MIESZKANIE Z PSEM-PRZEDMIEŚCIA, A
Sprawy psiarzy, Z życia psiarki

Białołęka, a Mokotów. Mieszkanie z psem

Mieszkanie na przedmieściach czy w centrum? Odwieczne pytanie.

Przez prawie 25 lat mieszkałam na Mokotowie. 1 rok na Ochocie i 1 rok na Białołęce. Wszystko ma swoje plusy  minusy, wiadomka.

Najgorzej

Najgorszym miejscem do mieszkania z psem spośród wymienionych 3 dzielnic jest dla mnie Ochota – mieszkałam na skrzyżowaniu Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej. Ciasno, zabetonowane, zero luźnych przestrzeni, małe podwórka z lichą trawką, ludzie z sąsiednich bloków upierający się, że to nie moje podwórko, więc nie powinnam tędy przechodzić z psem (WTF?!). Brrrrrr. Bonzo po adopcji trafił właśnie na Ochotę, gdzie mieszkałam z ówczesnym facetem,po rozstaniu przeprowadziłam się z powrotem do mamy na Mokotów. Uf, tu można było odetchnąć!

Obecnie od roku mieszkam z Kubą na Żeraniu (tzw. bliska Białołęka) i chcę podzielić się spostrzeżeniami odnośnie mieszkania na Moko i na Biało z perspektywy właścicielki psa.

Poniższa lista jest subiektywna i wynika z moich doświadczeń.

Mokotów – zalety

1. Psie znajomości

Większość psich znajomych poznałam mieszkając na Mokotowie – a to w parku, a to przez Psie Spacery. Mam wrażenie, że tu łatwo o przyjaźnie, ludzie jacyś otwarci. Wokół dużo zieleni, można chodzić na wspólne spacery różnymi trasami, umawiać się w pobliskich parkach. Poniżej Bonzo i Faber na Polach:

Kumple od patyczka / sticking buddies ;) #dogsofpoland #poland #faber #bonzo #stick #fun #dogsplaying #pieseł #juliusk9

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

2. Dobry dojazd

Mokotów jest świetnie skomunikowany z resztą miasta dzięki m.in. obecności metra. Stąd łatwo wybrać się na spacer po Natolinie, podskoczyć metrem na Pole Mokotowskie, czy podjechać na Politechnikę i dziarskim krokiem dotrzeć na Cypel Czerniakowski.

3. Psioprzyjazne knajpy pod nosem

Relaks, Regeneracja, Mezze, Lokalna i więcej. Wracając ze spaceru można wstąpić na szamę i lemoniadę.

4. Dużo zieleni

Podwórka z trawnikami, trawiaste pasy zieleni, mnóstwo parków: Pole Mokotowskie, Morskie Oko, im. Żołnierzy Radzieckich (zwany po prostu „radzieckim”). Aż chce się iść na spacer!

#followme #wilanowska #dogwalk #walk #poland #dogsofpoland

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

Mokotów – wady

1. Żarcie na trawnikach

Ludzie nagminnie wyrzucają przez okna kości z rosołu „dla ptaszków”, wylewają pomidorową „dla kotków”, a to wszystko trafia z wysokości na trawniki. Inni natomiast specjalizują się w rozrzucaniu spleśniałego chleba i zmaślonej szynki pod karmnikami. Pyszna wyżerka dla psów i szczurów :>

2. Zagęszczenie psów i ludzi

Mokotów to niemal środek miasta, żyje tutaj dużo ludzi, a w raz z nimi – psy. Spacerową godzinę 19:00 łatwo poznać po rozbrzmiewających zewsząd szczekaniach psów, które chcąc, nie chcąc, idą sobie naprzeciw ciasnymi uliczkami. Spacer poranny i wczesno-wieczorny wymaga lawirowania między psami i ludźmi.

3. Duże natężenie ruchu

Obecność wielu małych uliczek sprawia, że podczas puszczania psa bez smyczy trzeba utrzymywać wzmożoną kontrolę, co chwila psa zapinać z powrotem. Większość spacerów jest smyczowych, jeśli chcesz puścić psa, żeby naprawdę pobiegał, to trzeba udać się dalej od domu.

