mieszkanie z ogródkiem i psami
Poradnik, Z życia psiarki

Mieszkanie z ogródkiem i z psem. Oczekiwania VS rzeczywistość.

Jeśli kiedykolwiek marzyliście o mieszkaniu z ogródkiem, tak jak ja, to jest wpis dla Was. Warto czy nie warto?

Mieszkanie z ogródkiem to było moje największe marzenie, odkąd do mojego życia dołączył Bonzo. W pierwszym mieszkaniu do którego zawitał pies Bonzo, były tylko okna. Szkoda mi było patrzeć na psa zamkniętego w czterech ścianach, kiedy jedyną możliwością pobycia na zewnątrz był spacer. Jeździliśmy niekiedy do domu na wsi, gdzie cały dzień z chęcią spędzał na dworze, więc wiedziałam jak bardzo to lubi. W następnym, u mojej mamy, miał do dyspozycji mały balkon, skąd mógł obserwować co się dzieje na podwórku, ale balkon był ciaśniutki, więc rzadko korzystał z tej możliwości. Teraz od 2 lat może korzystać z ogródka przy mieszkaniu na parterze, co jak – się okazało – jak wszystko w życiu ma swoje plusy i minusy.

OCZEKIWANIA1

Piękny, słoneczny dzień, Bonzo wygrzewa się leniwie w promieniach słońca, podczas gdy gęsta, zielona trawa chłodzi go od spodu. Co jakiś czas wietrzyk przynosi mu nowe zapachy, które wciąga mimowolnie do nosa. Dni mijają w błogim zachwycie nad pięknym światem. Mój pies jest blisko natury, a ja jestem szczęśliwa. Ponadto jeśli będę mieć dziecię – zawsze można wystawić wózek do ogródka, niech śpi na świeżym powietrzu. Żadne pranie nie pachnie tak cudownie jak to wysuszone na wietrze. Już nie mówiąc o małych przyjęciach dla znajomych organizowanych na patio.

RZECZYWISTOŚĆ

Dzień był słoneczny, ale zbiera się na deszcz. Bonzo wygrzewa się w promieniach słońca, co jakiś czas wchodząc do domu by się ochłodzić. Trawy rośnie w ogródku kilka kępków, reszta to piach, zryty łapami bawiących się psów. Bonzo otrzepuje się w domu wzbijając tumany kurzu z sierści i osypując piasek na podłogę. Wietrzyk przyniósł mu informację, że na osiedle wszedł nie lubiany pies, więc czeka w gotowości – niech no podejdzie do płota! Znowu któryś z psów wykopał sobie norę w ziemi, piachem obrzucając nasze pranie. Lepiej nie wychodzić poza teren wyłożonego kostką tarasu – Milka znów chciała wyjść w nocy do ogródka, więc zamiast rozkładać kocyk i książkę, lepiej przejść się z workiem do sprzątania. Zaczyna padać, ziemia zamienia się w błotną breję. Milka wymyka się do ogródka, a kiedy wraca, jej łapy są całe w mokrym piachu. Znów trzeba będzie odkurzyć.

Mieszkania na parterze na naszym osiedlu należały do najtańszych, najdroższe są mieszkania na ostatnim piętrze (im wyżej od parteru tym lepiej, seriously?). Nasze mieszkanie ma 36 m2, ogródek – tyle samo. Teoretycznie w okresie letnim, kiedy można korzystać z leżaków, hamaków, zapraszać gości na zakrapiane weekendowe brunche, jego obecność zwiększa przestrzeń życiową dwukrotnie. Teoretycznie, bo my sami nie wychodzimy dalej niż wyłożony kostką taras.

ZALETY

1. Awaryjnie może zastępować wyjście na spacer

Milka jako maleńki szczeniak uczyła się czystości korzystając z ogródka – ta umiejętność została jej po dziś dzień, w związku z tym w razie potrzeby załatwia tu swoje sprawy. Jest to równocześnie zaleta i wada. Korzyść z tego taka, że przykładowo Kuba kiedyś uratował mnie i moich znajomych z opresji przyjeżdżając po nas do Płocka po festiwalu, kiedy okazało się, że nie mamy czym wrócić. Milka w tym czasie została w domu z  dostępem do ogródka. Mimo, że wyprawa trwała długo, to bokser był zadbany pod względem potrzeb fizjologicznych.

