Wakacje bez psow - czy to zbrodnia-
Z życia psiarki

Nie zabrałam psa na wakacje w 2016 roku

Wyrodna psia matka ze mnię. I co z tego wynikło?

Pod koniec zimy Kuba wymyślił, że w tym roku polecimy na wakacje na Teneryfę bez psów. Początkowo nie byłam przekonana do tego pomysłu, no bo jak to tak – „bez psów?”

Musicie wiedzieć, że wokół psa zbudowałam nie tyle swoje „drugie życie” i pasję, ale tożsamość i życie codzienne. Psiego bloga prowadzę od 5 lat, z przyjaciółką poznałyśmy się dzięki wymianie komentarzy na fanpage’u, z Kubą poznaliśmy się przez jedno z psich spotkań organizowanych przeze mnie dla czytaczy, teraz razem prowadzimy firmę z akcesoriami dla psów, chcemy zamienić mieszkanie na dom pod Warszawą z myślą o powiększeniu rodziny i komforcie psów. Seriously, psy to nasze życie (tfu, tfu, kiedy te futrzaki zdołały się wedrzeć z takim impetem w nasze serca?). Mamy małe mieszkanie, w związku z tym jeśli tylko jesteśmy w domu to oba psy mamy stale w zasięgu wzroku (i wzajemnie), trochę jak nigdy nieodłączana pępowina.

aIMG_20160703_200318

Wspólnie przez 2 lata byliśmy z psami na wielu wyjazdach – w Chorwacji, na Podlasiu, nad morzem, w górach, na Warmii i Mazurach, w Białowieży, w poznańskim hotelu, pod namiotem, plus niezliczoną ilość razy w Chmielewie – w naszym letniskowym domu nad rzeką. Jakby do tego dodać jednodniowe wypady pod Warszawę w miejsca typu Ciszyca, Łomna, Bronisławka, Kępa Kępińska, Puszcza Słupecka, Puszcza Kampinoska (i długo by tak wymieniać), to robi nam się szmat czasu spędzony w drodze. Nawet ten wpis tworzę na wyjeździe w Potoczówce.

Milson w Potoczowce

A mimo to mam wrażenie, że w psim środowisku pojechać bez psa na wakacje jest rzeczą niezręczną. Wydarzenia typu „Zabierz psa na wakacje” oraz „Bądź człowiekiem! Zabierz psa na urlop” na które ludzie z całej Polski dodają zdjęcia ze swoich urlopów z piesełami chwytają za serce i pomagają odnowić wiarę w ludzkość, jednocześnie wpisują się w trend włączania psa w każdy aspekt życia. Myślę, że to świetna inicjatywa, tworzona notabene przez moje psie znajome. Owszem, przyklaskuję temu, ale równocześnie jestem za rozsądkiem i wyśrodkowaniem. Jeśli nie zabieram psa na wakacje, to nie jestem wszak gorszym psiarzem.

a_MG_3679

Dałam się Kubie przekonać i wypoczęłam tak, jak nigdy. Zero obowiązków, odpowiedzialność tylko za siebie, a jedynymi moimi zmartwieniami było – wyspać się, relaksować i dobrze zjeść. To było trochę jak odcięcie pępowiny. Poprzez samodzielny wyjazd odkryłam na nowo siebie – okazuje się, że jestem Zosią z pełnym wahlarzem doświadczeń, potrzeb i myśli, a nie tylko Zosią-tą-od-psów. Ten luz pozwolił mi odpocząć od codziennego życia i jeszcze bardziej cieszyć się z psiomatkowania. Podczas wyjazdu znowu znalazłam odpowiedź na pytanie „Dlaczego psy?”. Psy są takie świetne i robią takie super rzeczy (jak np. zabawne ziewanie) i można z nimi chodzić na spacery i bawić się i obserwować ich relację! Świetnie jest żyć własnym życiem, ale włączenie psów dodaje ferii barw. Na podstawie moich doświadczeń mogę powiedzieć: seriously, wyjeżdżajcie czasem bez psów, jeśli tylko możecie! :)

P.S. Inna sprawa, że odkąd wróciliśmy Bonzo zdążył dobrać się dwukrotnie do drzwi balkonowych, żeby je oskubać i wyjść do ogródka. Powody jeszcze nie są znane, pracujemy nad rozkminą.

A Wy czujecie, że jest wśród zaawansowanych psiarzy takie ciśnienie na wspólne wakacje, czy to tylko ja?

