KASTRACJA
Zdrowie

Kastracja

Nadszedł wreszcie ten wielki dzień, który początkowo odwlekałam przez rok, potem czekałam na niego w napięciu nie mogąc się już doczekać. 6 kwietnia byliśmy na zabiegu kastracji :)

 Mały gabinet na ul. Łowickiej, znajdujący się dosłownie dwa bloki od nas, brał udział w Akcji Sterylizacja więc po wykonaniu badania krwi zostaliśmy wpisani w kalendarz zabiegów. Chętnych było sporo, prawie codziennie odbywały się sterylizacje zwierzaków. Z badania krwi OCZYWIŚCIE wyszły nieprawidłowości, tym razem podwyższone wyniki wątroby. To kolejna zagadka do rozwiązania tuż po podejrzeniu zapalenia trzustki (2010) i zapalenia jelit (2011). Ale nie przeszkodziło to nam w wykonaniu zabiegu, uf.
Tutaj zdjęcie pamiątkowe. Jak to ktoś na fejsie napisał – piękne pisanki na święta :)
Przed zabiegiem zaczęłam się denerwować jakbym to ja miała iść pod nóż, jakieś poddenerwowanie mnie ogarnęło. I w dodatku żal mi się zrobiło tych Bonzowych jajek. Nigdy nie byłam do nich przywiązana ale nagle poczułam żal, jaki się odczuwa po stracie. Na szczęście minęło, gdy stanęliśmy przed drzwiami gabinetu. Dalej poszło szybko – jeden zastrzyk, drugi zastrzyk, golenie łapy, wkłucie wenflonu i sru do domu – czekać na telefon od doktora.
Po pół godzinie byłam już z powrotem. W gabinecie rozlegało się miarowe szczekanie, to był mój pies głośno protestujący przeciwko dalszej swej obecności w tym miejscu straceń.
Okazało się, że mimo iż Bonzo nie jadł nic od 12 godzin to i tak zwrócił ogromną ilość karmy, niektóre kulki były nawet nie rozpuszczone. Ewidentnie coś z żołądkiem, ale tym na nowo zajmiemy się po wygojeniu rany. Chwiejnym kroczkiem poszliśmy do domu i tak przeleżeliśmy następne kilka godzin.
Zamiast kołnierza mamy patent na kaganiec zalepiony przylepcem, żeby nie mógł się lizać. Powinien nosić go cały czas, ale jak jestem w domu i mam go na oku do ograniczam się do groźnego pokrzykiwania gdy stara się dosięgnąć rankę. Na noc zakładam i leży taka bida z metalem wokół łba i budzi popiskiwaniem, że mu się nie podoba i że nie wygodnie. Co zrobić, wstaję i zdejmuję mu na chwilę.

EDIT 9.04 poniedziałek
Nie jestem pewna, czy ta rana goi się tak jak powinna. Zdarza mu się lizać miejsce po operacji. Czytałam, że po 2 – 3 dniach rana powinna być już sucha i ładna, a u niego trochę spuchła. Psikam mu od dziś roztworem z Rivanolu i pożyczamy kołnierz od Fado z Psich Wędrówek. Będę dobrej myśli.
Tak wygląda dziś rana po operacji. Zdjęcie celowo małe, żeby kogoś wrażliwego nie poraziło.

EDIT 27.06.2015
Wszystko się pięknie wygoiło, śladu po szwach ani jajkach od dawna już nie ma :)

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • ciekawy blog kocham psy wszystkie

    Każdy dziś każdego leje ..
    Każdy leje i się śmieje ..
    Nikt dziś nie oszczędza wody ..
    Leje stary .. leje młody ..
    Oblewamy siostrę .. brata ..
    Dziś oblewa się pół świata ..
    Gdy skończymy wielkie lanie ..
    Wysuszymy swe ubranie ..
    Będziemy suszyć i wspominać ..
    Jaka była kogoś mina …

    Milutkiego mokrego dnia

    • ja też, psy są trochę niesamowite :D dziękuję za miłe życzenia i Tobie również dużo zabawy w dyngusa :)

  • zapiszę blog sobie i będę odwiedzać ja jestem mocną psiarą :))
    Mam dwa blogi zapraszam:))

    • dzięki :) byłam już u Ciebie, oglądałam, nawet skomentowałam :) świetny piesek!

  • ojj .. mnie wet nie wypuścił dopóki nie stałem pewnie na łapkach ..

    mam nadzieję, że kołnierz się przyda i nie będzie zbytnio męczący, ja w nim normalnie jadłem i piłem :)