Białołęka – zalety

1. Niskie natężenie ruchu

Mieszkamy na Żeraniu w pobliżu ul. Modlińskiej na ślepej uliczce. W związku z tym natężenie ruchu w najbliższej okolicy jest znikome, większość spacerów odbywamy wzdłuż Kanału Żerańskiego i ul. Płochocińskiej. Aby dojść do dużej łąki przy Polfarmie wystarczy przeciąć 1 (słownie: jedną!) ulicę zamiast 15 maleńkich. Uf!

Czy tu dają jeść?

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

2. Liczne tereny niezagospodarowane

Na spacerze rzadko spotykamy kogokolwiek. Ludzie z psami raczej siebie nawzajem unikają. W naszej najbliższej okolicy jest mało bloków, mało sklepów, nie ma żadnego parku. Jedyne w miejsce, w którym spotkamy trochę więcej ludzi to Kanał Żerański. Spacer to zwykle przechadzka po terenach przez nikogo poza nami nie uczęszczanych.

3. Spacery bezsmyczowe

W związku z tym, że do dyspozycji mamy duże połacie zieleni, większość spacerów jest bezsmyczowa od momentu wyjścia z osiedla, aż do powrotu. Widzę po Bonzie, że jest zrelaksowany, węszy sobie na czilaxie, ciągle się uśmiecha całym sobą.

Poranny spacer taki piękny! #warszawa #zeran #bialoleka #spacer #spacerzpsem #bonzo #doglovin #dogsofpoland #polska

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

4. Trawniki wolne od żarcia

ZERO żarcia na trawnikach. Początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do tego luksusu :D

Białołęka – wady

1. Obozowiska bezdomnych

Niestety na Żeraniu jest wiele obozowisk bezdomnych mężczyzn, a wiadomo – gdzieś pod krzaczek chodzić muszą (nestety wędkarze po weeekendzie też swoje zostawiają). W zeszłym roku było prawdziwe zatrzęsienie, w tym roku o dziwo drużyny żulików wróciły w minimalnym składzie, ale czujni musimy być zawsze. Niestety Milla nie może się oprzeć jak sobie znajdzie taki przysmak :>

Hrabina. Mieszkamy z Jaśnie Państwem. #boxer #boxerdog #krolewna #gdziekorona #białołęka #bialoleka

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

2. Brak koszy na śmieci

Jak już sprzątnę na tych nieużytkach moich spacerowych to nie mm gdzie wyrzucić i to jest prawdziwy ból dupy, o którym pisałam w Nie ma kosza? Nie ma kupy. Większość osób po prostu nie sprząta, więc widok trawników dookoła bloków oka raczej nie cieszy.

3. Brzydko. Nudno. Głośno. Taka prawda.

Będzie fajnie – mówili. Spacery bez smyczy – mówili. Może i chodzimy bez smyczy, ale do diaska, tu jest tak brzydko i dennie, że aż żal dupę ściska. Wokół tereny fabryczne, więc trzeba uważać gdzie się człowiek zapuszcza, bo z bramy nie raz potrafi wypaść pies stróżujący. Uliczek może i mało, za to dwie główne, które biegną koło nas robią wystarczająco dużo szumu i spalin. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak Kanał Żerański – spacer jego brzegiem jest superancki, ale ile razy w tygodniu można tędy chodzić? Generalnie: nuda spacerowa.

5. Kiepski dojazd.

Jak człowiek chce się spontanicznie wybrać na dalszą wycieczkę to bez samochodu trudno się stąd wydostać. Jest SKM, nie powiem – to się świetnie sprawdza. Są autobusy. I tyle – zero metra, zero tramwajów (2 ulubione środki transportu publicznego Bonza). Auto i nie ma przebacz.

Tymczasem w Warszawie Meanwhile in Warsaw #kanalzeranski #mgla #warszawa #instawawa #warsaw #wawa

A post shared by Pies w Warszawie (@pieswwarszawie) on

Podsumowując

Po przeprowadzce na „wieś żerańską” początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do zmiany. Ulice, które znałam jako trasę wyjazdową z miasta nagle stały się moimi codziennymi trasami spacerowymi. Po pewnym czasie nie tylko przywykłam, ale również zauważyłam plusy tej sytuacji, takie jak luz na spacerze. Generalnie – jest fajnie. Ale za jakiś czas będziemy migrować bliżej cywilizacji – ach, zielony Żoliborz – marzenie! <3

