pidzamaparty
Z życia psiarki

Psie Piżama Party

Zdarza Wam się zajmować psami znajomych? Doświadczyliśmy właśnie pierwszego razu. Jakie kroki podjęliśmy, żeby wszystko było cacy?

Musicie wiedzieć, że Figa z Bonzem dogadują się dobrze. Za to dziewczyny nie zawsze znajdują ze sobą wspólny język – Figa nie lubi Milki, a jedynie toleruje jej krótkopyskość, Milka lubi Figę, ale niekiedy dochodzi między nimi do nieporozumień.

Kasia z Figą są u nas częstymi gośćmi. Po wspólnym spacerze dziewczyny wpadają na gorącą herbatę, obiad, popołudniowe granie w planszówki. Spędziliśmy razem urlop i sylwestra. A o to nadszedł pierwszy raz, kiedy Figa miała zostać z nami sama-samiutka, bez Kasi.

Sayonara

Psina wyczuwała co się święci od pierwszego kroku postawionego tego dnia w naszych skromnych progach. Nie odstępowała Kasi nawet na krok, patrzyła na nią wymownie, a na pysku miała wyraźnie rysującą się niepewność, często oblizywała pysk.

Kasia uprzedzała, że jak wyjdzie to Figa może uskuteczniać co następuje: szczekanie pod drzwiami, wycie, drapanie, popiskiwanie, dyszenie. Jednym słowem spodziewaliśmy się istnego armagedonu. Tymczasem… Figa zachowała spokój. Myślę, że wpływ na to mógł mieć fakt, że od początku wszyscy zachowywaliśmy się bardzo spokojnie, nie dawaliśmy się ponosić emocjom, nasze głosy pozbawione były ekscytacji.

a_MG_4315

Opuściła mię na amen!

 

Wspólny wieczór

Psy właściwie robiły to co zwykle wieczorem – spały na łóżku, jak gdyby nigdy nic. W przeciwieństwie do ludzkich dzieci, nocowanie koleżanki nie wywołuje zbytniej ekscytacji, raczej wzruszenie ramionami i sapnięcie „meh, nic ciekawego”. Co innego Figa – zwinęła się w kłębuszek na swoim kocyku i wzięła nas pod intensywną obserwację. Każdy krok i kliknięcie myszką były uważnie odnotowywane.

a_MG_4327

Skanowanie otoczenia

Kuba w pewnym momencie wpadł na pomysł, żeby zaproponować Fidze bezpieczne schronienie zrobione z ikeowskiego pudełka. W odpowiedzi spotkał się jedynie z pobłażliwym spojrzeniem i słabo udawaną uprzejmością. Nic dziwnego – wszak potencjalne schronienie było jakieś dwa razy mniejsze od psiej objętości.

_MG_4322

Jaja sobie robisz?

W swoim domu Figa sypia pod kołdrą z Kasią. Podobnie jak Milka, która sypia z nami, tyle że na kołdrze (niestety). W obawie przed potencjalną awanturą o miejsce na łóżku między Milką a Figą, ustawiliśmy na noc zasieki. Generalnie Figa spała lekkim snem rozbitka, który przez zupełny przypadek znalazł się na bezludnej wyspie ciągle mając nadzieję, że statek turystów zabierze ją na pokład-łóżko. Takie same nadzieje przejawiała Milka, której zasieki odcięły dostęp do ulubionego legowiska. Figa miała do dyspozycji spanie na dywaniko-kocykach ułożonych koło naszego łóżka, bezpieczne gniazdko uwite z jej własnego kocyka pod stołem, a także klateczkę Milki i legowisko. Wybrała bezpieczną bazę pod stołem.

a_MG_4329

Zasieki antypsowe

 Spacer na dwanaście łap

Rano Kuba podjął desperacką próbę wyspacerowania dwóch z naszych psów, ale o to zobaczyłam swoją szansę na zdjęcia w trzy psy, więc zagoniłam całe towarzystwo na wspólną, poranną przechadzkę zwyczajową trasą rurami (2,5 km). Figa dzielnie spacerowała na swojej 3 metrowej smyczy, nasze tałatajstwo odpięliśmy ze sznurków.

