ten pierwszy raz (1)
Z życia psiarki

Pierwszy wyjazd bez psów. Moje wrażenia

Pierwszy raz wyjechaliśmy sami, we dwójkę, zostawiając nasze futrzane dzieci pod opieką dwóch różnych osób. Co z tego wynikło?

W ostatnim czasie mieliśmy z Kubą masę pracy, ja stawałam się coraz większym kłębkiem nerwów i powoli pogrążałam się w otchłani obowiązków i odpowiedzialności (nie) do udźwignięcia. Zamarzył nam się wyjazd do Berlina, z tym, że Kuba od razu zarządził, że chce mieć weekend tylko dla nas. Po tym jak wyszłam z szoku („Ale jak to tak: bez psów?”), zaczęliśmy rozglądać się za zaufaną opieką dla tych szałaputów. Ja – raczej z duszą na ramieniu, Kuba z determinacją. Wiedzieliśmy, że nie chcemy dzieciaków oddawać do hotelu (no, chyba, że w ostateczności) i na szczęście z pomocą przyszli nam przyjaciele <3. To był absolutny strzał w dziesiątkę!

Przygotowania

Dotychczas Bonzo zostawał pod opieką mojej mamy, a Milka u mamy Kuby. Tym razem żadna z tych opcji nie wchodziła w grę. Na szczęście każda potwora znalazła swojego amatora. Do Milleczki przyszedł mieszkać wujek Piotrek, a Bonza zaprosiły do siebie Kasia i Figa.

Piotr otrzymał listę przydatnych informacji, w których znalazło się ze 20 punktów, w tym wskazanie ulubionych rozrywek & zabawek Milki, ostrzeżenie przed spotykaniem obcych psów na spacerach, instrukcje podawania posiłków.

Kasia listy nie dostała, a jedynie ustne wskazówki – z Bonzem znają się nie od dziś, chłopak nocował u nich kilka razy (dotychczas zawsze razem ze mną), byliśmy razem na nie jednym wyjeździe, a Kasia i Figa to jego ulubiony duet znajomków.

Bonzo został spakowany w jego psi worek od Psiej Matki i podrzucony rankiem w dniu wyjazdu, Milla została w swoim mieszkaniu z niewolnikiem od głaskania.

aIMG_3223

Milla i Piotrek

Piotr został ostrzeżony przed bokserzymi przyzwyczajeniami w postaci kładzenia się na kołdrze i przygważdżania człowieka na łóżku. Naszym błędem było nie powiedzenie Piotrkowi które z okolicznych psów są zaprzyjaźnione. Radziłam unikać po prostu wszystkich, ale tak się najwyraźniej nie da w naszej okolicy. I tak dostałam drugiego dnia dostałam raporcik z opieki:

„Wczoraj na spacerze popołudniu lekko się wystraszyłem bo ostro tropiła coś nad kanałem, celem jej poszukiwań był biały pies z niebieską obrożą Warsaw Doga, zaczęły się ostro bawić, Milka była zrozpaczona, że jest na smyczy, ale szybko pojawiła się właścicielka i powiedziała, że one się znają i że to wielcy przyjaciele. Potem wieczorem przed spaniem napatoczył się pod nogi jakiś shitzu i nie był zadowolony, więc teraz nauczony omijam wszelkie małe psy. A na samym końcu przy furtce ekstatycznie zareagowała na jakiegoś kudłatego psa i jego właściciela, na szczęście właściciel ją znał i był wyrozumiały wobec jej podskoków, mówiąc „ta to jest wariatka”.”

Generalnie z relacji Piotrka wynika, że słodki bokserełek (którego, notabene, uwielbiają wszyscy moi znajomi) stawia jednak pewne wyzwania przed opiekunem, daleko większe niż pieski do połowy łydki (z którymi ma najczęstszy kontakt). Po raz kolejny w swoim życiu zdarzyło mi się usłyszeć:

„Ja to nie wiem jak wy ogarniacie dwa takie bydlęcia.”