A Wy, gdzie mieszkacie? I jak Wam się tam żyje, spaceruje? Mieszkacie w centrach miast, czy na obrzeżach?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Basia

    Ja mieszkam ze swoimi dwiema sukami na Tarchominie- trochę mniej fabrycznie, nadal zielono a i nawet tramwaj pod blokiem jeździ. Generalnie jak dla mnie minusem jest to, że najzwyczajniej w świecie z Białołęki jest wszędzie daleko, dlatego często jak są jakieś większe grupowe spacery, np. na Polu Mokotowskim, to po prostu nie chce mi się tachać z dwoma futrzakami taki kawał drogi ;)

  • Wiktoria Bobowicz

    Ja psa dorwałam po przeprowadzce na wieś, gdzie jest dużo samochodów (serio!), mało normalnych psów, od cholery dzieci i żadnego transportu publicznego. Takie miejsce jest fajne, jak masz samichód, wolny weekend i ochotę na wypad w dzicz. Jednak do Warszawy wracam (już się doczekać nie mogę!) i pewnie będzie to jedno z osiedli na Bielanach, ewentualnie właśnie Mokotów :) Starałam się zrobić mały (no dobra, trochę większy…) research, obczaić gdzie co jest blisko i jak bardzo psioprzyjaźnie. W ogólnym rozrachunku potrzeb psich i ludzkich właśnie te dwie dzielnice wypadły najbardziej na plus :) Dzięki za podsumowanie! ;)

  • Psiamatka

    My buszujemy na Mokotowie, i nie mogę sobie wyobrazić lepszego miejsca. Parki są, a na ulicach w większości psy na smyczy (nienawidzimy podbiegaczy!!!) są knajpki, i generalnie jest przyjemnie. Wracajcie ;-)

  • misslinguist

    My mieszkamy na Młocinach – 5 minut do Kampinosu, a metro też pod nosem, bajka :):):)

  • Agnieszka Kuzińska

    Hm… Bródno niby niedaleko od Żerania, ale żarcia tutaj po pas. Dojazd tak samo fatalny, ludzie na osiedlu dziwaczni, w parkach tylko jest spoko… No i mam przed blokiem ruderę, która co jakiś czas płonie i co jakiś czas umiera tam jakiś bezdomny – deal with it :P Aaaa… no i lisy na parkingu. Pod blokiem psa nie puszcze, musimy gdzieś dygać milion czasu żeby było bezpiecznie.
    Ale i tak jest lepiej niż na Śródmieściu.

  • Starówka – tłum ludzi, piękne widoki, wszędzie blisko, tereny spacerowe można wymyślać i wymyślać. Uwielbiam to miejsce pomimo tego, że robi się tu coraz gorzej. Najgorszy jest tłum i brak organizacji (brak parkingów, bydło nie ludzie, brak możliwości dojazdu do domu, bydło nie ludzie, brak poinformowania mieszkańców o nadchodzących koncertach/maratonach, a co się z tym wiąże – o zamkniętych ulicach) podczas wszystkich eventów.

  • O Pieseczek

    Lajson mieszka przy Kępie Potockiej i bardzo sobie chwali: park z kanałkiem, krzaczory nad Wisłą, blisko do lasku Bielańskiego, duuużo fajnych psich kumpli z sympatycznymi właścicielami, większość czworonożnych i dwunożnych raczej okrzesana. Pańcia bardziej miejska i wolałaby bliżej centrum mieszkać, ale czego się nie robi z miłości ;) Słyszałam jednak, że te nowsze osiedla na Żoliborzu nie są takie pies-friendly.
    Pozdro z Żoli i czekamy aż do nas dołączycie :)

    • No wiesz, nam się na tym Żoli marzy domek oficerski. Albo chociaż 1/20 domu oficerskiego (na tyle nas stać :D). Nie jestem fanką nowych, zamkniętych osiedli – teraz na takim mieszkamy, bo są zwyczajnie tanie mieszkania, ale docelowo albo kamienica albo fajny, stary blok, albo domek, ale zawsze na parterze.

