pracavspies
Poradnik, Psi biznes, Z życia psiarki

Jak pogodziliśmy pracę i opiekę nad psami?

Praca w domu VS praca w biurze. Z jednej strony szkoda zostawiać futrzaki same. Z drugiej jednak – siedzieć cały dzień w domu?

Miałam okazję przećwiczyć obie opcje. Jak to mówią:

The grass is always greener on the other side

Kiedy pracowałam w biurze (jeszcze przed założeniem firmy) mierzyłam się z dodatkowymi godzinami pracy, które niekiedy przypadały. Musiałam prosić wtedy mamę, żeby wyszła z psem na popołudniowy spacer, czego żadna z nas nie wspomina dobrze. Bonzo siedział sam w domu, często widywałam go dopiero wieczorami (studia + praca).

via GIPHY

Gdybym tylko miała warunki, chętnie skorzystałabym z pomocy petsittera lub przynajmniej na dwa dni w tygodniu podrzucała Bonza na opiekę dzienną do psiej świetlicy. Niestety ani jedno, ani drugie nie wchodziło wtedy w grę.

Marzyłam o robocie zdalnej, która pozwoli mi przynajmniej od czasu do czasu siedzieć w domu i rabotać u boku psa. Chciałam być z nim blisko i jeśli to tylko możliwe nie rozstawać się na te 9-10 godzin, w trakcie których siedzi sam. Wiedziałam, że na dłuższą metę wychodzenie na tak długi czas i siedzenie na tyłku przez 8 godzin po prostu nie jest dla mnie (głosy w mojej głowie: „Zosia, co ty chrzanisz, przecież wszyscy tak pracują!”), a przynajmniej nie w tym momencie życia, chciałam czegoś innego i szukałam dla siebie rozwiązania. W międzyczasie wyprowadziłam się z domu rodzinnego i zamieszkałam z Kubą i Milką, a wkrótce potem zwolniłam się z pracy rozpoczynając nowy etap życia na ścieżce kariery :P.

W domowych pieleszach – 2 lata pracy w domu

Z Warsaw Dogiem ruszyliśmy oficjalnie w sierpniu 2015 roku i aż do lipca 2016 r prowadziliśmy biznes w naszej małej kawalerce. Okrągły rok pracy w domu. Jakby do tego doliczyć nieoficjalne przygotowania firmy (październik 2014 – sierpień 2015 r), to robi nam się prawie 2 letni staż pracy domowej. Moje marzenie się spełniło! Przestałam wychodzić do pracy, lecz mogłam ją rozpocząć 5 minut po otwarciu oka, wystarczyło włączyć komputer, na którym wcześniejszego wieczora oglądaliśmy odcinek serialu. Co, jak się już zapewne domyślacie, ma swoje plusy i minusy.

Wstaję, ogarniam się, idę z psem, pracuję, jem śniadanie, pracuję, idę z psem, jem obiad, pracuję, oglądam serial, idę z psem, zasypiam.

Tak to mniej więcej wyglądało w pierwszych miesiącach działalności. Potem, kiedy zaczęła pomagać nam Kasia od Cookiego, pojawiła się nieśmiała granica między życiem zawodowym, a życiem prywatnym, którą to granicę uczymy się odkreślać coraz grubszą kreską.

Praca w domu z psem u boku: blaski i cienie

W tym czasie psy przebywały w domu, obserwując niemo nasze poczynania na zmianę z przysypianiem. Spały na łóżku, posłaniu, dywaniku i w ogrodzie. Bonzo ma to do siebie, że ZAWSZE kładzie się tak, żeby móc nas obserwować. Ich dzień był wypełniony aktywnością – dostęp do otwartego ogródka wymusza czujność: ptaszki przelatują, listonosz pokręci się po osiedlu, nawet mucha nie przeleci nie zauważona, poza tym trzeba stale kontrolować proces twórczy swoich człowieków. Milka dodatkowo toczyła bój o fotel. Otóż mieliśmy dwa obrotowe fotele kupione z myślą o firmie. Kiedy bokser odkryła, że idealnie się na takim fotelu mieści, stale pragnęła tam spać. Niestety trudno pracować z bokserem rozwalonym na kolanach, choć to tylko moja opinia- jej to wcale nie przeszkadzało. Wystarczyło, że ktoś wstał zrobić kawę, a Milka hyc – już zwinięta w kłębuszek na fotelu i udająca, że nie ma pojęcia o co Ci chodzi, przecież ona słodko śpi!

