PSIARZEBIORASLUB
Z życia psiarki

Psiarze biorą ślub

O naszym ślubie cywilnym. Niby oficjalny i w urzędzie, a jednak pod znakiem psa.

Na początek trochę wprowadzenia – kilka osób pytało o relację ze ślubu, o organizację etc., więc dzielę się z grubsza tym jak to było u nas. Przyznam, że było to jedno z najbardziej stresujących i trudnych (emocjonalnie) doświadczeń – niebagatelna rzecz do zorganizowania, którą szkoda udupić. Na forach dla dziewczyn roi się od sformułowań typu „Ślub to najważniejsza chwila w moim życiu!” lub „Całe życie czekałam na ten dzień” oraz „Założę suknię jak do kościelnego mimo, że mam ślub tylko w urzędzie – w końcu ślub bierze się tylko raz w życiu!”. Szanuję to, że to dla kogoś wielka chwila, ale prawdę mówiąc z mojej (naszej) perspektywy ślub niewiele zmienia, nie przykładamy do niego wielkiej wagi, bo i tak mieszkamy razem, żadne z nas nazwiska nie zmienia.

Do czterech razy sztuka

Pomysł na nasz ślub początkowo jawił się jako samotny wypad na bezludną wyspę, gdzie nie dosięgną nas oczekiwania osób trzecich, czasochłonna organizacja i składanie przysięgi na oczach tłumu. Marzenie musieliśmy jednak zweryfikować po przejrzeniu listy wysepek na których znajduje się polski konsulat, który może udzielać ślubu zagramanicą (jeśli Was to interesuje – klikajcie TU i zaznaczcie jedynie Konsulat Generalny i Wydział Konsularny). Mały wybór, daleko i drogie loty – uznaliśmy, że to nie dla nas.

Drugim pomysłem był wyjazd do Gruzji. Niby Europa, ale jednak już trochę egzotyka, a przy okazji zaliczymy podróż poślubną. Kiedy sprawdzaliśmy ceny udzielenia ślubu w grudniu 2014 r. byliśmy spokojni i zdecydowani. Za to w styczniu 2015 r. nasz entuzjazm zmalał – ceny ślubów w konsulatach na terenie całej UE zostały ujednolicone i oscylują w okolicach 2 tysięcy złotych (500 E). Wcześniejsza kwota nie przekraczała 500 złotych. Miny nam zrzedły.

74H

Trzeci z nich rozbłysł na chwilę – a gdyby tak cichy ślub w górach? Pojechać na przedłużony weekend i niby od niechcenia poprosić gospodarzy pensjonatu o świadkowanie? Z braku czasu na spontaniczne wypady w góry, pomysł spalił na panewce.

Zaczęliśmy nawet snuć wizję ślubu na świeżym powietrzu wraz z piesami, ale wizja ogarniania Bonzika, żeby nie denerwował się obcymi panami i pilnowanie Mileczki, żeby z radością nie skakała po odświętnie ubranych gościach niestety szybko wybiła nam to z głowy.

Koniec końców pewnego wrześniowego dnia, kiedy załatwialiśmy sprawy na mieście, Kuba zdecydował, że idziemy się zapisać na ślub do urzędu. Trochę byłam głodna, a trochę nie wiedziałam czy zdążymy przed zamknięciem (zbliżała się 16:00), więc nie było mi to w smak (no dobra, tak naprawdę to się bałam tej decyzji), ale dzielnie dotarliśmy. Były wolne terminy na styczeń, więc zapisaliśmy się na styczeń. I już.

Wszystko na ostatnią chwilę

aZosia-i-Kuba-(54)

4 miesiące, które dzieliły nas od ślubu minęły jak z bicza strzelił. Dodatkowo grudzień, ostatni miesiąc przed ślubem, a co za tym idzie ostatni dzwonek do organizacji, był dla nas miesiącem bardzo pracowitym – oto czas prezentów dla najbliższych, również tych futrzanych. Gdzieś między kolejną tego dnia wycieczką do paczkomatu, a rozplątywaniem nici staraliśmy się w panice dopiąć Projekt Ślub.

