PIES W KAGAŃCU
Z życia psiarki

Pies w kagańcu nylonowym

źródło obrazka
Jestem taką osobą, która reaguje kiedy w przestrzeni publicznej dzieje się coś złego. Czy to mężczyzna leżący na chodniku, którego wszyscy mijają bez słowa, czy samochód ustawiony tak, że nie da się wejść przez pasy, czy kocię miauczące przez kilka godzin – jakoś zawsze odzywa się we mnie poczucie odpowiedzialności i reaguję mimo własnych obaw („o, patrzcie, aktywistka się znalazła“, „nie chciałabym ci podpaść“, „daj spokój, na pewno nic się nie stało“). Jak wiecie mam małego świra na punkcie psów, w związku z tym każdemu z ciekawością i uwagą się przyglądam.
Idąc niedawno na zajęcia zauważyłam po drugiej stronie ulicy (ul. Żurawia) dziewczynę z psem w typie amstafa. Pies nie był już najmłodszy, przy czym nieco się ociągał i podejmował próby obwąchania murka i sygnalizatora świetlnego, ale dziewczyna skutecznie ponaglała go szarpiąc smyczą (z kolczatką oczywiście) i poburkiwała pod nosem. Temperatura wynosiła około 25 C, a on miał na pysku nylonowy kaganiec.
Przez chwilę miałam nadzieję, że skręcą w boczną uliczkę, dzięki czemu nie musiałabym ich mijać, a swoje sumienie mogłabym uspokoić jakąś marną wymówką (np. „oh, przecież nie będę biegła za nimi jak wariatka“). Los jednak chciał inaczej – przechodząc przez pasy wyszłam im, chcąc, nie chcąc, na przeciw.
Nie lubię ludzi chamskich, bezczelnych i takich, którzy od razu wyciągają wnioski z tego, co im się wydaje, że widzą i zabierają się do ochrzaniania, dlatego sama starałam się być nieinwazyjna w kontakcie.
źródło obrazka
Ja: Przepraszam, czy pies może dyszeć w tym kagańcu?
Właścicielka psa: Nooo tak, może, bo on czasem język wystawia. Zresztą on musi mieć kaganiec, bo się rzuca na psy!
(Tak jakby psu za brak sympatii do swego gatunku należały się męczarnie i groźba śmierci w tej paskudnej tubie ciasno opasującej pysk, która nie tylko skutecznie uniemożliwia dyszenie, ale także sprawia duży dyskomfort (m.in. gniecie wąsy, nie pozwala oddychać skórze)
J: No ja rozumiem, ale pies musi się schładzać w tej temperaturze.
W: Tak, on dyszy. Język wystawia, naprawdę.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Jeśli mówi, że może dyszeć to okej, nie będę się wykłócać. Może faktycznie wystawia. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby właścicielka zobaczyła, że jedna z osób anonimowo mijanych codziennie na ulicy interesuje się zdrowiem jej psa, że jej pies jest ważny i zasługuje na dobre traktowanie. Może nie zmieni od razu kagańca, ale sądzę, że zasiałam małe ziarnko zmiany w jej głowie, które może kiedyś wykiełkuje i przyniesie nowe działania.
Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Dobrze, że reagujesz…. Nie jeden przejdzie obojętnie może dałaś jej do myślenia i zmieni nastawienie..

    http://moja-sfora.blogspot.com/

  • Ja też wychodzę z założenia, że warto w takich sytuacjach zadać chociażby pytanie. Wiadomo, ludzie nie lubią być krytykowani, więc zwykle w takiej sytuacji będą mówili, że wszystko jest w porządku, że dyszy, że kolczatka nie boli i tak dalej… Ale być może takie pytanie skłoni do refleksji potem do refleksji i spowoduje zmianę.

    • Właśnie, właśnie – najważniejsze to zasiać w głowie ziarnko wątpliwości, co może skłonić do zmiany. Kiedyś na samym początku mojej przygody z Bonzo sięgał ponownie tego dnia po jakieś kości na trawniku – zaczęłam go ciągnąć za szelki i pooszarpywać, żeby to zostawił wreszcie. Jak na mnie baba naskoczyła! Że szarpię psa. Mówię jej, że on jest chory i nie może jeść śmieci. – To pani w dodatku chorego psa tak szarpie!
      Odpysknęłam się jej, ale do dziś czuję się skarcona i wypracowałam inne techniki odciągania niż energiczne szarpanie psem.

  • Zgadzam się z komentarzem powyżej. Co prawda świata nie zmienimy, ale świat może zmienić się dla tego psa. :)

  • Anonymous

    Idealne zabawki dla psa. Polecam http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=7954485 Naprawdę warto. Proszę sprawdzić.
    Nowość na rynku. Dostępne pod tym adresem.