Od czasu do czasu przychodziły do któregoś z nas żeby poprosić o uwagę & głaski. Niestety to zachowanie może eskalować – rzadko się to u nas zdarza, ale niekiedy Bonzo postanawia, że bardzo, ale to bardzo musi iść na spacer właśnie TERAZ. Nieplanowane odrywanie się od pracy w ciągu dnia nie należy do moich ulubionych czynności, ale jak mus to mus.

Walk o’clock #ruszsie #naspacer #psilajf #spacerzpsem

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Zdecydowaną zaletą tej sytuacji był fakt, że nie mieliśmy żadnych wyrzutów sumienia wychodząc wieczorem. I tak cały dzień spędzaliśmy razem z nimi, więc nasze wieczorne wyjście na kolację czy do kina dawało im wreszcie możliwość spania w spokoju, bez dodatkowych bodźców.

Ma to znaczenie zwłaszcza ze względu na Milkę, która podczas naszej nieobecności śpi w swojej klateczce. Zostawić psa na kilka godzin w kennelu – okej, ale powyżej 5 godzin robi się niezręcznie. Więcej o powodach i praktyce klatkowania pisałam w Klatka kennelowa, a niszczenie domu przez Milkę.

Z kolei minusem pracy w domu, przynajmniej z mojej perspektywy, jest fakt, że łatwo zdziadzieć – po co robić pełen mejkap jeżeli możesz siedzieć w pidżamie? Po co zakładać obcisłe dżinsy, kiedy wystarczą dresy – idealne na spacer z psem i po domu? To była codzienna walka ze sobą w odpowiedzi na pytanie – pięknie czy wygodnie? Na szczęście przychodziła do nas Kasia, co ratowało mnie przed pomykaniem w pidżamie.

Praca w domu stanowiła pewne wyzwanie – jak oddzielić pracę od wypoczynku, kiedy wszystko odbywa się w tym samym pomieszczeniu? Dla tych, którzy nie wiedzą – mamy kawalerkę typu studio. Naszym narzędziem pracy nie jest jedynie komputer, a szereg urządzeń. Praca stała pod naszym nosem niezależnie od pory dnia – maszyna do szycia, regał z kilometrami taśm, poter laserowy, trzy biurka.

Do dziś nie wiem jak się mieściliśmy w tym mieszkaniu! Przecież nie mieliśmy w ogóle przestrzeni życiowej – rzecze Kuba

Utrudnieniem było nie tylko nagromadzenie sprzętów na małej powierzchni, ale też mnóstwo śmieci poprodukcyjnych (ścinki, nitki), co strasznie utrudniało sprzątanie mieszkania.

Pies w domu, ja w biurze – blaski i cienie

Z dniem 1 lipca 2016 r. wynieśliśmy firmę z domu. Cena, bliskość pracowni i możliwość przyjścia z psem to trzy niewątpliwe plusy naszej nowej lokalizacji. Większa, wydzielona na pracę przestrzeń z jednej strony pozwala rozwijać firmę, z drugiej stanowi doskonałe oddzielenie sfery pracy od sfery domowej.

Odzyskaliście mieszkanie!

cieszyli się naszym szczęściem znajomi. Ale zaraz, jak zwykle kij ma dwa końce.

Zaczęliśmy pracować 9:30 – 17:30 poza domem. Bonzo w pierwszych dniach był mocno zdezorientowany i niezadowolony, zwłaszcza, że nie dało się przenieść na raz wszystkich urządzeń i musieliśmy w ciągu dnia czasem przychodzić na chwilę, żeby coś odebrać i zaraz wychodzić. Widząc, że się zbieramy do wyjścia zaczynał nerwowo popiskiwać. Zajęło mu kilka dni, żeby przyzwyczaić się na nowo do dawnych czasów, w których człowieki wychodzą na dzień, a psy zostają w domu. Poprawiło mu się kiedy przenieśliśmy całość firmy i nie mąciliśmy mu spokoju nagłymi wizytami.  Ale dopiero kiedy zobaczyłam jego zachowanie, zrozumiałam jak ważne było dla niego to, że przez ostatni czas wszyscy byliśmy w domu.

