają psa i chodzi smutny. Oczywiście próbujemy wg porad nie reagować, ale czasem jest to trudne gdy 30 kg pies ładuje się nam na kolana ;-) Najgorsze są noce. Dla niej i dla nas. W zeszłe lato stworzyłam kryjówkę z kanapy i koca, ale jak są mocne grzmoty to i to nie pomaga. Tak bardzo mi jej żal :-(
    Oprócz tego z wiekiem stała się trochę agresywna wobec innych psów, ale wynika to z zazdrości o nas i głównie na zlocie wyżłów. Tam jest zasada „wszystkie wyżły nasze są” ;-) mieszkamy w domkach i psy sobie chodzą swobodnie po terenie, wchodzą do cudzych domków, ładują się na kolanka do głaskania – taka rasa ;-) No i Maja czasem nie wytrzymuje, jak jakiś kolega za bardzo się z nami spoufala :-) Ale to jest pikuś w porównaniu z tym lękiem przed burzą

    • Kurczę, to musi być trudne dla Was. Chyba tylko zima daje wytchnienie ze względu na brak burz? Eh, słabe że to nie jest tylko jedna noc z fajerwerkami, tylko cały, calutki sezon letni + wiosenny.

      • Ola

        Wiesz, jak są krótkie burze, czy mało intensywne to próbujemy ją czymś zająć. DO tego głośna muzyka, telewizor, zabawy, koty :-) Ale noce są straszne :-(
        A w ogóle to od niedawna Cię czytam i muszę się wczytać w miejsca spacerowe, zwłaszcza wodne bo Maja uwielbia pływać a nie wiemy gdzie ją kąpać.
        A wogóle2. może się kiedyś spotkamy na spacerze bo my z Białołęki jesteśmy :-)

  • Mart

    Jak fajnie że nie tylko Zoysz ma takie fobie, też ćwiczymy i sie nie poddajemy :)

  • Paulina Kowalczyk

    Ja walczę z kilkoma sprawami u mojej tymczasowiczki – największy problem to jazda samochodem (niestety nie mam własnego, więc walka jest okropna), bo Fela się boi ciasnych pomieszczeń i sztywnieje ze strachu lub próbuje się wydostać (na zmianę). Strach przed innymi psami (ale nie wszystkimi) objawiający się warczeniem lub uciekaniem przy bliskim kontakcie – już powoli opanowujemy. Ruch miejski, niby nie jest to problem, bo spacerujemy właśnie spokojnie przy Grójeckiej, ale do tramwaju bym jeszcze nie wsiadła z nią, a bardzo chcę. Niestety, żadne przysmaki nie działają, kiedy ona się stresuje.

    • Uh, to niezła panika rośnie u Feli w ciasnych pomieszczeniach. Jakby co to niedaleko Grójeckiej jest zajezdnia tramwajowa (mi doradzali, żeby zapoznać Bonza z tramwajami kiedy nikogo nie ma, kiedy może sobie spokojnie wszystko obejrzeć i obwąchać).

  • Kazdy ma jakis problem ze swoim psem, choc niekoniecznie jest to kwestia psich ulomnisci. To na co K. nie zwraca uwagi, doprowadza do szalłu M. Dla niej to problem i probuje zmienic psa, sztuczki, tresury a moze wartoby zacząć od siebie. Stefcikowi nie przeszkadza zadne miejsce, zadne okolicznoscu nie są straszne – nawet jak zostal zaatakowany przez 70 kg owczarka był zdziwoiny i to mozna postrzegac w kat. problemu bo nie potrafi sie obronic, nie wie co to agresja. To co wkurza innych u Stefka to np. skakanie na ludzi, sprośne zabawy z psami i wlasnie domofon – u nas tez kurierzy przyjmowani są na klatce – inaczej zostaliby „ukochani” od stóp po czubek głowy

    • O, z tym, że Stefcikowi nic nie przeszkadza, to widzę, że mają z Milką jeszcze więcej wspólnego – dla niej wszystko spoko i fajne, a przy tym jest nieustraszona. No, natomiast z psami to inna sprawa. Mała była socjalizowana od maleńkości ale chwilowo (oby) przechodzi bunt i dominuje inne psy, eh. Sprośne zabawy to specjalność Bonza, hehe.
      Jeśli chodzi o sztuczki to akurat mi się podoba, że M. ma siłę i motywację, żeby Stefana uczyć, bo u nas z tym trochę gorzej :P Bonzo umie kilka trików, za to Milka nawet łapy nie podaje :)

      • Kuba uważa, że Stefick jest przyjacielem a przyjaciół sie nie tresuje. To działało dopóki Stef nie pojechał na wakacje do dziadków i po dwóch tygodniach umiał robic siad i podać łapę, Kuba poniósł sromotną klęskę swoich metod (braku metod) wychowawczych.