Obawialiśmy się puścić luzem Figulinę – raz, że jest dość płochliwym stworzonkiem, dwa, że w tym okresie można było usłyszeć wybuchy fajerwerkowe, trzy – jakby zwiała to Kasia by nam w życiu nie wybaczyła, a ma być świadkową na naszym ślubie.

a_MG_4342

Urokliwe krajobrazy

a_MG_4347

Czarująca okolica

a_MG_4356

Radosne tarzanko

a_MG_4357

Stepy żerańskie

_MG_4377

Master of puppets

_MG_4368

Trochę jak hamerykański petsitter z pękiem psów

a_MG_4391

Gdzie ja jestem, co ja robię

_MG_4388

Party party

Cześć pracy

Po spacerze przyszła pora na zajęcia z leżakowania dla najmłodszych, my tymczasem zajęliśmy się pracą. Cudowny w tej sytuacji jest fakt, że póki co pracujemy zdalnie nad naszym Warsaw Dogiem (na marginesie – chodzi nam po głowie kupno lokalu i wyprowadzenie firmy z domu, ale na to jeszcze przyjdzie pora), dzięki czemu mogliśmy mieć rękę na pulsie, a żaden z psów nie kisił się w samotności w domu. Kasia z kolei nie musiała drżeć w obawie, że jej pies pod naszą nieobecność zaliczy starcie tytanów Figa VS. Milka :D

Sukcesem było, że Figa przełamała się i dołączyła do reszty drużyny chrapiącej na łóżku. Przekonała się do tego dzięki temu, że Bonzo położył się po środku łóżka tworząc bufor między dziewczętami.

_MG_4420

Poranne leżakowanie

Po chwili zresztą porzuciła psie towarzystwo, wskakując na kolana swojego ulubionego wujka i pomagając w pracach biurowych & planowaniu przyszłych kolekcji. Była zmęczona, bo spała bardzo lekkim snem, poprzedniego dnia odmówiła zjedzenia kolacji, ale mimo to ze wszystkich sił starała się utrzymać w pozycji siedzącej.

_MG_4409

Pomoc biurowa

Pijama Party dobiega końca

Kasia pojawiła się wczesnym popołudniem następnego dnia. Cały pobyt przebiegł bez większych dramatów. Dla mnie to było super-doświadczenie. Jedno z tych, które odświeżają życie codzienne i sprawiają, że chce się człowiekowi wziąć aparat na zwykły spacer po okolicy, wymuszają szukania nowych rozwiązań (spacer z dwoma psami mamy opanowany, ale z trzema? hej, wyzwanie!). Świetnie jest zająć się trzecim psem wiedząc, że to tylko na chwilę, że to przerywnik. Przyznam, że przy naszych warunkach mieszkaniowych i nieregulowanych godzinach pracy trudno by nam się było zdecydować na trzeciego ogona.

Czy wzięlibyśmy do siebie na przechowanie innego psa?

Nie. Milka lubi i szanuje niewiele psów, dlatego niestety nie możemy pozwolić sobie na wzięcie bezdomniaka na dom tymczasowy. Figa to jedyny pies poza Bonzem, którego bokserka w pełni akceptuje i darzy sympatią – pozwala Fidze na poufałość względem nas, prędzej położy uszy po sobie niż podskoczy Figulinie. To cud chyba :)

Nocujemy imigranta  Mamy w domu trzy ogony, to już tłum  #tłumpsów #psiaimpreza #pijamaparty #3psy #likeaboss #najwiecejpsownaosiedlu

Nocujemy imigranta Mamy w domu trzy ogony, to już tłum #tłumpsów #psiaimpreza #pijamaparty #3psy #likeaboss #najwiecejpsownaosiedlu

A Wy komu oddajecie swoje futrzane dzieciaki w razie potrzeby? Opiekujecie się psami znajomych/sąsiadów? Wyręczacie się w spacerach?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Tylko i wyłącznie dobry hotel. Raz jeden jedyny oddałam na przechowanie Ryjeczność prawie-że-rodzinie i nigdy więcej nie popełnię podobnego błędu.

  • aleksandra

    My Alfe sąsiadom, a sąsiedzi nam Korka. Taka wymiana :) Suka czuje się u nich jak u siebie, a Koras to pies który wiele może np. spać z nami w łóżku, ale do kuchni juz nie ma wstępu.