Ani się nie zorientowaliśmy, a była połowa grudnia, a my ciągle nie mieliśmy zaproszeń (choć już wszyscy wiedzieli o naszej dacie). Żadne gotowce nam się nie podobały jakoś szczególnie (te wierszyki zakochanych, brrrr!), ale udało nam się znaleźć kilka propozycji optymalnych pod względem dizajnu i ceny. Niestety, nawet dopłata za ekspres nie kupowała nam czasu, bo na zaproszenia należało czekać nie 4, a 2 tygodnie, których już i tak nie mieliśmy. W końcu sami zrobiliśmy zaproszenia w moim ulubionym programie graficznym online i wysłaliśmy do druku na Lwowskiej.

Sukienkę zamówiłam od SzyjemySukienki.pl, dorwałam Białą Królówkę na promocji w Dawandzie. Cud, miód, leży idealnie i pasuje do geometrycznej fryzury. Mogę polecić z ręką na sercu – misterna, wspaniała robota. Pierwszą sukienkę, którą zamówiłam w innym sklepie, musiałam odesłać, bo wyglądałam w niej niczym Margaret Thatcher (czyli trochę jak w zbroi).

Udało nam się zarezerwować salę toastów, kupić tort, szampana i soki. Jest to prawdziwy sukces biorąc pod uwagę, że w dniu, w którym należało to załatwić i opłacić, do płaczu doprowadzało mnie niemal wszystko, a wystawienie nogi za próg graniczyło z cudem.

Obrączki zamawialiśmy na tydzień przed Godziną Zero. Gdyby ktoś tak jak my, miał sposób organizacji „wszystko na ostatnią chwilę” to polecam Red Rubin – pani w trymiga przygotowała nam fajną ofertę na obrączki. W trybie ekspresowym dostępne były jedynie klasyki, z których jesteśmy bardzo zadowoleni. Jeśli będziemy mieć ochotę to w każdej chwili możemy poprosić o darmowy grawer i dodanie kamieni do obrączki za dopłatą.

aZosia-i-Kuba-(65)

Kiedy wcześniej podaliśmy datę ślubu w sklepie Yes, pani ekspedientka nas niemal zabiła śmiechem mówiąc, że czas oczekiwania na zamówione obrączki to 4 tygodnie (przedtem każąc nam siedzieć prawie 10 minut przed stołem z obrączkami, nie reagując na coraz bardziej sugestywne spojrzenia, totalna olewka), w Aparcie pan miał o wiele bardziej profesjonalne podejście i uprzedził, że trudno będzie mu zorganizować tak późne zamówienie, nawet jeśli wykona telefon do centrali, ale poddał za to pomysł kupienia srebrnych obrączek i podmienienia ich po ślubie. Pewnie byśmy tak zrobili, gdyby nie ta fantastyczna pani w Red Rubinie, która przyjęła nas z otwartymi ramionami, a na kartce z zamówieniem w naszej obecności napisała czerwonym flamastrem „PILNE!!!„.

W piątek o 19:00 Kuba kupił buty do garniaka i pasek. Ja o 21:00 wyszłam z centrum handlowego niosąc buty, dodatki, a także obrączki. Stres wzniósł się na wyżyny „bo to już przecież jutro, jezusmaria” i to wtedy właśnie po powrocie do domu kupiłam sobie mocną literaturę – Polskie Morderczynie Katarzyny Bondy, która skutecznie odwracała moją uwagę przez cały wieczór i poranek przedślubny, a która jednocześnie stała się przyczynkiem do wpisu Śladem Zbrodni.

Psi światek gdzie nie spojrzysz

Kiedy zastanowiłam się głębiej nad ślubem i osobami zaangażowanymi w realizację, doznałam szoku :D Ogromna część osób była w jakiś sposób związana ze światem psim.

1. Świadkowała mi Kasia od Figi. Nasze pierwsze spotkanie ever uwieczniłam w jakże rozbudowanym wpisie z 2012 roku – Spotkanie z Figą na wybiegu. Kto by pomyślał, że wspólne spacery z psami zbliżą nas do tego stopnia, że cztery lata później będzie moją świadkową na ślubie? Łza wzruszenia się w oku kręci <3

aZosia-i-Kuba-(152)

2. Fryzurę strzygła mi Martyna, polecona przez Olgę. Olga prowadzi fanpage’a swoich psiaków – Elmo i Mela oraz Paździoch w Wielkim Mieście. Olga wydaje programy w TOK FM, któregoś razu podsunęła pomysł jednej z redaktorem, żeby zaprosić mnie wieczornego programu. Od tamtej pory spotykamy się z Olgą na psich spacerach, kawkach i ciastkach :). U Martyny strzyże się również Kasia od Ciastka i Kawki i Agnieszka od Hebana.

aZosia-i-Kuba-(37)

3. Make up zrobiła mi Asia – JK Make Up. To Basia od Wymarzonego Psa poleciła mi swoją przyjaciółkę do tego zadania :)

aZosia-i-Kuba-(25)

4. Fotorelację przygotowali niezawodni Agnieszka i Łukasz od Agencji Kreatywnej „Bułka z Masłem”, szeroko znani w wąskich kręgach jako Dogografia.

