barfno more
Z życia psiarki, Zdrowie

BARF NO MORE

Czyli dlaczego zrezygnowałam z karmienia BARFem?

Dieta BARF to skrót od Biologically Appriopriate Raw Food i w skrócie polega na podawaniu psu nieprzetworzonego jedzenia (surowe mięśnie, kości, chrząstki, narządy wewnętrzne oraz zmielone warzywa i suplementy) w odpowiednich proporcjach.

Skąd BARF w moim życiu?

Przestawiłam Bonza na ten rodzaj żywienia kilka lat temu szukając ratunku od jego niekończących się biegunek i ogólnej szczupłości. Przez długi czas dostawał z polecenia pierwszej pani weterynarz Royal Canine Gastro Intestinal, ale ze względu na brak widocznej poprawy zaczęłam drążyć. Byliśmy u gastrologa, zalecił nam Royal Canin Fiber dla psów (bardzo trudno dostępne w Polsce, dorwałam zaledwie kilka kg), inny weterynarz wskazywał Royal Canin dla wątrobowców. Tylko Royal Canin, Royal Canin, szlag mnie trafiał. Znalazłam barfne forum i wsiąkłam. Bonzo na nowej diecie wreszcie przytył (po 2 latach od przyjścia ze schronu, brawo), zaczął robić normalne kupy i wyhodował sobie piękną sierść. Piąteczka, to działa!

a_MG_7990

Kiedy zamieszkaliśmy z Kubą i Milką, okazało się, że suka nie chce nawet spojrzeć na swoją Joserę kiedy w powietrzu wyczuwa bonzikowy mięsny posiłek. Bokser też przeszedł na BARFa. Odkąd zamieszkaliśmy wspólnie, psiaki wcinały surowiznę przez prawie dwa lata. Nie mówiłam o tym głośno, ale z mojej perspektywy te dwa lata to była nieustająca walka o pozostanie przy BARFie, ale wierzyłam w działanie tego sposobu żywienia i chciałam walczyć. Bitwę toczyłam z prozą życia o utrzymanie urozmaiconej diety, o organizację czasu, o miejsce do przechowywania, o pogłębianie wiedzy, a to wszystko pod ciężarem odpowiedzialności za zdrowie futer. Gdybym miała na maksa spłycić powody dla których zrezygnowaliśmy to wskazałabym jeden, najbardziej prozaiczny powód na świecie – brak miejsca do przechowywania.

Criminal murder or barf? 😲

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Proza życia, dzień dobry

1.Pojemność zamrażalnika

Zamrażarka z której korzystaliśmy z Bonzem przed przeprowadzką miała ok. 70 litrów, a jego porcje mieściły się w dwóch, dużych szufladach. Nasza lodówka jest wbudowana w rząd szafek połączonych blatem i sięga nam do pasa. Zamrażalnik ma pojemność 17 litrów, czyli w praktyce mieści w sobie 2 pudełka lodów, szpinak i mrożone warzywa na zupę. Jeśli całkowicie zrezygnować z przechowywania w nim naszych produktów, a poświęcić go w całości jedzeniu dla psów, upchniemy tam ok 5 – 6 kg. Każdy z naszych psów je ok. 700 g tych mrożonek dziennie, czyli zawartość zamrażalnika starczy nam niewiele ponad tydzień. Po tym czasie trzeba uderzać po…

2. Organizacja czasu

…zakupy! Mieliśmy kilka opcji do wyboru, przetestowaliśmy wszystkie: (1) zamawiać gotowe, paczkowane mięsiwo, (2) jeździć na bazar, (3) kupować w markecie, (4) dołączać się do hurtowych zamówień na barfnych forach.

Zainspirowana dzisiejszym seminarium z BARFa 😋🐓🐂 Multum nowej wiedzy. #barf #suppertime #dolna30 #seminarium #dietetyka #weterynaryjna #knowhow

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

(ad.1) Paczkowane mięso wymaga opłacenia kuriera lub dogadania się z lokalnym dystrybutorem, więc w obu przypadkach wypadałoby zamówić więcej, żeby się opłacało, no ale trochę nie ma tego gdzie pomieścić, więc upychamy część w lodówce i modlimy się, żeby się nie zepsuło.