        • Haha :) Okej, to ja jeszcze odróżniam „tresowanie”, a „trenowanie”. W sensie tresowanie kojarzy mi się z bezsensowną nauką zwierząt w cyrku, ale trenowanie zajmuje psa, buduje jego pewność siebie, dostarcza wysiłku umysłowego etc., etc. Kuba też jest zdania, że nie uczy Milki podawania łapy, bo tego pies nie potrzebuje. Z jednej strony – racja. Siad przydaje się w wielu sytuacjach, podanie łapy – chyba nigdy. Ale to też jest nauka czegoś nowego, a Milka uwielbia mieć kontakt z człowiekiem 1:1 i nauka ją bardzo cieszy. Także trochę bliżej mi Stefciu do M. niż do K. :)

  • Marta Gajewska

    Nasza Dafne, co prawda dopiero 6 miesięcy z nami po schronisku – ma dużą nie ufność do innych i też wcina gówienka, ach no i odstrasza inne psy, kontakt musi być zawsze na jej zasadach. (Jest po prostu bardzo wycofana) Właśnie zaczelismy kurs Pies Domowy i dużo się zmienia – ona w koncu ma regularnny kontakt z psami i innymi ludzmi dzieki czemu potrafi juz w tym momencie zatracic sie w zabawie z innym znanym psem i pozerac smakolyki od nieznajomego ludzia :) , dostaje wzmocnienie bo jest w ich obecnosci no i przyzwyczaja sie ze nic sie nie dzieje. Skupianie ładnie działa – no ale nasza podróż dopiero przed nami. Musze przyznac, ze mnie zajebiscie irytuje ze ludzie do niej cmokają, dotykają, gadają, głaszczą i nie wiem co jeszcze. !!!!!!!! Planuje naszyc na szelki napis NIEDOTYKAC albo ZAPYTAJ ZANIM DOTKNIESZ czy cos w ten deseń.

    • Niestety – z tego co inni ludzie opowiadają – nawet taka informacja na szelkach niekoniecznie musi dać efekty – ludzie po prostu nie czytają :/

    • O, to u nas bardzo podobnie było. Smakołyki od nieznanego ludzia i kontrolowany kontakt z innymi psami podczas zajęć z posłuszeństwa były krokiem milowym w mojej z Bonzem relacji i jego dogadaniu się ze światem.
      U nas teraz rzadko ktoś łapy do Bonza wyciąga i cmoka, ale mnie też to drażni straszliwie. Myślę nad ciętą ripostą do takiego cmokacza :>

    • Ania

      ja często nie zdążę powiadomić człowieka, bo ludzie się nie pytają tylko od razu wyciągają rękę i mówią coś piskliwym głosem… a Zira na to kłapie zębami (zwłaszcza głaskanie po głowie)

      jeżeli natomiast obcy człowiek umie się z psem obchodzić – kucnie bokiem, pogłaszcze po boku to jest ok… akceptuje taki dotyk

      myślałam nad jakimś napisem (‚nie głaskać’) na bandamce lub szelkach juliusa, ale z drugiej strony ludzie wtedy patrzą na takiego psa jak na zabójcę i jak ktoś nie przeczyta i Zira by go wystraszyła lub mocniej zaakcentowała niechęć… to byłaby wielka afera, że pies nie w kagańcu jak sobie zdajemy sprawę, że jest agresywna…

  • Ja też jestem zdania, że o psich problemach trzeba pisać. Ja miałam od początku jaja z Ru (pilnowanie zasobów, totalny brak współpracy z człowiekiem, agresja wobec psów, problem z samokontrolą i radzeniem sobie z emocjami). I od początku wszystko sobie rzetelnie spisuję, z czasem widzę postępy i to mi daje motor do dalszego działania. Oprócz tego zauważyłam, że im więcej słownie (głośno!) chwalę i opowiadam mężowi, rodzicom o postępach Ru – tym częściej mam kolejne okazje do pękania z dumy. Takie trochę samosprawdzające się przepowiednie – głęboko wierzę, że jednak samo powtarzanie, że z tym i tym daliśmy sobie radę, że używa mózgu, że jest lepiej w danym zachowaniu powoduje, że sama buduję w swoim umyśle taką wizję :) Według mnie duża część sukcesu to nastawienie – dopiero niedawno to odkryłam!