5. Dostaliśmy w prezencie voucher na koszulki Psich Sucharków <3…

6. … oraz 2 butelki wina z motywem psim na etykiecie, a także …

7. … milion zapytań dlaczego psy nie ciągną nas w ślubnym zaprzęgu lub nie niosą obrączek :)

8. Dzięki mojej mamie, która od roku ma tą samą tapetę na telefonie, psiaki były z nami nie tylko w sercach i przed oczami:

Zosia-i-Kuba-(127)

A my rano wyszliśmy na spacer, pobraliśmy się, zjedliśmy pierwszy obiad, wróciliśmy do do domu, przebraliśmy się w stroje robocze, wyszliśmy z psami na spacer, wróciliśmy, przedzierzgnęliśmy się z powrotem w stroje wizytowe, pojechaliśmy na drugi obiad, wróciliśmy i znów przebraliśmy się w stroje spacerowe i ponownie wyszliśmy. Niemal dzień jak co dzień :P

A jakie Wy macie doświadczenia ze ślubami i weselami? Jesteście po własnych? Macie plany, czy może w ogóle nie planujecie?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Psiamatka

    Ach, ach, Ach!!!! miłości dla Was :*******

  • I po co ja to czytałam :/ Teraz tym bardziej nie chcę ślubu w przyszłości .-.

    Fryzura prawie jak u Yolandi Visser :)
    Ja wiedziałam, że skądś znam tą panią w kratkę.

    Czy tylko ja nie wiedziałam o ślubie? Także ten: wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia :)

    • A dziękujemy :)
      Fryzura Yolandi Visser była moją inspiracją, także wezmę to jako wielki komplement :D
      O ślubie raczej nie krzyczeliśmy, bo osób miało być jak najmniej i nie robiliśmy wielkiego halo, więc jakoś tak przeszło bokiem – wspomniałam raz czy dwa na fejsie psowwarszawowym.

  • Gratulację i wszystkiego dobrego!
    Fajnie, że o tym wszystkim piszesz, bo akurat jesteśmy mocno w temacie ślubnym. Przykładowo w sobotę mamy umówionego fotografa, żeby zaplanować i dograć sesję ślubną z psem :P Heheh tylko pomysł z niesieniem obrączek do ołtarza nie wypali, bo potem wszyscy weselnicy mieli by zabawę w „Złap Donnera i odzyskaj obrączki” :P

    • Odzyskanie obrączek to jedno, ale co ksiądz na wpuszczenie ZWIERZĘCIA do kościoła? :D
      Trzymam kciuki za Wasz temat ślubny, sesja z Donnerem da na pewno fan-tas-tyczne zdjęcia (oby tylko trochę ziemia wyschła, bo trochę szaruga i błoto) :)

  • kasia

    Wielkie gratulacje!
    Nasze psy niestety też nie mogły uczestniczyć w naszym ślubie (pisałam to Wam na fejsie ;) ). Ksiądz zrobił niezłą minę, gdy mój przyszły mąż zapytał go wtedy, czy psy mogą nieść obrączki :D Oczywiście żartował, ale ksiądz nieźle się zezłościł :D
    To był duży problem logistyczny, żeby gdzieś przetrzymać psy na dzień ślubu i poprawin. Zostały w domu u moich rodziców, a kochana mama jeździła do nich co 4-5 godzin i wypuszczała na dwór, dawała wody, sprawdzała, czy wszystko ok (były wtedy okropne upały).
    U nas również dużo gości pytało o psy, czemu ich nie ma :D W księdze gości nawet znaleźliśmy kilka rysunków naszych psów, dostaliśmy życzenia powiększenia psiego stadka etc :)

    Cudownie jest czytać, ile fajnych osób w Twoim życiu pojawiło się dzięki psiakom!