(ad. 2) Jeżdżenie na bazar – dobra opcja, jeśli tylko uda się wygrzebać na to czas w życiu młodego przedsiębiorcy, gdzie wszystkie sprawy są na wczoraj. Co prawda trochę drogo, ale przynajmniej dostępne od ręki. Gorzej, że tam dostaniemy ograniczone rodzaje mięsa z kilku popularnych gatunków zwierząt, a sęk w tym, żeby było rozmaicie. Ale dobra, czego nie kupiliśmy tam, to dokupywaliśmy z innych źródeł.

(ad. 3.) Kupowanie kuraków w markecie jakoś dziwnie zbiegało się z natężeniem drapania się u Milki. Ogromną zaletą kupowania w wielkopowierzchniowym sklepie lub dyskoncie jest duża dostępność czasowa – jak nie zdążymy w ciągu dnia, to można skoczyć wieczorem po żarło. Mięso dla ludzi, więc i ceny ludzkie, auć.

(ad. 4) Hurtowe zamówienia przez BARFowników to wyższy stopień wtajemniczenia – tylko tutaj dołączysz do zrzuty na koźlinę, świeże zające, gęsi i owce w ultrazajebistej cenie nie do pobicia. Przeszkodą może być przymus zebrania wspólnego zamówienia na min. 200 kg mięsa – jak się zbierze, to kupujecie prosto z rzeźni (przynajmniej tak to działa na forum, nie wiem jakie są wytyczne na grupach).

3. Wiedza – never enough!

Jak już połkniesz wiedzę równą objętości 3 opasłych tomów, to dopiero być może zdołasz podać pierwszy surowy posiłek, patrząc z lękiem przez palce czy aby nie wróci do ciebie szybciej, niż wszedł. Okej, pies żyje, nie tryska fontanną z żadnej strony, już powoli przyzwyczajasz się do myśli, że będzie dobrze, skoro nad kartką z matematycznymi obliczeniami spędziłaś 5 wieczorów. Jest szansa, że go nie zabijesz, a nawet może będzie żył długo i szczęśliwie na swojej nowej diecie! Ale zaraz, zaraz, hold your horses, a co z suplementami? Czy nie za dużo tego? A może za mało tamtego? A jak to wygląda w kalkulatorze żywienia?

Podobno BARFiarze dzielą się na tych, którzy dają jak leci i tych, którzy wyliczają każdą grudkę tłuszczu w kurczaczej piersi. Ja sama suplementy wprowadziłam dopiero po roku karmienia obu psów i przyznam, że ilość specyfików które trzeba/powinno się/można podawać psom jest dla mnie zarazem mglista i niepokojąco liczebna. Z pewnością jest to tylko i wyłącznie kwestia zdobycia odpowiedniej ilości wiedzy i doświadczenia, wtedy już wszystko wydaje się proste. Chyba. Kiedy ruszyłam z własnym biznesem niestety doba się zatrważająco skurczyła i pomysł pogłębienia wiedzy na poziomie ultimate, czyli zrobienia kursu z żywienia psów, spadł z sykiem na podłogę i zmarł śmiercią naturalną. Już kit z hajsem, ale szkoda mi tej wiedzy. Liczę, że znajdę kiedyś na to czas.

Bracia Chart w Potoczówce

Bracia Chart w Potoczówce

4. Poczucie odpowiedzialności

Przeczytałam barfne forum, przez pewien czas prowadziłam zeszyt z posiłkami, dzięki uprzejmości Iwony z Dolnej 30 odbyłam kurs BARFa, od czasu do czasu robiłam wyliczenia w kalkulatorze, a jednak stale miałam poczucie, że działam po omacku. Niestety podstawa kontroli diety – pobieranie krwi, w przypadku Bonza bardziej przypomina zarzynanie niż rutynowe badanie, co również nie ułatwiało sprawy. Jak mówił Spiderman – z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność. W końcu nadszedł moment, gdy chciałam odpocząć od przytłaczającej mnie odpowiedzialności za komponowanie diety i bezpośredni jej wpływ na zdrowie i życie moich psów.