  • A my mieszkaliśmy:
    1. Na Ursynowie: akurat bardzo blisko stacji metra i Dolinki Służewickiej, na spacer i na rolki. Akurat tam było bardzo czysto, ale nie zdążyłam docenić tej lokalizacji.
    2. Nowodwory: wspominane przeze mnie z łezką w oku. Niezłe miejsca spacerowe, czysto, do północy można się było spodziewać obecnych biegaczy, rowerzystów czy rolkarzy, więc właściwie swobodnie wychodziłam z psem bardzo późno, bez myśli „o boże, albo wszystkich obudzę, abo mnie ktoś zamorduje”.
    3. Targówek: wszyscy zdają się wychodzić tylko na osiedlowe trawniki, nic ciekawego, dość brudno w kwestii porozbijanych butelek i nie zaznałam żadnego sensownego miejsca do wyjścia z psem na dłużej.
    4. Bródno: akurat mieszkaliśmy naprzeciw parku bródnowskiego, cudnego, bo bardzo dobrze oświetlonego po zmroku. Pole PGR, las bródnowski: mieliśmy blisko i do dziczy i na „ogromny psi wybieg” i na socjal w parku. Tu było najlepiej, ale na całym Bródnie jest bardzo mało koszy na śmieci i ogromnie dużo żarcia wywala się przez okna.
    5. Ochota/Włochy: akurat mieszkamy teraz na granicy. Na tyle blisko na Szczęśliwice i Pole Mokotowskie, że można dojść na piechotę, na tyle daleko, że gdy masz na spacer godzinę, nie ma sensu się wybierać i dosłownie nie ma gdzie pójść, chyba że piętnaście okrążeń dookoła placu zabaw. Jest bardzo brudno jeśli chodzi o śmieci porozrzucane po trawnikach (głównie puszki i butelki po piwie), w tym również poprzewracane i ‚wytrzewione” śmietniki, za to pomiędzy naszymi blokami jest naprawdę mało kup.

    Ciekawa jestem gdzie nas poniesie w najbliższym czasie ;)

  • Guliett4

    A my na Woli:) Jak wyjdziemy od nas z bloku w prawo dojdziemy na Moczydło gdzie jest dużo małych psów, które boją się bawić z moim dużym ( a nie nie to właściciele się boją) ale mamy też tam fajną polankę, gdzie pies może pobiegać za patykiem no i kawałek dalej jest park Szymańskiego ale tam rzadko się zapuszczamy.
    Jak wyjdziemy z bloku w lewo dojdziemy do lasku na kole. Tam są znaki, że z psem tylko na smyczy… no i las to las ludzie robią sobie z niego wielki wychodek. Więc mam taki sam problem jak Ty z Millą tylko mój pies dodatkowo lubi się wytarzać. A i jedzenia wyrzucanego też sporo zwłaszcza przy blokach. Ale da się spacerować zwłaszcza że po drugiej stronie lasu jest park Ks. Janusza i tam jest świetnie. Jak się przyjdzie o odpowiedniej godzinie to tyle dużych psów do wspólnej zabawy i tyle miejsca do biegania i ludzie baaaardzo mili:)

  • Agaczu

    1. Praga Północ – całkiem przyjemnie w parku praskim, ale ciągle trafiałam na patrol straży wiec z psem tylko na smyczy bo inaczej mandacik.
    2. Bródno – mieszkaliśmy tuż obok laski brodnowskiego – cudnie. Szalone spacery i mnóstwo miejsca. Standardowo tylko trochę jedzenia, którym ludzie dokarmiaja zimą dziki i trochę kup latem. No i oczywiście wiosną ostrożnie z lochami z małymi.
    3. Białołęka blisko Marek – strzał w 10! Oprócz tego że mamy mieszkanie z calkiem sporym ogrodkiem to za osiedlem hektary łąk, las i kanalek marecki gdzie Beza szaleje. Chyba najbardziej jej się tu podoba, jest szczęśliwa i ekstremalnie wybiegana :) cisza, spokój, mały ruch komunikacyjny a na osiedlu sporo kumpli :)

    • OposowaOdWałkowa

      Agaczu- odnośnie Parku Praskiego- naprawdę wlepiają te mandaty czy tylko patrolują park? Do tej pory nie puszczałam mojego ze smyczy, ale ciągle widzę, że dla ludzi to jednak norma i nigdy nie byłam świadkiem wlepienia z tego powodu mandatu, ale muszę przyznać, że dopiero rozpoczynamy naszą przygodę z Pragą i pies nie mieszka ze mną na stałe. Chciałabym zacząć spotykać się z innymi psiarzami, żeby psy mogły się pobawić, ale trochę mnie nastraszyłaś.