2. Korzystanie ze słońca

Kolejny ciężki dzień w życiu moich psów.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Cóż jest przyjemniejszego niż piękny, czerwcowy dzień rozpoczęty drzemką w promieniach słońca? Wylegiwanie się w ogródku to od kwietnia do września ulubione zajęcie moich psów (oczywiście poza jedzeniem i spacerami).

3. Spanie w chłodzie

W okresie letnim Milka i Bonzo spędzają noce… w ogródku. Zostawiamy uchylone drzwi, a one wybierają nocowanie pod chmurką zamiast w duchocie mieszkania. W ciągu dnia wykopują sobie dołki (mimo konsekwentnego „Bonzo, nie kop! Połóż się!”) i obniżają temperaturę ciałek w mokrej ziemi.

4. BARF au naturel

 

Kolacyja / Supper #barf #rawfood

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Kto karmi BARFem ten wie, ile kleistej mazi i krwi z mięsa może znaleźć się na podłodze przy chwili nieuwagi. I tu ogródek przychodzi nam z odsieczą – mięso mielone podajemy w miskach w domu, a mięso w całości, z kośćmi ląduje w ogródku. Zazwyczaj psiaki wywlekają z misek swoje porcje i oddalają się w dwa przeciwległe kąty ogródka, żeby w spokoju oddać się memłaniu. Wyjadają z ziemi ostatnie strzępki mięsa, Milce zdarza się wcinać ziemię, na której leżał jej posiłek, więc nie mamy żadnego problemu ze sprzątaniem i wychodzimy na czysto.

5. Obserwacja otoczenia

Nasz ogródek wychodzi na dziedziniec osiedla, koło niego znajduje się ścieżka do sąsiedniego bloku. W związku z tym jest na co zwrócić uwagę – york z na przeciwka (można się powąchać przez ogrodzenie), stukot pani na obcasach, zapach pieluszki dziecka. Zamiast patrzeć w sufit i czekać od spaceru do spaceru na odrobinę wolności, psiaki prowadzą bujne życie na łonie natury (a przynajmniej lubię tak o tym myśleć).

6. Spędzanie czasu na świeżym powietrzu

 

#sunday #glorytorome #chillout #garden #doglovin #dog #dogsofpoland #dogstagram Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Ogromnym plusem ogródka jest możliwość zjedzenia kolacji ze znajomymi na tarasie. Sałatka ma zupełnie inny smak, niż gdybyśmy jedli ją w czterech ścianach – trochę przypomina mi to budowanie „bazy” w dzieciństwie i spędzanie czasu w atrakcyjnej, zaaranżowanej przez siebie samego przestrzeni. Nie pytajcie mnie dlaczego :) Swoboda rozłożenia kocyka na słoneczku i grania w planszówkę zaledwie 50 cm od własnego mieszkania jest nie do przecenienia.

7. Miejsce do suszenia prania

Świeża, przewietrzona pościel, muskane wiatrem pranie – no żaden płyn do płukania nie zastąpi mi tego zapachu! Suszenie w ogródku ma również ten plus, że rozkładana suszarka nie zajmuje miejsca w mieszkaniu. Oczywiście plisy kończą się, jeśli pies wykopie tuż obok dołek, a całą ziemią zasypie Twoje białe tshirty. Been there, done that.

WADY

1. Piasek. Piasek everywhere

To jest jedna z największych wad łączenia ogródka z psami. Wada, co do której uciążliwości nawet sobie początkowo nie wyobrażasz. Życie z psami w jednym pomieszczeniu (no, plus łazienka) z ogródkiem polega głównie na odkurzaniu i wytrzepywaniu piasku z koca na łóżku, z prześcieradła, kołdry i poduszek – codzienny rytuał, niezależny od pory roku. Zawsze przed położeniem się musimy wytrzepać pościel. W lato chodzimy po mieszkaniu albo na bosaka albo w klapkach/trampkach. Chodząc na bosaka masz wrażenie, że jesteś na plaży – niezależnie od tego czy stoisz w kuchni, czy w ogródku.