Milka w swoim żywiole <3 #najlepszyweekendmojegopsa #bokserzaopiekowany #wujaszektakidobry #boxer #Repost @horovvitz with @repostapp. ・・・ #dog #dogstagram #lazy #lazysunday #instadog #inbed #doginthebed

Milka w swoim żywiole <3 #najlepszyweekendmojegopsa #bokserzaopiekowany #wujaszektakidobry #boxer
#Repost @horovvitz with @repostapp.
・・・
#dog #dogstagram #lazy #lazysunday #instadog #inbed #doginthebed

He, he, poczułam się tak bardzo doceniona. Człowiek od razu wie, że na co dzień pod opieką ma nie jakieś popierdółki, ale najprawdziwsze bydlęcia, prestiż rośnie.

Bonzo i Kasia

Kasia początkowo myślała, że będzie wyprowadzać psiaki (Bonza i Figę) na dwóch różnych smyczach, ale w końcu uznała, że jest to wysoce niewygodne i ze starej smyczy wyczarowała dwójnik. Tutaj nastąpił konflikt interesów – Bonzo ciągnął do murków, żeby podnosić nogę, Figa wolałaby kucać na trawnikach. Niestety Figa duża od ziemi nie odrosła, więc podobno Bonzo częściej stawiał na swoim :P. Kasia przeszła w moich oczach samą siebie, bo nie tylko wykonywała podstawowe czynności jak spacery, karmienie, ale też zabrała Bonza na spacer na Bemowo, żeby jej przyjaciółka mogła go poznać, a ostatniego dnia, w niedzielę zrobiła z nimi dwugodzinny spacer w towarzystwie psów z klubu rally-o. Ba! Nawet puściła go do zabawy. Ja to w szoku byłam jak się dowiedziałam. Od powrotu nie opuszcza mnie, wrażenie, że Bonzo dostał od niej lepszą opiekę, niż ma u mnie na co dzień. Muszę się nad sobą głęboko zastanowić :P

fot. zuzik

fot. CEK „Zuzik”

Berlin, Berlin, uber Alles

Tymczasem my będąc w Berlinie mogliśmy swobodnie podróżować i całymi dniami chłonąć miasto wszystkimi naszymi porami. Hotel, który wybraliśmy jako naszą berlińską metę to ibis Styles umiejscowiony we wschodniej części miasta (gdzie notabene można nocować z psami, w holu stała miska z wodą, a podczas naszego pobytu gościem był wyżeł weimarski). Stąd mieliśmy 3,5 km do centrum, w związku z czym pierwszego dnia wybraliśmy się na spacerek zapoznawczy po ulicy Karl Marx Alee prowadzącej do Alexanderplatzu. Już po powrocie, leżąc w łóżku i gapiąc się z niemiecką telewizję śmialiśmy się pod nosem z niecodziennej sytuacji: jest godzina 21, siedzimy pod pierzyną i nie musimy już wyściubiać nosa, bo ktoś inny spaceruje nasze psy. Drugiego dnia wybraliśmy się na rajd po sklepach dla psów. Znaleźliśmy m.in. taki cudowny sklep z akcesoriami dla psów:

Hauptstadhundstrona www

Jeśli mielibyśmy otworzyć kiedyś sklep z Warsaw Dogami, to wyglądał by właśnie tak <3

Odkryliśmy też sklep z BARFem, gdzie można kupić od ręki świeże, mielone, niemrożone mięso. Dostępny był szeroki wybór – z tego co się domyśliłam z napisów i wyglądu (bo nie szprecham tak dobrze, by znać wszystkie gatunki mięs. właściwie to operuję niemieckim na tyle, że ledwo udaje mi się przywitać i zamówić piwo językiem przedszkolaka), to była głowizna cielęca, baranina, wołowina. Poza tym dostępne były również wszystkie możliwe specyfiki od Lunderlanda oraz mięso w wersji „na wynos”: popakowane i zamrożone.