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Eeee tam! Ja sama jestem za tym by zabierać psa na wakacje, ale nie popadajmy w paranoję. :) Minimum raz w roku robimy wyjazd bez psów, tylko dla nas samych. Rok temu nad morze, w tym roku do Grecji i jeszcze jakiś weekend w SPA zaplanujemy bez kudłaczy, ale dla nich też zaplanujemy wyjazd w góry. Dla naszego, własnego psychicznego dobra robimy sobie od nich urlopy i nie widzę w tym nic złego. Zdarzają się też tygodnie, że jesteśmy tak zawaleni robotą, że wywozimy na tydzień psy do mamy, bo zwyczajnie w świecie nie mamy dla nich czasu. Ale nie czuję się przez to gorsza czy niegodna, albo „no-true”. U nas też wszystko kręci się w okół psów: plan dnia, większość wyjazdów, nowy samochód, nowe mieszkanie, godziny pracy, ale hello! jesteśmy z M. małżeństwem i czasem po prostu potrzebujemy pobyć sami ze sobą bez psów i nie uważam, bym przez to miała być mnie „psia”. :P Po prostu wszystko z głową! :)

    • Mój człowiek :D

    • Chyba dużo zależy od tego jaki jest ten pies. Są zwierzaki, dla których takie rozstanie jest jak porzucenie, są takie, po których to spływa.

      BTW co do „odcięcia pępowiny” — chyba dość nietrafne, bo pies to nie dziecko, bo i objaśnić pewne sprawy trudniej, dojrzewanie nie ma wiele wspólnego z tolerowaniem dłuższego rozstania, a odpowiedzialność też inna.

      Ja sobie wakacji bez psa nie wyobrażam. Z własnego, dobrze pojętego, interesu :-)

      • Ależ bardzo trafne, bo to ja odcinam pępowinę od psa, a nie odwrotnie.

      • Oczywiście, że to zależy od psa, ale podstawą jego i naszego zdrowia psychicznego jest nauczenie go tego i to jest to do ogarnięcia, bo miałam psa, który kiedy wyjeżdżałam mimo, że mieszkał ze mną i z rodzicami, więc zostawał w domu z osobami, które miał na co dzień potrafił się głodzić kilka dni i dochodziły do tego zachowania kompulsywne, ale opracowaliśmy sposób i metodę, by pies był to w stanie przeżyć bez robienia sobie krzywdy. Niestety sytuacje są różne: delegacje, szpital, ślub znajomych na drugim końcu Polski. Nie wszędzie można zabrać psa nie wszystko przewidzimy, a kiedy się rezygnuje z życia dla psa to zaczyna być chore. Inna kwestia jest taka, że często to wcale nie psom tak trudno się dostosować tylko nam i przenosimy te nasze lęki na psa, więc jak to ładnie Zosia określiła: „odcięcie pępowiny” jest niezbędne, a potem można ewentualnie z psem pracować jeśli jest problem. Ale nie można dopasowywać życia w 100% pod psa, nawet jeśli jest to najukochańsza na świecie istota. W końcu od męża i dzieci, robi się czasem wolne – choćby weekendowe, dlaczego wiec nie od psa?