2. Psy załatwiają swoje potrzeby

Jak już pisałam, ogródek może się przydać jako awaryjne wyjście w momencie, kiedy spacer z jakiegoś powodu jest niemożliwy. Ma to również swoją negatywną stronę – obszczany i obsrany kawałek trawnika nie zachęca do rozkładania kocyka. Czytanie książki w oparach moczu? Nope. Oczywiście im większy ogród, tym mniej uciążliwa wada, ale piszę tu konkretnie o ogródku przy mieszkaniu w bloku. Ratuje nas tylko to, że to Milka jest psem załatwiającym się pod oknem, Bonzo unosi się honorem i zawsze czeka na spacer.

3. Trawa zryta pazurami & wieczne rozkopy

Psy jak dzieci – czasem lubią się wspólnie pobawić. W domu łapy się ślizgają, nie to co na Matce Ziemi! Po kilku sesjach takich energicznych zabaw w gonitwę i zapasy, oczom naszym ukazuje się klepisko zamiast soczystej, ledwo co posianej trawie.

IMG_0235

Kwiecień 2015 – daremne próby odzyskania trawy w ogródku źródło: fejs

4. Nocne buszowanie

Czasem nachodzi psa potrzeba, żeby wyjść o 3 nad ranem do ogródka. Płacze to-to nad głową, rozpacza. Człowiek półprzytomny wstaje, otwiera drzwi na taras sądząc, że psa przycisnęło tak strasznie, że w przeciwnym razie zostawiłby mokrą plamę na podłodze. Otóż nie. Pies po raz kolejny potrzebował tylko powąchać trawkę i pojeść korzonki.

REWITALIZACJA

Jak widzicie większość czasu w ogródku spędzają psy zamiast nas. W tym roku chcielibyśmy to zmienić. W poprzednim sezonie nie mieliśmy funduszy na zakup leżaków ani prawdziwą rewitalizację trawy. Podjęliśmy próbę jej odnowienia – wysialiśmy miliony nasionek w miejscu zdeptanym przez psy. Efekt nie był wielce zadowalający, ale przynajmniej dorobiliśmy się kilku zielonych kępek.

Plany na ten rok:

1. Wyłożenie ziemi trawą z rolki.

2. Zbudowanie antypsiego płotu z furteczką, oddzielającego taras od trawy – zabawa w kontrolowanych warunkach.

3. Unikanie sytuacji w których Milka załatwiałaby swoje potrzeby w ogródku.

4. Zakup akcesoriów wypoczynkowych (przynajmniej jeden leżak i parasol).

Nadal uważam, że mieszkanie z ogródkiem i dwoma psami to dobry pomysł, ale przyznam, że ze względu na wszechobecny piach coraz bardziej skłaniam się do myśli, że następne nasze mieszkanie będzie miało duży taras. I ani grama ziemi! Bo idzie zwariować z odkurzaniem i nawet poczucie „bycia w bliskości z naturą” coraz bardziej blaknie w obliczu wszechogarniającego syfu w naszych 36 m2.

A Wy jakie macie doświadczenia z ogródkami przy mieszkaniach? Chcecie, nie chcecie?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Nam się bardzo przyda ogródek.
    Szczególnie wtedy gdy w domu będzie gorąco, a na dworze zimno, zawsze to lepiej dla długowłosego psiaka.
    Co do piasku, mi nie przeszkadza, gorzej z mamą.

    • No mi sprawy typu piasek, czy bałagan zaczęły przeszkadzać powoli z tendencją wzrastającą odkąd się wyprowadziłam od mamy – już nie mam na kogo zwalić sprzątania, więc things just got serious :D Ale ogródek to piękna sprawa i zawsze lepiej móc zdecydować „nie otwieram drzwi na ogród” niż nie mieć ogródka i wyboru.