Milka z kolei, jak to Mika – wszystko po niej spływa: póki ma swoją bezpieczną klateczkę, póty nie ma problemu. Jednak mimo, że sprawiliśmy jej większy, wygodniejszy kennel, to nie bardzo podobał mi się fakt, że zostaje w zamknięciu na 8 godzin. It just doesn’t feel right. Po skończonym dniu pracy kiedy wypuszczaliśmy krakena, miała masę energii do spożytkowania, jak nigdy dotąd.

Nowa jakość w życiu Milsona 🎊 Większa, lepsza, ładniejsza i do tego pełna wygoda 😀 #dogkennel #boxersofinstagram

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Poza tym trudno tak sobie wyjść w tygodniu choćby na większe zakupy spożywcze ze świadomością, że psy siedziały same przez calutki dzień (a niektóre dodatkowo w kennelu), a na czas naszych zakupów znowu trzeba je zostawić w czterech ścianach. Wyrzuty sumienia rosną niepokojąco, no głupio tak.

W teorii moglibyśmy zabierać je ze sobą do pracy, ale na przeszkodzie stanęły: 1. mało miejsca, 2. niechęć Bonza do obcych wchodzących do pokoju i jazgot 3. niechęć Milki do obcych psów wchodzących do pokoju i chęć mordu. W naszym wypadku nie tędy droga.

Rozwiązanie idealne – praca pół na pół

W ostatnim tygodniu wreszcie udało nam się znaleźć idealne dla naszej sytuacji rozwiązanie.

Kuba chodzi do pracowni na 9:30, podczas gdy ja przez pierwszą część dnia pracuję zdalnie z domu. Odpowiadam na maile, telefony, ogarniam social media i stronę internetową, czyli wszystkie te pracy do których wystarczy telefon i komputer. W tym czasie Kuba zajmuje się m.in. szyciem. W pracowni pojawiam się wczesnym popołudniem i ruszam do zamawiania kurierów, ważenia, drukowania, podpisywania podziękowań, pakowania zamówień – czynności, które da się zrobić wyłącznie na miejscu. Jeśli danego dnia nie mamy lawiny produktów do uszycia, to Kuba wędruje do domu zająć się swoją działką roboty, którą może robić zdalnie, a na posterunku zostajemy ja i Kasia.

I w ten sposób i wilk syty i owca cała: wszystko jest gotowe na czas, bokser nie siedzi w klatce po 8 godzin, a i na zakupy po pracy można ruszyć bez wyrzutów sumienia. I nawet ubrać jest się po co!

13958273_1123283147718657_7160518798656202664_o

Przydatne info i linki

Bonzo jest adoptowany ze schroniska. Nadal uważam, że lepiej dla niego, by w swym życiu posiedział czasem dłużej w domu, niż gdyby miał spędzić życie za kratkami. Jeśli pracujesz na etacie i wnioskujesz, że wzięcia psa do domu będzie dla niego katorgą polecam artykuł:

Na pytanie:

odpowiada Nie-taki-pies.pl i zaznacza, że najważniejsza jest uwaga poświęcana psu poza godzinami pracy i podsuwa pomysły na wspólny czas spędzany psem w mieście.

Wiem, że gdybym nie miała możliwości dysponowania swoim czasem, a godziny pracy miałyby tendencję do wydłużania się, chętnie skorzystałabym z pomocy petsittera, których ogłoszenia można znaleźć np. tu:

Inne rozwiązanie to świetlice dla psów oferujące opiekę dzienną, tzw. doggy day care. Zamieszczę niedługo listę aktualnie działających placówek i podlinkuję.

Tymczasem o tym jak przyzwyczaić psa do Twej nieobecności w domu napisał Copiesnato.pl:

Jest jeszcze jedno rozwiązanie – zabieranie psa ze sobą do pracy. Poniżej lista biur, do których pracownicy przyprowadzają swoich pupili:

A Wy – jak sobie radzicie z łączeniem pracy i opieki nad psem?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Gia

    Bardzo ciekawe 😃

  • Niuchacz

    Ja też już prawie 2 lata pracuję w domu. Ostatni rok działamy praktycznie tak samo – do 8 mam czas dla siebie i psa (trening frisbee, spacer, bieganie) od 8 jak zasiadam do komputera, pies idzie spać. Zazwyczaj koło godziny 13 pies zaczyna się budzić (serio, nie wiem jak to możliwe…), jest w stanie tak przekimać do 16 kiedy zazwyczaj kończę pracę lub wcześniej – jak mój mąż wróci wcześniej z pracy.