I tu pragnę powiedzieć głośno: bardzo szanuję wszystkich, którzy poświęcają czas i energię na dokształcanie się, planowanie posiłków i układanie diety swojemu psu, jesteście wielcy!

Nie chcąc przerzucać się tak od razu z surowizny na wysokoprzetworzoną karmę przemysłową znalazłam alternatywę w postaci cateringu dla psów „Bracia Chart”. Pamiętałam miłą współpracę sprzed dwóch lat, więc swe kroki skierowałam od razu do nich. Ktoś za mnie teraz przygotowuje, kupuje, dopasowuje, wylicza i przywozi pod same drzwi. Żadnego jeżdżenia codziennie po żarcie! Hurra!

No dobra, robimy big come back 🍛 #braciachart

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pies w Warszawie (@pieswwarszawie)

Nie mów HOP

Ok, no to już wiecie, że dla mnie karmienie to nie przelewki i uważam, że to, co jemy ma ogromny wpływ na zdrowie. Tym większym ciosem dla mnie było, że kilka miesięcy po zmianie diety Bonzo wylądował u weta na zastrzykach. Cztery pazury rozwarstwiły się i odłamały, powodując ból. Przy pierwszym pazurze myśleliśmy, że to drzazga z drzwi, przy odkryciu kolejnych już się nie łudziliśmy. Otóż nie. Powód? Prawdopodobnie niedobory w żywieniu (say whaaaat?!). Problemów takich nie ma Milka, która wszak je to samo, ale powtarzając za wetem – możliwe, że na jego gorsze zdrowie miała wpływ burzliwa młodość, gdy błąkał się nie wiadomo wie gdzie i jadł nie wiadomo wie co. Istotna może być również różnica wieku – bokserzyca to młody pies, a nasz kundel ma już swoje lata. Nie jest to potwierdzone info, jedynie domysły lekarza. W październiku wysłałam serię pytań do Braci, w tym m.in. zapytanie, czy ich karma jest pełnowartościowa, czy też powinnam podawać suplementy? Co z wapnem? W karmie nie ma żadnych kości ani skorupek jaj, a na poprzedniej diecie, kości stanowiły pewną konkretną część diety. Czekam na odpowiedź, mam nadzieję, że rozwieje ona wątpliwości.

W tej chwili jesteśmy dalej na Braciach, tylko dodajemy zestaw suplementów od weta. Pazury się tworzą na nowo, jest dobsz.

Jak macie jakieś rady to dawajcie, rozkminę na temat żywienia uważam za otwartą
Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Dzięki za ten wpis, ja myślę o BARFie, myślę i… i mi się nie chce, ale myślę i myslę, że było by super karmić psy w ten sposób… ale… jestem zbyt leniwa by zgłębiać tajniki tej diety, skrupulatnie wyliczać wszystko, szukać po sklepach i ubojniach różnych gatunków mięs lub drżeć o to czy mrożonki przyjadą zamrożone czy nie. Od zawsze moje psy są na gotoawanym żarciu, które sama komponuję z niewielkim dodatkiwm chrupkek i suplementami i w sumie nie narzekam. Ale surowiznę też dostają jako dodatek lub przekąskę średnio raz w tygodniu. Dobrze usłyszeć to od kogoś kto stosował BARF dłuższy okres, bo póki co szukając infomracji dla leniwych-początkujących-BARFiarzy spotykam tylko wpisy BARFowych fanatyków, co byli by skłonni upolować bażanta i podać psu w całości (najlepiej jeszcze żywego) w imię BARFU lub początkujących BARFiarzy i teoretyków, którzy w prawdzie karmią od dwóch dni, albo jeszcze nie karmią, ale już dokłdnie wiedzą co i jak i są zakochani. :D
    Wiesz co mi przyszło do głowy aporpo Bonza? Może trzeba by mu sprawdzić stosunek wapnia do fosforu? Nie wiem czy to ma jakiś związek, ale tak jakoś mnie naszło, może trzeba mu tylko tą dietę odpowiednio zbilansować podając czy to skorupki jajek, czy biały ser no i suplementy. Trzymam kciuki za jego pazurki!