    • Hyhyhy, wyobrażam sobie minę tego księdza bez poczucia humoru ;)
      No tak, logistyka spacerowo-opiekowa nad psami to troszkę problem, jako że wszyscy ludzie, którzy zazwyczaj zajmują się psami, nagle są w jednym miejscu. Jejku, jak miło ze strony mamy, że wzięła to na siebie <3
      Ja na dzień dzisiejszy oddałabym towarzystwo do hotelu, ale wtedy jeszcze nie miałam żadnego zaufanego.
      Dzięki, Kasiu :)

  • Miczelski

    Gratulacje, więcej szczęścia życzę :)
    Wizję ślubu mamy bardzo podobną do Waszej – krótka impreza w pałacu ślubów, żeby zdążyć na wieczorny spacer ;) Żadnych wielkich imprez, chlania przez całą noc i użerania się z rodzinką 5 pokoleń wstecz i 8 na bok. Za to na sesji plenerowej chciałabym zaszaleć z psami.

  • Katarzyna Socha

    gratuluję! :) my już po ślubie, w ty roku stuknie nam 8 rocznica :) wtedy jeszcze nie było z nami Pippina, a szkoda, bo by się chłopakowi spodobała nasza podroż poślubna – 2 tyg w Bieszczadach ;)

  • Mi się marzy ślub plenerowy i Maniek niosący obrączki. To byłby istny HIT (już widzę te spojrzenia rodziny i znajomych :D ).
    Z perspektywy fotografa ślubnego nie mogę się oprzeć i muszę napisać: macie rewelacyjne podejście do ślubu i całej otoczki, którą kreuje się wokół tego najważniejszego, jedynego, wspaniałego (?) dnia w życiu. Oby każda ‚moja’ para młoda potrafiła złapać dystans tak jak Wy! Gratuluję Wam tej wspólnej decyzji i życzę, żeby nic się u Was nie zmieniało :)
    PS. Piękne zdjęcia!

    • Byłby hit, byłby! Maniek, do boju :D W ogóle śluby na świeżym powietrzu w wynajętym domku z psem plątającym się pod nogami to mega sprawa :)
      P.S. Ojej, dziękujemy :) Właśnie taki był zamysł zdjęć – na luzie i bez zadęcia :)

  • Gratulacje i wszystkiego dobrego :) Też jestem zdania, że ślub nie zmieni nic, jeśli jest się z sobą kilka ładnych lat, mieszka razem i adoptuje razem psy :) Jestem pewna, że u mnie będzie to wyglądało identycznie- prosto, z klasą, bez szaleństw ale jednak wszystko na ostatnią chwilę :)

  • Wymarzony Pies

    Jeszcze raz gratuluję ! Nas to czeka we wrześniu i też wszyscy pytają, czy Lexi będzie nieść obrączki, ale chyba nigdy by nie doszła do ołtarza, bo w końcu musiałaby się przywitać z każdym gościem :P

    • Dziękować! Hohoho to trzymam kciuki, żeby wszystko poszło gładko i żebyście cieszyli wspólnie spędzonym dniem (choć czy on jest wspólny? tyle rodziny i znajomych, że na siebie czasu jakby najmniej :P)

  • Spoczko, spoczko, ja po Bala jechałam 3 dni po ślubie, a na własnym weselu głównym tematem wśród znajomych był pieseł :) I też miałam niesztampową kieckę – bo z surowego, szarego jedwabiu :) Cudownie, że i w tym dniu pozostaliście sobą, ja również nie pojmowałam o co chodzi w „najważniejszym dniu życia” :D

    • A mi się szalenie podobały migawki z Waszego wesela, które widziałam na blogu – wiem, jak lubisz motywy świąteczne, więc aż się gęba śmieje jak idealnie sobie to zaplanowaliście :D
      Piąteczka!

  • Ojacie, przegapiłam jakiekolwiek wzmianki o ślubie! Nigdy nie wiem czego w takiej sytuacji się gratuluje, więc wolę życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! Ale w sumie gratuluję też wyluzowanego podejścia :)

    • Przyznam, że dla mnie to też nie jest jasne. To chyba gratulacje, że się znalazło kogoś z kim się można było hajtnąć? (zgaduję) Dzięki :D

  • No ja nie mogę…. u nas było tak bardzo podobnie :D
    W naszym domu spało ~15 osób (sami znajomi), a gdy wróciliśmy z poślubnego obiadu – oni już kręcili imprezę :D Nasze „wesele” trwało…. 3 dni :) impreza genialna, najbliżsi znajomi… Nasi świadkowie – psi przyjaciele, mają 2 berneńczyki :) Make-up – koleżanka od afganki i grzywki :D