  • My jesteśmy domem tymczasowym więc od roku u nas gwarno :) Mia przez 7 lat byłą jedynaczką- rozpieszczoną, że głowa boli. Gdy adoptowaliśmy Tajsona miał 4 miesiące i było ciężko bo suka zwyczajnie jest wredną suką i nie lubiła innych psów. Cuda się zdarzają, dwa lata ciężkiej pracy i tymczasujemy nawet psy starsze od niej. Kilkutygodniowe szczeniaki zlewa totalnie, po prostu boi się zrobić im krzywdę, z takim ośmiomiesięcznym zaczyna się zbliżać- raz dziennie podejdzie i wąchnie, od biedy merdnie ogonem i jak na księżniczkę przystało- wraca na swoją kanapę. Nie pomyślałabym, że wpuści obcego psa a tu proszę :)

    • Ach, bardzo kibicuję domom tymczasowym, zajebistą robotę wykonujecie :)

      • Dzięki, staramy się jak możemy! Uwielbiam psy i fajnie je sobie co jakiś czas powymieniać :) każdego psa da się zsocjalizować, jeśli chcielibyście być domem tymczasowym zacznijcie od kilkutygodniowego szczeniaka :) na pewno się uda skoro i nasza suczysława odpuściła :)

  • Rocca szczęśliwie ma aż 2 domy z dziadkami i wujkami, w których może w razie czego pomieszkać. Ale jest wtedy w otchłani rozpaczy. Natomiast co do brania psów – bardzo bym chciała, ale przy takim normalnym życiu z pracą od 9 do 17, już ciężko jest z jednym psiurem.

  • Karolina Ancerowicz

    Nie dziwię się, że panny się w końu zaakceptowały. Trzeba dać psom czas, żeby się ze sobą dotarły i ustawiły między sobą co trzeba „w stadzie”. Rurka to w ogóle żadnego psa nie lubi i bałam się na początku tymczasowania co to będzie – a teraz, po kilku dniach fochów, warczenia i niegroźnych starć, z każdym kolejnym psem się dogaduje. Życie ze sobą pod jednym dachem (nawet na kilka dni) to nie to samo co wspólny spacer, psy wiedzą, że jakoś się muszą w końcu dogadać :P

    Do tej pory kilka razy musieliśmy wyjechać bez Rurki. Zazwyczaj zajmują się nią wtedy najlepsi na świecie współlokatorzy :D raz zostawiliśmy ją znajomej która zaadoptowała od nas Lilkę. A kiedy jedziemy z Rurką na zawody a współlokatorzy nie mogą zająć się tymczasowym psem to zostawiamy go u znajomych z fundacji.

    • Hm, Milka robi takie starcia że przygważdża delikwenta do ziemi z wielki warkotem i trzyma. Jak pies jest jej wielkości i uległy to pół biedy, ale właśnie bałabym się ją zestawić z mniejszym psem :P Aczkolwiek chyba masz, kurczę, rację bo jak pojechaliśmy na weekend do koleżanki w Lublinie, która miała 3,5 kg suczkę to dziewczyny żyły w zgodzie.
      A Wasi współlokatorzy są najlepszymi opiekunami, mogę potwierdzić :D

      • Karolina Ancerowicz

        najgorsze co mogłaby zrobić to pewnie właśnie nieświadomie zadziałać swoim ciężarem :D Podobno z tym najgorzej mają właściciele dogów niemieckich ;)
        Ja też się bałam i w sumie dalej boję o stosunku u mnie w domu, bo Rura jest jaka jest. Ale koniec końców zawsze zaskakuje mnie pozytywnie <3

  • Pies Berek

    Jaki sympatyczny wpis :) My niestety nigdy nie gościliśmy żadnego psa i myśle że Berek zachowywałby się w stylu Milki (tej na początku). Marzy mi się żeby sprobować, ale jakos nie mielismy znajomych ktorzy mieliby psa i potrzebę zostawienia go. A teraz w Holandii nie znam żadnego psiarza co mnie przeraza, bo napotykam na rozne psiarskie problemy i nawet nie mam jak się z kims „miejscowym” skonsultowac….
    p.s trzymam kciuki za lokal na firmę :D