    • Nie dziwię się, póki człowiek sobie całego planu nie ułoży i nie wpadnie w rutynę, to uważam że jest mnóstwo pracy (zresztą później też jeśli ktoś jak my nie ma zamrażary odpowiedniej wielkości) i naprawdę nie jestem i nigdy nie byłam BARFowym ortodoksem, żeby uważać że na tej diecie powinien być każdy pies stąpający po ziemi. A z tym fosforem i wapniem spytam weta :)

  • Magda

    U nas też problemy z biegunami były. Było gotowane żarcie, royale, karmy holistyczne – niestety Cortina tylko wciąż chudła, a ja wpadałam w doła, że pies gorzej u mnie wygląda niż w ciągu sześciu lat w schronie. Kluczowa okazała się zmiana weterynarza (chociaż lecznica do której wcześniej chodziłyśmy jest naprawdę polecaną w wwa) i kompleksowe, a nie doraźne podejście do problemu. Po badaniach, które niewiele wykazały strzał padł na trzustkę i był to strzał celny. Od prawie roku jedziemy na bezzbożowej joserze i enzymach przed każdym posiłkiem i o dziwo poza małymi wpadkami jest nieźle. Pies w końcu przytył, sierść ładniejsza, aczkolwiek też zaczynam szukać suplementów, bo pazury wciąż gumiaste. Jedyny minus który mi doskwiera to problem z jakimkolwiek treningiem, bo smakołyki jako nagrody odpadają :(

    • Uuu, myśmy też brali enzymy przy początkowych podejrzeniach trzustki, stąd zresztą Royal Canin w naszym życiu. Fakt, nie możność podania smakołyka jest strasznie upierdliwa :C Ale super, że Cor przytyła, to duży sukces po tylu latach :)

  • Marta Nozderka

    Po roku zabaw z komponowaniem posiłków, 2 miesiącach zabaw na samym właściwie indyki i drobiu (czas, czas, czas i dostępność) i ewidentnym pogorszeniu sie psiego samopoczucia zdecydowaliśmy sie na gotowe mieszanki Barf od dystrybutora. Ale nasz pies wcina jakieś 400g dziennie i na jej miesięczne potrzeby wystarcza jedna duża zamrażalnikowa szuflada. Cenowo to nie bajka, ale idąc za przysłowiem czas to pieniądz, latanie po bazarkach i noszenie kilogramów mięsa ba plecach na 4 piętro do tanich tez nie należało. Na razie sie nie suplementujemy, dodajemy tylko rybi olej i obserwujemy. Po psie widać, ze Barf sie podoba, mieszanki chyba tez, czasami robimy zapas kości i dajemy jako luksusowy i zabawny przerywnik w diecie. Przyznaje, łatwiej skomponować posiłek dla małego dziecka niz dla psa.

  • My na średnio restrykcyjnym BARFie, ale wciąż na nim już 1.5 roku. Twój post znów trafił w moje rozkminy, mam kolejne już załamanie okołobarfne, podobnie jak u Was – brak czasu na objeżdżanie bazarków, kombinacje alpejskie z rodzajami mięsa. Dieta jest upierdliwa, nie oszukujmy się, szczególnie, gdy wyjeżdżam na seminaria, obozy, zawody, wakacje…jeszcze pazurami się trzymam, ale nie wiem jak długo, myślę, że podawanie karmy trochę umiliłoby mi i ułatwiło życie, szczególnie, że mam dość niewymagające pieski.

    • Ech, no mnie trochę przekonał weterynarz, że rezygnacja z BARFa to nie jest wcale taka najgorsza rzecz (a kombinowałam jak tu najszybciej wrócić na niego). Powiedział, że on zazwyczaj w ogóle nie wchodzi w dyskusję z klientami, którzy karmią BARFem, bo to jest właściciel psa, który stawia się na półce najlepiej-dbających-o-psy i zachowuje swoje uwagi dla siebie (omg, no przecież! w tym środowisku mnóstwo jest osób, które patrzą z góry na tych nie karmiących barfem i co tu jakiś nieuk weterynarz będzie gadał) ale że prawdę mówiąc taka naprawdę dobra karma z wyższej półki ma za zadanie dostarczyć posiłek na wysokim poziomie, porównywalnym z BARFem, więc żebym się nie biczowała, tylko pomyślała o rozwiązaniu najlepszym dla nas – i mnie i moich psów.