A wiecie że w Berlinie jest sklep z BARFem, gdzie pani stoi za ladą chłodniczą ze świeżym, zmielonym mięsem? Można też kupić mrożone w dobrych cenach (2-3 euro za kilogram).

Posted by Pies w Warszawie on 27 październik 2015

W dalszej kolejności zaliczyliśmy też z pewną dozą dystansu takie atrakcje turystyczne jak Brama Brandeburska, Checkpoint Charlie i East Side Gallery. Prawdziwym funem było dla nas odwiedzenie YAAMu, miejsca spotkań emigranckiej społeczności (afrykańsko-azjatyckie klimaty), wypicie kawy na Kreuzbergu i zrobienie zakupów w Mauerparku na pchlim targu.

Razem czy osobno?

Pierwszy samodzielny wyjazd okazał się zbawienny. Odpoczęliśmy, nabraliśmy sił witalnych. Luksus włóczenia się po całym mieście zamiast nerwowego zerkania na zegarek („spacer już czy za chwilę?”), wyższej szkoły planowania („tutaj je weźmiemy, ale tu nie ma wstępu z psami”), zamartwiania się („czy sprzątaczka zauważy zawieszkę, żeby nie wchodzić?”) i świadomości, że są poddenerwowane nowym miejscem („a może dostały sraczki ze stresu i właśnie zalewają gównem wykładzinę?”). Myślę, że szczególnie zadowolony ze swojego weekendu jest Bonzo, który zdecydowanie preferuje przewidywalność i rzeczy mu już znane. Przyznam, że zabierając je ze sobą denerwowałabym się bardziej niż zostawiając je pod opieką cioteczki i wujaszka.

Jasne, fajnie jest zabierać ze sobą wszędzie psa jeśli ma się taką możliwość, a pies dobrze się czuje w podróży. Ale co innego mieć jednego, małego, bezproblemowego  psa, a co innego dwa wielkie brytany, które wymagają ogarniania (a to koty, a to inne psy, dzieci, ludzie) – z mojej perspektywy więcej trzeba się nagimnastykować przy organizacji zarówno wyjazdu, jak i życia. I tu nie chodzi o długość spacerów, ale choćby stosunek ludzi i odpowiedzialność. Mały przesłodki cavalierek będzie uwielbiany przez ludzi, bokser i a’la amstaff wywołują raczej dystans w zachowaniu.

Na fejsie spytałam Was czy zdarza Wam się zostawiać psy pod opieką i wyjeżdżać „bez ogona”. Część napisała, że jak tylko może to zabiera psa ze sobą, a każde rozstanie sprawia niewyobrażalny ból, niektórzy pisali o swoich wojażach bez psów na spokojnie.

Po raz pierwszy w życiu pojechaliśmy z Kubą na weekend bez psów. Nie obyło się bez miliona porad na temat obsługi futer,…

Posted by Pies w Warszawie on 24 październik 2015

No cóż, muszę przyznać, że sądziłam że bardziej będę przeżywać to rozstanie – dzięki dobrej organizacji opieki mogłam się naprawdę odprężyć. Gdybyśmy zabrali ze sobą futrzane tałatajstwo, wyjazd zdecydowanie potoczyłby się inaczej przez wiecznie spoczywającą odpowiedzialność. Uwielbiam wyjazdy z psami, patrzenie na świat z ich perspektywy sprawia mi ogromną frajdę i przemienia wypad w najprawdziwszą przygodę – uwielbiam to! Za to tu poczułam, że robię coś dla siebie, dla nas. Nowe, nieznane dotąd doświadczenie wyjazdu w celu relaksu. Szok :)

Z jednej strony chcemy z Kubą zrealizować plan i podróżować po świecie z naszymi psami, mieszkając w starym kamperze, ale z drugiej, od czasu do czasu dobrze będzie wybrać się samodzielnie, łapiąc kilka głębszych oddechów bez nieodłącznej odpowiedzialności. Spodobało nam się to. Wyrodni my :D

Kilka linków, dla tych, co do Berlina (bardzo przyjazne psom miasto BTW) zabrali by futrzaka:

A Wy – zdarzyło Wam się wyjechać kiedyś bez psa? Jak się wtedy czuliście?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • thestryofmydog.blogspot.com

    Często wyjeżdżam bez psa, siła wyższa (znaczy się rodzice) zabrania. Bardzo wtedy ubolewam i `męczę` miejscowego burka.