    Wpadłyśmy w fajny tryb gdzie ja mam stałe 8h pracowania, bez wychodzenia na siku, bez trącania nosem w łokieć (na początku tak było), jak się szybciej uwinę lecimy coś razem porobić. Wcześniej próbowałam przerywać pracę dla psa – nic z tego dobrego nie wychodziło bo potrafiłam do 20 zajmować się pracą bo w dzień ten czas poświęciłam dla psa.

    Z jednej strony, w relacji człowiek-pies, super, że jesteśmy razem. Jednak też przez to pies nie ma mnie dosyć, nie jest mnie stęskniony, odczuwałam różnicę w motywacji psa jednak to jak teraz sobie egzystujemy pomogło i jest pięknie :)

    • Właśnie jak pisałam ten post to myślałam o Tobie i Niuchaczu :) Co znaczy, że do 8 masz czas dla psa? :D W sensie jak długo ten czas trwa, o której wstajesz?

      • Niuchacz

        Wstaję po 6 :) mam większy komfort psychiczny jak wiem, że spokojnie mogę pójść na spacer, wypić kawę, zjeść śniadanie (no dobra…. to już zazwyczaj robię przy komputerze :P) albo zrobić trening frisbee i nie musieć później pędzić z pracą. Mam tak, że muszę mieć na wszystko czas, w pracy nienawidzę pośpiechu :P

  • Ja w kontekście psów jestem do pracy z domu nastawiona nieco sceptycznie – dostrzegam zalety, ale jednocześnie uważam, że taka komfortowa sytuacja może srodze zemścić się na człowieku, zwłaszcza, jeżeli pies od małego funkcjonował w takim trybie. Uważam, że umiejętność pozostawania samotnie w domu bez lęku, niszczenia, wokalizacji jest hiper ważna i trochę funkcjonując długo w takim trybie obawiałabym się, że pies ją zatraci i rozwinie lęk separacyjny.

    • Hm, wydaje mi się, że wszystko jest do ustalenia i zależy zapewne od psa. Np. Co pies na to pisała u siebie na blogu, że przez pierwsze pół roku wraz z Odiną siedziały we dwie w domu, dopiero później poszła na etat i nie zauważyła większych problemów z zachowaniem.

      • Wiadomo, wiele zależy od konkretnego modelu psa. Ja jednak, na podstawie swoich doświadczeń, lubię gdy pies codziennie chociaż na trochę zostaje sam. Spory błąd popełniłam wychowując Tytanię, bo siedziałam z nią prawie non stop przez 3 miesiące i gdy wreszcie musiała zacząć zostawać sama w domu zmieniła się w istny Tajfun Tytaniowego Zniszczenia (TM). Pisałam zresztą kiedyś o stratach, jakichś dokonała w domu mniej więcej do 7-8 miesiaca życia – dość powiedzieć, że za kasę przeznaczoną na wymianę elektroniki (np. zrzucony z biurka panoramiczny monitor, bardzo dobrej jakości headsety, mechaniczna klawiatura, etc.) moglibyśmy kupić kolejnego psa. Na szczęście, w miarę szybko udało się nam osiągnąć domowe zen, ale co się nastresowałam to moje. ;) Obecnie staram się, żeby bez względu na to w jakim momencie życia się znajduję, psy w tygodniu codziennie zostały same chociaż parę godzin. Fajnie jest pracować z domu (ogólnie, zazdroszczę wszystkim, którzy mogą sobie na to pozwolić), ale jednocześnie obawiam się sytuacji, kiedy nagle trzeba będzie iść na etat albo (oby nie!) np. nagle trafi się do szpitala i pies będzie musiał z dnia na dzień pogodzić się z długimi okresami samotności. Martwi mnie o to, że wielokortnie już widziałam ogłoszenia osób chcących oddać zwierzę, bo nie potrafi się ono odnaleźć w takiej właśnie sytuacji – typu pies 4 lata, zawsze z pańcią w domu, pańcia idzie do pracy i pies zmienia się w domowego masakratora.

        • O proszę, wpis o stratach musiał mnie ominąć – wrzuciłaś na fanapage’a kiedyś zdjęcie uszkodzonej klatki materiałowej i ten post wrył mi się w pamięć, bo zupełnie nie pasowało to do mojego obrazu T&G :D

    • W sumie wszystko zależy od nas, prawda? Pies powinien być dostosowany do naszego życia, a nie na odwrót.
      Oczywiście jeżeli ktoś standardowo pracuje i codziennie będzie zostawiał psa samego to warto od małego tego uczyć. Błąd jest wtedy, kiedy przez pierwsze miesiące jesteśmy z psem non stop, a potem nagle wychodzimy.