  • I to właśnie ludzie początkujący pt.: „barfuję od 2 lat, jestem specem!” robią z tej diety jakąś mega skomplikowaną dietę… A czy wilk oblicza sobie co do grama (tak, ludzie kupują wagi jubilerskie) każdy element? Pies to nie kot, on nie ma KAŻDEGO posiłku zbilansowanego, więc zdrowy pies nie potrzebuje suplementów (a przynajmniej nieuprawiający sportów). Róża? Pies musiałby jeść ją kilogramami, żeby przyswoić z niej odpowiednią dawkę wit. C. Trzy rodzaje mięsa (np. kurczak, indyk i wołowina) to już jest urozmaicenie, nie trzeba mieć 10 gatunków czy tryliarda… Karmię psa barfem od od samego początku (prawie 7 lat) i jak zaczynałam, barf nie był jeszcze modny, a to oznacza, że nie było też fanatyków. Mam zdrowego psa, a jedyne suple jakie dostaje (i tak sporadycznie, nie licząc sezonu wzmożonego wysiłku) to olej z łososia, mączka z małży, jakieś algi, a latem czystek (ale to na kleszcze). Wyniki krwi oraz kondycja ogólna mówią same za siebie: DIETA mojego psa jest odpowiednio zbilansowana i nie potrzeba mi używać kalkulatora (taa, wilki na pewno tak robią!), z którego nigdy nie korzystałam ;)

    • O, no ja też miałam takie podejście luźne aż do badań krwi w trzecim roku karmienia Bonza, w których wyszło że coś nie styka i wtedy wprowadziłam suple i zaczęłam temat drążyć. Ta wcześniejsza perspektywa że i tak je lepiej i wygląda lepiej niż na wcześniejszej karmie była cudowna :)

    • Kamila Luchowska

      Jak się cieszę że nie tylko mój pies nie ma idealnie wyliczonego jedzenia :D. Poprzedniego psa, jakieś niecałe 10 lat temu moi rodzice karmili psa surowym. Był bardzo zdrowy, nie miał żadnych problemów. Kolejnego psa, odkąd go mamy czyli od nie całych 2 lat też karmimy barfem i również jest zdrowy. Jedynie jak jadł za dużo kurczaka to trochę się drapał. Mieliśmy mały epizod z karmieniem suchym (brit care) z powodu szkolenia i pies widocznie schudł i był wiecznie głodny… A co do wyliczania gramów i proporcji to tego nigdy nie robiliśmy. Jednego dnia dostanie więcej mięsa, drugiego warzyw itd. więc w skali miesiąca to się wszystko w jakiś sposób równoważy.

  • Czyli podsumowując – przerwałaś BARF z.., braku chęci i możliwości? Nie było żadnych aspektów zdrowotnych czy cokolwiek?

    My mamy teraz spory problem z Legion – weterynarz sugeruje alergię lub nietolerancję pokarmową. Jesteśmy na diecie eliminacyjnej i niestety nic nie pomaga, a częste biegunki zostają. Ogólnie od dłuższego czasu obserwuję ”scenę” BARF w Polsce i nadal brakuje mi impulsu do wprowadzenia takiej diety. W czasach, gdzie BARF jest mega modny aż dziwne, że ktoś rezygnuje ;) Nie oceniam, ponieważ diety nie stosowałem. Sami wiecie co jest najlepsze dla Waszych psów.

    Co do cateringu abonamentowego…jestem bardzo bardzo sceptyczny ;) Cenowo nie wychodzi jakoś mega, szczególnie, że 25% to tanie podroby, a 30% to ryż. Kupić dobre produkty i ugotować w domu to nie jest jakiś wielki wysiłek, więc kwestia komfortu też do mnie nie przemawia. Kto tam wie tych Warszawiaków :D

    My też karmimy Legion domowo i zdaniem weta takie jedzenie nie zapewnia jednak wszystkich witamin i minerałów – polecił nam jakieś kompleksy witaminowe i rzeczywiście podajemy je psu. Jednak praktycznie 2,5 roku Legion ”jechała” na domowym, a jak robiliśmy pełne badania krwi to wszystko było idealnie, więc sam nie wiem.