    A co do gie :P Baloo nigdy się nie interesował takimi smakołykami. Pojawiła się Ru i jest wręcz smakoszem. Bardzo mi przykro, bo zrujnowałaś mi nadzieję – naczytałam się, że przy BARFie ten problem maleje albo wręcz zanika, a tu poważnie pozbawiłaś mnie marzeń! :P

    U nas nazywamy takie incydenty pieszczotliwie „zażywaniem witaminy G” :P Choć „Była konsumpcja” chyba hycnie na miejsce pierwsze :)

    • Haha, „zażywanie witaminy G” jako sformułowanie bardzo mi się spodobało :)

      Niestety, u nas Bonzo nie jadł kup do pewnego wieku i dostawał dużo suszonych żwaczy. Z powodów wiecznych problemów z żołądkiem gastrolog kazał odstawić wszystkie przysmaki i zostawić tylko karmę weterynaryjną. Cóż, lekarz nam wtedy nie pomógł (dopiero BARF wprowadził pozytywne zmiany gastro, ale to już inna historia), ale od tego czasu Bonzo zaczął wcinać witaminę G, aż miło. I to mimo tego, że teraz dostaje regularnie świeże żwacze. Well…

  • pancia

    Bardzo czekałam na ten wpis, cieszę się, że powstał. Jak się okazało nasze psy mają wiele podobnych problemów. Nasza sznaucerka (również ze schroniska – tam też dopatruję się powodów fobii) panicznie boi się facetów w uniformach i reaguje agresywnym szczekaniem. Spróbuję Twoich sposób i może uda nam się jakoś to opanować. Z kolei drugi piesek, mały kundelek, z upodobaniem tarza się w ludzkim gównie… To jest po prostu szczyt okropieństwa. Wcześniej mieszkaliśmy na dużym osiedlu w Gdańsku, gdzie prawie pod każdym krzakiem leżało gówno menela… Niestety przez to przestaliśmy spuszczać psy ze smyczy. Zdażył się równiez incydent nad jeziorem, gdzie pies wytarzał się w świeżym gównie wędkarza… Kompletnie nie mam pojęcia jak psa tego oduczyć, bo zazwyczaj nawet nie zauważymy, kiedy to się stanie. Dopiero po chwili dociera do nas zapach…

    Mam jeszcze jeden problem, może poradzisz jakieś rozwiązanie? Od niedawna mieszkamy w nowym domu, gdzie również znajduje się część biurowa, gdzie pracuje mąż. Nagle psy zaczęły strasznie tęsknić za pańciem i całe godziny leżeć pod drzwiami do biura i jęczeć. Nie są tam wpuszczane, bo sznaucerka albo szczeka na klientów facetów, albo obsesyjnie się przymila do kobiet. Nie pomagają moje nawoływania do zabawy, przysmaki, nic. Jeśli oboje jesteśmy w biurze, a psy zostają zamknięte w części domowej to dopiero zaczynają się serenady… Jedyny sposób to długi spacer i wymęczenie psów, ale nie jestem w stanie tego robić codziennie w godzinach pracy. Dodam, że jest mi trochę przykro, że psy mają mnie gdzieś, mimo że siedzę w salonie. One po prostu muszą iść do pracy z pańciem :D

  • Wymarzony Pies

    My mamy dla odmiany problem z nadmierną ekscytacją na widok psów, ludzi i dzieci. Lexi próbuje całemu światu okazywać swoją miłość, każdego człowieka na ulicy chciałaby wylizać po twarzy, to samo z dziećmi (które zazwyczaj boją się na widok ciągnącego w ich stronę psa). Najgorzej jest jednak z psami. Kiedy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś pies od razu zaczyna się ciągnięcie. Lexi sunie prosto na potencjalnego kompana do zabawy. Zdarza się, że jeśli z jakichś powodów nie może podejść do psa (zawsze pytam właściciela o zgodę i obserwuję reakcję psa, jeśli się boi lub jest niepewny podchodzę kawałek i patrzę, czy pies sam do niej podejdzie) zaczyna szczekać i ujadać. Staram się sobie z tym radzić w taki sposób, że kiedy tylko widzę, że zbliża się jakiś pies/człowiek, wołam ją do siebie i skupiam poprzez komendy patrz/siad/leżeć. Jeśli pierwsza wypatrzę człowiekapsa, działa to na tyle, że ludzie mogą przejść obok nas „niezauważeni”, a w przypadku psów dopóki pies nie będzie w zasięgu jej wzorku.
    Nadmierna ekscytacja powoduje również u Lexi duże problemy ze skupieniem np. podczas treningów. Jeśli ćwiczymy same wszystko jest super, ale jeśli w pobliżu są jakieś inne psy bardzo ciężko jest skupić ją na sobie. Od tego weekednu wracamy na grupowe treningi posłuszeństwa, zobaczymy jak nam pójdzie. Trzymajcie kciuki :)

    • pancia

      Mam to samo z moim małym kundelkiem. Czasem mi go aż szkoda na tych spacerach, bo najchętniej skumplowałby się ze wszystkimi psami, a nie zawsze jest to możliwe. Też próbuję komend siad, łapa itp, ale nie zawsze to skutkuje.