  • Bardzo czekałam na ten wpis! Obecnie mieszkam na Stokłosach, jest spoko ale luzem nie pobiegasz bez oczu dookoła głowy. Mam nadzieję, że do końca roku uda nam się zmienić lokalizacje. Wstępne plany to właśnie Żerań/bliski Tarchomin. Obawiałam się, że jest gorzej. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła Białołęka! :)

  • mizzparadize

    W Warszawie nie mieszkam, ale bywam, pomieszkując wtedy w różnych miejscach. Z moich obserwacji chyba bardzo psioprzyjazny jest Ursynów – wnioskuję to też po ilości piesów, które mogę obserwować rano przechodzące co chwilę koło bloku, w którym mieszka moja ciotka. Osiedla zielone, małe, nieruchliwe uliczki, cisza i spokój (o ile nie mieszka się bezpośrednio przy ul. Płaskowickiej lub alei KEN, tylko gdzieś pomiędzy). 5 minut do lasu Kabackiego, 5 minut do metra też, mając własny samochód dojeżdżasz do Puławskiej i prościutko do centrum.

    Nienajgorzej wyglądają też Bielany, choć to chyba zależy od miejsca, w którym się mieszka. Babcia mieszka akurat pośrodku niczego (pod zwględem spacerowym) a najbliższym kawałkiem zieleni jest Park Olszyna. Jeśli ktoś ma bliżej do Kępy Potockiej albo lasku bielańskiego to pewnie będzie zadowolony.

    Najgorsza wg mnie jest Białołęka – koleżanka mieszka co prawda niedaleko Kępy Tarchomińskiej, ale natężenie ruchu ludzi i psów jest tam takie, że odechciewa się wychodzić. Jest las niedaleko bloku (po drugiej stronie b. ruchliwej ulicy) ale ludzi tam tylu, że biegacze, psiarze i mamy z dziećmi niemal się o siebie ocierają. Jednak ją i ten kawałek lasu cieszy, mimo, że jest wielkości mojego podwórka i prywatnego kawałka lasu, który mam pod domem.

    W porównaniu z tym moja lubelska prowincja i przedmieścia małego miasta są najlepsze. Fido bywał w Warszawie i podobały mu się lasy Kabackie i mnóstwo nowych zapachów i miejskie psy, których właściciele są świadomi, dbają o swoje piesy i walczą o ich prawa. Jednak własny kawałek lasu, pola tuż obok i możliwość biegania bez smyczy na kilkugodzinnych spacerach to coś, do czego chce się wracać. A ja błogosławię wiejskich właścicieli psów, którzy na spacery w ogóle nie chodzą (bo przecież pies cały dzień biega po ogromnym podwórku) i nie robią mi tłoku.

  • Daria Żakieta

    My mieszkamy w centrum Gorzowa Wielkopolskiego i uwielbiam to miasto. Mamy mnóstwo parków, do każdego mogę bez problemu dojść pieszo, a gdy brak czasu – można dojechać komunikacją miejską. A jak już idziemy to łatwo zahaczyć po drodze o inne parki. W dodatku większość nie ma nawet chodnika – ku nieszczęściu rodziców z dziećmi i wózkami – ale nas cieszy i pewnie psy bojące się dzieci także.
    A gdy mamy ochotę na otwartą przestrzeń, to od centrum wystarczy przejść się wzdłuż rzeki Warty w którąkolwiek stronę, żeby dojść na obszerne łąki lub pola. Za granicami miasta mamy piękne lasy i jeziora. Nic, tylko spacerować ;) . Moim zdaniem to świetne miasto dla psiarza, chociaż wciąż niewiele się tu dzieje jeśli chodzi o psią kulturę (mamy klub agility z silnie ograniczonymi terminami treningów, dwie wystawy w roku i od czasu do czasu jakieś seminarium).
    W Warszawie (na Mokotowie) bywamy regularnie w ramach studiów zaocznych i nie mam dobrych odczuć związanych z tym miastem. Generalnie nie przepadam za metropoliami, ale Warszawa jest jak dla mnie szczególnie zabetonowana i ze strony ludzi spotykam się bardzo często z nieprzychylnością albo strachem przed psem. Tym trudniej nam to znieść, bo mój pies boi się ludzi, a tym bardziej tych, którzy boją się jej. Trudno też uniknąć tłumów ludzi…