  • Z tym piachem to jak u nas z białą sierścią na, w większości czarnych, ciuchach. Niekończący się rytuał wygrzebywania kłaków z tekstyliów. My mamy balkony, na które Lilka nie chce wyłazic bo zimno, mam nadzieję,że latem to się zmieni. Największą porażką jest to,ze kupiliśmy mieszkanie w budynku,ktory ma dostęp do dwóch tzw. terenów zielonych ale jest zakaz wychodzenia na nie ze zwierzakami, absurd :-(

      • Tak, znam sprawę. U nas jest jednak inna sytuacja bo nie dotyczy osiedla a jednego budynku i prywatnego terenu wkoło niego. Współwłaścicielami terenu są wszyscy mieszkańcy kamienicy, nie ma tu żadnej administracji a obowiązuje wewnętrzny regulamin – żeby go zmieniono musiałoby się zgodzić 100% mieszkańców – nie decyduje większość, zmiany muszą być podejmowane jednomyślnie. Oznacza to pracę u podstaw i przekonywanie każdego mieszkańca z osobna, po dwóch latach prób odpuściliśmy – w budynku mieszka poza nami tylko jeden psiarz :(

  • Catalina

    My mieszkamy w domu z ogrodem, z bokserem, niedlugo z dwoma bokserami :) i tez zdecydowalismy sie odgrodzic polowe igrodu dla psow, a druga czesc dla nas i roslin ktore przetrwaly :)

    • Haha, Kuba pyta „to jakieś rośliny przetrwały?” :) No, takie odgrodzenie sobie przestrzeni rekreacyjnej & grządki/roślin wydaje mi się teraz najlepszym pomysłem ever niezależnie od wielkości ogrodu

      • Catalina

        Haha Przetrwały tuje i wierzby ;p trawa niestety się poddała. A reszta ogrodu to wykopki, pod tujami są dołki chłodzące, pod wszystkimi 30-stoma, taka fantazja naszego psiura.

  • kalyna

    Nic mnie bardziej nie irytuje jak piach w domu. Zwłaszcza tona piachu, która spada z mokrego psa, niskopodłogowego psa jesienią. Choć u nas paradoksalnie pies wraca czystszy z podwórka niż z spaceru. Mamy podział na podwórko, gdzie niech się dzieje wola nieba, czyli kopanie dziur, kuweta i miejsce, gdzie mogą harcować, leżakować itp. bez mojego czujnego oka. I ogród, gdzie muszą sobie zasłużyć, aby wejść. Czyli tam są wydzielone miejsca na sralnik, tam jest duże oczko, tam są drzewa, których się nie podlewa, tam jest orzech, pod którym można czytać książki i miejsce na leżaki. I miejsce na nasze wspólne zabawy. Ale i tu i tu trzeba pomykać z kosiarką, trzeba dbać itp. Choć ja ześwirowałabym bez choćby kawałka ogródka, toteż na obczyźnie nie wytrzymałam długo i wróciłam do rodziców ;)

    • Wooooow, to Wy macie poza podwórkiem jeszcze osobny ogródek? Szaleństwo :) Genialna sprawa móc tak sobie podzielić przestrzeń na „psią” i „własną”. Kalyna, mi teraz też trudno byłoby bez tych kępek trawy tuż pod nosem, dlatego wizja przeniesienia się do mieszkania z tarasem bez ogrodu wciąż wywołuje we mnie sprzeczne uczucia.

      • kalyna

        Długa historia i wiele zakazów, ale tak, wreszcie udało się zrealizować nasze marzenie. Teraz zaczynam myśleć, co zrobić, aby podwórko wyglądało ciut lepiej, bo wydreptane trasy w trawie i ogólna „gołość” mi trochę przeszkadza, bo lubię jak w około jest zielono. Ale mam nadzieję, że w końcu coś wykombinuję, tak myślę, aby podsypać ziemią, posadzić tuje i ogrodzić dużymi kamieniami, na ogrodzie super się sprawuje takie rozwiązanie.