  • Mamy bardzo podobne problemy z Cookim, z wyjątkiem jedzenia odchodów. Na całe szczęście jedyne które chciałby zjeść, to jego własne (samosprzątający się pies ;)), a z tymi jestem zaprzyjaźniona bardziej niż ze swoimi, więc w sumie… ;)
    Śmieszą mnie te szyfrowane wiadomości, też używamy podobnych np. „czy pies był na przechadzce” żeby nie używać słowa „spacer” ;)

  • Z opisanych przez Ciebie problemów najlepiej znany jest mi ten z domofonem. Pożyczysz mi Millę abym mogła ją na pokaz nagradzać za prawidłowe zachowanie? ;)
    Dorzuciłabym do tego szczekanie na dosłownie KAŻDY szmer na korytarzu, bez względu na to czy jest środek dnia czy nocy. Problem nasila się kiedy jesteśmy w domu tylko we dwie, Luna ma silną potrzebę „bronienia” właśnie mnie, przy panu jest spokojniejsza.

    Znam też problem z niechęcią do obcych, ale tu rozumiem psa i szczerze mówiąc nic z tym nie robię… Ludzi, którzy ciągle chcą ją głaskać też rozumiem, w końcu to „mały słodki piesek”, aż się prosi o pogłaskanie. Luna po prostu się nie daje pogłaskać, na jej zaufanie trzeba sobie zapracować. Najgorzej jest z dziećmi, które w ogóle tego nie rozumieją i są natarczywe.

    W sumie to ja mam sporo problemów wychowawczych, ale gdybym je opisała to powstałby komentarz gigant ;)

    • Anna Kobylarz

      Moja Tajga tez szczeka na domofon i na szmery na klatce. „Broni” mnie czesto przed innymi ludzmi i psami, ale tylko ujadaniem, nigdy nie pokazuje zabkow

  • Aleksandra Mala Przebierała

    Ha! Gównojadki jaki mi dobrze to znane!:) Isa potrafi wcinać taką kupę z uśmiechem na mordce! Na smyczy jest to do opanowania, odciągam, zajmuje czym innym, smakołyk,patyk,piłka. Ale gdy spuszczona ze smyczy poczuje coś „smacznego” na swej drodze jest nie do odwołania, ba! Nawet nie chce do mnie podjeść bo wie że będę jeczyć jej nad uchem, nie dobry pies i coś żeś żarła! Ale nigdy nie odejdzie dalej niż 10 kroków dalej.. Na pewno pomagają żwacze wołowe ! Ale trzeba je podawać systematycznie!

    2 problem (na szczęście już rozwiązany ) Jak się przeprowadziliśmy do bloku, Isa panicznie bała się windy , był to duży problem kładła się i nie chciała wejść. Ćwiczyłysmy na sucho :) Stała u nas winda na piętrze i za pomocą kiełbaski wchodziłyśmy , siadałyśmy , pojechałyśmy 2-3 piętra nagroda i Isa zaczeła dobrze to kojarzyć po miesiącu problem znikł!:)

  • Świetny post :) Jedzenie qp… No tak, znam to doskonale. Próbowałam podawać żwacze, drożdże, tabletki i jakieś cuda na kiju i co? No i nic, jak przysmak był atrakcyjny dla Habsterskiego, tak jest nadal. Najgorsze jest to, jak przybiega do mnie po konsumpcji owego rarytasu z uśmiechem na pysku, dysząc i patrzy na mnie z miną „ale super, czad, bawmy się dalej!” Chłopak ewidentnie nie może zrozumieć, dlaczego nie podzielam jego entuzjazmu.

    • U nas to samo. Nawet świeże żwacze nie pomogły, już się z tym pogodziłam właściwie. A weź jeszcze rób potem gimnastykę, żeby nagrodzić psa smaczkiem, kiedy jest po konsumpcji – ja mu rzucam przysmaki albo szybko zabieram rękę żeby mnie tym gie z paszczy nie dotknął. Fujka :D

  • Aga

    Moja Szisza jest strasznie agresywna na smyczy. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Spuszczona luzem, biega z psami bez większych problemów, (choć często ma zjeżoną sierść), niestety na smyczy rzuca się na 90% psów. Czasem również na ludzi z naszej klatki, wręcz ma na nich uczulenie :(

    • Ania

      może zacznij z nią chodzić na dłuższej lince treningowej? Zira też reaguje agresywnie na smyczy, jak jej zwiększamy swobodę może się spokojnie zachowywać. Przestrzeń jest ważna dla psów, one wysyłają sobie sygnały uspokajające, obiegają się łukiem, wąchają, odwracają wzrok – my często tego nawet nie zauważamy. Kiedy Zira jest na smyczy to nie może wykonać tych ruchów i startuje agresywnie do ‚przeciwnika’.
      Teraz ćwiczymy skupianie uwagi. Polega to na przejęciu kontroli nad sytuacją: widzimy innego psa – komenda lub imię – skupiamy wzrok psa- smakołyk-imie-smakołyk-
      ładnie to brzmi w teorii
      w praktyce natomiast na początku aby skupić psa na sobie trzeba zmieniać kierunek spaceru, zawracać po prostu przejąć kontrolę nad sytuacją

    • U nas też linka zadziałała genialnie! Okazało się, że jak Bonzo ma możliwość przejścia na drugą stronę chodnika/trawnika, to wybiera tą drogę z własnej woli, zamiast iść na zderzenie czołowe i furkotanie do innego psa.