    • No, a w sumie Wy to macie Robercika u rodziców, więc czasem się chłopaki stykają ze sobą i jeszcze się nie pożarli, sukces :D
      p.s. a dzięki :D

      • Pies Berek

        Robercik z powodu swojego paraliżu na tle neurologicznym nie zaciska szczęk i pod wpływem emocji „zacina się” i przewraca, więc mimo iż by chciał zabić Berka to nie ma takiej fizycznej możliwości… A Berek go dwa razy położył, bo Robercik się az prosił. Są siebie warci. I niestety w domu u rodzicow sa teraz oddzielani, szczególnie w newralgicznych miejcach tj kuchnia czy przy małej suni która Robert „broni” :) Myśle że by sie dogadali (drogą konflików i godzenia itp) tylko, że cieżko na Robercika takiego pokręconego patrzeć jak chce a nie moze dac jakiegos sygnału czy sie wycofać bo wlasnie mu nogi odmowily posluszeństwa albo język się wykrecił w trabkę czy fafle podwineły i tak zostały na 30 sekund (a takie ma reakcje – powinnam to kiedys nakręcic).

  • Awaryjne i stałe wyprowadzanie psów sąsiadów, „przechowywanie” psów znajomych – to prawie norma. ;) Dla mnie, to zawsze ciekawa odmiana psiego usposobienia od tego co już bardzo dobrze znam. ;)

  • Właśnie mieliśmy ten problem w weekend. Synuś boi się rozstania z nami, ale czasem trzeba, więc Pyniek zostaje u mojej mamy. I zawsze boję się o rozpieszczanie – wiadomo jak to z babcią – szyneczki, kiełbaski i serki. Jak się okazuje po fakcie, nasz pies radzi sobie bez nas lepiej niż zakładaliśmy ;)

  • To ja może napiszę od drugiej strony – gościa, który czasem na własne oczy widzi koegzystencję 5 psów (2 rezydentki, 1 moja, 2 siostry), a czasem (bardzo rzadko) psa u rodziców porzuca na kilka dni (pies ma chorobę lokomocyjną i objazdówki nie wchodzą z nim w grę).

    Z tą koegzystencja była różnie, zależnie od osób dramatu, które są następujące:

    E: nasza psica, lat około 10, mieszkanka z domieszką szpica (<10 kg), po przejściach, z charakteru trochę wadera, trochę kot, a trochę kierowniczka związku zawodowego psów domowych, dobrze uspołeczniona, ale nie spoufala się z psami, lubi kierować stadem. Mieszka z nami od 2 lat.

    T: rezydentka w domu rodziców, terier (<10 kg), lat 15 z haczykiem, w młodości szał ciał i ADHD, teraz staruszeczka o słabym wzroku i słabym słuchu oraz aktywności życiowej mocno zmiennej (będzie o tym dalej).

    N: rezydentka w domu rodziców, mix z domieszką jamnika i dinozaura, lat około 7 (<12 kg), u rodziców od roku, ugodowa i niedominująca (!), ale szalona głowa, ogólnie zadowolona z życia.

    M: psica chłopaka siostry, lat około 7 (ale chłopak w rodzinie od 3 więc od tego momentu liczy się socjalizacja psów), mix terierów (około 15 kg wagi), spokojniutka, ale nie da sobie w kaszę dmuchać, zazdrosna o pana na potęgę.

    P: psica siostry, wiek: 2 lata, waga około 6 kg, mieszanka mieszanek, ale musiał się w to wmieszać kiedyś chyba pitbull, adoptowana w wieku 1 roku. Mam nadzieję, że moja siostra tu nie zagląda, bo wyrzuciłaby mnie za to z rodziny ale P. to psi terminator, choć przyznaję – uroczy!

    Oto zestawienia:

    Stałe zestawienie: T + N = ok (od samego początku, choć zanim N przybyła do domu socjalizowałam ją z E przez całe lato!), dogadują się, lubią, choć chyba bez wielkiej miłości. Może ta N. nieco za młoda dla T.