  • Ela

    Witam, idę dokładnie Twoją drogą. Mój pies był rok na Barfie. Ale z powodu braku czasu i miejsca w zamrażalniku przerzuciłam się na braci chart. Mam 6 kilowego psa, dlatego zamawiam jednorazowo 5kg żarcia. Taka ilość wystarcza mi na miesiąc, dlatego część wykorzystuję zgodnie z datą ważności, a część zamrażam, przedłużając w ten sposób termin ważności. Pytałam braci chart o to czy dodają do jedzenia jakieś witaminy lub suplementy – odpowiedzieli że nie. W karmie znajduje się tylko to co na etykiecie. W związku z tym, mój pies przez 2 miesiące dostawał tylko wołowinę, ryż, marchew i słonecznik. Absolutnie nie wydaje mi się aby było to pełnowartościową i dobrze zbilansowaną karmą. Dlatego obecnie stosuję

    zasadę, że co 4-ty posiłek (czyli raz na dwa dni) daję inny rodzaj mięsa z kością lub samo mięso z suplementami (hemoglobina, skorupki, mieszanka witaminowa barf sensitive, olej z łososia). Dodatkowo raz w tygodniu twaróg z jajkiem i warzywami innymi niż marchewka. Przyznaję jest to upierdliwe. Trochę mniej niż barf ale zawsze. W listopadzie będzie miała robione badania krwi, zobaczymy jak wyjdą. Reasumując, karmienie samą karmą braci chart na pewno nie jest wskazane.

  • Ja swojej psince podawałam BARF’a przez pół roku. Nie jakiegoś wymyślnego, nie ganiałam po sklepach i bazarach w poszukiwaniu trzydziestu rodzajów mięs, dostawała kilka suplementów i tyle. Do momentu póki nie dostała paraliżu i musiała przyjmować leki, które przy tej diecie powodowały mega zaparcia. Zatem zmieniłam dietę na poprzednią (czyli puszki/saszetki) i problem z zaparciami się skończył. Frida na BARF’a nie wróci, bo do końca życia musi przyjmować leki. Ale co jakiś czas dostaje jakiś surowy kąsek. Co do samego BARF’a, problem z przechowywaniem, brak czasu na latanie po sklepach i wymyślanie, koszty też małe nie są. Ogólnie fajna zabawa, ale ma też sporo minusów utrudniających życie.

  • kalyna

    Moim zdaniem każdy karmi psa, tak jak mu jest wygodnie. BARF nadal jest traktowany na zasadzie prób i błędów i szukania po macoszemu tego co psu podawać. Jak ja zaczynała z szczeniakiem barfować to robiłam to prawie, że z duszą na ramieniu, bo za bardzo nie wiedziałam co i jak, a i rad nie miałam skąd wziąć. No i ja chyba zbańczyłabym, gdybym chciała moje psy tylko na suchej karmie trzymać. Ale jednak ja mam gdzie to jedzenie trzymać, wiem już gdzie kupować i wiem, co psom najbardziej odpowiada. Pamiętam, jaki rollercoaster miałam, jak na miesiąc psy na suche musiałam przestawić. W podskokach leciałam po surowiznę dla nich. Ale też mój najstarszy pies jest już drugi rok na suchej karmie, za co powinnam dostać bęcki itp, ale sucha o wiele bardziej mu służy. I jest dobrej jakości. Dlatego ja już nie wyznaję jedynej słusznej diety psa. Dawajmy to co psu i nam odpowiada, oczywiście postępując zgodnie z zdrowym rozsądkiem. I w wielu przypadkach gotowa karma, tak trochę uogólniam, jest lepszym wyjściem. Bo złą dietą, także można narobić bałaganu i szkód. Zwłaszcza,że aby być na bieżąco z BARFowym światem, trzeba poświęcać dużo czasu, którego wiecznie brakuje.