  • My mamy taras, choć przyznam, że taki ogródek mi się marzy, albo marzył po przeczytaniu tych wad ;) Stefan spędzałby tam całe dnie, Blancik wyłazi tylko wtedy, kiedy my, sam ani myśli ;)

  • Ja wprawdzie miałam zawsze przy domu duży ogród, ale pies (jeden) i tak zdołał wydeptać ścieżki lepiej niż stado pierwszoklasistów uczęszczających na skróty do szkoły. Jednak ze wszystkich wad które wymieniłaś brakuje mi jednej: pies VS przechodnie. Nie wiem jak u Ciebie u mnie zdarzało się, że ludzie dokarmiali mi psy „bo takie ładne i chcieli im dać resztki kosci z obiadu” albo otruć nigdy nie wiadomo, albo denerowało ich szczekanie więc obrzucali je kamieniami i śmieciami…

    • A widzisz, to ja nie znam tego problemu, my nie mamy przechodniów – ogródek wychodzi na część wspólną osiedla, i koło nas przechodzą tylko mieszkańcy jednego, niskiego bloku. Ale problemem było z kolei, kiedy jeszcze nie mieliśmy postawionego wysokiego, gęstego ogrodzenia i ludzie przystawali z całymi rodzinami i 1. przechylali się przez niskie ogrodzenie i wyciągali łapy do Milki, która skakała do góry z radością, 2. przechylali się przez niskie ogrodzenie w obecności stróżującego Bonza XD 3. wgapiali się w ogródek i mieszkanie obserwując bawiące się psy, gdy ja się przebierałam/jadłam obiad/potrzebowałam intymności. Postawiliśmy płot i jest show no more, uf

  • Ola

    My zawsze mieszkaliśmy w domu z ogrodem, no prawie zawsze. Obecnie jest to kamienica która też ma ogród ale wiadomo-nie własny, więc w awaryjnych sytuacjach wychodzę z nim na szybkie siknięcie. I szczerze, mi bardziej pasuje brak ogrodu- zbyt często korzystałam z niego zamiast spaceru, pies ciągle chciał wychodzić, a jak już wychodził to i tak musiałam go pilnować bo zawsze znalazł sobie nieodpowiednie zajęcie.

  • Bokser Tayra

    Jakiś czas temu rozważałam właśnie kupno mieszkania z ogródkiem, ale pomysł dość szybko upadł – właśnie dlatego, że pomyślałam o piasku, o błocie i tak dalej. Dlatego będzie mieszkania z tarasem i sztuczną trawą ;)

  • My obecnie też mamy ogródek przy parterowym mieszkanku i nie zauważyłam, żeby Micza wolała siedzieć tam niż w domu, ale nie była tego od małego uczona. Piachu nie ma jakoś dużo, ale trawa się jako-tako trzyma (pies nie ma się z kim ganiać :P), natomiast na całe szczęście nie ma tam psiej toalety. Zdarza mi się wypuścić suczę na siku, ale robi to tylko w jednym miejscu, akurat takim najbardziej syfiastym :D
    Natomiast dom z ogródkiem nigdy nie był moim marzeniem, jakoś mi specjalne na tym nie zależy i mam wrażenie, że ma więcej wad niż zalet.

  • Azbest

    Na jednej rolce trawy z rolki się nie skończy, gwarantuję. A przy trzeciej nagle się okazuje, że terenu nam przybyło i wszystko takie wypukłe. :’D Ale jeden sezon to fajnie wygląda, jak się przyjmie.