      Jednak jeżeli ktoś pracuje w domu to nie widzę sensu, aby specjalnie uczyć psa zostawania samego na ileś tam godzin :)

  • Olivia Pieczewska

    Ja też pracuję zdalnie z domu i u mnie był to cel życiowy, dzięki któremu mogłam sobie pozwolić na psa! Po 10 latach czekania :) Jak tylko udało mi się przebranżowić i zacząć pracę zdalną i jeszcze trafił się 3-tygodniowy przestój projektowy natychmiast poszukaliśmy upragnionego psa i oto jest! Teraz już 6-miesięczna Fibi – owczarek australijski. Po prostu nie wyobrażałam sobie wcześniej, żeby psa, a już tym bardziej szczeniaka zostawiać na 9h (praca+dojazdy) samego w domu :( Nie miałam możliwości, żeby ktoś w trakcie dnia wpadł do domu wyprowadzić psa chociaż na szybkie siku.
    Codziennie życie wygląda u nas tak, że mój Dominik wychodzi z Fibi na szybkie siku o 6 przed wyjściem do pracy, ja wstaję ok. 7:00 i zaczynam od razu pracę, żeby skończyć o 15 i mieć jeszcze sporo czasu po południu. Fibi rano zajmuje się sama sobą, czyli podgryza swoje zabawki, przesiaduje na balkonie nadzorując osiedle, bądź śpi. Oczywiście trącania nosem lub kładzenie pyszczka na kolanie zdarzają się często w ciągu dnia, wtedy dostaje jakieś suszonego gryzaczka lub konga żeby się zajęła, albo pomaga krótkie drapanko i mizianko. Około godziny 12:00 robię sobię przerwę „na lunch” i poświecam ją na 30-minutowy spacer z Fibasem, po powrocie ona nadal zajmuję się sobą, czyli głównie śpi :P, około 15:00 kończę pracę, idę z nią na kolejny spacer po osiedlu, a pod wieczór jak wróci Dominik wszyscy razem spędzamy czas, zazwyczaj aktywnie na dworze bawiąc się z psem lub trenując. Weekendy poświęcamy jej praktycznie w całości organizując dłuższe spacery/wycieczki/wypady na owce itp.

    Praca zdalna ma oczywiście swoje plusy i minusy, główny minus to tak jak pisałaś, przebywanie ciągle w tym samym pomieszczeniu. Ja po wyłączeniu komputera nie mogę usiedzieć w domu. Plusów jest jednak zdecydowanie więcej, a najważniejszy to ten, że pies ma mnie na oku cały dzień a ja ją :)

    • Tak bardzo Cię rozumiem :D Ja akurat na psa czekałam do momentu, aż wyniosę się z domu – pierwsza okazja i hyc, pojawił się około roczny Bonzo ;) W tamtym czasie nie pracowałam, a jedynie studiowałam, więc miałam dużo niezagospodarowanego czasu wolnego. Dopiero potem kiedy przyszło „prawdziwe życie” i łączenie studiów i pracy, dostałam po pupie i powiedziałam sobie, że zrobię wiele, żeby tylko mieć elastyczniejsze godziny pracy. Wielki szacun za przeorganizowanie życia pod Fibi <3

    • Ja osobiście nie widzę minusów pracy zdalnej – to chyba mit jakiś :)

  • aleksandra

    Radzimy sobie całkiem nieźle ;) Alf siedzi sama około 8h (ja wychodzę do pracy o 8, Daniel wraca o 16). Mamy standardowe 3 spacery dziennie, czasami jakiś wyjazdowy trening i spacerowe weekendy (ostatnia sobota w Łomnej;). Suka doskonale pokazuje mi jak mnie potrzebuje w ciągu dnia kiedy np. siedzę na L4. Bardzo ładnie idzie spać po porannym spacerze, ma mnie totalnie gdzieś i budzi się do życia koło 16 ;) Myślę, że przez etatową pracę zostawanie w domu było moim „must have”.