  • Generalnie mam wrażenie, że niektórzy (zwłaszcza osoby początkujące) trochę przesadnie wszystko komplikują i za bardzo, hm, panikują :). Z jednej strony cieszę się, że można znaleźć w internecie więcej informacji na temat karmienia psa surowizną, z drugiej strony mam już alergię na słowo „BARF”, bo wpisując to słowo w wyszukiwarce można znaleźć wiele absolutnie bzdurnych informacji.
    Nie wiem, czy jestem BARFnym ortodoksem… W przypadku mojego psa – tak (bo jeżeli jest na surowiźnie, to jest na surowiźnie; nic innego nie dostanie). Jeśli chodzi o inne psy – tak naprawdę wisi mi, czym są karmione. Nie należę ani do tych, którzy „karmią jak leci” ani do tych, którzy „wyliczają każdą grudkę tłuszczu”. Mój pies jest karmiony surowizną od 3 lat. Nie komplikuję sobie życia, nie używam kalkulatora (kalkulatory są dobre dla kotów; nie są dostosowane do psów). Mimo to pies od samego początku ma idealne wyniki: morfologia, biochemia, jonogram – wszystko to jest idealnie w normie.
    Daję psu dziennie 600g, miesięcznie wychodzi 18.6kg. Z tego 80% stanowi czyste mięso, 10% to kości, 5% to wątroba i kolejne 5% to miks pozostałych podrobów. A jeżeli kupię akurat całego królika(/gołębia/przepiórkę/bażanta), takiego dosłownie ze wszystkim, to już w ogóle jest luz, bo nie muszę się nad niczym zastanawiać – po prostu rzucam psu do miski i tyle, ba, nawet supli nie muszę sypać. W ogóle nie daję ani warzyw ani owoców – bo po co? :)
    Jeśli chodzi o suple… Te obowiązkowe to tylko i wyłącznie algi, drożdże, olej z łososia/kryl i hemoglobina+osocze. Czy to naprawdę tak dużo? :) Zestaw supli Tayry jest nieco bardziej rozbudowany (drożdże, l-karnityna, tauryna, q10 + algi, czystek i dzika róża), ale to już kwestia indywidualna – gdybym chciała, mogłabym poprzestać na drożdżach i algach (bo dziczyzna i króliki, które Tayra zjada, zapewnia jej odpowiednią ilość żelaza i kwasów omega). Raz w tygodniu rozsypuję dawki na cały tydzień i gotowe.
    Nie jeżdżę po sklepach/bazarkach/ubojniach. Mięso przywozi mi głównie kurier, ew. odbieram je niecały 1km od mojego domu. Nie tracę co chwilę czasu na przygotowanie porcji – robię to raz w miesiącu, co zajmuje mi max. 1.5h.
    A na wakacje/wyjazdy zabieram ze sobą suszone mięso i opakowanie smalcu gęsiego – nie ma z tym żadnego problemu, nie muszę się martwić o jego przechowywanie ani nic takiego.

    Mówiąc całkowicie poważnie – mały zamrażalnik to faktycznie może być problem. U mnie też był – więc dokupiłam zamrażarkę :).

  • Lotnikowo

    u mnie jest inny problem, lodowke i zamrazarke nowa kupowalismy specjalnie pod katem duzej ilosci miejsca dla psow ;) ale mi jest strasznie ciezko pamietac o rozmrazaniu porcji i czesto w zastepstwie sypie suche. no bo jak mam je zostawic bez sniadania lub kolacji, jak one tak patrza i chca jesc… ;) nie maja problemow ze zmianami zarcia. znalazlam jakis sposob na swoja pamiec i staram sie laczyc wyciaganie jedzenia ze spacerem rano lub wieczorem. ale jest cos gorszego w barfie niz koniecznosc pamietania o rozmrozeniu miesa na czas (chyba ze sie chodzi codziennie po swieze), mianowicie mi przeokrutnie przeszkadza zapach surowego miesa, jesli nie jest super swieze. doslownie zbiera mi sie na pawia, jak przekladam psom do misek albo porcjuje do mrozenia… nie wiem, czy inni ‚barfiarze’ maja tez tak czule nosy, czy tylko ja mam taki problem, a dodam, ze nie jestem wege i jem mieso i smaze sobie kotlety czy inne rzeczy ;) ale takiego miesa po paru godzinach jazdy nawet dobrze schlodzonego czy rozmrozonych podrobow… i jeszcze inna kwestia. jestem ciekawa, jak teraz wyjda mi koszty dla 3 w porywach do 4 psow na barfie. ale juz widze ze niestety sporo drozej, niz dobra sucha karma, bo 3 psy zjadaja mi kilo dziennie miesa, suchej po 200g, czyli nawet jesli place srednio podobna kwote za mieso i suche, to jednak suchego jedza mniej. a jeszcze nie wliczam do tego supli. dlatego czuje, ze bedziemy okresowymi barfiarzami jak do tej pory, chociaz chcialabym bardzo karmic psy surowym, ale zapach miesa taki fuj i koszty miesa ktore i tak nie jest niewiadomo jakie super, bo paczkowane plus rozbiorki zamowien, nie wiem jak ludzie sa w stanie wydawac mniej, niz na suchej, serio. chyba tylko karmiac totalnymi odpadkami albo korpusami z kurczaka za 2zl.