  • www.duszaspiewa.wordpress.com

    Ja w sumie psy mam od zawsze (weterynarz…), ale tak już na stałe, u siebie i na swojej głowie – jednego od niedawna. W tym roku pierwszy raz zetknęłam się z tematem „pies i wakacje”. Okazuje się, że nie jest tak prosto, bo co innego kot – kotem się ktoś zajmie zawsze i generalnie on nie zwraca na to większej uwagi (no dobra, jest trochę stęskniony ale bez przesady). Natomiast pies to ciągła obecność, myślenie, odpowiedzialność. Udało nam się wyjechać na parę krótszych wyjazdów bez psa, ale potem już nie było takiej opcji – jeszcze nie rozkminiłam dobrego hotelu dla psa (i psychicznie jeszcze nie jestem na to gotowa żeby go tam zostawiać – zostawienie jednego psa to co innego niż dwa). Pojechaliśmy więc na parę dni nad polskie morze i okazało się to strzałem w dziesiątkę – pies uwielbia podróżować samochodem, parę godzin to dla niego dłuższa drzemka. Jak chcieliśmy pojeździć rowerami bez niego – zostawał w pokoju…i spał dalej. Po naszym powrocie szalał sobie w morzu i na plaży, więc wszyscy byli zadowoleni (swoją drogą polecam – w tym roku w Łebie otworzyli plażę dla psów). Miesiąc później poszliśmy o krok dalej – zaplanowaliśmy wyjazd do Słowenii i Włoch na 12 dni…i w końcu pojechaliśmy z psem, bo zostawienie go u kogoś okazało się na tyle skomplikowane, że machnęłam ręką. Pies zniósł to świetnie – nawet kilkunastogodzinną podróż samochodem z Włoch do Polski! A my jedynie zmieniliśmy plan w niewielkim stopniu, na bookingu szukając pensjonatów z psem. Poza tym właził wszędzie – zwiedził Wenecję, Piran, Lublanę…jeśli chcieliśmy pójść w góry to zostawał w pokoju i też obyło się bez problemów. Jak my się z tym czujemy? Świetnie! Uważamy, że wyjazd z psem był po prostu ciekawszy, weselszy. Pies rozładowuje atmosferę, również innych ludzi – byliśmy wszędzie mile widziani, nikt nie odmówił nam wejścia do knajpy, nawet w tramwaju wodnym w Wenecji i muzeach! A więc da się.
    Więcej napiszę o tym w swoim czasie na blogu. Na razie mogę podzielić się swoimi wrażeniami jak to jest spędzać cały dzień z psem – ponieważ mój towarzyszy mi w stajni, w pracy, na próbach chóru, w podróżach, w kawiarniach…i chyba nie będę tego zmieniać :)
    https://duszaspiewa.wordpress.com/2015/01/22/dogoterapia/

  • „Odcięcie pępowiny” nieodmiennie kojarzy mi się z sytuacją toksycznego, patologicznego wręcz związku między dwiema istotami – bo w takiej sytuacji jest zwykle potrzebne, choćby w przypadku lęku separacyjnego. W sumie my na wakacje czy wyjazdy zabieramy ze sobą psa zawsze, również z uwagi na to, że nasz wypoczynek zwykle jest ukierunkowany na rzeczy, które można robić z psem. Pies był z nami również na wyjeździe z okazji rocznicy ślubu, na czas romantycznej kolacji po prostu został w pokoju i spał ;) Jednocześnie nie mamy problemu, żeby gdzieś się wybrać bez psa, choć przyznaję, że to głównie wypady bez noclegów, bo po prostu nie mamy tutaj nikogo sensownego, aby tego psa zostawić. Jednak nie widzę nic dziwnego zarówno w tym, że ktoś zabiera swoje psy zawsze ze sobą, jak i tym, że nie zabiera ich nigdy – w końcu to nie moja sprawa ;)

  • Mi też się czasem marzy wyjazd bez psa, tak na chwilę, na weekend 😊 może niedługo coś takiego zorganizujemy, ale zawsze problemem było zostawienie go gdzieś na te kilka dni, bo przecież nikt się tak nie zajmie naszym psem jak my 😊 Beirut ma swoje przyzwyczajenia, które my dobrze znamy i są dla nas naturalne. Oprócz tego my mamy odrobinę inaczej niż Wy 😊 nie spędzamy tyle czasu w domu z psem co Wy i aż tak bardzo nie mamy z nim związanego życia, przynajmniej tak mi się wydaje 😊 także nie czuj się źle z tego powodu, tylko winni się tłumaczą, ale wśród blogów „psio-podrozniczych” dobry jest czasem głos z innej strony. Nie zapominajmy, że oprócz tego, że jesteśmy właścicielami psa to jeszcze jesteśmy ludźmi i od wszystkiego trzeba czasem odpocząć 😊

  • Kurak

    ostatnio coraz łatwiej podróżować ze zwierzakami, Bookapart ma nawet specjalny filtr wyszukiwania noclegów „zwierzęta akceptowane”, no ale to nie znaczy że nie można raz na jakiś czas wyjechać bez nich, równowaga to podstawa

  • Guliett4

    W tych wszystkich akcjach chodzi bardziej o to, żeby pokazać, że wakacje z psem to nie problem i nie trzeba go przywiązywać w lesie do drzewa. A zostawienie psa pod dobrą opieką, zwłaszcza, że to dla niego lepsze wyjście to żadna zbrodnia. Ja też myślę, żeby zostawić mojego psa za rok u rodziców i samej pojechać na wakacje, chociaż póki co ta myśl wywołuje u mnie lekką panikę więc nie wiem jak to będzie ;)