  • Karolina Ancerowicz

    zwalczylismy juz pomysly w stylu „o pies! podbiegnę go ugryźć i obszczekać” ale kiedy obcy pies podchodzi za blisko nie CSując to jest pewne jak amen w pacierzu że ruszy z zębami … :/

    • No, ale jak pies nie wysyła CSów i jeszcze idzie na wprost to sam sobie winien swojego buractwa :D Z powodu braku CSów Bonzo nie znosi labradorów i goldenów, to chyba najbardziej bezczelne (nie CSujące) psy, jakie spotkamy i najczęściej przez nas odganiane.

  • Pancia Buły

    Wypisz wymaluj :) cała Buła. możemy podać sobie rękę. Tylko nasza Bula jak Bonzo za młodu, nadal dzieci to coś do odgonienia, ludzie wchodzący do nas, tylko jak ktoś z psem to może wejść, rowerzyści, biegacze, kijkarze to coś od odpędzenia ujadaniem strasznym, ksiądz wszedł do nas i wyszedł (i dobrze :P) Praca z Buła to mój drugi etat poza pracą etatową, dziećmi i mężem. Pociesza mnie fakt ze nie jestem sama w tej walce. nie raz patrzę na nią jak śpi spokojnie i chrapie, co w tej głowie siedzi. taki kochany pies, serce na dłoni a w głowie bałagan straszny… nie raz ludzie kręcą z dezaprobatą, koleżanka ostatnio „to co jednym słowem odradzasz psa ze schroniska…” nie ma czasami słów, czasami już nie komentuje bo tylko ja wiem ile miłości ten pies nam daje i ze został wybrany przez nas i dla nas :) i choć nie raz przez nią płakałam ( a mam już swoje lata i doświadczenia) to nie chciałabym aby była inna, nie chce innej Buły :)

    • Ah, doskonale wiem o czym mówisz. Choć przyznam szczerze, że takie oddanie pracy nad psem z problemami to wciąż rzadkość – w końcu mnóstwo psów adoptowanych ze schronu wraca tam tydzień później, kiedy choćby najmniejsza rzecz w zachowaniu pójdzie nie tak. Dlatego na wszelki wypadek wolę polecać adopcję psów schroniskowych, ale przebywających w domach tymczasowych. No, ale to już zupełnie inny temat.
      Buła jest jedna i już się nigdy taka cudowna Buła nie powtórzy, dlatego dużo uścisków dla panienki :)

  • Ania

    Moja adoptowana Zira (husky) też ma wiele ‚demonów’, które próbujemy pokonać.

    1. Nie lubi obcych ludzi, jak ktoś wyciąga do niej rękę to odsuwa się, a głaskanie po głowie kończy się kłapaniem zębami…. A ludzie są bardzo głupi i natarczywi i często głaszczą obcego psa! Czasami ciężko w porę zareagować, bo w tłumie ktoś się przewinie i wyciąga rękę…

    2. Tarzanie się w smrodzie – rozkładające się ptactwo, zając czy końska kupa …. tak… kąpiel konieczna!

    3. Problemy z innymi psiakami – bez smyczy toleruje praktycznie każdego przyjaznego psa, lubi sobie z nimi pobiegać, natomiast mijanie na smyczy zazwyczaj kończyło się psią kłótnią… kończyło się bo od jakiegoś czasu zaczęłam nad tym pracować i staram się nie dawać jej okazji do takich zachowań , musieliśmy poradzić się zoopsychologia

    4. ludzie w mieście vs ludzie poza miastem
    w parku, na ulicy, pod sklepem wszystko jest ok, pies akceptuje, że to miejsce gdzie ludzie są. Gorzej jak spotkamy człowieka w lesie, na spacerze w polach, na górskim szlaku…. no to wtedy załącza się radar…. ‚pufa’ ostrzegawczo i obserwuje człeka jakby ten już czyhał na nasze życie

    5.niemiłe witanie obcych ludzi – uczymy jej komendy ‚miejsce’, żeby kurier czy listonosz mógł spokojnie załatwić sprawunki…

    6. inne nieprzewidziane sytuacje – na przykład w lutym na szlaku Zira pierwszy raz widziała narciarzy biegowych… totalna panika

    7. nadmierna obrona naszej przestrzeni – siedząc na ławce w parku nie pozwala obcym się do nas zbliżać, podobnie mieliśmy taką wpadkę w restauracji – szczekała na kelnerkę jak podchodziła do stolika….