  • Lidia Kobylińska

    Witam :) My mieszkamy od roku na Ochocie dokładnie na Pruszkowskiej i jesteśmy zadowoleni. Zaraz obok mamy Forty Korotyńskiego gdzie są nasze psie przyjaźnie i wspólne zabawy :D Przed blokiem na szybkie siusiu jest sporo zieleni. Trzy minuty od nas Park Malickiego tu raczej na smyczy bo dużo kaczek i ludzi na ławkach. Na końcu Korotyńskiego mamy Park Szczęśliwicki gdzie również często bywamy na codzienne spacery. Natomiast na końcu naszej ulicy jest Park Radziecki gdzie można zaznać trochę spokoju i samotności ( wśród drzew psy się jakoś mijają czasem trudno kokoś znaleźć no i dodatkową atrakcją jest wypatrywanie wiewiórek ) Obok Radzieckiego są Pola Mokotowskie gdzie też można liczyć na dobrą zabawę i trochę przestrzeni:) Niestety brakuje nam trochę takich samotni np do ćwiczeń. Oczywiście wielkim minusem jest wyrzucane jedzenie….kości, zupy, ryby, pieczywo, owoce, czasem nie wiem nawet co to jest… Ochota nie taka straszna moje trzy futra mają gdzie biegać i spacerować :)

  • IREE

    Pyry! przenieśliśmy się z ursynowskich Kabat, na których psich właścicieli było zatrzęsienie (niestety większość kochająca jedynie własne psy..:/)
    W Pyrach jest na prawdę spoko, ze względu na stosunkowo małe zagęszczenie ludzi – są domki zamiast bloków, zatem odpowiednio mniejsze jest też natężenie psiarzy. To może brzmi niebardzo pozytywnie, ale jako rodzina dużego psa (który w dodatku strasznie chce się bawić z każdym napotkanym pobratyńcem) bardzo często jesteśmy ofiarami pisków i krzyków właścicieli psów mniejszych. Celeowo piszę o „właścicielach” bo z reguły są to osoby, które nic z psiego języka nie rozumieją.
    Tak więc – Kabaty ze względu na las i tereny tak, ale ze względu na duże zaludnienie – już nie.
    Pyry – TAK. Są miejsca do spacerów, są niezagospodarowane pola do biegania i jest las Kabacki od strony dużo mniej uczęszczanej. Na NIE są (niestety) trawniki z wyrzucanym jedzeniem i dziki które potrafią podchodzić naprawdę dużo bliżej niż mogłam sobie wyobrażać mieszkając na Ursynowie.

    pozdrawiamy!
    E&S&PIES

  • Kluska

    Mieszkamy na granicy Żoliborza i Bielan – blisko na Kępę Potocką, Cytadelę, nad Wisłę, Wybrzeże Puckie, Wybieg przy Ratuszu Arsenał, do Lasku Bielańskiego, parku Olszyna itp. itd.,.. Można wymieniać i wymieniać, metro blisko, do Centrum rzut beretem, na Bródno czy Bemowo również, bo skończyli wreszcie remont trasy AK – naprawdę, IMO jest to najlepsza lokalizacja w Wwie ;) Bardzo pro-psie towarzystwo, Kluska ma tu wielu kumpli, a my wielu wspaniałych psich znajomych :) Polecamy!

    • Ah, Żoliborz to wymarzona lokalizacja, myślimy o tym żeby w przyszłości się tam przenieść. Ba, Bielany też są fajne, także pogranicze Żoliborz/Bielany wyobrażam sobie że jest perfekcyjne. Pozazdraszczamy i mam nadzieję, że kiedyś- do zobaczenia na Żoli :D

      • Kluska

        Do zobaczenia ;)

  • Azbest

    Ja sobie Mokotów bardzo cenię (może dlatego, że mam dosłownie 10 kroków do najbliższego parku?), ale wyrzucanie jedzenia jest po prostu nagminne i obrzydliwe. I nie wytłumaczysz ludziom, że kości i spleśniały chleb to NIE JEST dieta dla bezdomnych kotów, których ostatnio znów przybyło. Poza tym od czasu do czasu spotyka się ludzi… specyficznych, srających w krzakach, rzygających w krzakach, śpiących w krzakach. Wszystko robią w tych nieszczęsnych krzakach. Nie zazdroszczę ludziom, którzy tuż obok mają działki.
    Co jeszcze jest nagminne to rozbijanie butelek przez hehe dresiki. Moja sucz ma poduszki ze stali, bo notorycznie wchodzi w butelki i – tfu tfu – nic się jej dotychczas nie stało, ale nie jeden cudzy pies łapę rozciął.