  • kc

    Do YAAM-u musicie jechać latem. W upały dopiero jest tam Jamajka :)

    • Ooo, ja bym bardzo chciała to zobaczyć w lato :) Jak dotąd byłam tam w marcu i w październiku :P

  • whitecouchpotato.blogspot.com

    „A może dostały sraczki ze stresu i właśnie zalewają gównem wykładzinę?” – MADE. MY. DAY! Może dlatego, że znam to uczucie… :D

    Trochę w mniejszej skali, ale na Wszystkich Świętych spotkała mnie podobna historia. Miejsce docelowe jest około 200km od stolicy i zazwyczaj jechało się na cały weekend. Tym razem zdecydowaliśmy się pojechać w niedzielę rano i wrócić późnym popołudniem. Pies siedział większość dnia sam w domu, ale mój komfort psychiczny podczas wyjazdu był znacznie większy, niż gdybym wzięła ją ze sobą i… i tak kazała jej zostać w obcym domu (bo przecież nie wezmę psa na 3 godziny na cmentarz albo do Kościoła). Pies nawet nie zauważył zmiany, bo wyszło na to, że nie było nas tyle, ile mnie czasem nie ma jak wybywam na uczelnię. Zwykły niezwykły dzień, a ile mniej stresu :)

    Za to niebawem wyjeżdżam na trip z psem i nie ukrywam, że ogromnie cieszę się z tego, że ją biorę. Zanudziłabym się, gdybym została w domu, a z psem… Będzie fun! Ale ciii! :D

    • A to myśmy tak zrobili kiedy jechaliśmy do Łodzi załatwiać biznesy – wiedzieliśmy, że musimy się zmieścić w 8, maks. 10 godzinach. Psy nie zauważyły za bardzo zmiany, podobnie do Fibi, a w tym my zjechaliśmy pół województwa i znaleźliśmy kamienie milowe do firmy.

      Na ten Twój wyjazd czekam z ciekawością :) Myślę, że będziesz robić MEGA zdjęcia :)

  • My zawsze jeździmy z psem i przyznam, że choć zazwyczaj jest to ciekawe doświadczenie (i motywacja, by poznawać pobliskie trawniki, lasy i pola) to czasem chce się zwyczajnie odpocząć od trzymania smyczy i liczenia które to z kolei dziecko podbiegnie pogłaskać pieska. Czasem chciałoby się pojechać tak po prostu, powłóczyć, bez zobowiązań, bez wyglądania restauracji do której nas wpuszczą z Zu. Taka samotna wycieczka zdarza się bardzo rzadko i przyznam, że mogę mieć lekko spaczony umysł, bo po kilku godzinach wyprawy bez Zuzi nagle ogarnia mnie chwilowa panika: dlaczego psa obok mnie nie ma? Czemu nie trzymam jej smyczy? Czemu wchodzimy do miejsc zakazanych dla futer?
    Taki relaks bezpsowy od czasu do czasu każdemu dobrze zrobi :D

    • No, to prawda. My też zwykle jeździmy z psami, więc wiem o czym mówisz z tym odpoczywaniem od obserwowania otoczenia:) Aczkolwiek w tym roku miałam okazję wyjeżdżać wielokrotnie sama (bez Kuby i bez psów) na różne szkolenia blogowe, i tak jak na pierwszym wyjeździe prawie mnie skręcało z tęsknoty za domem, tak potem już się uodporniłam i nauczyłam nie kwękać, tylko cieszyć się tym gdzie jestem i co robię :)