    niektóre problemy można rozwiązać skupiając uwagę psa na sobie. W sytuacji, w której pies prawdopodobnie się źle zachowa – imię – wzrok i ćwiczymy alternatywne zachowania….
    nie jest to proste a to dopiero początek naszej edukacji i socjalizacji :)

    nasz świat jest dla psa całkiem obcy, trzeba patrzeć na niektóre sytuacje oczami psa i w porę reagować, przebywaćw różnych sytuacjach

    może nam kiedyś uda się bez stresu wędrować po górach, wchodzić do kanjpek i mijać psiarzy :)

    • Cześć Aniu, dzięki za komentarz. My też walczymy o spokój w knajpie – kiedy w lato usiedliśmy w ogródku kampinoskiej knajpy i obsługiwała nas pani, która bała się psów, Bonzo to wyczuł i też starał się ją odgonić. Eh, trochę wstyd i przyjemność z posiłku odchodzi w siną dal, bo muszę przecież filować na psa. Ale widzę, że ćwiczenia przynoszą skutek – byliśmy w lutym w pubie Lolek i obyło się bez żadnej wtopy, sukces :D

      A pojedynczy pan spacerujący łąką też został przez nas obszczekany niemiłosiernie 2 lata temu – obecnie Bonzo stracił zainteresowanie takimi pojedynczymi osobami i o wiele lepiej wraca na zawołanie. Więc wiesz, jest nadzieja, kwestia czasu :)

      • Ania

        No właśnie :) mam taką nadzieję, że z czasem oswoi się z nowymi sytuacjami.
        Z nami jest dopiero 3,5 miesiąca.
        Przez pierwsze dwa lata swojego życia mieszkała w bloku i nie wiem do końca na jakie sytuacje wystawiali ją poprzedni właściciele bo próba dowiedzenia się czegokolwiek zakończyła się bez odpowiedzi…

  • mizzparadize

    takie wpisy bardzo potrzebne! po 1 dużo wskazówek i nadziei, że zmiany są możliwe
    po 2 uświadomiłam sobie, że długą drogę mam już za sobą – opanowaliśmy chodzenie na smyczy (wcale nie oczywiste dla podrzutka ze śmietnika), wizyty w mieście, jazdę samochodem (choć jeszcze nie autobusem), paniczny strach przed psami (jest minimalny), przychodzenie na komendę…
    z twoich problemów nie dotyczy mnie tylko gie – ekscytacja pukaniem do drzwi (lub jakimkolwiek innym) jest straszna, wizyty obcych to seans szczekania.
    W porównaniu do teriera, którego mam od maleńkości i który był socjalizowany od początku, który kocha wszystkich i tylko emocje bywają trudne do opanowania, moja Tosia ze śmietnika przez 8 lat u mnie jest psem ciągle z problemami. Mniejszymi niż na początku, ale konkursu na posłuszeństwo nie wygra :)
    u mnie próby opanowania „na siad i zostań” są trudne bo ekscytacja lub strach są na tyle silne że komendy wydają się niesłyszalne

    • Dzięki za zabranie głosu – super, że napisałaś o Waszej pracy: fakt, że od 8 lat trenujesz z Tosią, ale troszkę Wam brakuje jeszcze do ideału, podczas gdy terrier jest ogarniętym psiakiem jest dla mnie bardzo ważny. Znowu potwierdza się – nie każdego psa da się wypracować na 100% w krótkim czasie.

      Po Twoim komentarzu zdałam sobie sprawę, że my też opanowaliśmy (dzięki ciężkiej pracy przecież) choćby nieciągnięcie na spacerach, co teraz wydaje się takie naturalne, że nawet o tym nie napisałam :)

  • Faktycznie, mało blogerów pisze o problemach ze swoimi psami i mając zwierza, który daleki jest od ideału można wpaść w depreseję, czytając psie blogi, bo co tekst to nowa sztuczka, komenda, zawody. Z drugiej strony, trzeba brać pod uwagę, że w blogosferze przeważają kupowane do sportu BC, a „zwykłe” psy, czy nawet psy spoza pierwszej grupy FCI są w zdecydowanej mniejszości. Pamiętam, że kiedy opublikowałam dwuczęściowy tekst, dotyczący problemu chodzenia na luźnej smyczy nagle okazało się, że nie tylko ja się z nim zmagam – zaskakująco wiele osób przyznało się, że ich psy ciągną na smyczy, budząc ich frustrację na spacerach (tu jest pierwsza część: http://trendzseterem.blogspot.com/2014/11/walka-o-luzna-smycz-pasmo-porazek.html)

    Z ludźmi z kolei mam problem zgoła odwrotny, T. wszystkich kocha i najchętniej szmaciłaby się do każdego człowieka, który tylko się do niej uśmiechnie. Pomaga bezlitosna samokontrola o bardzo jasno określonych zasadach oraz treningi w rozproszeniach, które organizuję jej od czasu do czasu. Muszę przyznać, że jestem bardzo dumna, kiedy okazuje się, że radzi sobie coraz lepiej. Chodzenie przy nodze na ruchliwym skrzyżowaniu? Przy bramkach w metrze? Obok piszczącego dziecka? Sama byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że to możliwe. To 2 minuty i 38 sekund mojej wielkiej radości: https://www.youtube.com/watch?v=uYmqq3ZdXAs ;)

    Powodzenia w pracy z Bonzem!