  • Ania

    My z ochoty
    przeprowadziliśmy się na białołękę. Poziom mojego zadowolenia z obecnej
    dzielnicy jest ściśle uzależniony od panującej akurat pory roku :)

    Na ochocie
    najpierw mieszkaliśmy przy Pruszkowskiej- cud, miód i orzeszki. Duże, zielone
    podwórka, na których się wszystkich zna. Obok park „ruski”, pole mokotowskie, szczęśliwice,
    „górki” czyli park przy Korotyńskiego i „stawik” na Rakowcu. Jedynym minusem
    był fakt, że mimo wszystko futro nie może się swobodnie wybiegać bo inne psy,
    wiewórki etc. Później przeprowadziliśmy się w okolice Bitwy i Grójeckiej. Życiowa
    porażka- najbliżej szczęśliwice ale to nie rekompensowało niestety sąsiedztwa
    bazaru i ciasnych podwórek bez skrawka zieleni.

    Teraz Białołęka-
    dopóki dzień jest długi jest cudownie. Zaraz obok las i wał wiślany, kawałek
    dalej… las i łąki. Miejsca do swobodnego hasania mnóstwo , tylko na dziki
    musimy uważać. Problem zaczyna się jak dzień jest krótki i po powrocie z pracy
    jest ciemno. Nie mamy gdzie iść na spacer. Wtedy zaczyna mi bardzo bardzo
    brakować ochockich, oświetlonych parków.

    W perspektywie
    mamy przeprowadzkę prawie do środka lasu, więc będzie jeszcze ciekawiej :D

    • No to my mamy bardzo podobnie – Kuba chyba tak nie przeżywa spaceru po zmroku, ale dla mnie to jest mega nieprzyjemne. Do wyboru mam albo spacer w oświetlonej okolicy czyli nota bene wzdłuż Modlińskiej/Płochocińskiej w te i we wte albo w ciemnościach. Kiedy oddalę się kawałek dalej, napotykam na watahę bezdomnych psów i wieję w popłochu. Tęsknię do spacerów na oświetlone Pole Mokotowskie, Parku Radzieckiego.

      Na Bitwy Warszawskiej/Grójeckiej mieszkałam – brrrrrrr, ciasno, zero luźnych przestrzeni, ludzie jacyś przewrażliwieni.

      A gdzie chodzicie do tego „lasu i łąk”? Które to okolice?

  • buu

    Jestem z Mokotowa ale ani tu ani na Białołęce nie ma dla nas dobrego klimatu, chętnie wyprowadziłabym się za miasto, ewentualnie na przedmieścia, ale już raczej nie do bloku, może zabudowa szeregowa albo takie nieduże domy z ogródkiem jakie są na osiedlu Villa Campina.

  • Justyna Sikorska-Krupowicz

    Cześć, polecam Sady Żoliborskie. Parki są z każdej możliwej strony, niedaleko Forty Bema. Mnóstwo zieleni, raczej bezpieczna okolica. Dużo jest też restauracji i kawiarni akceptujących psy. Minusem jest – jak we wszystkich blokowiskach – stare jedzenie na trawnikach :/ Dzięki niemu spacer może się przemienić w prawdziwe utrapienie, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Moja suczka w tym roku zjadłaby pod blokiem słoninę na druciku, na szczęście drucik został mi w ręce, bo zdążyłam go wyszarpnąć. Jedzeniem zainteresowane są również szczury, których po zmroku jest tu prawdziwe zatrzęsienie i które w ogóle nie boją się ludzi. Co wieczór podglądam je na ogrodzonym placu zabaw pod blokiem, na którym dumnie wisi tabliczka: „Zakaz wprowadzania zwierząt”.