    Stałe zestawienie: M + P = lubią się, ale P często nie daje M żyć w spokoju (zaczepia, podgryza), jednak M potrafi się w ostateczności odciąć, a jest silniejsza więc jakoś to jest.

    Zestawienia dodatkowe mają niekiedy miejsce w domu moich rodziców, czyli w domu T i N:

    T + N + E (nasza) – to jest zestawienie wspaniałe. Gdy E poznała się z T była nią zaskoczona i zachowywała się jak wtedy, gdy na spacerze spotyka szczeniaka lub przyjaznego yorka (bardzo delikatnie i ostrożnie, wysyłając sygnały uspokajające), T była przerażona, jakby zobaczyła diabła. Nie zmuszaliśmy ich do kontaktu. Po 2 spotkaniach T przestała się bać i zaczęło się oswajanie. Jestem związana emocjonalnie także z T więc E musiała jakoś powściągnąć swą zazdrość (były ze 3 epizody kłapania zębami, gdy T domagała się głaskania). W ciągu tygodnia E i T zaprzyjaźniły się i przyjaźń ta trwa do dzisiaj. Gdy pewnego razu po przyjeździe do domu rodziców, E zastała w nim dodatkowego psa (czyli N) przyjęła to naturalnie. E ustawiała czasami N (strofowała, gdy zaczepiała ona T, szczekała na miotłę lub wskakiwała na stół), ze 2 razy zdarzyło im się spięcie (gdy mnie nie było w domu, podobno bywało tak głównie wtedy, gdy N zbliżała się do moich kapci, które po moim wyjeździe E zanosi do swojego posłania). Gdy teraz przyjeżdżam do rodziców, psy dogadują się świetnie, nie walczą ani o jedzenie, ani o posłania, choć więcej dokazują (w liczbie siła!), T chodzi za E krok w krok. Szczerze mówiąc z uwagi na T staram się jak najczęściej przyjeżdżać do domu z E, bo dzięki niej T młodnieje o jakieś 3 lata.

    T + N + P + M – jest w miarę poprawnie, N bardzo lubi się z P i bawią się szaleńczo, dopóki N ma siłę, trzeba jednak uważać na potencjalne konflikty, bo M szybko włącza się do awantury w obronie P, czasem bez większej potrzeby. P próbuje zaczepiać T, T się boi, dlatego trzema mieć je stale na oku.

    T + N + P + M + E – wtedy robią się schody, bo E i P nie dogadują się, nawet gdy są same. E próbowała ustawiać P, ale w pewnym momencie P zorientowała się w potencjale E (ma niewiele zębów) i teraz ciągle ją atakuje, naprawdę ciągle. E już odpuściła, przy konflikcie wycofuje się i ucieka, wysyła sygnały uspokajające, ale P nadal atakuje. Jest na tyle źle, że trzeba je naprzemiennie izolować. Cała reszta dogaduje się dobrze, ale przy piątce, nawet jeśli uważamy, robi się konflikt o ognisku w relacji E i P. Do konfliktu szybko dołączają pozostałe psy – M staje w obronie P, T pałęta się bez orientacji, a N jest bardzo zadowolona i gryzie kogo popadnie. Na wszelki wypadek daję znać, że żadnych poważniejszych ran nie odnotowano, ale problem jest niemały.

    Jeśli ktoś mógłby coś doradzić w sprawie konfliktu E i P – proszę o informację. Niestety całe te psie spotkania mają miejsce na głębokiej prowincji więc nie możemy poprosić o pomoc behawiorysty (to nie jest wymówka, kiedyś nawet jednego ściągnęliśmy, ale proponował nam metody w rodzaju przygniatania nosa psa drzwiami, a my nie chcemy innego szkolenia niż metodami pozytywnymi).

    Pozdrawiam!

  • Totalnie powinienem zorganizować piżama party – byłoby super ;) Legion kocha wszystkie psiaki aż do przesady, więc na pewno zabawa do rana gwarantowana.

    Jednak u nas odpadają starsze psy – mieliśmy na tymczasie starszą suczkę. Niestety Legion jest jeszcze w trybie szczeniaka i po prostu chce się bawić. Dojrzalsze psy nie mają na to często aż takiej ochoty i po prostu nasza psina je męczy.