    • I dlatego, że mało osób o tym pisze, to jest super, że tak dokładnie opisywałaś walkę o luźną smycz. Ha! Doskonale pamiętam tamte wpisy. Coś mi mówi, że w ogóle większość psów ciągnie na spacerach, to jest chyba najpopularniejszy problem.
      Hm. Kurczę, ja chyba nie czytam tych blogów ze sportowymi BC, a mimo to widzę zewsząd cudne sztuczki i wspaniałe zachowania.

      Eeeej, jaki fajny filmik! Ominęło mnie to, że macie kanał na yt, zaraz zasubskrybuję. Ależ T. pięknie wygląda podczas tego obi – taka skupiona, ale wdzięczna jak zwykle :) Gratuluję sukcesu i owocnej, ciężkiej pracy!

  • Miło i ciekawo się czytało :) Świetne zdjęcia!
    U nas największym problemem jest brak porozumienia Zuzia – reszta psiego świata. Nie znam jej przeszłości, ale jednego jestem prawie pewna – zerowa socjalizacja z psami. Może została szybko odłączona od rodzeństwa? W każdym razie ona po prostu nie umie, nie umie z nimi rozmawiać. Już ją trochę znam i jak patrzę na sygnały które wysyła, niektóre są dość sprzeczne. Oczywiście dochodzi do tego lęk przekształcony w agresję, ale pracujemy nad tym. Sunia nie tyle zżera kupy, co się w nich z lubością tarza, ale tego to już jej raczej nie oduczę – marne szanse :P
    Po adopcji Zuzia bardzo bała się starszych panów z lekką brodą i siwymi włosami. Lęk, warczenie, uszy po sobie… na szczęście dzięki dziadkowi udało mi się przekonać sunię, że takich ludzi też da się lubić.
    Z Waszą metodą może uda mi się nauczyć Zuzi trochę spokojniej reagować na domofon i obcych w domu ;)

    Pozdrawiam,
    poprostuzuzia.blogspot.com

    • Haha, zawsze się zastanawiam co gorsze – jedzenie kup, czy tarzanie się w nich :) Ej, to też sobie nieźle poradziłyście ze strachami Zuzi po adopcji – jeśli przestała reagować strachem a osoby pokroju dziadka to to jest mega sukces! Gratuluję :)

  • Ola

    Jak adoptowalam Nera tez myslalam ze duzo wiem o psach, no bo przeciez cale zycie spędzilam z psami, ale nic nie wiedziałam! Nero na początku był obojętny, w ogole nie słuchał i był agresywny w stosunku do wszysykich psów, pozabijałby wszystkie. Długie miesiące zajelo pozbycie sie agresji, potem powoli uczylam go posłuszeństwa i innych rzeczy no i udało sie, ale nie ma lekko czasami włącza mu się opcja niesluchania wiec caly czas musimy nad tym pracować. Nero boi sie wody, a raczej boi sie pływac, stracić grunt pod nogami, jestem pewna że gdyby tylko sie przekonał to pokochałby pływanie, Nero po prostu nie lubi nowych rzeczy (Na poczatku zapieral sie przed wejsciem na balkon, a teraz to jego ulubione miejsce). Mam plan przekonać go do pływania w to lato, mam nadzieje, że sie uda :)

    • Widzę, że podobne mamy przeżycia :) Jak zaczynałam puszczać Bonza luzem do innych psów to mieliśmy opanowane w stopniu wystarczającym posłuszeństwo, byliśmy po kastracji, zmianie diety i z kagańcem na pysku. No, ale się udało!
      O, to u nas Bonzo też nie przepada za brakiem gruntu pod łapami. Najlepsze miejsce do zamoczenia się to tam, gdzie jest piach i równe dno, także wiem o co chodzi :) Przekonał się do taplania się w wodzie, a nawet czasem przepłynięcia, kiedy spędzaliśmy często czas (spacery) nad wodą, a z nieba lał się żar. Trzymam kciuki za nowe doświadczenia w życiu Nero :)

  • Agata

    Przekichane :) Tzn… zawsze mogło być gorzej, ale najważniejsze, że pracujecie nad problemami. Doskonale wiem, jak to jest, gdy pies nie przepada za obcymi, atakuje, bądź serdecznie nienawidzi innych psów. Jednak, grunt to chęć „naprawy” psa ;)

    Część z wyżej opisanych problemów przerabiam z psami u rodziców, na szczęście największą zmorą mojego rudego szczęścia jest tylko klaustrofobia ;)