  • Wiktoria Bobowicz

    Ja mam trochę inne zdanie na temat ogródków, ale to pewnie przez różnice między naszymi miejscami zamieszkania (w Warszawie jest 10 razy niej komarów niż w Kampinosie).
    Nam ogórdek służy jako miejsce awaryjnego załatwienia potrzeb fizjologicznych, kiedy pogoda nie rozpieszcza, a godzina kosmiczna. Czasami też urządzamy sobie tam treningi, ale tylko na tarasie. Why? Bo mimo, że ogód ma powierzchnię ok 1600m2 (wow, matematyka mnie zadziwia, w życiu bym nie pomyślała, że aż tyle :O), a trawka miała być miękka i pachnąca… to pies sztuk jeden (a w zasadzie to, co ten po sobie zostawia) zamieniły to w pole minowe wyścielone kłującymi, suchymi źdźbłami trawy. Także mimo, że własna przestrzeń daje (teoretycznie) duże możliwości, nawet jeśli chodzi o treningi, to w praktyce nie wygląda to tak fajnie. Dosając do tego całe obecne tu robactwo (kolacyjki sobie na tarasie nie zjesz, oj nie…) i tony zbędnego zielska zarastającego krzaki, ogród kojarzy mi się bardziej z syfem właśnie, niż z odpoczynkiem na słoneczku. Moro docenia ogródkowe wygody chyba trochę bardziej niż ja, bo latem lubi sobie poleżeć na słoneczku (ale nie na trawie, nawet on tam nie wejdzie) i poobszczekiwać przechodniów. O, właśnie! Ogród wywołuje w psie (przynajmniej moim) jakieś waleczne odruchy i muszę mu czasami przypominać, że bycie terytorialnym jest fuj niezależnie od psiego położenia. Także no, chyba jednak wolałabym wychodzić z psem o 3 w nocy, żeby popatrzeć na chmurki :P

  • lex123

    Parę lat temu miałam mieszkanie w Ursusie w 7 piętrowym molochu na parterze właśnie. Najpierw był tylko kot, i on uwielbiał przesiadywać w ogródku, jak pojawił się szczeniak to cudowna była możliwość szybkiego „odsikania” psiaka. Dzięki temu trening czystości poszedł szybciutko, mimo że mała miała 5 tygodni jak do nas przyszła. Niestety z czasem zbyt często korzystaliśmy z tego udogodnienia, bo brzydka pogoda, bo zimno itp. Przed samą wyprowadzką pies zaliczył teź papierosa w głowę od sąsiadów. Niestety mimo wielu próśb nasz ogródek pełnił też dla wielu funkcję popielniczki bo „przy klatce”, „bo jak zrzucę z 6 piętra to nikt nie zauważy” i te sprawy. Generalnie fajna rzecz w szczególności przy szczeniaku, ale wszystko zależy od tego gdzie, jak i z kim się mieszka ;)

  • Jeszcze też pytanie jaką macie glebę (kwaśna, bardzo kwaśna, alkaliczna, żyzna itd.) i co chcieliście na niej wyhodować (jaki rodzaj trawy – wysokie niskie, kępowe, rozłogowe, rozłogowo-kępowe itd.). Ja wiem, czepiam się, ale to takie lekkie zboczenie po studiach zostało. ;) Ale czasem warto wiedzieć, że nie wszystko wszędzie da się wysiać. ;)

  • Marzenna Jolanta

    O losie.. U mnie jest to samo. Chodzenie po domu w klapkach bo na bosaka – jak po plaży. Prócz piasku w którym tonę, dochodzą czarne kłaki wszędzie i o każdej porze roku. I akurat wtedy jak ledwo żyję i chcę się wyspać, zwierz jęczy mi nad głową w środku nocy żeby go wypuścić do ogródka bo on muuusi tam sobie poleżeć. :) Oczywiście odkąd mam psa, o mieszkaniu z ogródkiem marzyłam… ale czasem tęsknię za 1 piętrem, bo zanim zwierz wszedł do mieszkania był już z lekka otrzepany.
    No i moja wspaniale wyhodowana trawka, którą przed przeprowadzką codziennie podlewałam, taka była zielona i świeża.. zostało kilka kępek na krzyż bo przecież ogródek jest, trzeba potarzać się po nim z patykiem w paszczy i poskakać i pogrzebać w ziemi.
    Łączę się w bólu! :)

  • My bardzo chcieliśmy i taki był pierwotny plan – wymienilismy go na kupe gruzu nad Narwią i to jest zdecydowanie fajniejsza opcja :-)
    Co do piasku – jak dla mnie jedyne rozwiązanie to kapcie i zen :P Fakt, dom mamy znacznie wiekszy (moja kuchnio-jadalnia jest wieksza niż Wasze całe mieszkanie ;) ), ale za to Śledzi 5 i do tego kudłate ;)

  • Jowita i Mucha

    Największy minus ogródka to obszczekiwanie przechodniów i pobudzanie się np. na przechodzące psy, do których nie można podejść. Plus to wygrzewanie na słońcu i wspólne leżenie na kocu latem:)