  • Ola

    U nas było tak,że Emet był na barfie jakoś pół roku, wszystko idealnie ale treningi mnie przerastały, musiałam wprowadzić spalenie miski i nie dało rady inaczej. Tak się bujaliśmy na przeróżnych karmach ale było coraz gorzej, każda uczulała. W końcu po kilku miesiącach leżenia w domu przez rozwalone łapy powiedziałam dość, wracamy do barfa. Całe szczęście, że szło to w parze z kompletną zmianą w skupieniu więc nie miałam z tym wątpliwości..ale pojawiły się one w związku z kosztami (same suple to prawie 100zł miesięcznie), brak normalnego mięsa w pobliżu i zamrażarka która jest jedną półką i uwaga, mieści 2 kg mięsa :). Tak trwamy od kwietnia/maja tego roku i chyba wyjścia innego nie ma. Generalnie jest ciężko ale nie widzę innego wyjścia. Przynajmniej wiem że nie robię mu krzywdy, nawet jeśli je głównie drób to zawsze będzie lepsze niż przetworzona karma.

  • Piotrek

    Widzę, że przychodzę z rozwiązaniem problemów: Od niedawna jest alternatywa na rynku psiego jedzenia: naturalne diety Psi Bufet – psibufet.pl.
    Model działania jak u Braci, bo jest to rzeczywiście catering dla psów, ale jest dodatkowo wzbogacony o tran i suplement witaminowo-mineralny. Dostajemy raz w tygodniu 7 próżniowo zapakowanych porcji dopasowanych wagą do naszego psa. Przepisy były układane przez specjalistkę ds. żywienia zwierząt domowych z SGGW i spełniają normy FEDIAF. W jednym miejscu dostajemy pełnoporcjową karmę z wygodną dostawą do domu.
    Mój pies – Labradorka Kluska – też ma problemy trawienne. Od kilku miesięcy dostaje dietę opartą o mięso z indyka – Indyczy Kąsek i wszystko się pięknie unormowało. Polecam odwiedzić ich stronę, bo można dowiedzieć się kilku fajnych rzeczy na ten temat.

    • Dzięki, zajrzałam sobie na stronę Psiego Bufetu. Współpraca z doktorantem żywienia i rozpisanie składników odżywczych – super! Niestety ta dieta kosztowałaby przy moich dwóch psach (2 x 30 kg)… 1000 złotych miesięcznie, więc mogę już o niej zapomnieć :P

  • J.

    Mało pomocna uwaga, ale czytając różne BARFowe rozkminy… cieszę się, że mam mało wymagającego zywieniowo psa. Jest spoko na karmie, zwłaszcza jak znalazłam taką która naprawdę odpowiada jej zapotrzebowaniom, było spoko na gotowanym zarciu przez czas naszej przygody z tym sposobem żywienia, byłoby pewnie spoko na Barfie… Ale wyznaję zasadę, że don’t fix what ain’t broken. No i lenistwo. Zresztą młoda lepiej wygląda jak ma sporo węglowodanów w diecie i średnio lubi surowe mięso. Uważa, że to padlina do tarzania się w niej.
    Trzymam kciuki za znalezienie idealnego sposobu żywienia odpowiadającego i Waszym i psim potrzebom. :)