  • julia

    Mam sukę z ulicy, która musiała być bita, bo na to wskazywało jej zachowanie. Od pięciu lat próbuję zapanować nad jej agresją lękową. Atakuje tylko, gdy człowiek wyciąga do niej rękę, przed tym się kuli i widać, że nie chce, no ale cóż. Nie jest w stanie zaakceptować od razu każdego. Na Schejrę najlepszym sposobem jest obce miejsce i luźno biegająca ona, człowiek rozmawiający ze mną, wtedy potrafi podbiec i skakać na mnie bądź drugą obcą osobę mimo wszystko domagając się od niej pieszczot. Jeśli tak się dzieje psa mam skradzionego. Drugim sposobem jaki odkryłam niedawno jest podniecenie jej słowami „Patrz kto idzie” „kto tam jest” pies się nakręca i cieszy wtedy każdy przechodzeń może wyciągnąć do niej rękę i ją głaskać. Do mieszkania nie wpuści nikogo, więc jest zamykana w klatce póki się nie uspokoi i potem wychodzi, a wtedy różnie bywa, ale co raz lepiej powoli :). Z drugim psem nie ma problemu :)

  • Azbest

    To i ja się podzielę progresem. :)

    Moja sucz również pochodzi ze schroniska. Nie wiadomo ile tam wysiedziała i gdzie była wcześniej, ale wyszła z niego bo została pogryziona. Trafiła do świetnego DT, a po dwóch tygodniach do mnie. Bała się wychodzić z domu. Bała się schodów. Bała się ludzi (a zwłaszcza starszych i grubych). Bała się hałasów, fontann, dzieci, psów, piłek, kijów, strzałów, burzy, samochodów i rzeczy nowych (nawet nowe żarło na początku zawsze jest be, bo nowe). A na każde pociągnięcie smyczą reagowała zesztywnieniem, gwałtownym oporem i wycofywaniem się w każdym możliwym kierunku, który nie jest tym, który wybrałam ja.
    Czego się jednak bała najbardziej to porzucenia.
    I bardzo niecnie ten strach wykorzystałam. ;) Błyskawicznie nauczyła się chodzenia bez smyczy – po 2 miesiącach puszczałam ją w parku luzem. Na smyczy idzie nam mozolnie, bo przypinam ją tylko jak muszę – nadal na szarpnięcie reaguje sztywnieniem, chociaż ostatnio jest już lepiej i jak pociągnę ją krótko i lekko to idzie. Ale przy ruchliwej ulicy, gdzie jest zawsze na smyczy, przykleja się do mnie i idzie z nosem w moich łydkach, jak na skazanie. Zawsze wraca na zawołanie, nigdy się nie oddala (jak jej znikam z widoku to biegiem wraca w miejsce gdzie ostatnio byłam i szuka). Ludzi respektuje, ale tylko podejrzane typy (dzieci!) obchodzi szerokim łukiem. Jest spokojna w miejscach typu poczta, psy toleruje (ma świetny wzór do naśladowania – młodziutką ONkę) i czasem nawet zaczepia do zabawy. Po schodach chodzi codziennie z własnej nieprzymuszonej woli, fontannę pogardliwie ignoruje (ale szlauch to szatan wcielony, zapewne zostało jej to po myciu klatek czy czymś takim), piłki są fajne jako zabawka w domu, na dworze omija ludzi z piłkami z daleka. Testowałam ją na „strach przed kijem”, ale jedyna reakcja na badyl w moich rękach to DAJ DAJ DAJ. Ogólnie się strasznie fajna zrobiła, porównawszy ją z tym co do mnie przyjechało w zeszłym roku. :P

  • Bardzo ciekawy i potrzebny wpis. Zainspirowana napisałam na swoim blogu jakie problemy ma mój pies. Część problemów się nakłada a dokładnie lękliwość. Pozdrawiam.

    http://dziabongowo.blogspot.com/2015/05/bo-nikt-nie-jest-idealny-problemy.html

  • gosia

    Witam kochani!
    Mam Problem z moją suczką Abi od początku kiedy jest z nami ma cale podwórko do dyspozycji. Od małego zaczął się problem po wyjściu z domu lub wejściu na podwórko Abi rzuca się na wszystkich ja tłumaczę to że robi to z radości ale staje się to uciążliwe brudzi ubrania wyrywa torebki i rzuca się na plecy, każdy nasz gość boi się Abi. Po jakimś czasie przebywania na działce pies się uspokaja ale następnego dnia sytuacja się powtarza. Próbowaliśmy już różnych sposobów wygłaskania ja przed wyjściem rzucania jej smakołyków na zajęcie się ale nic nie pomaga. Abi jest zawsze nadpobudliwa potrafi tak bez powodu zacząć robić rundki z mega szybka prędkością dookoła domu i dodam ma niespożyte siły. Proszę o pomoc co mogę zrobić z takim psem?

  • Pingback: Bonzo mówi "wyjdź" - Pies w Warszawie()