    Tylko obrączki zrobiliśmy sami własnoręcznie. Skonczyliśmy może ze 2 dni przed ślubem…… :P
    A, no i ja dopisałam sobie mężowe nazwisko do swojego, mam więc teraz 2 imiona, 2 nazwiska… i najdłuższy tekst świata na pieczatce :P

    U nas też nic to szczerze mówiąc nie zmieniło ;)

    Wszystkiego dobrego! :)

    Ps. Sesja ślubna z piesełami będzie? :>

    • Sami zrobiliście obrączki? Łooooł,czapki z głów. Wasze wesele brzmi przesympatycznie, właśnie takie bym chciała mieć, gdybym je robiła <3

      P.S. No będzie, musi być:)

      • Owszem. Tytanowe :D
        Żeby w razie czego nie było jak zdjąć :P

  • myszastypotwor.blogspot.com

    Zosiu wyglądałaś super!!!:) Wszystkiego najlepszego na „nowej” chociaż w sumie nie takiej nowej drodze życia:* To świetnie, że macie tyle psich znajomych. Ja dzięki Milołowi też poznałam kilka wspaniałych osób. Szkoda tylko, że nie macie fotek ślubnych z psiakami.Ja ze swojego dnia ślubu mam chyba jedno z Myszastym, co prawda robione komórką ale zawsze to coś:)

    • Dziękuję :*:*:* Z psami chcemy mieć całą sesję, więc to jeszcze nie koniec :D ale czekamy na lepszą pogodę, bo ta breja za oknem nie wygląda niestety przekonująco.

  • FoxyLive34

    Lubię czytać tego bloga. Jest świetny.
    A tak po za tym zapraszam serdecznie na mojego bloga http://zwierzakibyme.blogspot.com/ FoxyLive34 Pozdrawiam

  • To u nas był mega standard – klasyczna rezerwacja lokalu rok wcześniej. Jedynie problem był z sukienką, ponieważ po przeróbkach wyszła jakaś masakra i trzeba było na ostatnią chwilę jechać do salonu – w 2 dni udało się zrobić normalne przeróbki i jakoś to wyszło ;)

    Legion niestety nieobecna, ponieważ wtedy jej jeszcze nie mieliśmy. Nie mam pojęcia jakbyśmy dali radę to zorganizować mając jeszcze psiaka na głowie ;) Ja nawet na 4h nie lubię wychodzić nigdzie, bo psina sama w domu zostaje i smuta.

  • Jezusmaria. Szok szok szok!! Tyle nie zaglądałam na ulubione blogi i muszę Ci powiedzieć że będziesz obrzydliwie bogata! Wiesz czemu? Bo W OGÓLE Cię nie poznałam!!! Mało tego, czytając tekst i patrząc na zdjęcia zaczęłam się zastanawiać, kiedy wreszcie wrzucisz zdjęcie siebie, a nie kogoś z gości :D
    Hahahaha! Przepraszam! <3
    Jestem pełna podziwu, że wszystko udało Wam się tak szybko i zgrabnie przygotować! Ogromne gratulacje dla Was, bądźcie szczęśliwi! :)

  • Asia Czerkawska

    My właśnie chcemy wziąć ślub cywilny w sierpniu. Bardzo by mi zależało na obecności naszych psów oraz na jakiejś fajnej sesji zdjęciowej z psami. Chciałabym też mieć psi motyw na zaproszeniach. No i już po urzędzie, chciałabym w miejscu gdzie będzie wesele – w ogrodzie, żeby nasza Lulu symbolicznie przyniosła nam obrączki :) chętnie przyjmę wszelkie rady….na razie jestem mega zestresowana i z każdej strony słyszę śmiech jak mówię o psach na ślubie… :/

    • Asia, to jest super pomysł. Jeśli ślub ma oddawać Was jako parę – psi motyw na zaproszeniach: koniecznie! Zresztą nie jesteś jedyną osobą, której pies uczestniczy w weselu, dużo psiarzy tak robi i my gdybyśmy robili wesele na pewno też byśmy o tym marzyli. Może te osoby, co się tak obśmiewają nie znają Was zbyt dobrze lub sądzą, że wiedzą lepiej od Was jak należy zrobić Wasze wesele? :P Spójrz, tu są zdjęcia psiaków na ślubach/weselach: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1624868187775564.1073741831.1601405056788544&type=3

      • Asia Czerkawska

        Super fotki :) dzięki