  • Natalia

    Ciekawa dyskusja. Ja zawsze zabieram psa na wakacje ze sobą bo nie mam u kogo zostawić. Byliśmy już w Chorwacji Czechach Niemczech a ostatnio w Austrii. Lubi podróżować. Obecnie już 8 miesiąc jestem na delegacji w innym mieście oczywiście z psem. Przecież go nie oddam po 4 lata życia razem tylko dlatego że zmusiła mnie do tego praca. Przynajmniej wracając po pracy z dala od domu nie czuje się samotna. Myślę, że dużo dajemy psom ale one jeszcze więcej. Nic więc dziwnego,że nasza więź jest silna

  • Asia

    Hm… moje życie też już od wielu, wielu lat związane jest z psami bardzo ściśle: wystawy psów rasowych, wolontariat w schronisku, dom tymczasowy, fundacja dla bezdomniaków. Do tego stopnia, że mój życiowy partner zanim nim został adoptował ode mnie psa i tak się poznaliśmy. Podobnie jak wy mamy dwa psy, każdy swojego ale w zasadzie wspólnie. W tym roku pojechaliśmy na urlop z jednym psem, moja suka została na wakacjach u rodziców. Ponieważ nasze psy dla wielu wyglądają strasznie (bulterierka i amstafka) i mają też swoje za uszami to uznaliśmy, że jeden wystarczy do ogarniania na urlopie. Moje refleksje po tym wyjeździe nie są wcale oczywiste :) Elza byłą super grzeczna i fantastycznie bawiła się na plaży ale jazda samochodem po kilka godzin na dzień już tak bardzo nie przypadła jej do gustu. Zmiana noclegu co dwa dni (to był wyjazd objazdowy) też niekoniecznie. Była tym po prostu zmęczona i miała dość nowości, emocji, wydarzeń, ludzi…. – po prostu dość zmian! Uma moja bulterierka wylegiwała się w tym czasie codziennie na ogrodzie towarzysząc mojej mamie w jej ogrodniczych zajęciach i walcząc o piłki z moją 15 miesięczną siostrzenicą :) Część moich znajomych oczywiście pytała no jak to a Uma nie jedzie? no nie pojechała i wcale nie wiem która była smutniejsza, a która bardziej zadowolona :) Pisze to w tym sensie, że bardzo często widzę psy przebodźcowane, zmęczone nadmiarem wrażeń i „socjalizacji” zabierane przez swoich opiekunów wszędzie i zawsze, i wcale nie całkiem szczęśliwe z tego powodu. My mieliśmy taką sytuację, że moja suka spokojnie może zostać z rodzicami – Elza niekoniecznie – dlatego wybór był taki, a nie inny ale na przyszły rok dobrze to jeszcze rozważymy. Może pojedziemy całkiem sami bez psów żeby od siebie odpocząć, zatęsknić i docenić jeszcze lepiej ich codzienną obecność w naszym życiu.

  • Natalia

    Przygarnęłam mojego Stefana dwa lata temu i od tamtej pory jest to miłość totalna. Niestety mam taką pracę, że czasem musze wyjechać na pare dni lub dłużej. Zazwyczaj udaje mi się zostawić Stefa z moim bratem. Rok temu pojawił się po raz pierwszy problem, że musieliśmy wyjechać w tym samy czasie.

    Trudno uszczęśliwiać znajomych na siłę 30kilowym psem, który ma masę energii i potrzebuje solidnego, codziennego wybiegania. Z pomocą przyszła przyjaciółka, która poleciła mi hotel dla psów pod Warszawą. Podeszłam do tematu sceptycznie, ale nie miałam też z drugiej strony wielkiego wyboru. Hotel (akurat ten, bo obdzwoniłam chyba z 10 innych, którym bym nie dała nawet chomika pod opiekę… ) był strzałem w dziesiątkę. Ludzie są miłośnikami czworonogów. Każdy pies ma swój osobny pokoik z łóżkiem (tak łóżkiem) i ponad 3 ha teren do biegania. Właściciele dobierają psy w dogadujące się grupy, które spędzają na zabawach i bieganiu ponad połowę dnia. Stefan już był u nich na wakacjach – bo uważam, że to idealne psie wakacje – kilka razy. Teraz za każdym razem radośnie wita się z „ciocia”, sam otwiera sobie drzwi do budynku i szuka smakołyków po szafkach ;)

    Ciesze się, że udało mi się znaleźć alternatywę, bo to dla niego lepsze i ciekawsze niż cały dzień w hotelowym pokoju czekając aż skończę pracować…