    • Najfajniej jest właśnie jak ta druga osoba wraca przed Tobą – wtedy wiesz, że pies jest już zaopiekowany, mimo, że Ty dopiero wychodzisz z pracy, uf. Na początku, kiedy jeszcze pracowałam w biurze, ale już wprowadziłam się do Kuby to nie mogłam się nacieszyć tym spokojem – wreszcie był ktoś, kto mógł mnie (z chęcią) wyręczyć i zniknąć poczucie winy :)

  • Idealnie trafiony w punkt post. Bo nawet głupio w sobotę jechać na zakupy, skoro psy cały tydzień siedziały same w domu… Marzy mi się zdalna praca, mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

    • Tja, ‚ve been there, done that. Do niedawna jedynym sposobem na spokojne weekendowe zakupy był wcześniejszy długi spacer z piesełami

  • Ola

    Bardzo wartościowy post <3. Ja miałam podobne wyrzuty sumienia, bo wiadomo, pies nie siedzi jak w schronisku, ale jednak może mieć lepiej. Aczkolwiek u mnie były tylko studia i jakieś tam zajęcia poza uczelnią. Na przykład przez jakiś czas nie mogłam zabierać psa na bieganie, więc sama też nie biegałam. Najważniejsze to znaleźć najlepsze rozwiązanie a Wam świetnie to wychodzi. W ogóle fajna z Was rodzinka^^

    • Ojeja, dzięki Ola :D No, takie myślenie „a przecież mógłby mieć lepiej” potrafi nieźle wpędzić w poczucie winy.

  • Karolina Róż

    Pierwszy rok był dość komfortowy bo mieszkamy jeszcze z rodzicami, więc od czasu do czasu Nata mogla liczyc na spacer w srodku dnia. Oboje pracujemy po 8h +dojazdy, po pracy dlugie spacery i/lub trening +zabawa. Czasem wieczorne wyjscia staramy sie łączyć – kino plenerowe, wyjscie do psiolubnej knajpy itp. Za chwile zamieszkamy juz sami, ale blizej pracy:)

  • Ja w sumie zdalnie, z małymi przerwami, pracuję od 9 lat – miałam w trakcie jeden niewielki, acz bardzo nieudany romans z call center, a potem drugi z redakcją internetową, która wymagała bycia w biurze. Mój mąż pracuje w sumie tak samo, tylko on od początku – jakichś 5 lat – zdalnie. I powiem jedno: do pracy zdalnej trzeba mieć niezwykłą dyscyplinę. I zdecydowanie trzeba się jej nauczyć. Konieczne jest znalezienie motywacji, oddzielenie pracy od innych przyjemności itd. Ja na pewno z uwagi na pracę dużo czasu spędzam przed komputerem, ale mam wyznaczone godziny, w których pracuję, a potem idę na spacer, jedziemy gdzieś połazić czy nawet siadam na kanapie i szydełkuję, jeśli pogoda nie pozwala na spacery. No i dziadzieć wcale nie trzeba – wystarczy po prostu poza pracą wychodzić :D Plusem jest to, że pracując zdalnie oraz na własny rachunek masz większą możliwość wyjazdów, co skrzętnie wykorzystujemy. Wszystko ma plusy i minusy, ale zdecydowanie wolę pracę w domu i na szczęście znaleźliśmy tę równowagę, która sprawia, że Mały Biały na tym nie cierpi – bo i tak zostaje sam, tylko czasami w innych godzinach; to jest konieczność, o której się zapomina, czyli niezrośnięcie z psem ;)

    • My teoretycznie mamy wyznaczone jakieś godziny pracy, godziny spacerów i posiłków, ale finalnie wychodzi to bardzo elastycznie. Psisko często przychodzi w trakcie pracy, aby zrobić krótką przerwę na jakąś zabawę albo domaga się jedzenia i tak sobie żyjemy.

      • U mnie elastyczność działała do pewnej chwili, jednak teraz mamy tak duże obłożenie zleceniami, że musimy pracować w konkretnych ramach czasowych, aby nie zaburzyć pewnej równowagi :)

        • Sztuką jest nauczyć się czasami odmawiać zleceń. To chyba najciężej wychodzi, ale warto w pewnym momencie zastanowić się czy dodatkowe zlecenie naprawdę się opłaci.

          Jednak hej, warto się cieszyć, że zleceń jest za dużo, a nie za mało :)

          • Zleceń, które się nie opłacają, od początku nie wykonujemy ;) To chyba oczywiste, tak samo jak wolne weekendy ;)

          • Nie chodzi o nieopłacalne zlecenia w kwestii materialnej. Wiele osób na swoim – freelancerzy, osoby mające działalność często pracuje więcej niż standardowe 8h. Jest taka obawa, że trzeba zlecenia robić póki są, nawet jeżeli oznacza to robienie po nocach.