  • Dzięki, że o nas wspomnieliście i zapraszamy do Berlina wszystkich kochających podróże z psami, bo jest to miasto wprost idealne na taki wypad. Tu nikt was nie pogoni z Centra Handlowego czy z restauracji, a nawet najmodniejsze butki stoją otwarte przed Waszymi Matkami :)

  • Sandra

    Ja staram się mojego labowego wielkoluda zabierać wszędzie, ale zdarzają mi się wypady „bez ogona” i muszę przyznać, że czasem po prostu potrzebuję takiego odpoczynku :) Zazwyczaj bardzo lubię podróże z Lesiastym, bo i on uwielbia jeździć, ale czasem dobrze rozkoszować się nowym miejscem bez wypatrywania potencjalnych kotów, które Lech mógłby pogonić :)

  • Najważniejsze, żeby wszystko robić z głową. Wiedząc, że np. weekend spędzę na zawodach triathlonowych podczas których sporo się dzieje, Odi śmiga na wakacje do moich rodziców. Wiem, że krzywda się jej żadna nie dzieje, a wszyscy na tym zyskują. Trudno też byłoby mi zabierać Odi na żagle, bo wiem, że dla niej jest to równoznaczne z dużym stresem, a sama nie chcę z tego rezygnować. Ale na pewno martwiłabym się zostawiając psa pod opieką kogoś, kogo nie znam na wylot. Może w tym jest właśnie klucz. :)

  • Joanna Sml

    Kurczę, do tej pory chyba tylko 3 razy zostawiałam psa – 2 razy u nas w mieszkaniu i raz u znajomych. I to tylko na jedną noc. Skończyło się tym, że kilka razy w ciągu doby dzwoniłam zapytać jak się Boniaczkowa czuje, czy nie sprawia kłopotów, czy bardzo płakała jak poszliśmy i czy cokolwiek zechciała z tej okazji zjeść…
    Chyba jesteśmy już na zawsze zrośnięte dupami i jakbym miała taką możliwość, kupiłabym jej własną komórkę, żeby raportowała mi co dwie godziny czy aby wszystko OK ;-) Jestem nienormalna?
    Pozdrawiamy, Asia i Bona

    http://piesoswiat.blogspot.com/

  • Lubię zabierać mojego psa na kilkudniowe wypady, chociaż bywają one uciążliwe ze względu na „cmokaczy”, „nawoływaczy” i dzieci biegnących „przywitać się z pieskiem”. Odkąd Gromit trochę podrósł, w Warszawie coraz rzadziej spotykamy się z takimi reakcjami, ale gdy pod koniec sierpnia wyjechaliśmy na 3 dni do Jastrzębiej Góry, byłam w szoku. Mojego psa non stop ktoś zaczepiał, nie zwracając przy tym najmniejszej uwagi na mnie i na to, że może wypadałoby mnie zapytać o zgodę. Oczywiście, kiedy odwracałam uwagę Gromita od natrętów i szliśmy dalej, wywoływało to oburzenie. Jakie wnioski? Ano takie, że dla własnej higieny psychicznej lepiej nie pchać się z psem w bardzo zatłoczone miejsca (swoją drogą, bardzo rzadko bywam nad polskim morzem i spodziewałam się tak dzikich tłumów).

  • Na razie nie ma opcji. Głównie przez zbyt różne grafiki moje i Agaty. Przez to jedyne wyjazdy wspólne to majówki/weekendy/urlop na działce. A na działkę jak to tak psa nie wziąć? No i przyznam, że nie bardzo mamy z kim zostawić Elvisa na dłuższą nieobecność.

  • Iga Iga

    hej zbliża się Majówka i wybieram się z rodziną na urlop, czy znacie w Warszawie miejsce gdzie mogę zostawić moje 2 psiaki? bo szukam dobrej sprawdzonej opieki , hotelu , słyszałam że jest coś nowego Na Wilanowie ale nie dosłyszałam co to i nie mogę znależć , … bardzo będę wdzieczna za wszelka pomoc, pozdrawiam serdecznie :)!