  • Jamnik

    Kocham jak o 3 nad ranem pies mi jęczy, drepcze, trąca, próbuje wyć, bo na dwór potrzebuje. Półprzytomna wstaję, z zimna się trzęsę, zwlekam się na dół, szukam kluczy, cały czas towarzyszą mi wierne wlepione ślepia i jęki zniecierpliwionego psa. Są! Otwieram drzwi, pies wybiega z prędkością światła… zatrzymuje się jeszcze na schodach, obwąchuje je i wraca do łóżka.
    My, na całe szczęście, większego problemu z piachem nie mamy. Rude oddaje się przyjemności, leżąc na schodach i obserwując otoczenie. Za to mamy wykopki. Niby takie stare, na spacerki nie chce chodzić, po schodach się męczy jak idzie, ale wykopki to inna sprawa.

  • Nasz poprzedni pies uwielbiał robić ósemki na trawniku co kończyło się przeważnie wyrwanymi kępami trawy w miejscach, gdzie robił najostrzejsze zakręty. Syna tak to bawiło, że ją do tego podkręcał a męża skolei doprowadzało do szewskiej pasji bo dużo czasu poświęcił na pielęgnacje trawnika. W końcu jakoś trawa się umocniła, ale wspomnienia pozostały :)
    Pozdrawiam,
    Agata
    pielęgnacja i strzyżenie psów – psiaminka.pl

  • Pingback: [KIESZONKI] kwietniowe! - Heart Chakra()

  • Ah, mimo tych wszystkich minusów, to i tak bardzo bardzo Ci zazdroszczę :D
    Książkę możesz czytać na khm… prawie trawce, buzię do słońca wystawić i w ogóle!
    A ogródek zawsze możesz jakoś przedzielić na dwie części, tę ludzką i psią, gdzie mogą sobie sikać i kopać do woli. :D

  • Magda

    hej :) mieszkałam w bloku na przeciwko Was przez jakiś czas na Żeraniu :) wtedy nie mieliśmy jeszcze psa. Od 9 miesięcy mamy labradora i mieszkamy na Żoliborzu – niestety bez ogródka. Plus jest taki, że jest sporo terenów zielonych dookoła, ale minus, to 3-cie piętro bez windy i każde wyjście, nawet na chwilę, to mała wyprawa. Zazdroszczę więc ogródka :)

  • Katie.De

    O proszę… a u mnie wygląda to tak – vide dołączone zdjęcie :)
    Też przyblokowy ogródek, ale jakoś znacznie mniej piachu niż u Was – tu podłoże mocno gliniaste, wiecznie wilgotne – w sumie trochę piasku bym od Was przyjęła ;)
    Trawa zawsze będzie zryta, jeśli wpuści się tam piesy na szaleństwo zanim się dobrze ukorzeni, lub gdy jest świeżo skoszona – tego się nauczyliśmy po pierwszym sezonie z dwoma żywiołakami pod jednym dachem; zresztą posadzenie kwiatków wzdłuż płotu też okazało się być mało trafionym pomysłem – w końcu wzdłuż płotu najfajniej się ganiać… :) Także, jedyne co zdaje u nas egzamin to taras + najzwyklejszy w świecie trawnik z siewu, na który nie wpuszczamy psów od początku kwietnia (wysiew) do czerwca. Od czerwca trawę kosimy tak rzadko, jak się da – im dłuższa, tym bardziej psy się po niej ślizgają, a nie wyryrwają całych kępek z korzeniami robiąc slide stopy :)
    W każdym razie – według mnie ogródek to rzecz absolutnie genialna i nigdy w życiu nie zamieniłabym mieszkania na parterze na choćby najwyższe piętro z wielkim tarasem. Zresztą na najwyższych piętrach jest gorąco i trzeba czekać na windę :P

    • Katie.De

      Btw, też barfujemy, piąteczka :)

  • Aleksandra Szarejko

    Skad ja znam te problemy, dlatego juz nie mam sily i na 90% montuje w tym roku sztuczna trawe i problem z glowy ;P