            Moim zdaniem dopiero z czasem przychodzi takie oswojenie się z pracą w domu i powolne dojście do tego, że wolny czas to też ważna sprawa. Nie zawsze warto brać kolejnego zlecenia kosztem właśnie tego wolnego czasu. Na początku trudno odmawiać, ale z czasem warto to przemyśleć :)

          • Ja w branży pracuję od 9 lat, w tym z 8 lat w domu ;) Dla mnie to już dawno nie są początki.

          • A to w sumie kwestia indywidualna. Znam osoby, które całe kilkanaście lat są na swoim, a ciągle pracują praktycznie całą dobę :)

          • Nie no, to wiadomo, że higiena psychiczna jest najważniejsza – w końcu życie nie jest tylko po to, aby pracować. Choć przyznam, że lubię niektóre zlecenia kończyć np. wcześniej, co oznacza godzinę czy dwie dodatkowej pracy i np. wolny następny dzień – ale równowaga musi być :)

          • Nie wiem w jakiej branży jesteś – my projektujemy strony i sklepy internetowe. Terminy są dłuższe niż w przypadku np: copywritingu, więc też łatwiej jest to organizować ;)

          • U nas copywriting właśnie, więc bywa różnie, ale mimo wszystko lubię niekiedy kosztem godziny czy dwóch jednego dnia zrobić sobie następnego wolne :)

          • Wszystko zależy od osobistych preferencji zawsze ;) Ważne, żeby cieszyć się pracą i żeby też mieć chwilę dla siebie właśnie.

  • PSIOLUBNI

    Zostawianie psów samych w domu na kilkanaście godzin, zawsze budziło we mnie mieszane uczucia. Mimo, że moje zwierzaki śpią spokojnie podczas mojej nieobecności, nie niszczą i mają do dyspozycji cały dom – no jakoś to głupio tak, no!
    Moje postrzeganie tej sprawy zmieniło się wtedy, gdy adoptowałam Nera. Zrozumiałam, że przecież lepiej jest dla niego, gdy śpi na mięciutkim posłaniu, w ciepełku, najedzony i wybiegany, niż gdy siedział sam na podwórku, bez wody, jedzenia i schronienia – cały czas.

    Od ok. roku jestem w domu bardzo często całe dnie. Siedzę z piesami, mam z nimi stały kontakt. Gdy jestem zmuszona wyjść np. na cały dzień – wiem że to dla nich (i dla mnie!) ulga. Mogą wtedy spokojnie iść spać, zresetować się całkowicie. Nikt ich nie budzi, nie łazi, nie gada. No full wypas – po prostu! ;)

  • Oboje pracujemy w domu i mamy psa (drugi w drodze :)), więc nasza sytuacja jest podobna. Ja jednak nie wyobrażam sobie, że mógłbym żyć inaczej. Jednak możliwość ciągłego przebywania z psem to fajna perspektywa. Nie ma nic lepszego niż pies ogłaszający ”przerwę” w pracy, kiedy akurat jakiś klient zdenerwował :)

  • Zaneta

    Oj jak Ja Wam zazdroszcze!!!! Serio!!! Odwaznych decyzji = bycia szalonym :) tez mi sie marzy aby moc pracowac z domu :) ale to raczej pewnie nie wykonalne :)
    co do klatki tez mamy mieszane uczucia…mamy takowa w domu ale zawsze jest otwarta…ja wychodze do pracy o 8:30 i zawsze wracam o 17:30 natomiast PM ma rotacje – kiedy ma na 7am i wraca o 15:10 wtedy jest najgorzej…poniedzialek…wtorek…sroda jest ok ale przy czwartku dziecie-psie juz cos na rozrabia :( jak nie zje framugi…pogryzie kaloryfera…szafek kuchennych…albo krzesla…to mozemy pic szampana ;) a w domu jest sam ok 7h wiec nie chcemy go zamykac w klatce – dalismy mu do dyspozycji kuchnie o reszte naszego mieszkania sie obawiamy :)
    drugi tydzien znosi lepiej bo PM wychodzi po 14:30 a ja wracam za 3h wiec nawet tego nie zauwaza :)
    cieszymy sie Waszym szczesciem i zyczymy dalszych sukcesow :)